|
|
AgoraBadania naukowe weszły w fazę, w której wymarzona przez wielu uczonych autonomia procesu badawczego i niezależność od kontekstu społecznego stają się całkowitą utopią. Michał Kleiber Bardzo rzadko, na szczęście, są dzisiaj wyrażane poglądy demonizujące czy choćby pomniejszające znaczenie nauki we współczesnym świecie. W krajach rozwiniętych, nie wyłączając Polski, szeroka opinia publiczna wydaje się nie mieć wątpliwości, że racjonalna polityka państwa mająca zapewniać szybki postęp cywilizacyjny i wzrost gospodarczy może być realizowana wyłącznie przy szerokim udziale badań naukowych i prac rozwojowych (tzw. sektora B+R). Pozytywne doświadczenia wielu krajów nie pozostawiają miejsca na jakiekolwiek wątpliwości w tym względzie. Czy jednak w przypadku naszego kraju konsekwencje wynikające z tego stanu rzeczy dawały się zauważyć w polityce ostatniej dekady? Już choćby pobieżny rzut oka na statystyki wskazuje, że tak nie było. Wystarczy przytoczyć jeden fakt - część produktu krajowego brutto przeznaczana na badania naukowe i naukowo-rozwojowe ze środków budżetowych i pozabudżetowych wynosi obecnie w Polsce 0.64%, podczas gdy np. w Japonii 3.1%, w USA 2.8%, w krajach Unii Europejskiej średnio 2.0%, w Słowenii 1.5%, zaś w Czechach 1.2%. Porównanie innych wskaźników uznawanych powszechnie za ściśle związane z efektywnością prowadzenia badań naukowych, takich jak np. udział produktów wysokiej technologii w eksporcie wyrobów przemysłowych, nakłady finansowe na jednego badacza, liczba wniosków patentowych na milion mieszkańców czy odsetek szkół różnych typów mających szybki dostęp do Internetu wypada w Polsce równie przygnębiająco. Cywilizacyjne i gospodarcze znaczenie tej ewidentnej rozbieżności pomiędzy ugruntowanymi przekonaniami wielu Polaków na temat badań naukowych jako czynnika rozwoju a realizacją tych przekonań przez kolejne rządy jest niezwykle znamienne. W istocie rozwikłanie tego dylematu uznać można zapewne za najważniejsze zadanie dla wszystkich tych, którym leży na sercu kształt przyszłej Polski. WARUNKI ZEWNĘTRZNERozpocznijmy naszą dyskusję od stwierdzenia, że niewątpliwie cały szereg elementów warunkujących rozwój badań naukowych w Polsce ma charakter zewnętrzny dla tego sektora życia publicznego. W pierwszej kolejności należy tu wymienić strukturę budżetu państwa. Ze względu na zakres nienaruszalnych, uwarunkowanych historycznie wydatków ciążących na budżecie, obecne możliwości działania na rzecz rzeczywistego unowocześnienia państwa są niestety niewielkie. Kłopoty budżetowe są także jednym z głównych powodów niskiego finansowania badań ze środków pozabudżetowych. Aby zachęcić przedsiębiorców do odważnego inwestowania w unowocześnienie swojej produkcji niezbędne są bowiem, sprawdzone w wielu krajach, działania, takie jak: podniesienie kwoty środków wydanych na B+R, możliwej do odpisywania przez przedsiębiorstwo od podstawy opodatkowania, prosty dostęp do tzw. kapitału wysokiego ryzyka, z którego finansować można przedsięwzięcia innowacyjne z natury rzeczy obarczone wysokim ryzykiem czy tworzenie tzw. inkubatorów przedsiębiorczości i parków technologicznych. Wszystkie te działania wymagają albo znacznych środków finansowych na wstępie albo wiążą się ze zmniejszonymi wpływami do budżetu w początkowym okresie ich realizacji. Zapowiadane przez Ministerstwo Finansów zasadnicze zmiany w konstrukcji budżetu już na rok 2004 są oczywistym zwiastunem nowych szans dla działalności badawczo-rozwojowej. Aby te, i inne - o których za