Zatrzymać? Odbudować? |
Felieton redakcyjnyOtrzymaliśmy list od studenta, który pytał, czy moglibyśmy mu „pomuc”, podawał „swuj” adres i „z gury” dziękował. Upewniwszy się, że to nie żart, przypomniałem sobie, że dawno już miałem zamiar napisać coś o poziomie studiów. Co jest potrzebne, żeby szkoła miała wysoki poziom? Dobra kadra? Nie, dobrzy uczniowie. Ze słabych studentów nawet najlepsza kadra wiele nie wykrzesze. Studia są tylko ukierunkowaniem, nie szkołą, nie kursem. Tu wskazuje się drogi, podpowiada metody, odkrywa adeptom pola zainteresowań. Jeśli są lotni, zrozumieją, uchwycą w pół zdania. Jeśli są zdolni, pójdą tymi drogami i odkryją jeszcze inne. Jeśli przyszli na uczelnię z dużą wiedzą, wiele przez pięć lat skorzystają. Mało zdolnym można tylko zaproponować dyktowanie z pożółkłych notatek. Niestety, niektóre kierunki zostały dziś opanowane przez całe grupy słabych, mało lotnych studentów. Zajęcia w takich grupach są katorgą. Nie wiadomo, co na nich robić. Jak dostosować się do przyziemnego poziomu. Poziom studiów musiał spaść, bo nastąpiło umasowienie. Gdy czterokrotnie większa niż przed laty rzesza studentów poczęła zapełniać sale wykładowe, wszystkie piętra, strychy i piwnice budynków akademickich, przybudówki, baraczki, oficyny i zaadaptowane naprędce części korytarzy, w tym samym czasie profesorowie zaczęli wyjeżdżać do pobliskich miast i miasteczek na wykłady w filiach, punktach konsultacyjnych i uczelniach niepaństwowych. Te dwa zjawiska odpowiadają wspólnie za to, co się stało z naszymi uczelniami. Czy upadek dydaktyki jest w stanie zatrzymać akredytacja? Tego jeszcze nie wiemy. Zatrzymać to jednak za mało, trzeba by ten poziom odbudować. Czy w środowisku istnieje wola podjęcia takiego wysiłku? Grzegorz Filip |
|
|