Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 3/1998

Z fotela przewodniczącego
Poprzedni Następny

Przyzwoitego finansowania dla wszystkich nie starczy.
Natomiast dawać wszystkim po równo, to niby
najłatwiejsze, ale nauka nie powinna kierować się
zasadą równości.

Andrzej Wiszniewski

Fot. Stefan CiechanGdy w ostatnim dniu października ubiegłego roku przekraczałem próg gmachu KBN przy ul. Wspólnej w Warszawie, znałem tę instytucję jako jej wieloletni klient, pokornie stawający w kolejce przed tym pokoikiem na parterze, w którym przyjmuje się wnioski o granty. Wiedziałem też, że spojrzenie z fotela przewodniczącego da obraz cokolwiek odmienny. Ale też liczyłem – i okazało się, że słusznie – iż moje doświadczenia „grantobiorcy” będą bardzo pomocne, gdy przyjdzie mi być „grantodawcą”.

DECYZJE PERSONALNE

Szybko zorientowałem się, że w stosunku do mych znakomitych poprzedników na stanowisku przewodniczącego KBN różnią mnie dwie zasadnicze sprawy: po pierwsze, reprezentuję nauki techniczne, a po drugie, pochodzę spoza Warszawy, co ma swe wielkie wady, lecz i pewne zalety.

Równie prędko zdałem sobie sprawę, że w KBN wyprzedziła mnie opinia radykała, który zacznie swe urzędowanie od czystek personalnych. Tymczasem, ku memu zadowoleniu skonstatowałem, że zmiany personalne nie są konieczne. Bowiem należy stwierdzić, z wielkim uznaniem dla mych poprzedników, że część urzędnicza Komitetu nie została w minionych latach upolityczniona. I słusznie, bowiem – parafrazując Gogola – nie ma nauki partyjnej, tak jak nie ma partyjnej tabliczki mnożenia. (Choć wiem dobrze, że niektórzy przywódcy naszych partii politycznych chcieliby, aby 2 x 2 nie równało się 4, ale to zupełnie inna sprawa.) W konsekwencji, nie wprowadziłem w KBN żadnych zmian personalnych, składając jednocześnie deklarację, że dla mnie jedynymi kryteriami oceny ludzi są ich uczciwość i zaangażowanie w pracy. Zadaje to kłam twierdzeniom obecnej opozycji, że nowy rząd pierwsze swe tygodnie poświęcił czystkom kadrowym i nominacjom „kolesiów”. W istocie zmiany następowały tam, gdzie w poprzednim czteroleciu gremia kierownicze upolityczniono, na znanej z przeszłości zasadzie: mierny, bierny, ale wierny. W tych resortach, gdzie upolitycznienia nie było, gdzie pracownicy reprezentowali wysoki poziom – jak właśnie w KBN – zmiany personalne nie były konieczne.

MALUTKIE SZCZĘŚCIE

Pierwszym wielkim problemem, z którym przyszło mi się zmierzyć, był budżet państwa na rok 1998, a w nim środki przeznaczane na naukę. W projekcie przedłożonym przez poprzednią koalicję zaplanowano je na niezwykle niskim poziomie: tylko 0,472 proc. PKB. Nigdy jeszcze tak mało nie było, bowiem w cenach realnych jest to o ponad 20 proc. mniej niż w roku 1992. W toku gorącej dyskusji na Radzie Ministrów i przy wsparciu premiera, którym jest profesor Jerzy Buzek – a więc nasz człowiek – udało się tę kwotę zwiększyć do 0,477 proc. PKB, czyli w porównaniu z rokiem poprzednim nauka miała otrzymać w cenach realnych minimalnie więcej. Niestety, to malutkie szczęście w nieszczęściu trwało krótko. Zawetowanie przez prezydenta ustawy o waloryzacji rent mundurowych stworzyło w budżecie ponad 300-milionową dziurę, którą trzeba było czymś wypełnić. Poszło na to część środków przeznaczanych na naukę, a ściśle biorąc – na odkładany z roku na rok temat związany z wojskowym śmigłowcem Huzar. I choć ta strata nie odbije się bezpośrednio na prawdziwie naukowych badaniach, to jednak fakt pozostał faktem: w budżecie na rok 1998 na naukę przeznacza się jedynie 0,47 proc. PKB.

