Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 10/2001

Kaligrafia pod Wawelem
Poprzedni Następny

Sposób bycia

Czynności pisania prof. Zin nadaje wartość moralną,
a może nawet – metafizyczną.

Piotr Kieraciński

Ci, którym zdarzyło się korespondować z prof. Wiktorem Zinem, wiedzą, że nie korzysta on z maszyny do pisania ani komputera. Miałem kiedyś przyjemność czytać artykuły wybitnego krakowskiego architekta i znakomitego gawędziarza w oryginalnej wersji. Pisane były czarnym atramentem, skreślenia – nieliczne, każda litera zdawała się być osobno stylizowana. To była kaligrafia, całe artykuły napisane kaligraficznie. Niedawno, zachwycona fizyczną urodą tych tekstów, redaktorka magazynu „Rezydencje”, poprosiła prof. Zina o zgodę na wydrukowanie faksimile pierwszej strony artykułu, obok jego wersji drukowanej typową czcionką gazetową.

FILOZOFIA PISANIA

Tekst kaligrafowany ma swój niepowtarzalny urok. Charakterystyczny kształt liter. Specyficzne odstępy między nimi. Jedne kreski grubsze, inne cieńsze, jakby pisane stalówką w obsadce. Prof. Zin pokazuje mi swoje pióro z szeroką, ukośnie ściętą stalówką: – Ono w pewnym sensie naśladuje XIX-wieczne rondo – narzędzie, którym pisali ówcześni rejenci sądowi i urzędnicy – ale ma zapas atramentu, który wystarcza mi czasami na 2-3 dni. Jednak, gdy po publicznym wykładzie o tajemnicach starego Krakowa słuchacze proszą o autograf, uczony wyjmuje pędzelek, także z wkładem atramentu. Służy on do pisania adresów szczególnie ważnych, np. dedykacji i życzeń świątecznych. – Takim narzędziem mogę wykonać ornament, by podkreślić swój stosunek do osoby, do której kieruję moje słowa. Używam go, gdy chcę zawrzeć w tekście, słowie lub literze jakieś uczucia.

Gdy pytam o naukę kaligrafii, Profesor odpowiada, że w szkole się tego nie uczył. – Podczas wojny – dodaje przekornie – malowałem w Hrubieszowie szyldy. Gdy trafił na architekturę do Krakowa, zajęcia z rysunku odręcznego prowadził prof. Witold Gardowski. Na tym przedmiocie wykładano także liternictwo, którego Gardowski był wielkim miłośnikiem – twierdził, że w literach zawiera się sens świata. – Od niego nauczyłem się czegoś więcej niż samych liter – filozofii pisania.

Wielu znakomitych pisarzy, dziennikarzy, reporterów niezwykle sprawnie posługuje się komputerem. Wciąż jednak zdarzają się tacy, którzy przedkładają pióro ponad maszynę. – Ja do nich należę – mówi prof. Zin. – Klawiatura stuka, klekocze. To mnie wybija z wewnętrznego rytmu myślenia. Lubię mieć wokół ciszę, czuć pod palcami szorstkość lub gładkość papieru, trzymać w ręku narzędzie. Oczywiście, nie biegam za gęśmi i nie przycinam do kciuka wyrwanych im piór, jak dawniej czyniono.

DYSCYPLINA MYŚLI

Krakowski architekt nadaje pisaniu sens większy niż tylko utrwalenie myśli na papierze bądź innym nośniku. Dlatego w jego sztuce – tak chyba można nazwać nie tylko rysunki i obrazy, ale także styl odręcznego pisania uczonego – tyle dążności do ornamentu i zdobnictwa. Czynności pisania prof. Zin nadaje wartość moralną, a może nawet – metafizyczną. – Piszę słowo po słowie, zastanawiając się, które lepsze. Dostrzegam wtedy odrębność rzeczy, o których piszę. Wciąż uważa za słuszny postulat, aby nauka kaligrafii wróciła do szkół. – Ona uczy wyczucia rytmu, akcentowania. Każda litera jest trochę inna, zależnie od tego, obok jakiej litery stoi, ale także od tego, co piszemy, jakie towarzyszą temu emocje, do kogo kierujemy słowa i myśli. Szarości życia doświadczamy na co dzień. Pisanie powinno ją transcendować. Pisanie odręczne dyscyplinuje człowieka i porządkuje sposób myślenia.

Fot. Stefan Ciechan

Gdy rozmawiamy z prof. Zinem o pisaniu, ręka uczonego raz po raz zatacza koła, jakby chciała coś rysować na blacie stołu. Po upływie dobrych kilkunastu minut Profesor bez słowa wstaje, wychodzi do sąsiedniego pokoju i wraca z kartką papieru. Wyciąga pióro. Rozmowie o pisaniu towarzyszą odtąd rysunki liter, ozdobne inicjały pisane, a właściwie malowane, w stylach z różnych epok. Opowieść staje się teraz swobodniejsza, jakby wcześniej brak pióra w ręku krępował mowę.

CZAS PRZECIW SOBIE

Nierozłączny związek mówienia i rysowania to zapewne wynik wieloletniej pracy nad programem telewizyjnym „Piórkiem i węglem”, wielu lat wykładów z historii architektury, a ostatnimi czasy również z anatomii dla studentów sztuk pięknych. Skąd umiejętność błyskawicznego rysowania, oddawania kilkoma naprędce wykonanymi kreskami piękna przedmiotów? – Przed kamerami wykonałem pewnie dziesięć tysięcy rysunków, a kolejne dziesięć tysięcy – przed słuchaczami wykładów – mówi prof. Zin. A ile ich powstało zanim zobaczyliśmy te słynne, wykonane przed kamerami, niech świadczy pewna historia z pracowni krakowskiego architekta i rysownika. Zaglądał do niej czasami Tadeusz Kantor. Stawał w drzwiach i pytał prof. Zina: – Czy masz jakiś koniak? A wiesz, że nie lubię architektów? Pewnego razu po wejściu Kantora zapanowała cisza, stał i zdziwiony rozglądał się po pokoju. Wiktor Zin rysował właśnie trzydziesty któryś wizerunek Wawelu. Podłoga pracowni, fotele, tapczan i stoły zasłane były rysunkami Wawelu. Na sztalugach kolejny rysunek o tej samej tematyce. – Czemu, do cholery, tak się mizdrzysz do tych wież wawelskich? – zapytał wreszcie Kantor. – Dlatego – odpowiedział prof. Zin – że czas telewizyjny ma swoje własne prawa. Za każdą postawioną przed kamerami kreskę muszę brać odpowiedzialność nie tylko rzeczową. Kantor się zastanowił: – To ty Wiktorze masz przeciwko sobie także czas... Pierwszy rysunek Wawelu powstawał siedem minut, kolejny – trochę krócej, trzydziesty któryś powstał w „antenowym” czasie trzech minut. Tak podziwiana przez wielu z nas umiejętność oddawania paroma kreskami kształtu i powabu rzeczy jest nie tylko darem natury, ale rezultatem ciężkiej pracy.

Prof. Wiktor Zin wykłada historię architektury i konserwację zabytków w Politechnice Krakowskiej.

Uwagi