Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 9/2001

Najważniejsza była reforma systeemu
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Z pewnością największą porażką jest brak nowego prawa o szkolnictwie wyższym. Od dawna w środowisku akademickim panowało przekonanie,
że zmiany są konieczne.

Rozmowa z prof. Jerzym Zdradą,
wiceministrem edukacji narodowej
 

Fot.  Stefan Ciechanć

Prof. dr hab. Jerzy Zdrada (ur. 1936), historyk dziejów nowożytnych XIX i XX w. Ukończył Wydział Filozoficzno-Historyczny UJ w 1960, doktorat w 1965, habilitacja w 1973. Autor wielu rozpraw o Wielkiej Emigracji, powstaniu styczniowym, historii dyplomacji polskiej, walce Galicji o autonomię. W latach 1959-84 pracownik naukowy PAN w Krakowie. Zwolniony z przyczyn politycznych. Od 1984 pracownik UJ, od 1993 profesor UJ. W latach 1989-97 poseł na Sejm RP, wiceprzewodniczący Komisji Edukacji, Nauki i Postępu Technicznego. Od 1997 podsekretarz stanu w MEN.

Mijają cztery lata odkąd objął Pan stanowisko wiceministra edukacji odpowiedzialnego za sprawy szkolnictwa wyższego. W tym czasie na czele resortu stało dwóch kolejnych ministrów. To zresztą już niemal reguła, że wiceministrowie pełnią swoje funkcje znacznie dłużej niż ministrowie. Spróbujmy podsumować te cztery lata. Co uznaje Pan za najważniejsze osiągnięcia tego okresu?
– Bez wątpienia najważniejsza była reforma całego systemu edukacji. Od początku mówiliśmy, że powinna to być reforma całościowa – od przedszkola po doktorat. Zmiana sposobu kształcenia uczniów, częstsza konieczność decydowania o wyborze kolejnego etapu, wprowadzenie testów kompetencyjnych i nowej matury – będą z pewnością miały wpływ także na kształcenie na poziomie wyższym. Takim początkiem zmian w szkolnictwie wyższym jest właśnie wprowadzenie nowej matury, jako przepustki na uczelnię zamiast osobnego egzaminu wstępnego. Uczelnie generalnie zaakceptowały takie rozwiązanie, choć niektóre są ostrożne i chcą zobaczyć, jak ten system działa w praktyce. Szkolnictwo wyższe nadal dynamicznie się rozwija i kształci już blisko 1,6 mln studentów, a współczynnik scholaryzacji osiągnął 41 proc. W ciągu tych czterech lat przybyły nam 4 nowe uniwersytety: w Olsztynie, Warszawie, ostatnio w Zielonej Górze i Rzeszowie oraz Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej, a także 23 państwowe wyższe szkoły zawodowe i kilkadziesiąt uczelni niepublicznych. Wprowadziliśmy system stypendiów dla najmniej zamożnych studentów. Ważną rzeczą było też rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego z listopada 1999 roku dotyczące odpłatności za studia. Trybunał uznał, że kształcenie na studiach niestacjonarnych może być odpłatne, ale równocześnie podkreślił, że liczba studentów na tych studiach nie może być wyższa niż na studiach stacjonarnych.


– A czego nie udało się zrobić?
– Z pewnością największą porażką jest brak nowego prawa o szkolnictwie wyższym. Od dawna w środowisku akademickim – z którego się przecież wywodzę i ja, i obaj ministrowie: Mirosław Handke i Edmund Wittbrodt – pomimo różnic w niektórych sprawach panowało przekonanie, że zmiany są konieczne. Prace trwały długo i miały różne koleje. To zresztą cała osobna historia.


– Czy z dzisiejszej perspektywy nie sądzi Pan, że ten projekt za długo był konsultowany i miał zbyt wielu recenzentów?
– Zgoda, dziś tak to wygląda, ale chcieliśmy, żeby była to ustawa możliwie powszechnie akceptowana przez środowisko. Stąd np. rezygnacja z regulacji kwestii stopni i tytułu naukowego – tu bowiem konsensus wydawał się trudny do osiągnięcia. Udało się, na szczęście, w ostatnich miesiącach przeprowadzić nowelizację ustawy obejmującą rzeczy najważniejsze.


– Z czterech proponowanych zmian dwie – ustawowe umocowanie Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich i zgoda rektora na zatrudnienie poza pierwszym miejscem pracy – nie zyskały poparcia w parlamencie.
– Broniliśmy tych rozwiązań, ale wystąpiły tu znaczne różnice zdań wśród posłów i części przedstawicieli środowiska akademickiego. Nowelizacja dokonywała się poprzez tzw. szybką ścieżkę legislacyjną. Uznano, że niektóre rozwiązania wymagają jeszcze dyskusji i dopiero mogą znaleźć się w nowej ustawie. W moim przekonaniu stało się źle, że reforma wynagrodzeń nie jest powiązana z kwestią zatrudnienia, jak chcieliśmy to zrobić. Także umocowanie działającej prężnie KRASP jest potrzebne.


