Sposób bycia
Czynności pisania prof. Zin nadaje wartość moralną,
a może nawet – metafizyczną.
Piotr Kieraciński
Ci, którym zdarzyło się korespondować z
prof. Wiktorem Zinem, wiedzą, że nie korzysta on z maszyny do pisania ani
komputera. Miałem kiedyś przyjemność czytać artykuły wybitnego krakowskiego
architekta i znakomitego gawędziarza w oryginalnej wersji. Pisane były czarnym
atramentem, skreślenia – nieliczne, każda litera zdawała się być osobno
stylizowana. To była kaligrafia, całe artykuły napisane kaligraficznie.
Niedawno, zachwycona fizyczną urodą tych tekstów, redaktorka magazynu
„Rezydencje”, poprosiła prof. Zina o zgodę na wydrukowanie faksimile pierwszej
strony artykułu, obok jego wersji drukowanej typową czcionką gazetową.
FILOZOFIA PISANIA
Tekst kaligrafowany ma swój niepowtarzalny urok. Charakterystyczny kształt
liter. Specyficzne odstępy między nimi. Jedne kreski grubsze, inne cieńsze,
jakby pisane stalówką w obsadce. Prof. Zin pokazuje mi swoje pióro z szeroką,
ukośnie ściętą stalówką: – Ono w pewnym sensie naśladuje XIX-wieczne rondo –
narzędzie, którym pisali ówcześni rejenci sądowi i urzędnicy – ale ma zapas
atramentu, który wystarcza mi czasami na 2-3 dni. Jednak, gdy po publicznym
wykładzie o tajemnicach starego Krakowa słuchacze proszą o autograf, uczony
wyjmuje pędzelek, także z wkładem atramentu. Służy on do pisania adresów
szczególnie ważnych, np. dedykacji i życzeń świątecznych. – Takim narzędziem
mogę wykonać ornament, by podkreślić swój stosunek do osoby, do której kieruję
moje słowa. Używam go, gdy chcę zawrzeć w tekście, słowie lub literze jakieś
uczucia.
Gdy pytam o naukę kaligrafii, Profesor odpowiada, że w szkole się tego nie
uczył. – Podczas wojny – dodaje przekornie – malowałem w Hrubieszowie szyldy.
Gdy trafił na architekturę do Krakowa, zajęcia z rysunku odręcznego prowadził
prof. Witold Gardowski. Na tym przedmiocie wykładano także liternictwo, którego
Gardowski był wielkim miłośnikiem – twierdził, że w literach zawiera się sens
świata. – Od niego nauczyłem się czegoś więcej niż samych liter – filozofii
pisania.
Wielu znakomitych pisarzy, dziennikarzy, reporterów niezwykle sprawnie
posługuje się komputerem. Wciąż jednak zdarzają się tacy, którzy przedkładają
pióro ponad maszynę. – Ja do nich należę – mówi prof. Zin. – Klawiatura stuka,
klekocze. To mnie wybija z wewnętrznego rytmu myślenia. Lubię mieć wokół ciszę,
czuć pod palcami szorstkość lub gładkość papieru, trzymać w ręku narzędzie.
Oczywiście, nie biegam za gęśmi i nie przycinam do kciuka wyrwanych im piór, jak
dawniej czyniono.
DYSCYPLINA MYŚLI
Krakowski architekt nadaje pisaniu sens większy niż tylko utrwalenie myśli na
papierze bądź innym nośniku. Dlatego w jego sztuce – tak chyba można nazwać nie
tylko rysunki i obrazy, ale także styl odręcznego pisania uczonego – tyle
dążności do ornamentu i zdobnictwa. Czynności pisania prof. Zin nadaje wartość
moralną, a może nawet – metafizyczną. – Piszę słowo po słowie, zastanawiając
się, które lepsze. Dostrzegam wtedy odrębność rzeczy, o których piszę. Wciąż
uważa za słuszny postulat, aby nauka kaligrafii wróciła do szkół. – Ona uczy
wyczucia rytmu, akcentowania. Każda litera jest trochę inna, zależnie od tego,
obok jakiej litery stoi, ale także od tego, co piszemy, jakie towarzyszą temu
emocje, do kogo kierujemy słowa i myśli. Szarości życia doświadczamy na co
dzień. Pisanie powinno ją transcendować. Pisanie odręczne dyscyplinuje człowieka
i porządkuje sposób myślenia.
|
Fot. Stefan Ciechan
 |
Gdy rozmawiamy z prof. Zinem o pisaniu, ręka uczonego raz po raz zatacza
koła, jakby chciała coś rysować na blacie stołu. Po upływie dobrych kilkunastu
minut Profesor bez słowa wstaje, wychodzi do sąsiedniego pokoju i wraca z kartką
papieru. Wyciąga pióro. Rozmowie o pisaniu towarzyszą odtąd rysunki liter,
ozdobne inicjały pisane, a właściwie malowane, w stylach z różnych epok.
Opowieść staje się teraz swobodniejsza, jakby wcześniej brak pióra w ręku
krępował mowę.
CZAS PRZECIW SOBIE
Nierozłączny związek mówienia i rysowania to zapewne wynik wieloletniej pracy
nad programem telewizyjnym „Piórkiem i węglem”, wielu lat wykładów z historii
architektury, a ostatnimi czasy również z anatomii dla studentów sztuk pięknych.
Skąd umiejętność błyskawicznego rysowania, oddawania kilkoma naprędce wykonanymi
kreskami piękna przedmiotów? – Przed kamerami wykonałem pewnie dziesięć tysięcy
rysunków, a kolejne dziesięć tysięcy – przed słuchaczami wykładów – mówi prof.
Zin. A ile ich powstało zanim zobaczyliśmy te słynne, wykonane przed kamerami,
niech świadczy pewna historia z pracowni krakowskiego architekta i rysownika.
Zaglądał do niej czasami Tadeusz Kantor. Stawał w drzwiach i pytał prof. Zina: –
Czy masz jakiś koniak? A wiesz, że nie lubię architektów? Pewnego razu po
wejściu Kantora zapanowała cisza, stał i zdziwiony rozglądał się po pokoju.
Wiktor Zin rysował właśnie trzydziesty któryś wizerunek Wawelu. Podłoga
pracowni, fotele, tapczan i stoły zasłane były rysunkami Wawelu. Na sztalugach
kolejny rysunek o tej samej tematyce. – Czemu, do cholery, tak się mizdrzysz do
tych wież wawelskich? – zapytał wreszcie Kantor. – Dlatego – odpowiedział prof.
Zin – że czas telewizyjny ma swoje własne prawa. Za każdą postawioną przed
kamerami kreskę muszę brać odpowiedzialność nie tylko rzeczową. Kantor się
zastanowił: – To ty Wiktorze masz przeciwko sobie także czas... Pierwszy rysunek
Wawelu powstawał siedem minut, kolejny – trochę krócej, trzydziesty któryś
powstał w „antenowym” czasie trzech minut. Tak podziwiana przez wielu z nas
umiejętność oddawania paroma kreskami kształtu i powabu rzeczy jest nie tylko
darem natury, ale rezultatem ciężkiej pracy.
Prof. Wiktor Zin wykłada historię architektury i konserwację zabytków w
Politechnice Krakowskiej.
|