Seminarium beneficjantów konkursów TECHNO 2000 oraz TECHNE 2001 i 2002 FNP, które odbyło się 27-28 września 2004 w Politechnice Wrocławskiej, służyło nie tyle podsumowaniu wyników badań, co zainicjowaniu dyskusji nad skutecznymi metodami doprowadzania badań naukowych do etapu, „z którego już widać wdrożenie”.
Główna część seminarium miała formę panelu dyskusyjnego, którego temat: Czy biznesmeni są z Marsa a naukowcy z Wenus? dość jasno definiował problem. Prof. Grabski zaprosił do dyskusji prof. T. Więckowskiego, prorektora Politechniki Wrocławskiej ds. badań naukowych i współpracy z przemysłem, prof. A. Czyżewskiego z Politechniki Gdańskiej, W. Muniaka, prezesa Zarządu Solaris Optics S.A., M. Murawskiego, dyrektora Biura Funduszy Unijnych Banku Gospodarstwa Krajowego i M. Zagórskiego, specjalistę z dziedziny venture capitals w Polsce (a inżyniera elektronika z wykształcenia). Dyskusję panelową prowadził prof. Władysław Włosiński, szef IV Wydziału PAN.
W ciągu ostatnich lat FNP podejmowała różnorakie działania na rzecz obudzenia ducha inżyniersko-innowacyjnego w pracownikach nauki. Zaczęto od bezpośrednich inwestycji w firmy wysokiej technologii. Spółki miały się dobrze, ale nie przynosiły oczekiwanych wyników. Nie sprawdziły się również podejmowane w latach 1991-93 wspólne przedsięwzięcia kapitałowe. Zużyto na ten cel niewiele środków, ale też trudno było o budzące nadzieję projekty. Udana była jedynie inwestycja w szybowiec PW-5, który wygrał konkurs World Class Glider Competition. Niestety firma produkująca go „położyła” ten sukces. Uznano więc, że współpraca z niezreformowanym przemysłem nie budzi nadziei.
W latach 1991-95 fundacja oferowała osobom chętnym do transferowania technologii korzystne pożyczki (oprocentowanie: 50-80 procent stopy kredytu refinansowego). Poświęcono w sumie na ten cel około 10 milionów złotych. Przeszkodą okazało się niepoważne traktowanie przez badaczy zawieranej umowy pożyczkowej. Początkowy wzrost liczby kandydatów i biorców kredytu szybko minął: 1991 r. - 139 wniosków, 6 pożyczek; 1992 - 61 wniosków, 17 pożyczek; 1993 - 9 wniosków, 1 pożyczka; 1994 - 13 wniosków, 1 pożyczka.
Następne podejście miało charakter strukturalny. We współdziałaniu z europejskim programem Phare FNP zrealizowała program INCOME, który wpierał rozwój centrów rozwoju technologii. Powstało ich sześć. Miały zajmować się akwizycją projektów i ich oceną. Fundacji przypadła ocena pod względem finansowym. W praktyce, choć centra rozpatrzyły wiele zgłoszeń, zrealizowano tylko jeden projekt oraz wsparto 12 wniosków o subwencje. Większość wolała realizować projekty na małą skalę pod osłoną uczelni niż podejmować wysiłek współpracy z inwestorem, a potem dzielić się zyskami. Zakończono ten program z powodu jego niskiej skuteczności.
Kolejną koncepcją (rok 2000) był program TECHNO finansujący przedkomercyjne etapy rozwoju projektu. Chodziło o czyste subwencje, z wyłączeniem prawa handlowego. Program został ukierunkowany na określone obszary badawcze (np. inteligentne procesy wytwarzania). Spośród 111 złożonych do fundacji wniosków, opiewających w sumie na 35 milionów złotych, wyłoniono w konkursie jedynie 24 beneficjantów, a przyznane im kwoty (w sumie 5 milionów złotych) były niższe od zaplanowanych przez Fundację! Powód? Większość wniosków nie spełniła wymogów konkursu.