– Powołano natomiast Państwową Komisję Akredytacyjną i Sejm zgodził się na systemowe rozwiązanie problemu płac w szkolnictwie wyższym oraz powiązanie ich ze średnią krajową. Za trzy lata asystent ma zarabiać na poziomie średniej, a profesor 2,8 razy więcej.
– Są to dwie niezmiernie ważne kwestie. Powołanie PKA, mającej dbać o jakość kształcenia, a równocześnie wzmocnienie instrumentów nadzoru nad szkołami wyższymi, jest wreszcie faktem. Co do systemu płac, po raz pierwszy udało się wprowadzić wieloletni system finansowania płac w szkolnictwie wyższym oparty na stosunku do średniej krajowej. W tym roku na sfinansowanie podwyżki zostanie przeznaczona rezerwa z budżetu kancelarii premiera w wysokości 160 mln zł. W przyszłym roku kwoty podwyżek wejdą już do budżetu.


– Czy istnieje zagrożenie, że w ramach szukania oszczędności w budżecie państwa cięcia mogą być dokonane także na tym polu?
– Wprowadzenie nowego systemu to rozwiązanie ustawowe. Proces legislacyjny zakończył się i prezydent tę ustawę na początku sierpnia podpisał. Tym samym już obowiązuje. Można sobie wyobrazić, że przyszłe tzw. ustawy okołobudżetowe mogą rozłożyć proces dochodzenia do wyznaczonego pułapu płac nie na trzy, a np. na cztery lata, ale na razie takich planów nie ma i nie sądzę, żeby ten czy przyszły Sejm chciał to zmieniać.


– Często mówi się, że nadzór ministerstwa nad uczelniami jest niedostateczny. Takie były np. wnioski z kontroli NIK. Wiem, że ministerstwo występowało w niektórych przypadkach nawet na drogę sądową, ale kilkakrotnie przegrało takie sprawy. Mam wrażenie, że dopiero ostatnio te działania są bardziej energiczne – np. pojawiła się lista uczelni, które nie otrzymały przedłużenia na prowadzenie działalności.
– Nadzór istniał zawsze, utworzyliśmy np. w Departamencie Szkolnictwa Wyższego specjalny wydział kontroli, ale to prawda, że ostatnio zaczęliśmy baczniej przyglądać się działalności niektórych szkół. Po pierwsze dlatego, że zaczęły dochodzić do nas informacje o różnych negatywnych zjawiskach. Po drugie, w części szkół zaczęły upływać terminy ważności z reguły 5-letniego zezwolenia na prowadzenie uczelni lub też uczelnie starały się o uzyskanie zezwolenia na otwarcie nowych kierunków bądź prowadzenie studiów na poziomie magisterskim. Zgodnie z ustawą, przedłużenie czy rozszerzenie zezwolenia musi być poprzedzone oceną funkcjonowania szkoły i opinią Rady Głównej. Kontrole ujawniały różne zjawiska negatywne: niezgodność faktycznej obsady kadrowej z deklarowaną, zatrudnianie jako wykładowców osób niekompetentnych i nieprzygotowanych, istnienie nielegalnych zamiejscowych filii, zaliczanie do czasu studiów nauki w szkole policealnej, brak zaplecza np. bibliotek, własnych sal wykładowych, akademików. Wnioski z kontroli NIK opierały się na dokumentach zebranych przez MEN, a więc nie były dla nas czymś nowym. W trakcie prób egzekwowania nadzoru okazało się bardzo jaskrawo, że obowiązujące prawo jest miejscami niedostatecznie precyzyjne i nie sprzyja nadzorowi, którego od nas wymagano. Stąd te porażki sądowe, o których pan wspomina. Myślę, że po ostatniej nowelizacji ustawy i utworzeniu Państwowej Komisji Akredytacyjnej będziemy mieli znacznie lepszą sytuację. Wskazówką są tu też decyzje Naczelnego Sądu Administracyjnego.


– Ale powiedzmy wyraźnie: grzechy na sumieniu mają też uczelnie państwowe. Niektóre z nich także mają np. „zamiejscowe punkty kształcenia”, co jest niezgodne z ustawą, czy braki kadrowe.
– Niestety, tak jest, dlatego zwracamy rektorom na to uwagę i żądamy usunięcia braków. Miara musi być równa dla wszystkich.


