Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 1/1998

Nowe byty bywają potrzebne
Poprzedni Następny

Utworzenie Akademickiej Komisji Akredytacyjnej uważam za konieczne.
Pozostaje sprawa relacji RG, KRASP i AKA.

Andrzej Pelczar

Fot. Stefan Ciechan
Wojciech Jastrzebowski,
Płaskorzeźba na frontonie men (1927-29)

Rozwój i zmiany w każdej dziedzinie przebiegają zazwyczaj tak, że to co dotyczy meritum dokonuje się zrazu w istniejących ramach formalnych, a potem stymuluje lub wręcz wymusza zmiany tych ram, czasem bardzo głębokie. Nowe ramy są właściwe, jeżeli nie tylko sankcjonują to, co się dokonało lub dokonuje w płaszczyźnie merytorycznej, ale i stymulują dalsze pożądane zmiany (co najmniej - nie przeszkadzają im). Powinny więc być możliwie niekrępujące w stosunkowo długim okresie czasu, tak by nie musiano ich zmieniać zbyt często. W praktyce oznacza to spełnienie wymogu dużej ogólności ustaw. Nie można jednak zakładać, że jakiekolwiek z nich okażą się trwałe "na zawsze" i że nie będą ulegały kolejnym reformom. Rzadko się zdarza, by zmiany merytoryczne mogły być wprowadzane jedynie przez "zadekretowanie", tj. przez - najlepsze nawet - zmiany ram formalnych. Dotyczy to zwłaszcza szkolnictwa wyższego i nauki, gdzie - dodatkowo - ogromną rolę odgrywa aprobata środowiska dla wszelkich zmian i stopnia ich rewolucyjności. Sądzę, że to wszystko brali pod uwagę autorzy Założeń reformy prawa o szkolnictwie wyższym, cz. I, oraz że trzeba to też uwzględnić zarówno przy ocenie i komentarzach do tych Założeń, jak i - przede wszystkim - w czasie rozpoczętej już dyskusji o definitywnym kształcie przyszłej ustawy o szkolnictwie wyższym.

Ważki głos w tej dyskusji zawiera wydrukowany w "Forum Akademickim" (12/97), artykuł prof. Jerzego Woźnickiego, rektora Politechniki Warszawskiej i przewodniczącego Komisji Legislacyjnej KRASP. Nader ważne jest też to, co na ten temat powiedział minister edukacji narodowej, prof. Mirosław Handke, w wywiadzie zamieszczonym w tym samym numerze "Forum". Pragnę zgłosić tu pewne uwagi dotyczące wątków z Założeń i wspomnianego artykułu rektora Woźnickiego. Uwagi te wynikają z doświadczeń nabytych w ciągu ponad czteroletniej działalności w Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego oraz w trakcie pełnienia - poprzednio - funkcji rektora UJ, ale wyrażają w tej chwili tylko moje osobiste poglądy.

KREOWANIE NOWYCH BYTÓW BYWA UZASADNIONE

Podzielam pogląd o szkodliwości mnożenia niepotrzebnych bytów. Uważam jednak, że gdy są potrzebne, to nie należy zwlekać z ich kreowaniem. Dlatego też, byłem i jestem przekonany o celowości utworzenia Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP). Ma ona reprezentować rektorów w Polsce i na forum międzynarodowym oraz wyrażać ich poglądy na sprawy podstawowe, przede wszystkim dotyczące szkolnictwa wyższego i nauki. Taka reprezentacja jest potrzebna.

