Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 11-12/2003

Nauki rolnicze XXI wieku

Poprzedni Następny

Badania naukowe

Na terenie arboretum w Bolestraszycach zgromadzono 3,8 tys. taksonów, 
w tym wiele roślin z czerwonej księgi, ginących lub zagrożonych wyginięciem.

Piotr Kieraciński

Fot. Piotr Kieraciński

W parkową scenerię wkomponowane są rzeźby w drewnie oraz malownicze plecionki z wikliny.

 Strukturę Arboretum – Zakładu Fizjografii w Bolestraszycach tworzą: Arboretum, Muzeum Przyrodnicze, Zakład Fizjografii, Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytkowych Założeń Ogrodowych oraz Dział Administracyjno-Gospodarczy. Jest też Centrum Edukacji Ekologicznej, które organizuje zajęcia dla młodzieży szkolnej. Placówka zatrudnia na stałe 24 osoby oraz 5 pracowników sezonowych. Pracownikami naukowymi są profesorowie Józef Kiszka i Jerzy Piórecki. Stopień naukowy doktora ma też dyrektor Narcyz Piórecki. Przewodniczącym Rady Naukowej jest prof. Kazimierz Zarzycki z Instytutu Botaniki PAN w Krakowie.

Placówka wydaje cykliczną publikację „Arboretum Bolestraszyce – Zeszyty”. Arboretum należy do Rady Dyrektorów Ogrodów Botanicznych i Arboretów.

Jadąc drogą na Przemyśl, w okolicach Żurawicy zaczynam się rozglądać za znakiem, który wskazałby mi dojazd do Bolestraszyc. Jest! Skręcam w lewo. Bocznymi drogami docieram do parku położonego na skarpie doliny Sanu. Tuż za stylową bramą – portierka cierpliwie łuska orzechy leszczyny tureckiej – wita mnie zagroda chłopska, a nieco dalej huculska koliba. W parkową scenerię wkomponowane są rzeźby w drewnie oraz malownicze plecionki z wikliny. To pozostałość po plenerach artystycznych, organizowanych w arboretum w Bolestraszycach. Mijam wrzosowisko położone nad stawami – dwa z nich, o nieregularnych brzegach, są zupełnie współczesne, trzeci to pozostałość pierwotnego założenia ogrodowego – i wędruję alejką pod górę. Za chwilę wśród zieleni dostrzegam uroczy dworek. Tam urzęduje dr Narcyz Piórecki, dyrektor placówki. Zanim się u niego „zamelduję”, obchodzę dworek dookoła. Front zdobi kolumnada, z tyłu znajduję wejście do Muzeum Przyrodniczego – wiklinowe ptaki zapowiadają wystawę poświęconą tym stworzeniom.

Okoliczne alejki noszą imiona znanych polskich przyrodników, m.in.: Bolesława Kotuli, Władysława Szafera, Stanisława Batki, ale także związanego z majątkiem bolestraszyckim malarza Piotra Michałowskiego oraz właściciela pobliskiej Medyki, pioniera ochrony przyrody w Polsce, Jana Gwalberta Pawlikowskiego.

Wchodzę do środka. Na ścianach fotografie autorstwa Jerzego Pióreckeigo – to twórca i wieloletni dyrektor arboretum, ojciec obecnego dyrektora. Na zdjęciach rzadkie rośliny na stanowiskach naturalnych, np. szachownica kostkowana, której stanowisko placówka zamierza wykupić, aby objąć je ochroną, czy kotewka – orzech wodny; pracownicy arboretum właśnie wyjeżdżają w teren, żeby zebrać z naturalnego stanowiska nasiona tej rośliny. Obok fotografie dworów i parków regionu – to jedna z pasji naukowych i prywatnych J. Pióreckiego. Zatrzymałem się przy tej ekspozycji dłuższą chwilę.

U dyrektora Narcyza Pióreckiego, jak w zielarni: na stole owoce derenia (nie dziwi mnie to, bo wiem, że arboretum ma bodaj największą w Polsce kolekcję odmian derenia jadalnego), dookoła ogromne kompozycje i bukiety z suszonych roślin, rzeźby z drewna, na ścianach obrazy. Bardzo malowniczo.

