Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 10/1998

Nauce mniej więcej
Poprzedni

Leszek Szaruga

Przeglądając wycinki prasowe, jakie nagromadziły się na moim biurku w czasie, gdy zajęty byłem praktycznymi zajęciami z medycyny – stanowiąc raczej ich przedmiot, a nie podmiot – odnalazłem wycinek zatytułowany złowieszczo „Nauce więcej, ale mniej”. Chodzi, rzecz jasna, o problem, od którego nie mogę się uwolnić już od ponad roku: o pieniądze. Konkretnie: o pieniądze, jakie z budżetu naszego suwerennego już niemal dziesięć lat państwa, przeznaczone mają być na rozwój nauki.

Nim się jednak tym problemem po raz kolejny zajmę, sięgnę może do materiałów pomocniczych. Suwerenne Niemcy wydawały w roku 1996 na obronę 1,7 proc. PKB, zaś w roku 1995 na naukę wydawały 2,27 proc. PKB. W Polsce było to odpowiednio: 2,3 proc. oraz 0,8 proc. Nie jest tak, by Niemcy nie mieli spraw do rozwiązania, gdy chodzi o problemy obronności: wessanie NRD i konieczność głębokich, w tym nie tylko strukturalnych, zmian w polityce obronnej, raczej nie sprzyja zbyt daleko idącym oszczędnościom w tej dziedzinie. Trzeba też od razu podkreślić, że również głębokich reform wymagały struktury życia naukowego wschodnich obszarów kraju. Nie zmienia to faktu, że na naukę przeznaczono 0,51 proc. PKB, więcej niż na obronę, co dość wyraźnie wskazuje priorytety, jakie zostały wyznaczone w polityce niemieckiej. W Polsce odwrotnie: na naukę przeznaczono o 1,5 proc. PKB mniej niż na obronę. Wygląda na to, że szykujemy się do odegrania roli europejskiej potęgi militarnej. Tyle że nawet jeśli jest to prawdą, owa dysproporcja wydatków na obronę i naukę obróci się w końcu przeciw tej pierwszej, ta druga zaś zniknie. Wszystkiego dobrego...

Jak podaje „Rzeczpospolita”, w Polsce wydatki na prace badawczo-rozwojowe wynoszą ok. 46 dolarów na głowę. W Niemczech wykłada się na głowę dolarów ok. 460, czyli 10 (słownie: dziesięć) razy więcej. W Stanach Zjednoczonych wydaje się na ten cel 680 zielonych. Nawet mała Portugalia potrafi wysupłać 71,5 dolca na obywatela. Sprawa nie jest wcale oczywista, gdyż w sumach bezwzględnych proporcje się oczywiście zmieniają, jednak należy pamiętać, że nauka polska w ubiegłej dekadzie poniosła olbrzymie straty – wyemigrowało wówczas niemal 10 proc. pracowników naukowych, zaś ponad 15 proc. odeszło od prac badawczych. W chwili obecnej talenty z przestrzeni nauki uciekają – tych strat nie sposób nawet wymierzyć. Co to znaczy? Że będziemy mieli do czynienia ze zwiększaniem się problemów nie tylko samej nauki tyczących. Jak bowiem pisze w „Rzeczypospolitej” Krystyna Forowicz: „Finlandia przeżywała na początku lat 90. jeszcze większy niż Polska kryzys ekonomiczny, bezrobocie dochodziło tam do 20 proc. Dzięki m.in. wysokim wydatkom na naukę szybciej uporała się z kłopotami gospodarczymi”.

Komentując obrady konferencji „Nauka ‘98” Marcin Jamkowski pisał w „Gazecie Wyborczej”: „W 1981 r. Polska zajmowała 15. miejsce pod względem liczby publikacji. Od tego czasu stale spada. W roku ubiegłym wyprzedziła nas Korea Południowa i nasza nauka spadła w rankingu na 20. miejsce. Jeśliby jednak przeliczyć liczbę publikacji na jednego mieszkańca w kraju, Polska spada aż na 34. miejsce! Ten trend zgadza się dobrze ze zmniejszaniem wydatków na naukę”. To, rzecz jasna, nie jedyny miernik, lecz dość wyrazisty. Staje się jeszcze bardziej wyrazisty, gdy uświadomić sobie, iż olbrzymia liczba polskich publikacji pojawia się w czasopismach peryferyjnych, niemalże środowiskowych.

Argumentuje się, że zmniejszanie wydatków na naukę w Polsce wiąże się z dużymi wydatkami na reformy społeczne. Jest w tym argumentowaniu sporo demagogii. Rzecz bowiem w tym, że prawdziwą reformą będzie dopiero taka, która doprowadzi do zapewnienia nauce odpowiedniego miejsca w życiu społecznym – na razie jest tak dalece zmarginalizowana, jak to tylko możliwe. Nie można reformować państwa po kawałku – to absurd. Osobno widzą wszystko nie tylko „straszni mieszczanie” z wiersza Juliusza Tuwima, lecz także pozbawieni wyobraźni, a tym samym poczucia rzeczywistości, urzędnicy od cząstkowych reform.

Profesor Andrzej Kajetan Wróblewski, zestawiając tempo rozwoju nauki polskiej z tempem rozwoju nauki w krajach o wysokim potencjale uznał, że przypomina to pogoń hulajnogi za pociągiem ekspresowym. Już niebawem dowiemy się, czy na rok 1999 nauka dostanie postulowane przez środowiska naukowe 0,6 proc. PKB. Osobiście w to wątpię, podobnie jak nie wierzę, iż w ciągu lat pięciu dotrzemy tu do 1 proc. PKB. Jestem nawet skłonny założyć, że nakłady zostaną zmniejszone. Zważywszy bowiem, że dochód narodowy jednak rośnie, owo zmniejszanie procentów oznaczać będzie być może zachowanie tej samej kwoty nominalnej (plus ewentualnie inflacja). Ale może też, oczywiście, zdarzyć się cud taki, jak w piłce kopanej, w której, ni z tego, ni z owego, nasza reprezentacja rozgromiła Bułgarię w stosunku 3:0. Zakładano powszechnie co innego i oto proszę – niespodzianka! Podobno sukcesy sportowe są jakimś tam miernikiem potencjału danego kraju. Ale to się rozkłada różnie. Bo przecież potęga w biegach długich, jaką jest Etiopia, zajmuje w ilości publikacji dotyczących edukacji miejsce 36. na świecie, ale przecież i tu jest o jedną pozycję wyżej niż Polska.

Cóż, danymi statystycznymi można się bawić na rozmaite sposoby. Jakkolwiek jednak nie tasować tych danych, zawsze wyjdzie jedno: sytuacja polskiej nauki jest dramatycznie niedobra. Nie jest to jednak, wbrew pozorom, wynikiem wyłącznie „czynników obiektywnych”. Jest to wynikiem dramatycznego braku wyobraźni, w tym także wyobraźni politycznej u ludzi, którzy ową wyobraźnię winni z racji swej profesji poddawać nieustannemu ćwiczeniu. Raz jeszcze wypada więc powtórzyć w tym miejscu: Polsce niezbędne jest ustalenie priorytetów, ale takie, które przyjmuje punkt widzenia całości a nie takie, które powoduje, że zwolennicy różnych opcji – czyli rozmaite lobby – wyszarpują sobie wzajem ów kusy „postaw sukna”. Mija oto dziesięć lat od momentu, kiedy kraj odzyskał niepodległość. To już wcale niemało czasu. I warto może spróbować sobie odpowiedzieć na pytanie, jak został on spożytkowany.

Uwagi.