W przekonaniu o potrzebie stworzenia sprawnego systemu oceny jakości kształcenia i - w ramach tego systemu - powołania do życia operatywnego organu, mogącego przeprowadzać tę ocenę oraz mającego kompetencje decyzyjne co do akredytacji (a więc udzielania lub odmowy udzielenia prawa do tworzenia uczelni i prowadzenia studiów), uważam za celowe, a nawet konieczne utworzenie Akademickiej Komisji Akredytacyjnej (AKA). Nie będzie to mnożenie zbytecznych bytów. Pomijając w tej chwili szczegóły, chciałbym powiedzieć, jak widzę przyszły podział kompetencji oraz zakresy obowiązków Rady Głównej, KRASP i AKA, a przede wszystkim przedstawić pogląd na to, czym nie powinno się ich obarczać. Wiąże się to z pewną różnicą zdań między Rektorem Woźnickim i mną co do części omawianych tu spraw. Różnice te zresztą mogą okazać się niewielkie lub nawet niemal pozorne, jeśli uzna się, iż ocena jakości kształcenia oraz akredytacja muszą być prowadzone przez wyspecjalizowaną instytucję (którą ma być AKA), natomiast jej "formalne usytuowanie" i związany z tym stopień formalnej niezależności, czy też odrębności, może być przedmiotem szczegółowej dyskusji. Na to jednak, by ocenić, jaka jest skala ewentualnych różnic zdań, konieczne jest ich dokładne sprecyzowanie, czemu służyć ma to, co przedstawiam poniżej.

RADA GŁÓWNA I AKA

Rada Główna powinna być nadal wybieralnym organem przedstawicielskim szkolnictwa wyższego, parlamentem akademickim. Jej kompetencje decyzyjne powinny być rozszerzone w sprawach ogólnych (w tym i takich, o których mówią Założenia, np. co do określania warunków koniecznych, jakim muszą odpowiadać uczelnie chcące uzyskać prawo do używania nazw: uniwersytet, politechnika i akademia), kompetencje zaś opiniodawcze muszą się wiązać z obowiązkiem zasięgania opinii Rady we wszystkich sprawach dotyczących szkolnictwa wyższego, poza przewidzianymi dla AKA oraz obowiązkiem uzasadniania ewentualnego postępowania wbrew opinii Rady. Rada powinna (nadal) mieć za zadanie działania o charakterze strategicznym, w myśl art.42, ust.2, pkt 1. obecnej ustawy o szkolnictwie wyższym. Sądzę, że nie wszyscy doceniają to, jak ważne są zadania (i możliwości) Rady, wynikające z prawa i obowiązku opiniowania wszystkiego, co dotyczy szkolnictwa wyższego. Nie zmienia tego, moim zdaniem, smutna praktyka ostatnich (a raczej już, na szczęście, "przedostatnich") miesięcy, gdy poprzednie kierownictwo MEN lekceważyło opinie Rady. Z tych doświadczeń wynika tylko tyle, że powrót do normalności nie może zwalniać z obowiązku utworzenia systemowych zabezpieczeń przed takimi praktykami. To, co wiązało się do tej pory z opiniowaniem wniosków o zgodę na tworzenie nowych szkół wyższych oraz ewentualnych rozszerzeń uprawnień szkół już istniejących, ma - według projektu Założeń - przejąć AKA.

Koncepcja Akademickiej Komisji Akredytacyjnej została dość dokładnie zarysowana w Założeniach. Z koncepcją tą zgadzam się ogólnie i co do przeważającej części szczegółów. Nie będę ich powtarzał. Należy tylko stwierdzić, że AKA będzie miała ogromne zadania. Ocena jakości kształcenia i decyzje akredytacyjne o mocy rozstrzygającej wymagać będą sformalizowanych postępowań, bardzo czasochłonnej pracy ekspertów oraz profesjonalnego aparatu administracyjnego. Członkowie AKA będą musieli poświęcić swej pracy bardzo dużo czasu. Dotychczasowa działalność Rady Głównej na tym polu, dotycząca przede wszystkim opiniowania wniosków o tworzenie nowych szkół niepaństwowych oraz o ewentualne rozszerzenie uprawnień szkół już działających, była w wąskim zakresie namiastką tego, co będzie robiła AKA. Namiastka ta jednak kosztowała (i nadal kosztuje) Radę, a przede wszystkim jej Komisję Rozwoju i Organizacji, wiele czasu i energii.

