Życie akademickie

Wymarzona strategia?

Nadal brak jasnego planu realizacji Strategii Lizbońskiej. Najczęściej słychać głosy wypowiadające tylko marzenia o tym, jakie powinny być nowoczesne społeczeństwo i gospodarka. Tymczasem potrzebne są konkretne pomysły, by osiągnąć określone cele.
Justyna Jakubczyk

 Fot. Stefan Ciechan Ambitne plany przyjętej w 2000 roku Strategii Lizbońskiej zakładały przemienienie gospodarki Unii Europejskiej w najbardziej konkurencyjną, dynamiczną i opartą na wiedzy gospodarkę świata. Pojawiły się cztery główne hasła związane z zamiarem wykreowania tzw. europejskiego obszaru badań i innowacji (European Research Area - ERA): innowacyjność, liberalizacja, przedsiębiorczość i spójność społeczna. Szanse na osiągnięcie celów wyznaczonych w Lizbonie nie są duże. Tylko niektóre państwa Unii będą w stanie zrealizować założenia strategii. Polsce raczej się to nie uda. Co musimy zrobić, by przynajmniej przybliżyć się do celu?

Podpórka z wiedzy

„Gospodarka oparta na wiedzy” to często powtarzane dziś słowa. Oparcie na wiedzy, według Strategii Lizbońskiej, znaleźć ma również społeczeństwo. Te dwa pojęcia są ze sobą powiązane. Zdaniem prof. Michała Kleibera, „społeczeństwo wiedzy” jest pojęciem szerszym. Sformułował on żartobliwą definicję: Społeczeństwo wiedzy to wspólna zdolność do budowania dzisiaj przesłanek służących jutro tworzeniu nowej wiedzy, nowych produktów, nowych usług, których wczoraj nawet sobie nie wyobrażaliśmy, a które pojutrze już mogą się okazać przestarzałe. Podczas debaty „Społeczeństwo wiedzy - w Polsce?” (29 marca 2004 roku) podał także poważniejszą definicję, według której społeczeństwo wiedzy to „społeczeństwo kreatywne, którego siła opiera się na: wykształconym i stale kształcącym się, otwartym na świat kapitale ludzkim, obywatelskiej organizacji życia społecznego i na gospodarce oddychającej innowacjami”.

Prof. Leszek Zienkowski uważa, że gospodarka oparta na wiedzy występuje tam, gdzie większe znaczenie ma wiedza niż środki trwałe. Wszystko to brzmi wzniośle, jednak prof. Łukasz Turski podczas tej samej debaty wskazał na sztuczność tematu, mówiąc, że nie ma czegoś takiego, jak gospodarka oparta na wiedzy, bo cała gospodarka jest oparta na wiedzy. Wiedza zawsze była napędzającym ją motorem.

Tak czy inaczej wielu ludzi nauki i polityki zastanawia się, co tu na czym oprzeć, by sprostać założeniom Strategii Lizbońskiej.

Strategia marzeń

Uzgodnienie założeń w strategii to jeszcze niewielki sukces. Sukcesem byłoby dopiero ich zrealizowanie, a z tym nie będzie łatwo. Niewielu jest już optymistów, którzy wierzą, że w 2010 roku Europa stanie się drugą Ameryką (czy choćby Japonią, w której nakłady na naukę są większe niż w Unii Europejskiej). Coraz bardziej różnicuje się poziom rozwoju poszczególnych państw Unii. W krajach skandynawskich śmiało można mówić o istniejącej tam gospodarce opartej na wiedzy. Inne państwa albo ograniczone są niskim poziomem rozwoju, albo utrudniającymi zmiany skostniałymi strukturami. Dr Jan Szomburg w artykule dla „Rzeczpospolitej” zauważa, że choć globalizacja ostatnio przyspiesza, integracja gospodarcza w Europie zwolniła.

W kluczowych kwestiach, takich jak innowacyjność i liberalizacja rynków, realizacja założeń lizbońskich nie wygląda dobrze. Jedynie Szwecja, Finlandia, Holandia i Dania mają poziom innowacyjności porównywalny ze Stanami Zjednoczonymi. Tymczasem w Grecji dostęp do Internetu ma mniej niż 10 procent gospodarstw domowych. Wysokie zobowiązania socjalne państw Unii nie pozwalają zwiększyć wydatków na badania. Zakładana liberalizacja rynków telekomunikacji, energii, transportu oraz rynków finansowych przebiega bardzo wolno. Motorem do powstawania nowych miejsc pracy miało być tworzenie przyjaznego środowiska do zakładania i rozwoju innowacyjnych firm, zwłaszcza małych i średnich. Tymczasem rozwój przedsiębiorczości wciąż ograniczają wszelkie regulacje i biurokracja, a problemy z bezrobociem nie znikają.

Nadal brak jasnego planu realizacji założeń Strategii Lizbońskiej. Najczęściej słychać głosy wypowiadające tylko marzenia o tym, jakie powinny być nowoczesne społeczeństwo i gospodarka. Tymczasem tu potrzebne są konkretne pomysły, by osiągnąć określone cele. Trzeba jednak pamiętać, że nie da się zastosować jednego schematu do wszystkich krajów Unii. Zbyt duże są między nimi różnice w poziomie rozwoju, warunkach geopolitycznych i tradycjach. Dlatego trzeba na chwilę zapomnieć o integracji i wspólnym rozwiązywaniu problemów. Teraz czas na działanie wewnątrz państw narodowych. To one powinny zająć się swoją polityką społeczną, kwestiami związanymi z zatrudnieniem, podatkami i sprawą wydatków na naukę, rozwój i innowacje. Ale to nie jest takie proste. Równie trudno zmienić pakiety socjalne, jak i przesunąć środki budżetowe z innej dziedziny, by dofinansować naukę. Zawsze ktoś zaprotestuje.