Im mniej pieniędzy, tym skrupulatniej trzeba je dzielić. Ale też nie można zrezygnować z określanych przez państwo priorytetów. Sformułował je w grudniu ub. roku premier na spotkaniu z Walnym Zgromadzeniem PAN, w którym miałem możność wraz z nim uczestniczyć. Oto ich lista: badania zapewniające wzrost innowacyjności polskiej gospodarki, wzrost jej konkurencyjności na rynkach międzynarodowych, co jest szczególnie ważne w perspektywie wejścia Polski do Unii Europejskiej; badania w tych dziedzinach, w których Polska posiada wyróżniającą się pozycję w nauce światowej; badania ważne dla funkcjonowania państwa, w wymiarze zarówno centralnym, jak i regionalnym; badania mające szczególne znaczenie dla budowania świadomości społecznej, zachowania polskiego dorobku kulturowego i cywilizacyjnego, rozwoju demokracji; badania wspomagające systemy edukacyjne oraz promujące rozwój młodej kadry naukowej.

No i teraz biedny przewodniczący KBN musi przełożyć te wytyczne na codzienne decyzje finansowe. A jest to szczególnie trudne, bowiem gdy spytać przeciętnego polskiego badacza, która z dziedzin nauki jest szczególnie ważna i wyróżnia się w świecie, to w 9 przypadkach na 10 usłyszy się w odpowiedzi: „moja”. Na dodatek, pracownicy wyższych uczelni powiedzą, że dziedzina ta najlepiej rozwijana jest w szkołach wyższych, pracownicy instytutów PAN oświadczą, że to właśnie u nich, a na swoje „firmy” wskazują też naukowcy z JBR. Tymczasem przyzwoitego finansowania dla wszystkich nie starczy. Natomiast dawać wszystkim po równo – no cóż, to niby najłatwiejsze, ale nauka nie powinna kierować się zasadą równości.

ZASADY PODZIAŁU

Największa część pieniędzy na naukę dociera do jednostek badawczych w postaci środków na tzw. działalność statutową. To ponad 50 proc. całego budżetu KBN. Podział tego 1,1 miliarda zł na poszczególne zespoły (jest ich 13, ale aby nie zapeszać, jednemu nadano numer T-0), to tzw. podział pierwotny. W roku 1998 znacznie zobiektywizowano zasady podziału: połowa tej kwoty dzielona jest według algorytmu, biorącego pod uwagę liczby zatrudnionych oraz kosztochłonność badań w danej dziedzinie. Wielki spór w KBN-owskich gremiach dotyczył kosztochłonności, bowiem przyjęte – zawsze nieco arbitralnie – liczby miały ogromny wpływ na ostateczny wynik podziału. Przyjmując ostateczną formułę obiecano sobie, że współczynniki kosztochłonności będą dopracowywane przed przyszłorocznym podziałem. A tym zespołom, które uważają się za poszkodowane, przyjdzie liczyć na tzw. rezerwę Przewodniczącego.

Podział pierwotny pozwolił zespołom KBN na określenie kwot dla poszczególnych instytucji. Przy czym w roku 1997 środki statutowe przeznaczane na poszczególne „piony” nauki wyglądały następujaco: szkoły wyższe – 25 proc., placówki PAN – 25,5 proc., JBR – 49,4 proc. W roku 1998 zaleceniem KBN było, aby utrzymać proporcję nieco bardziej odpowiadającą strukturze zatrudnienia, a więc: szkoły wyższe – 28 proc., placówki PAN – 24,7 proc., JBR – 47,3 proc. Przy czym szkoły wyższe otrzymają ponadto środki na badania własne, które wynoszą ok. 60 proc. dotacji statutowych. Nie należy jednak zapominać, że w uczelniach pracuje ok. 72 proc. wszystkich naukowców.

Aby cały czas nie mówić o pieniądzach i nie zmuszać Redakcji „Forum Akademickiego” do skracania mych notatek, zakończę zapowiedzią następnych, comiesięcznych tekstów. Będzie w nich mowa o najważniejszych zadaniach na rok 1998, o V Programie Ramowym Unii Europejskiej, o etyce w badaniach naukowych, o polityce informacyjnej KBN i o wielu jeszcze innych, szalenie ciekawych sprawach. No, oczywiście, jeśli Redakcja bedzie mnie tolerować. I z tą nadzieją mówię czytelnikom: do widzenia za miesiąc.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Uwagi.