FNP zdecydowała się wtedy na stworzenie programu TECHNE o szerszym zakresie tematycznym, uwzględniającego także prace nad testowaniem i atestowaniem nowych rozwiązań. Przeprowadzono już cztery konkursy tego rodzaju. Spora liczba wniosków nie spełniających wymogów konkursu sprawiła, że skala finansowania w poszczególnych latach bywała niższa od pierwotnie planowanej, a liczba wniosków malała: 2001 r. - 44 wnioski, 6 subwencji na sumę 900 tys. zł; 2002 - 29 wniosków, 6 subwencji na sumę 500 tys. zł; 2003 - 29 wniosków, 4 subwencje na sumę 800 tys. zł; 2004 - 26 wniosków, 7 subwencji na sumę 600 tys. zł.
- Jestem zawiedziony małym merytorycznym oddźwiękiem - mówi prof. Grabski. - Zastanawiam się nad przyczyną takiego stanu rzeczy. Czy środowisko nie ma wiele do zaoferowania, czy gdzie indziej są łatwiej dostępne środki, czy też te pieniądze nie są potrzebne? Dlaczego, mimo 15 lat starań, tak nikły jest wynik aplikacyjny? Dlaczego tak wielka jest różnica inwencji w stosunku do uczelni przedwojennych?
Na to prowokacyjnie postawione pytanie próbowali znaleźć odpowiedź wymienieni na wstępie uczestnicy panelu oraz obecni na sali laureaci konkursu.
Prof. Tadeusz Więckowski podniósł kwestię formalnych uwarunkowań komercjalizacji badań. Prawo regulowane statutami uczelni nie stwarza dostatecznie jasnych zasad działania na tym polu i tworzenia podmiotów współpracujących z uczelnią, czyli tzw. firm profesorskich. Żeby ten problem rozwiązać, Senat PWr. podjął odpowiednią uchwałę określającą reguły gry. Polityka ta daje już pierwsze owoce.
Inni uczestnicy dyskusji potwierdzili wagę omawianego czynnika. Prof. A. Czyżewski (PG), odnosząc się do problemu skuteczności programu TECHNE, podkreślił potrzebę rozróżnienia faz tworzenia wyrobu komercyjnego. O ile na wykonanie produktu w serii prototypowej można dostać grant celowy, to trudność stanowi wcześniejszy etap tworzenia modelu.
Utrudnienie stanowi też koszt postępowania patentowego, które tylko w kraju jest tanie. - Patent zagraniczny to kolosalny wydatek, minimum 25 tysięcy euro - uzupełniał doc. dr hab. Marek Kowalczuk (Centrum Chemii Polimerów PAN w Zabrzu). Ponadto nie wszyscy pamiętają, że opublikowanie rozwiązania uniemożliwia zgłoszenie go w biurze patentowym.
Współpraca naukowców z przemysłem to niejednokrotnie problem komunikowania się dwóch światów o różnej mentalności i innej hierarchii wartości. W przemyśle liczy się zysk i równoważnik pieniądza - czas. Mimo wszystko warto zapraszać biznesmenów do laboratoriów naukowych, wyjaśniać sens prowadzonych badań i szukać porozumienia - uważa prof. Czyżewski.
Prawdziwym kubłem zimnej wody była wypowiedź dr. Wacława Muniaka, prezesa Zarządu Solar Optics S.A. (profil firmy: zaawansowane elementy optyczne, produkcja - głównie na eksport). Przedstawił on zniechęcające doświadczenia ze współpracy z instytutem badawczym, który na potrzeby firmy miał wykonać unowocześnioną wersję krystalicznych elementów optycznych. Choć firma uzyskała dla instytutu grant celowy z KBN i dołożyła jeszcze dwakroć więcej pieniędzy, doczekała się tylko optymistycznego raportu i... negatywnego wyniku badań. Co gorsza, KBN nie dopatrzył się niczego niewłaściwego w działaniach instytutu i dał ocenę pozytywną, choć komisja KBN poparła stanowisko poszkodowanej firmy. - W nauce polskiej panuje zbyt łagodny, nacechowany opiekuńczością sposób rozliczania badań - konkluduje dr Muniak.