KOLEKCJA POMOLOGICZNA

Trzydzieści lat temu dr hab. Jerzy Piórecki, obecnie prof. Uniwersytetu Rzeszowskiego, zainteresował się pięknie położonym na terenie resztek parku, opuszczonym i zrujnowanym dworem bolestraszyckim. W 1975 r. przy Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Przemyślu powstał Zakład Fizjografii i Arboretum w Bolestraszycach. J. Piórecki został dyrektorem placówki. To jemu zawdzięcza ona swoją pozycję – jest bodaj najpoważniejszą instytucją naukową w okolicach Przemyśla i jednym z najciekawszych ogrodów botanicznych na wschód od Wisły, obok lubelskiego, należącego do UMCS, i krakowskiego, będącego własnością UJ. Do 1990 r. Arboretum funkcjonowało w ramach TPN w Przemyślu. Od tamtego roku jest samodzielną placówką, podlegającą obecnie marszałkowi województwa podkarpackiego. Od 2000 r. nosi obecną nazwę: Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach. W pewnym momencie były plany, aby Zakład Fizjografii – Arboretum w Bolestraszycach włączyć w struktury PAN. Do dziś świadczą o tym tabliczki na niektórych drzwiach we dworze. – Chyba dobrze, że tak się nie stało – komentuje tamte plany dyrektor Piórecki.

Chlubą dr. Pióreckiego jest kolekcja pomologiczna (Małopolska Kolekcja Historycznych Odmian Jabłoni), w której zgromadzono 2,8 tys. drzew; 600 z nich owocuje. – Na tych drzewach możemy już pracować, tj. oznaczać odmiany – mówi Elżbieta Żygała, która zajmuje się zbiorami pomologicznymi. Gromadzenie odmian to praca terenowa. Pracownicy arboretum jeżdżą po wsiach, opuszczonych sadach i poszukują starych drzew. Potem pobierają zrazy do zaszczepienia w sadzie arboretum. Po 6 sztuk każdej odmiany. – To jest polowanie. W zeszłym roku znaleźliśmy nową odmianę papierówki. W tym roku, gdy przyjechaliśmy zebrać zrazy do szczepienia, już jej nie było – zginęła bezpowrotnie. Niestety, identyfikacji dokonuje się na podstawie owoców, natomiast zrazy do szczepienia zbiera się w innym terminie. Tylko w zbiorach bolestraszyckich – nazwa jest umowna, gdyż część kolekcji rośnie w Cisowej – można dziś spotkać takie odmiany, jak: Kalwaryjska Bezogonkowa, Żeleźniak, Adam Mickiewicz, Żółty Ryszard, Glogierówka-Pepina Litewska, Cesarz Aleksander. W zbiorach arboretum jest też... mapa dawnych odmian zalecanych przez specjalistę ogrodnika, nadzorującego ten teren w imieniu cesarza Franciszka Józefa. – To bardzo przydatny w rozpoznawaniu odmian dokument – mówi E. Żygała.

ZAŁOŻENIA OGRODOWE

Dwa lata temu arboretum zaczęło tworzyć Małopolską Kolekcję Historycznych Odmian Grusz. Te zbiory, wraz z kolekcją odmian dereni, mającą już ponad 20 lat – najstarsze derenie bolestraszyckie przekroczyły wiek 70 lat – należą do naszego narodowego zasobu genów roślin. Arboretum współpracuje w tym zakresie z Instytutem Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Radzikowie – Krajowym Centrum Roślinnych Zasobów Genowych.

Ciekawą rośliną, którą udało się w arboretum uratować od wyginięcia, jest marsylia czterolistna. Jej ostatnie naturalne stanowisko – dziś nie istniejące – znaleziono w Goczałkowicach. Rozmnożono ją w Bolestraszycach do takiego stanu, że mogła być przekazana innym ogrodom botanicznym oraz renaturalizowana.

Bardzo ważną częścią badań, prowadzonych przez arboretum jest dokumentacja stanu zabytkowych założeń ogrodowych regionu. Dziś dobiega ona końca. Ponieważ jednak pierwsze badania robiono kilkadziesiąt lat temu, a w ciągu tego czasu, zwłaszcza ostatnich lat, wiele się zmieniło, należałoby je już powtórzyć. Interesujące publikacje, stanowiące podsumowanie wyników tych badań, można nabyć w Bolestraszycach.

– Naszym celem są badania związane z regionem. Łatamy dziury między Krakowem a Lublinem – deklaruje dyrektor Piórecki. Jednak od czasu do czasu pracownicy podejmują się badań za bliską granicą. Współpracują z ukraińskimi i słowackimi ogrodami botanicznymi. Ostatnio opublikowano pracę na temat rezydencji Szczęsnego Potockiego w Zofijówce na Ukrainie, gdzie obecnie znajduje się arboretum o powierzchni 120 ha.