chwilę - szanse stały się rzeczywistością środowisko naukowe w Polsce musi zdobyć się jednak na głęboką refleksję nad stanem polskiej nauki. Potencjał rozwojowy tego środowiska, jego aspiracje oraz dotychczasowe, często znaczące osiągnięcia nie zwalniają bowiem od krytycznej refleksji na temat przyszłości. Refleksji potrzebnej choćby ze względu na obserwowany obecnie dynamizm rozwojowy nauki i zmieniające się sposoby prowadzenia badań na świecie. ZŁOŻONY PROCESJakie są charakterystyczne cechy współczesnych systemów prowadzenia badań naukowych, które powinny być uwzględnione w naszej dyskusji? Wymieńmy parę z nich - tych, które w sposób najbardziej znaczący wpływają na metody finansowania badań. Jak powiedzieliśmy, należy uznać za udowodnione zarówno w teorii jak i w praktyce, że prowadzenie własnych, racjonalnie zaplanowanych badań jest dzisiaj ważnym elementem cywilizacyjnego i gospodarczego rozwoju kraju. Dodajmy jednak, że elementem z pewnością nie wystarczającym. Tylko harmonijne wykorzystywanie synergicznego efektu tworzonego przez wzajemne oddziaływanie krajowego systemu finansowo-prawnego determinującego sposoby prowadzenia działalności gospodarczej, poziomu edukacji, istniejącej wiedzy i techniki, w tym infrastruktury informatycznej, mechanizmów wchłaniania innowacji przez przemysł oraz właśnie działalności badawczej, stwarza rzeczywiste warunki do szybkiego rozwoju kraju. W połączeniu ze znanym faktem obserwowanego dzisiaj szaleńczego tempa rozwoju nauki oraz jej głęboko multidyscyplinarnym i międzynarodowym charakterem, a także wysokim kosztem prowadzenia badań, pierwsza nasza konkluzja jest oczywista - prowadzenie badań naukowych stało się procesem o niezwykłej złożoności, tak merytorycznej jak i organizacyjnej. Zauważmy dalej, że w przeszłości kluczowym elementem rozwoju nauki były badania prowadzone przez pojedynczych (lub pracujących w małych, bazujących na koleżeńskich układach grupach) badaczy, rozwijających tematykę kształtowaną przez własne zainteresowania i zatrudnionych w wielkich uniwersytetach lub laboratoriach badawczych. Milcząco zakładano, że w warunkach tak rozumianej wolności twórczej zdolny badacz osiągnie rezultaty i tak z zasady przydatne społecznie - fakt, iż nie wiadomo było dokładnie, czego one będą dotyczyły, nikogo specjalnie nie martwił. System takiego, powiedzmy tradycyjnego prowadzenia działalności badawczej można by w szerszym, społecznym wymiarze określić słowem 'liniowy': badania podstawowe --> badania stosowane --> prace rozwojowe --> wdrożenia, przy czym oczywiście nie wszystkie osiągnięcia w zakresie badań podstawowych wywoływały cały ciąg następstw aż do wdrożeń włącznie. NAUKA STAJE SIĘ SELEKTYWNADoświadczenia z ostatnich dziesięcioleci zakłóciły ten dla wielu z nas naturalny obraz prowadzenia badań. Spośród tych doświadczeń wymieńmy: ogromny przyrost zakresu prowadzonych badań i ich kosztu oraz stały i szybki postęp w zakresie praktycznego wykorzystania rezultatów badawczych. W efekcie tego procesu priorytet w procesie społecznego tworzenia i wykorzystywania wiedzy przesunął się ze strony uczonych w stronę szeroko rozumianego rynku. Towarzyszyła temu krytyka postępującego odrywania się zainteresowania uczonych od potrzeb społecznych, marnotrawstwa publicznych środków przez wielkie, zbiurokratyzowane instytucje badawcze czy braku zobiektywizowanych metod oceny osiągnięć naukowych. Dodać do tego należy fakt, iż mniej więcej od początku lat osiemdziesiątych dynamizm rozwoju nauki (mierzony wzrostem