Podkreślano też, że z reguły myśl o komercjalizacji pojawia się na zbyt późnym etapie badań. Tymczasem ten cel powinien być uwzględniany od początku. Powinien mu towarzyszyć proces marketingowy, pozyskiwanie kontrahenta itd. Trzeba też myśleć o konkretnym odbiorcy produktu. Dziś uważa się, że 80 procent prac stosowanych powinno przynosić korzyści użytkowe. - Z tym wiąże się nieuchronnie badanie rynku - podkreślał prof. Władysław Włosiński.
Dyrektor Biura Funduszy Unijnych BGK M. Murawski przedstawił pogląd bankowca. Jako uczestnicy rynku nauki, polscy naukowcy muszą liczyć się z biznesem, który decyduje, czy i w co zainwestować. Podstawowe kryterium - opłacalność - odnosi się również do patentów. Osobnym problemem są spin-offy (albo „firmy profesorskie”) - gdy odniosą sukces, zostają zwykle sprzedane jakiemuś koncernowi; stanowią w większym stopniu sukces myśli naukowej niż ekonomiczny.
Przy wdrożeniach należy uwzględniać przesłanki cenowe. Na przykład rynek teleinformatyczny wykazał, że supernowoczesne (w sensie wiedzy teoretycznej i technologicznej) rozwiązania nie mogą wejść do produkcji, póki nie zwrócą się nakłady poniesione na stare technologie. To sprawia, że komercyjny rynek nauki stworzy instytucje pośredników sterujących wdrożeniami. Może to też wskazywać, że uczelnie pozostaną przy swych tradycyjnych funkcjach, gdyż naukowiec, autor patentu, nie będzie raczej radził sobie na takim rynku. Jakąś część tego świata będą zapewne miały pod kontrolą instytucje rządowe. Już dziś pewną rolę w pozyskiwaniu kredytów odgrywa NOT, która dla BGK jest partnerem merytorycznym.
Dyskutanci ubolewali, że banki wykazują zbyt bierną postawę i nie oferują kredytów wysokiego ryzyka. Jednakże dyrektor Murawski przekonywał, że polityka banku jest określana przez właściciela. - Proszę sobie wyobrazić, że państwa firma chce wejść na giełdę. Proszę zebrać argumenty przekonujące ludzi, by zainwestowali swoje pieniądze w ten biznes - zalecał.
Jeszcze jednym „człowiekiem z Marsa” okazał się Marcin Zagórski, zajmujący się inwestycjami specjalista z dziedziny venture capitals. Podkreślił on, że twórcy spin-offów rzadko są klientami banków. Opierają swój biznes na tzw. 3F (family, friends and fools). Dopiero gdy rozwiną z powodzeniem i dobrze sprzedadzą swoją firmę, a następnie korzystnie zainwestują jako business angels w firmę kolegi, osiągną dostęp do venture capital. Tego typu instytucje pojawiły się już na scenie, można je znaleźć np. pod adresem www.polban.pl. PolBAN cierpi na brak nie kapitałów, ale projektów. To trudny partner, ale pomaga budować firmę i docenia „człowieka z Wenus” - zapewnia M. Zagórski. Środowisko naukowe nie zawsze chce jednak interesować się taką działalnością. Woli koncentrować się na publikacjach, podczas gdy biznes myśli o pieniądzach. M. Zagórski zaleca, by zadania komercjalizacyjne powierzać asystentom obciążonym rodzinami. Oni odczuwają przymus zdobywania pieniędzy! Może nie wszystkich to przekonało, ale dyskusja, którą wywołały przedstawione poglądy, była bardzo żywa.
Wrocławskie spotkanie miało w programie zwiedzanie Laboratorium Nanotechnologii i Struktur Półprzewodnikowych Wydziału Elektroniki Mikrosystemów i Fotoniki PWr., które stanowi dobry przykład korzyści osiąganych dzięki programowi MILAB. Odbyła się też sesja posterowa prezentująca osiągnięcia beneficjantów FNP, zrealizowane dzięki programom TECHNO i TECHNE.