Po pierwsze edukacja?

Skoro problemy pojawiają się już w bogatszych krajach starej Unii, jak poradzi sobie z nimi Polska? Niskie nakłady finansowe na naukę, słabo rozwinięta innowacyjność i niewielki PKB nie dają nam dużych szans na powodzenie.

Podczas wspomnianej debaty sformułowano kilka koncepcji kształtowania społeczeństwa wiedzy. Nie tylko jednak tam zwracano uwagę na słaby polski system edukacyjny. Prof. Leszek Zienkowski dowodził, że wykształcić trzeba przede wszystkim tych, którzy dalej będą kształcić. Nie wystarczy tylko wzrost nakładów finansowych na naukę, jeśli nie będzie odpowiednich warunków, by je wykorzystać. A takie warunki stworzyć mogą tylko odpowiednio wykształceni ludzie. Prof. Kazimierz Krzysztofek zwracał uwagę na olbrzymią skalę analfabetyzmu w Polsce: Jeśli nie podniesie się tego wskaźnika umiejętności korzystania z przyjaznych technologii nasyconych już jakąś inteligencją, to nie będzie ciśnienia od dołu, żeby stworzyć jakąś podstawę społeczną ludzi kompetentnych cywilizacyjnie, z których może się wyłonić w przyszłości społeczeństwo wiedzy.

Jedną z poruszonych kwestii były niskie zarobki naukowców. Sukces materialny na ogół nie wiąże się z sukcesem naukowym, co nie zachęca do robienia kariery naukowej. Młodzi, zdolni ludzie wyjadą za granicę albo będą szukać pracy na bardziej dochodowych stanowiskach.

Chodzi o pieniądze

Prof. Roman Galar twierdził jednak: Dowodzenie, że edukacja to kluczowy czynnik formujący społeczeństwo wiedzy, ma wszelkie cechy nużącego banału. Podobnie do nauki, sfera ta cierpi w naszym kraju na pauperyzację. Warunkiem koniecznym rozwoju Polski jest zwiększony dopływ środków. Niestety, to nie jest jednocześnie warunek wystarczający. Galar mówił, że gospodarki opartej na wiedzy nie da się kupić, tylko trzeba ją stworzyć: Gdyby można ją było kupić, to, oczywiście, nie mielibyśmy szans, bo bogatsi kupiliby sobie lepszą.

Ale skąd mają wpływać środki wspominane przez prof. Galara? Zakładane wydatki na badania w UE, mające wynosić 3 procent PKB, tylko w Finlandii i Szwecji przekraczają ten próg, a w całej Unii są na poziomie około 2 procent. W założeniach Strategii Lizbońskiej postulowano finansowanie nauki w dwóch trzecich z sektora prywatnego, a tylko w jednej trzeciej ze środków publicznych. Ale firmy unijne coraz mniej inwestują w badania i rozwój.

W Polsce duże przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym importują technologie ze swoich central. Tym samym mają niewielki wpływ na poziom innowacyjności w naszym kraju. Nie ma w Polsce przedsiębiorstw, które są w stanie sfinansować badania w takim stopniu, by nakłady państwa wynosiły tylko 30 procent. Tak naprawdę nie stać nas nawet na zdobycie unijnych środków strukturalnych, bo musielibyśmy zainwestować 30 procent z własnej kieszeni. Mielibyśmy szansę na fundusze unijne, gdyby wkład własny wynosił do 10 procent, jak podpowiada prof. Jerzy Langer. Opowiada się on za wymuszeniem jakości w nauce, co stworzyłoby większą konkurencję w sięganiu po finanse na badania. Chciałby też, aby z budżetu Unii finansować badania podstawowe, a o podziale pieniędzy decydowali sami naukowcy. Tylko jak określić zasady konkurencji, które mają wpływać na podział środków finansowych?

Potrzeba regulacji

Postulowano także oparcie strategii na tworzeniu rynku wiedzy. System powinien działać tak, by przedsiębiorcom bardziej opłacało się inwestowanie w wiedzę niż importowanie kapitału wiedzy. Prof. Antoni Kukliński podkreślał, że potrzebna jest zasadnicza zmiana myślenia systemowego, aby Polska przestała odstawać od lepiej rozwiniętych państw Unii. Tak miałby zostać wprowadzony nowy, rzeczywiście funkcjonujący system innowacyjności w Polsce. Niestety, na to trzeba odpowiednich nakładów, niekoniecznie wykorzystywanych bezpośrednio na naukę. Prof. Zienkowski proponuje jednak przeznaczenie głównych nakładów na absorpcję nowych technologii. Tę drogę wybrała Irlandia, która odniosła sukces, mimo że nakłady własne na B+R nie są wysokie. Jednak prof. Joanna Kotowicz-Jawor twierdzi, że biorąc pod uwagę skalę transferu zagranicznych inwestycji bezpośrednich właściwsze byłoby w Polsce podejście problemowe, czyli „próba podejścia do rozwiązywania całych pól zagadnień, a nie określonych wąskich sektorów gospodarczych”. W tej strategii, jak sądzę, edukacja i pola B+R są najważniejsze.

Z marzeniami o społeczeństwie wiedzy wiąże się wiele problemów i jeszcze więcej pomysłów na ich rozwiązanie. Oby tylko dyskusje nad wyborem najlepszych nie trwały tak długo, że jeszcze bardziej oddalą nas od celu. Już nieraz zwracano uwagę, że wdrażanie założeń przebiega zbyt wolno. Teraz, gdy Unia rozszerzyła się o nowe państwa, będzie jeszcze trudniej osiągnąć sukces. Czas, by rozważania przemieniły się w konkretne czyny.