W świetle tych uwag, trudno jest zgodzić się na proponowane w artykule rektora Woźnickiego obarczenie Rady Głównej zadaniami AKA, przewidywanymi dla niej jako konsekwencje wprowadzenia prawdziwego systemu oceny jakości kształcenia (co do oczywistej konieczności jego wprowadzenia nie ma, jak sądzę, sporów). Zadania te musi spełniać wyspecjalizowana instytucja, nie zajmująca się niczym innym. Nie oznacza to jednak wykluczenia pewnego związku AKA z Radą Główną ("AKA przy Radzie Głównej" lub "AKA jako izba Rady") z tym jednak, że wybory (powoływanie) członków AKA odbywałyby się niezależnie od wyborów członków Rady. W ten sposób mniej jaskrawo pojawiałby się "nowy byt" (przypomnieć warto, że jest precedens w postaci Komisji Dyscyplinarnej "przy Radzie Głównej"). Rada Główna ma do spełnienia wiele ról, w tym także opiniodawczych, w wielu sprawach różnych od tych, które dotyczą jakości kształcenia i akredytacji; nie mówiąc już o kompetencjach decyzyjnych. Byłoby bardzo źle rezygnować z uprawnień i możliwości, które Rada ma i powinna mieć. A trzeba by rezygnować, gdyby Radę de facto przekształcić w AKA.

RADA GŁÓWNA I KRASP

Propozycja rektora Woźnickiego ma też drugi człon, a mianowicie: przejęcie części dotychczasowych zadań Rady Głównej przez KRASP. Wymaga to głębszej analizy. Należy najpierw ustalić, jakie to zadania: jeżeli chodzi o formalne opinie (a z kontekstu wynika, iż o nie przede wszystkim), to trzeba rozważyć co najmniej trzy aspekty sprawy. Po pierwsze: trudno założyć, że rektorzy będą mogli i chcieli poświęcać czas i energię na obradowanie nad sprawami wymagającymi opinii, a w związku z tym - bardzo często - powoływania komisji, których wyłanianie, na zasadach permanentnego działania, spośród członków KRASP nie wydaje się możliwe. Po drugie: ustawowe udzielenie prawa (a więc i obarczenie obowiązkiem) wydawania opinii musi się wiązać ze sformalizowaniem struktury ciała, które opinie ma wydawać. A więc konieczne będzie ustawowe uregulowanie statusu KRASP. Może to być trudne ze względu na różnice poglądów np. na to, kto ma być członkiem KRASP, jak i z powodu braku entuzjazmu wielu rektorów wobec samej idei formalizacji, czy też "formalnej instytucjonalizacji" KRASP. Po trzecie: rektorzy, członkowie KRASP, powinni - co zrozumiałe - zawsze brać pod uwagę interesy uczelni, którymi kierują. Członkowie Rady Głównej natomiast nie mają takich zobowiązań, gdyż nie są reprezentantami poszczególnych szkół wyższych. Oznacza to, że mogą być różne spojrzenia na te same sprawy z perspektywy KRASP i Rady Głównej. Opinie KRASP będą często wyrazem kompromisów, uzyskanych po uwzględnieniu różnych (czasem przeciwstawnych) interesów poszczególnych uczelni. Jest to zrozumiałe i naturalne. Inny bywa mechanizm podejmowania uchwał w Radzie Głównej. Inna też może być interpretacja wyników formalnego głosowania, które w czasie obrad Rady Głównej jest oczywistym, parlamentarnym sposobem zajmowania stanowiska, a chyba nie zawsze i nie dla wszystkich musi być oczywistym sposobem konkludowania obrad KRASP.

Zatem, nie byłoby dobrze przyjąć, że opinie KRASP mają być zamiast opinii Rady Głównej. Mogą one natomiast mieć walor opinii komplementarnych (o czym niżej)