WARUNKI POPRAWIAJĄ SIĘ

Arboretum w Bolestraszycach gospodarzy na blisko 22 ha, w tym 0,81 ha stawów. Kilka lat temu zakupiono 283 ha w Cisowej na Pogórzu Przemyskim, gdzie utworzono Wschodniokarpacki Oddział Arboretum. Znajduje się tam naturalne stanowisko – jedyne w Polsce – ostrożnia siedmiogrodzkiego. Interesująca jest historia zakupionego w Cisowej terenu. Do 1946 r. jego część należała do Polskiej Akademii Umiejętności – została jej przekazana w 1929 r., wraz z ponad 20 innymi majątkami, przez Pawła Tyszkowskiego. Można więc stwierdzić, że znów wypełnia intencję darczyńcy i służy nauce. Dr Piórecki ma bardzo rozległe plany dotyczące tej śródleśnej enklawy. Mieści się tam obecnie część kolekcji drzew owocowych. Planuje się pobieranie materiału nasiennego z drzew zabytkowych i pomnikowych, które od lat znakomicie mają się w tutejszym klimacie i wydają nasiona, oraz rozmnażanie tego materiału w szkółce w Cisowej.

Na terenie arboretum w Bolestraszycach zgromadzono 3,8 tys. taksonów, w tym wiele roślin z czerwonej księgi, ginących lub zagrożonych wyginięciem. Z dawnego założenia parkowego najstarsze są lipy drobnolistne, które pochodzą z końca XVIII i początku XIX stulecia. Niestety, wiązy, które stanowiły poważną część starodrzewu, wyginęły w latach 50. i 60. Stanowiące cenny materiał świerki zostały wycięte. Z pierwotnych nasadzeń pozostał jeden świerk pospolity, forma szablasta – jest najwyższym drzewem w parku, ma 30 m wysokości, a jego dolne gałęzie sięgają ziemi. W obrębie arboretum występują 72 gatunki porostów. Niektóre z nich, m.in.: kropnica żółta, literak właściwy, obrost sinawy, sarzyna zmienna, są regularnie monitorowane. Stan plechy jest ważnym wskaźnikiem zanieczyszczenia atmosfery. Obserwacja bolestraszyckich porostów wskazuje, że w ostatnich latach warunki ekologiczne w arboretum poprawiają się.

Arboretum ma szansę otrzymywać dotacje z Komitetu Badań Naukowych oraz urzędu marszałkowskiego. Jednak sporą część środków na działalność musi pozyskać z innych źródeł. – Naszymi klientami są w sporej mierze wycieczki szkolne – mówi dyrektor Piórecki. To wyjaśnia wszystko: są niezbyt zamożnymi klientami... Ceny biletów wynoszą więc: 2 zł ulgowe, a 4 zł normalne. Rocznie odwiedza arboretum ok. 50 tys. osób.

Centrum Edukacji Ekologicznej, którym kieruje Marzena Lubera, przeprowadziło w tym roku ponad 200 lekcji dla szkół. Cena takich zajęć to 30 zł. Placówka ma nie tylko zadania naukowe, ale także edukacyjne i kulturalne. Stąd plenery artystyczne i wspomniane już rzeźby, które tak znakomicie wkomponowane są w scenerię arboretum.

– Arboretum to nie tylko placówka badawcza, ale także park wypoczynkowy – mówi N. Piórecki. – Jest w nim miejsce na rzeźbę parkową. Wiklina i drewno nie są wprawdzie bardzo trwałe, ale wytrzymują konfrontację estetyczną z naturą.

W celu podreperowania budżetu, a także promocji roślin dobrze wytrzymujących tutejszy, dość surowy klimat, arboretum prowadzi punkt sprzedaży roślin z własnej szkółki. – To właśnie potomkowie znakomitych roślin z naszych zabytkowych parków, m.in. tui z Krasiczyna – mówi dr Piórecki.

Powoli kieruję się do wyjścia. W kolibie zbudowanej przez huculskich cieśli znajduję punkt sprzedaży pamiątek i wydawnictw. W bramie wejściowej też można nabyć publikacje Arboretum. Pani, która łuskała orzechy leszczyny tureckiej, powoli kończy pracę. Gdy orzechy zostaną wysuszone, przeznaczy się je na wymianę nasion z innymi ogrodami botanicznymi.

Komentarze