nakładów na badania, liczby naukowców czy liczby publikacji) znacznie się zmniejszył. Nietrudno to zrozumieć - z czysto demograficznych powodów niemożliwe stało się podwajanie osiągnięć nauki co 10 - 15 lat, co w przybliżeniu miało miejsce w ostatnich 300 latach. Gdyby badania naukowe miały utrzymać takie tempo rozwoju także w przyszłości, to już wkrótce wszyscy mieszkańcy globu zajęci byliby pisaniem prac naukowych, co zaiste nie jest atrakcyjną wizją przyszłości świata! Pamiętajmy jednak, że każde badania, lepiej czy gorzej odpowiadając na postawione przez badacza pytania, otwierają znacznie więcej problemów do przyszłych badań - problemów częstokroć intrygujących, ważnych, wręcz domagających się kontynuacji prac. Widać więc wyraźnie, że selekcja tematyki badawczej staje się nieuchronna - tylko niektóre kierunki badań mogą być kontynuowane, rozwój zaś innych, uznanych za mniej kluczowe, musi zostać zahamowany. Nauka staje się coraz bardziej selektywna - każde państwo musi mieć dobrze zorganizowany system podejmowania decyzji w tym zakresie, tym bardziej, że proces tworzenia współczesnej wiedzy naukowej staje się coraz bardziej niejednorodny i trudny do racjonalnej koordynacji. KU WSPÓLNOCIEWażnym elementem współczesnego procesu badawczego jest zdolność do agregacji różnorodnych elementów wiedzy tworzonej w różnych zespołach, w sensie geograficznym często bardzo od siebie oddalonych (z reguły pracujących w różnych krajach!). Więź organizacyjną zapewniają coraz częściej podpisywane przez wszystkich uczestników precyzyjne kontrakty (zadanie niekiedy bardzo skomplikowane, wymagające głębokiej wiedzy prawnej, w szczególności w zakresie praw do własności intelektualnej) oraz sieci komputerowe. W procesach tych wielkie znaczenie mają specjaliści o wiedzy wykraczającej poza jedną, tradycyjną dyscyplinę naukową, zdolni do integrującego spojrzenia na duże obszary badawcze. Mówimy wtedy o tworzeniu się badawczych wspólnot problemowych (w odróżnieniu od wspólnot dyscyplinowych, typowych dla tradycyjnego modelu uprawiania badań naukowych). Aby uzyskać znaczące wsparcie ze środków budżetowych, uczestnicy projektu badawczego muszą się również zainteresować społecznymi aspektami proponowanych badań. Będzie to częstokroć oznaczać konieczność uwzględnienia w badaniach (i ich ocenie) elementów i interesów grup tradycyjnie znajdujących się poza światem nauki (np. ekologów lub przeciwników prowadzenia eksperymentów na zwierzętach), a także zaakceptowania wpływu na zakres prowadzonych badań ze strony ich potencjalnych odbiorców – firm i korporacji oraz społeczeństwa, reprezentowanego przez decydentów dysponujących publicznymi środkami finansowymi. Gdy tak rozumiemy naukę, w oczywisty sposób rośnie rola sprawnego zarządzania procesem badawczym. Kierownicy grup badawczych, rektorzy uczelni, dyrektorzy instytutów i laboratoriów stają się prawdziwymi menedżerami nauki. Jeszcze niedawno określenie „organizator pracy badawczej” odbierane było przez wielu uczonych jako wyraźnie pejoratywne. Dzisiaj rola badaczy o takim profilu zainteresowań jest często kluczem do sukcesu naukowego całych instytucji badawczych. Tak rozumianej zmianie kontekstu uprawiania nauki towarzyszyć musi nieufność uczonych. Jakże bowiem nie być podejrzliwym wobec procesu kwestionowania nadrzędności autonomicznych wartości poznawczych nauki? Czy uzupełnienie ich (bo przecież, powiedzmy dobitnie, nie zastąpienie!) wartościami pragmatyczności i opłacalności nie prowadzi do degradacji nauki w