– Panie Ministrze, w tej, nazwijmy to „kadencji ministerialnej”, pojawiła się idea tworzenia uniwersytetów poprzez łączenie kilku uczelni w mniejszych ośrodkach. Pan przewodniczył zespołom wypracowującym szczegóły ich powoływania. Nie wszędzie ten proces przebiegał bezkonfliktowo. Dwa zupełnie różne przykłady to utworzone właśnie 1 września uniwersytety w Zielonej Górze i Rzeszowie.
– Uważaliśmy, że stworzenie w mniejszych ośrodkach jednej silnej uczelni to zupełnie nowa jakość, pozwalająca o wiele szybciej rozwijać się lokalnemu środowisku akademickiemu. Miałem to szczęście, że jako wiceminister byłem przy narodzinach kolejnych uniwersytetów. W Olsztynie i Zielonej Górze była zdecydowana wola tamtejszych środowisk. W obu tych ośrodkach doszło do połączenia uczelni technicznych i wyższych szkół pedagogicznych. W Rzeszowie to się nie udało. Politechnika nie chciała wejść w skład uniwersytetu. Niestety, dały o sobie znać ambicje i pewne specyficzne uwarunkowania. Szkoda, że tak się stało.


– Kolejne ośrodki aspirują do powołania uniwersytetów: Kielce, Bydgoszcz, Częstochowa.
– Jeśli będzie zgoda lokalnych środowisk akademickich, ale też jeśli będą spełnione warunki co do wymaganych uprawnień, to takie uczelnie powinny powstać. Najbliżej spełnienia tych warunków są chyba Kielce, gdzie, mam nadzieję, dojdzie w przyszłości do „wariantu zielonogórskiego”.


– Przez ostatnie trzy lata powołano 23 państwowe wyższe szkoły zawodowe. Jednak binarny system studiów wyższych, licencjat – magisterium, właściwie w Polsce nie przyjął się. Ponad 90 proc. ich studentów deklaruje chęć skończenia studiów magisterskich.
– Myślę, że ich tworzenie było dobrym pomysłem. Mamy już blisko 40 tys. słuchaczy tych uczelni. Trzeba podkreślić, że kształcą one bezpłatnie na studiach dziennych w wielu potrzebnych specjalnościach i stały się trwałym, posiadającym własną bazę, elementem społeczności lokalnych. O potrzebie ich powoływania najlepiej świadczy zaangażowanie władz lokalnych. Burmistrzowie i samorządy zabiegają, przekazują budynki czy – jak 5 powiatów na Podhalu – opodatkowują się na ten cel.


– Ale w dyskusji padały głosy, że może lepiej przeznaczyć te pieniądze na dofinansowanie istniejących szkół wyższych i tam zwiększać ilość miejsc. Co innego studiować w dużym ośrodku z tradycjami, a co innego w małej czy średniej miejscowości.
– Takie rozumowanie ma dużą dozę racjonalności, ale myślę, że to nie jedyny model. O potrzebie istnienia takich szkół najlepiej chyba świadczy powstanie w mniejszych miastach dziesiątek uczelni niepaństwowych. Przy dzisiejszym postępie technicznym i dostępie do Internetu nie tylko miejsce studiów będzie decydowało o ich jakości.


– Czy w tym roku może się wydarzyć to samo, co pod koniec ubiegłego, czyli cięcia wydatków we wszystkich resortach, a tym samym także w szkolnictwie wyższym?
– Wszyscy jesteśmy zaniepokojeni stanem budżetu i już wiadomo, że w roku przyszłym konieczne będą oszczędności w wielu dziedzinach. Na razie trudno powiedzieć, jak będzie wyglądała sytuacja pod koniec tego roku, w listopadzie czy grudniu. Tempo przekazywania dotacji dla szkół wyższych na dydaktykę jest przyzwoite i wynosi ... Gorzej ze środkami na inwestycje. Tu realizacja sięga na koniec sierpnia ... Jest faktem, że wpływy do budżetu są mniejsze niż to zakładano. Na razie nie ma jednak projektu cięć i te decyzje będzie podejmował chyba już kolejny rząd.


– Podsumujmy: nowy rok akademicki zaczynamy z 1,6 mln studentów, 2 nowymi uniwersytetami, a także nową uczelnią w Bielsku-Białej: Akademią Techniczno-Humanistyczną, 7 kolejnymi państwowymi uczelniami zawodowymi, podwyżką od 1 września wynagrodzeń pracowników i nauczycieli akademickich i mającą zacząć swą pracę od 1 stycznia Państwową Komisją Akredytacyjną.
– Chciałbym, aby był to kolejny rok rzetelnej pracy w uczelniach i porządkowania systemu szkolnictwa wyższego. Będę miał okazję obserwować to już nie jako wiceminister, ale jako nauczyciel akademicki.


Rozmawiał Andrzej Świć

Komentarze