WAŻNE SPRAWY I POKUSA POPULIZMU

Zanim skończę ten wątek, wrócę do pierwszego z aspektów sprawy. Na argument tam podniesiony można odpowiedzieć tak: nie zabieramy Radzie Głównej wszystkich spraw, tylko niektóre, a więc KRASP nie przeciążymy ponad miarę. Ale te "niektóre" byłyby - chyba z konieczności - najważniejsze. Z tym trudno się zgodzić i to nie tylko ze względu na praktyczną deprecjację Rady Głównej, lecz przede wszystkim ze względu na trudne do przewidzenia możliwości sporów i luk kompetencyjnych. Również z powodu zaniechania stosowania prostej i skutecznej zasady, akceptowanej teraz powszechnie - przedstawiania wszystkich spraw dotyczących szkolnictwa wyższego jednemu ciału. Uważam natomiast za wysoce celowe, wręcz konieczne, przestrzeganie zasady, że opinia takiego grona, jakim jest KRASP, musi być w odniesieniu do najważniejszych spraw uwzględniana, jako jeden z najistotniejszych elementów przygotowujących ich rozstrzyganie. Zasada taka mogłaby być chyba sformalizowana w ustawie, jeżeli sformalizuje się KRASP i pokona (ewentualne) związane z tym trudności, wymieniając kilka spraw najważniejszych, co do których opinie wydawać ma nie tylko Rada Główna, ale i KRASP. Zasada ta może być jednak uznana za obowiązującą przede wszystkim na tej podstawie, że Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich ma tak wysoki prestiż jako grono autorytetów, że każdy musi się z opinią KRASP liczyć - wtedy może jednak nie trzeba będzie formalizować.

I jeszcze jedno. W zakłopotanie wpędza mnie passus z artykułu rektora Woźnickiego, mówiący o pomocy w uwolnieniu reprezentacji szkolnictwa wyższego w jego istniejącym modelu (tylko Rada) od pokusy populizmu, czego łatwiej unikać będzie łączna reprezentacja: Rada i Konferencja. Przekonaniu o potrzebie reprezentowania środowiska przez radę i KRASP dałem wyraz powyżej, ale nie myślałem, by zapobiec w ten sposób pokusom populizmu. Zaspokajając ciekawość badacza zapytam Pana Rektora o to, czy (i gdzie) obserwował przejawy tych pokus? Ale to już chyba w prywatnej rozmowie.

OGÓLNOŚĆ USTAWY

Powiedziano na wstępie, że ustawa musi być dostatecznie ogólna. Przykładem zbytniej szczegółowości obecnej ustawy jest przepis regulujący wymiar pensum dydaktycznego nauczycieli akademickich. Uważam - wbrew autorom Założeń - że należy z tego zrezygnować. Ustawa powinna jak najwięcej szczegółów odsyłać do statutów uczelni, z tym jednak, że powinna ona żądać, by statuty takie szczegóły określały. Statutom należy pozostawić rozstrzygnięcie sprawy powoływania oraz kształtu i kompetencji rad uczelni. Obawiam się skutków precyzowania tego w ustawie, tym bardziej, że kompetencje tych rad, proponowane przez rektora Woźnickiego, są (lub mogą być) - według mnie - zbyt daleko idące.

Postuluje się niemal jednolite traktowanie uczelni państwowych i niepaństwowych. Może trzeba więc zażądać, by tworzenie uczelni kształcącej na poziomie magisterskim ("akademickiej" według terminologii z Założeń) mogło mieć miejsce tylko na drodzie ustawowej w odniesieniu do wszystkich uczelni, a więc także i niepaństwowych.

OPTYMISTYCZNE UWAGI KOŃCOWE

Banalnym jest stwierdzenie o konieczności współpracy wszystkich ośrodków opiniotwórczych i decyzyjnych w dziedzinach edukacji i nauki. Dotychczasowa współpraca Rady Głównej z konferencjami rektorów szkół różnych typów i rozpoczęta bardzo dobrze współpraca z KRASP, uzyskały nowe tło w postaci tego, co powiedział we wspomnianym wywiadzie minister Mirosław Handke: Minister musi współpracować zarówno z Radą Główną, jak i z rektorami. I będzie to czynił tak, aby właśnie w trójkącie MEN-KRASP-RG wypracować nową politykę w obszarze szkolnictwa wyższego. Jestem przekonany, że znajdzie to konkretny wyraz we współpracy nad przygotowaniami do stworzenia nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, przede wszystkim przez wymianę informacji i opinii, najczęściej uzupełniających się (a wzajemnie uwzględnianych), i musi przynieść pożytek.

Prof. dr hab. Andrzej Pelczar, matematyk, pracuje w Instytucie Matematyki UJ w Krakowie. Jest przewodniczącym Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego.

Uwagi.