samej jej istocie? Na tak postawione pytanie nie ma dzisiaj do końca przekonującej odpowiedzi. Należy tylko żywić przekonanie, że lepsze krótkoterminowe „dopasowanie” profilu prowadzonych badań do oczekiwań społecznych zaowocuje szybkim wzrostem przychylności dla badań w ogóle. A rozbudzone potrzeby i wiara w przydatność badań naukowych spowodują zwiększone ich finansowanie ze środków publicznych, szybko rekompensując „straty” poniesione przez badaczy w wyniku ograniczenia pełnej swobody badawczej. GDY NIE ROZUMIE SIĘ WYNIKÓWW krajach rozwiniętych wyraźnie widać, że ciężar badań w wielu dziedzinach, w szczególności w humanistyce i naukach społecznych, spoczywa na uczelniach. Uczelnie muszą w istocie prowadzić badania we wszystkich możliwych do pomyślenia dyscyplinach - jest to po prostu niezbędne ze względu na potrzeby związane z jakością procesu edukacyjnego. Jednocześnie widać równie wyraźnie, że pewien typ przedsięwzięć badawczych i badawczo-rozwojowych, szczególnie mających charakter multidyscyplinarnych mega-projektów, kosztownych i wymagających dużej koncentracji badaczy i aparatury, musi być realizowany w warunkach instytucji nieakademickich. Olbrzymią rolę odgrywają oczywiście także laboratoria działające w strukturach dużych firm oraz podejmowane doraźnie prace badawczo-rozwojowe w przedsiębiorstwach małych i średnich. Ta organizacyjna różnorodność sektora badawczego nie zmienia w najmniejszym stopniu faktu, że współdziałanie uczelni z instytutami badawczymi i laboratoriami przemysłowymi z jednej strony, a przedsiębiorstwami z drugiej, jest wszędzie warunkiem skuteczności działania całego systemu nauki. Każdy uczony prowadzący badania powinien mieć obowiązek przedstawienia instytucji finansującej wyników swoich prac - zgodnych z zamierzonym celem i wykonanych efektywnie. W praktyce oznacza to poddanie się procesowi rzetelnej ewaluacji (oceny) przedstawionych wyników - procedury bolesnej, ale z pewnością niezbędnej. Tak rozumiana rozliczalność badań naukowych, z pewnością przekonywująca dla menadżerów nauki, z tych samych powodów niekoniecznie budzi entuzjazm samych uczonych. Przedkłada ona bowiem niekiedy instrumentalne cele nauki nad jej cele poznawcze i w konsekwencji może ograniczać oryginalność prowadzonych badań. Społeczna kontrola sposobu wykorzystywania przez uczonych publicznych pieniędzy jest trudna, bowiem prowadzone badania są coraz mniej zrozumiałe dla finansujących je społeczeństw. Teza ta nie wymaga szerszego rozwinięcia - zgodzi się z nią każdy, kto próbował bez powodzenia zrozumieć istotę wielu ważnych osiągnięć współczesnej nauki. Zauważmy, że proces 'odrywania' się nauki od percepcyjnych możliwości olbrzymiej większości społeczeństwa (także tej z wyższym wykształceniem) zachodzi, niejako paradoksalnie, przy stale zmniejszającym się okresie dzielącym nowe teorie od praktycznego wykorzystania. Ludzie nie utożsamiają jednak (niestety) pojawiających się udogodnień z osiągnięciami naukowymi (jakże rozległe badania naukowe były potrzebne do tego, żeby dzisiaj móc powszechnie używać np. telefonów komórkowych, Internetu czy współczesnych technik diagnozowania medycznego!) - stają się tylko coraz bardziej bezbronni wobec komplikacji otaczającego ich świata. Coraz mniejsza jest przy tym liczba spektakularnych (mniej czy bardziej zrozumiałych) 'hitów' badawczych, oddziaływujących na wyobraźnię laików. Mamy dla przykładu stały, mozolny postęp w walce z rakiem czy wirusem HIV, ale brak jest spektakularnych przełomów mogących