|
Płytkie dno morskie jest strefą niezwykle dynamiczną.
Obserwowanie go pozwala poznać procesy geofizyczne zachodzące na brzegu.
To, co dzieje się na dnie decyduje, w jaki sposób będzie się rozwijał brzeg morski.
Halina Bykowska
 |
Prof. Stanisław Rudowski znakomicie
godzi działalność naukową z dydaktyką |
Pracownicy naukowi Instytutu Morskiego w Gdańsku penetrują płytkie dno Morza Bałtyckiego, znajdujące się najbliżej brzegu. Ich badania przydają się ekologom, klimatologom, użytkownikom portów oraz służbom, czuwającym nad bezpieczeństwem żeglugi.
CO POTRAFI ŻYWIOŁ?
Akweny płytkie, o głębokości do 20 m, penetrować najtrudniej. I to nie tylko dlatego, że mało który statek może pływać bezpiecznie przy takiej głębokości. Trzeba też dysponować odpowiednią aparaturą. - Możliwość dokładnego zobaczenia płytkiego dna morskiego pojawia się dopiero w ostatnich kilku dekadach, w związku z dostępnością do małogabarytowej aparatury precyzyjnej - stwierdza prof. Stanisław Rudowski, który jako pracownik naukowy Instytutu Morskiego w Gdańsku doskonale godzi pasję penetrowania głębin Bałtyku z działalnością naukową w Instytucie Geofizyki PAN w Warszawie oraz zajęciami dydaktycznymi w Instytucie Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.
| Instytut Morski w Gdańsku, założony w 1950 r., jest placówką naukowo-badawczą Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej. Zatrudnia 12 profesorów, 6 docentów i doktorów habilitowanych, 24 adiunktów oraz 32 asystentów i specjalistów badawczo-technicznych, jak również 86 pracowników inżynieryjno-technicznych i administracyjnych. Mieści się w Złotej Kamieniczce przy ul. Długiej, w samym sercu gdańskiej Starówki. Posiada Oddział w Szczecinie. |
- Płytkie dno morskie jest strefą niezwykle dynamiczną - wyjaśnia prof. Rudowski. - Obserwowanie go pozwala poznać procesy geofizyczne, zachodzące na brzegu. To, co dzieje się na dnie decyduje, w jaki sposób brzeg morski będzie się rozwijał. Patrząc na graniczną strefę lądu i wody, biorę pod uwagę także rodzaj fali, co ułatwia zrozumienie wielu zagadnień. Jeśli przy brzegu morze jest głębokie, to uderzająca fala jest świeża, ostra i mocna. Zabiera ona w głąb akwenu całość produktów procesu niszczenia. Jeśli natomiast dno jest płytkie, fala ulega transformacji - załamuje się i jest znacznie słabsza.
Wszystkie procesy, zachodzące przy brzegu morskim, mają istotne znaczenie dla klimatologów i ekologów. - Straszą nas w świecie globalnym oziębieniem lub ociepleniem klimatu, bądź podniesieniem poziomu mórz i oceanów albo załamaniem się brzegów tych akwenów - powiada prof. Rudowski i wyjaśnia, że dokładne badanie procesów zachodzących na płytkim dnie uwalnia od niepewnych prognoz i pozwala z niemałą precyzją określić, gdzie są strefy bezpieczne, a gdzie obszary najbardziej narażone na destrukcję. Dzięki zminiaturyzowanemu sprzętowi badawczemu oraz postępowi w zakresie elektroniki i informatyki możliwe jest właściwe zarządzanie strefą brzegową, jak również przewidywanie katastrof. - Nareszcie mamy oczy na dnie - używa zgrabnej metafory prof. Rudowski. - Dzięki temu możemy planować i przewidywać - podkreśla.
Instytut Morski, jako pracownia resortowa, ma obowiązek systematycznego badania strefy brzegowej Bałtyku. Na odcinkach co 500 m sporządzane są profile brzegu, a co 2 kilometry dodatkowo dokonywane są pomiary sejsmoakustyczne budowy brzegu pod powierzchnią dna (z wykorzystaniem impulsu fali akustycznej). Uzupełnieniem bywają np. okazjonalne badania geologiczne, związane z rozpoznaniem miejsc występowania naturalnego kruszywa.
IMPULSY AKUSTYCZNE
- Niezmiernie istotne procesy zachodzą na głębokości zaledwie kilku metrów - tłumaczy prof. Rudowski. - Jeśli obserwuje się "ucieczkę" osadów dennych w głąb morza, wtedy występuje ujemny bilans osadów w rejonie wybrzeża i dochodzi do rozmywania brzegów. W innym miejscach obserwujemy dodatni bilans osadów.
Zmiany te najpierw zauważa się na płytkim dnie. Na dokładną obserwację dna pozwala system zwany sonarem bocznym, wykorzystujący precyzyjną aparaturę. Wysyła się w morze z obu burt statku badawczego, pod odpowiednim kątem, wiązkę impulsów akustycznych o określonej częstotliwości, które odbijają się od powierzchni dna. Impulsy odbite przekształcają się w obraz na monitorze znajdującym się na statku badawczym. Obraz jest precyzyjny. Dokładnie ilustruje ukształtowanie powierzchni dna. Prof. Rudowski oraz zespół innych pracowników pod kierunkiem dr. Kazimierza Szeflera, kierownika Zakładu Oceanografii Operacyjnej IM, sporządził dokładną mapę płytkiego dna Bałtyku na wielu wytypowanych obszarach, zwanych poligonami.
Bardzo ciekawe są wyniki badań dna morskiego w okolicach Chłapowa, często odwiedzanego latem przez turystów. W związku ze zwiększającą się liczbą dni sztormowych na odcinku długości ponad kilometra występuje tam wzmożona erozja dna. Silne fale rozmywają muł, czego efektem są strome nabrzeża, co zapewnia morskiej faunie niezłe warunki egzystencji. Obszar ten jest niewątpliwie ciekawy dla przyrodników i ekologów.
Badania, prowadzone w okolicach Redłowa, pozwalają na tworzenie hipotezy niszczenia tzw. Cypla Redłowskiego. Dochodzi tam do silnej erozji. Jednak kamienie znajdujące się na morskim dnie tworzą naturalną ochronę tej części wybrzeża Bałtyku. Woda zmywa jedynie glinę zwałową, stanowiącą pozostałość starego lądolodu skandynawskiego. Po sztormie na płytkim dnie widoczne są prawie same kamienie.
NIEBEZPIECZNE WRAKI
Niemałą korzyść dają badania, których celem jest wykrywanie oraz dokładna lokalizacja wraków i zatopionej amunicji. Zespół pracowników Instytutu Morskiego zweryfikował ostatnio wraki znajdujące się na dnie Bałtyku fińską metodą klasyfikacji zagrożenia środowiska morskiego przez wraki. Trwają obecnie przygotowania do sporządzenia szczegółowej inwentaryzacji wraków. Naukowcy z IM zabiegają o niezbędne środki finansowe na ten cel. Sporządzenie dokładnej inwentaryzacji nie będzie łatwe, ponieważ tylko część wraków znajduje się na powierzchni dna. Pozostałe są zasypane. Badania dotyczące wraków będą miały bardzo duże znaczenie dla archeologów, ekologów, a także służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żeglugi. Na dnie Zatoki Gdańskiej znajduje się mnóstwo wraków różnej wielkości. - Kłopot polega na tym - podkreśla prof. Rudowski - że nie dysponujemy dokładną mapą morską, podającą rozmieszczenie wraków na dnie. Różnica między tym, co pokazuje mapa, a stanem rzeczywistym, wynosi niekiedy nawet kilkaset metrów. Na szczęście obecnie posiadamy metody badawcze, które umożliwiają określenie położenia wraku z dokładnością niemal do jednego metra.
Wraki stwarzają niemałe zagrożenie dla statków pasażerskich i handlowych. Narzekają na nie rybacy, obawiający się, że zaplączą się w nie swoje sieci. Niepokoją one również ekologów, spodziewających się, że w zatopionych jednostkach mogą znajdować się niebezpieczne materiały militarne (przed kilkoma laty w rybackich sieciach znaleziono ryby poparzone iperytem) lub chemikalia stanowiące zagrożenie dla człowieka i morskiej fauny.
UCZYĆ SIĘ OD FINÓW
- Będziemy próbowali ustalić, jakiego rodzaju wraki spoczywają na dnie Zatoki Gdańskiej i które z nich stanowią największe zagrożenie - zaznacza prof. Rudowski i mówi, że już częściowo wypróbowano fińską metodę weryfikacji zagrożenia stwarzanego przez zatopione statki lub kutry rybackie. Plan strategiczny jest już gotowy. Pierwsze badania prowadzone będą w strefach podejścia do portów, na obszarach, gdzie na dnie układane mają być kable, jak również na odcinkach, które - na podstawie wcześniejszych badań - uznaje się za szczególnie niebezpieczne.
- Jesteśmy gotowi do rozpoczęcia badań w każdej chwili - mówi prof. Rudowski. - Skorzystamy z doświadczeń Finów, którzy posiadają niemały dorobek w zakresie lokalizacji i weryfikacji wraków. Weryfikacja wraków oraz usuwanie zagrożeń da początek nowemu trendowi, jakim jest umacnianie więzi człowieka z morzem. Nie jest wykluczone, że w pobliżu bezpiecznego i przyjaznego brzegu morskiego będą powstawały promenady lub nawet dzielnice mieszkaniowe z niezbędną infrastrukturą, dającą pożytek i przyjemność człowiekowi. Tak jest w wielu miastach portowych w Europie Zachodniej. Przykładem może być Kopenhaga.
WŁASNE DOŚWIADCZENIA
W minionym 1998 roku pracownicy Instytutu Morskiego prowadzili bardzo dokładne badania kilku wraków spoczywających na dnie Zatoki Gdańskiej. Jednym z nich jest drewniany kuter rybacki, zatopiony w latach 50. na obszarze znajdującym się na północny wschód od ujścia Wisły. Wrak ten, do połowy zasypany piaskiem, tkwi na dnie na głębokości 8-10 m. Posłużył on pracownikom IM do przetestowania dokładności ich pomiarów oraz do zweryfikowania metodologii badań zatopionych jednostek. Pracował przy tym cały zespół wraz ze sternikiem i mechanikiem statku badawczego.
- Nie chcemy pracować do szuflady. Satysfakcję przynosi nam wymierny, przydatny efekt pracy naukowo-badawczej - podkreśla prof. Rudowski i opowiada o pożytku, jaki da wdrożenie programu inwentaryzacji jednostek pływających, które od lat spoczywają na dnie Bałtyku.
Halina Bykowska jest dziennikarką "Wieczoru Wybrzeża". |