rozbudzić szerokie pozytywne emocje wokół istniejących możliwości terapeutycznych. Wspaniałe zaś możliwości trójwymiarowego obrazowania organów człowieka za pomocą tomografii komputerowej oczywiście cieszą pacjenta, ale z trudem przekładają się na zmianę jego stosunku do badań naukowych w ogóle. Ważną konsekwencją powyższych faktów jest oczywiście pogłębiający się brak rzeczywistego (a nie tylko deklaratywnego) publicznego poparcia dla badań naukowych - któż bowiem chce wydawać pieniądze na rzeczy, których nie rozumie? AUTONOMIA STAJE SIĘ UTOPIĄStworzenie warunków do tego, aby społeczeństwo mogło - świadomie i rozumnie - zapoznawać się z wynikami najnowszych osiągnięć naukowych jest rzeczą niezwykłej wagi. Nie wystarcza opracowywanie i wdrażanie wyników badań przez wąskie grona specjalistów. Pozostawianie poszczególnych obszarów wiedzy znajomości tylko takich grup, niszczy bowiem w społeczeństwie ducha głębokiej refleksji nad światem, prowadzi do zubożenia duchowego i pozwala na wykorzystywanie osiągnięć naukowych do realizacji partykularnych celów, będących często w zasadniczej sprzeczności z interesem całej ludzkości. Spośród zagadnień, absolutnie nierozwiązywalnych bez pomocy nowoczesnej nauki, a równocześnie wręcz domagających się rozstrzygnięć w szerokim społecznym kontekście, wymieńmy dla przykładu produkcję genetycznie zmodyfikowanej żywności, badania genetyczne w medycynie, budowę elektrowni jądrowych czy decyzje dotyczące zagrożeń ekologicznych. Nie można także zapominać o postępującej prywatyzacji procesu prowadzenia badań naukowych. Tak jak i w innych dziedzinach życia, prywatyzacja badań naukowych i w konsekwencji prywatna własność ich wyników prowadzi z zasady do zwiększonej efektywności badań i szybkich, najczęściej korzystnych społecznie wdrożeń. Ale w procesie tym zawarte są także trudne do przewidzenia zagrożenia - firmy prywatne przywiązują często mniejsze znaczenie do długoterminowych skutków swej działalności, zaś patentowanie wyników badań, dotyczące dzisiaj nawet niektórych badań podstawowych, stawia w zasadniczo niekorzystnej sytuacji kraje biedne, nie mające środków na ich prowadzenie. Ze względu na ekonomiczne znaczenie odkryć naukowych, przyczynia się to oczywiście do powiększania się i tak już olbrzymich różnic między światem bogatych i biednych. Te, i setki innych problemów nie pozostawiają złudzeń - badania naukowe weszły w fazę, w której wymarzona przez wielu uczonych autonomia procesu badawczego i niezależność od kontekstu społecznego staje się całkowitą utopią. Czynnikiem niezmiernie komplikującym decyzje o wspieraniu tego a nie innego kierunku badań jest fakt, iż nawet osiągnięcie naprawdę nowatorskich rezultatów o znacznym potencjale aplikacyjnym nie gwarantuje komercyjnego sukcesu. Nawet najciekawsze odkrycie naukowe nie przyniesie wymiernych korzyści materialnych, jeśli nie będzie mu towarzyszyła odpowiednia infrastruktura, umożliwiająca szybkie przeprowadzenie prac wdrożeniowych oraz przemysł, umiejący dostosować opracowany produkt do swojej oferty sprzedaży. Z punktu widzenia strategii rozwoju kraju nie wystarczy więc po prostu finansować oryginalne i obiecujące projekty badawczo-rozwojowe - pomimo hermetyczności współczesnego języka naukowego trzeba próbować dostrzec w rozważanej propozycji badawczej szansę na wykorzystanie ewentualnych rezul * W numerze 1/2003 "Forum Akademickiego" niniejszy artykuł ukazał się w wersji przed ostateczną redakcją Autora. Prezentujemy tekst w wersji ostatecznej.
|
|
|