|
Jeżeli się ma za sobą ciąg pokoleń budujących coś w rodzaju
elity kulturalnej narodu, zobowiązuje to do godnej tożsamości,
do tego, żeby robić coś sensownego i pożytecznego.
Magdalena Bajer
|

Stanisław Tarnowski
|
Gdyby w XIX wieku nie pojawili się w nim uczeni, ród Tarnowskich i tak byłby jednym z najznaczniejszych pośród zasłużonych ojczyźnie rodów magnackich. Fakt, że do rozmaitych zasług jego przedstawiciele przyczynili także dzieła naukowe, artystyczne, edukacyjne, kolekcjonerskie i popularyzatorskie, zwraca uwagę na to, iż nie zawsze owych zajęć – typowo inteligenckich – imano się z życiowych (zarazem historycznych) konieczności. Myślałam o tym od początku rozmowy z dwoma potomkami dwóch linii rodziny: Adamem Tarnowskim, który jest historykiem i bodaj najlepiej zna rodzinne dzieje, a wywodzi się z linii dzikowskiej, oraz pochodzącym z Chorzelowa prof. Karolem Tarnowskim, wykładającym filozofię Boga w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Na końcu spotkania w krakowskim (naturalnie) domu pana Adama moje intuicje potwierdziły się.
PARANTELE
Udokumentowane początki rodu sięgają przełomu XIII i XIV wieku, kiedy to protoplasta Spytek z Melsztyna, był najpierw łowczym krakowskim, później, do końca życia, krakowskim kasztelanem, czyli drugą po królu osobą w państwie. On to założył dwa rodzinne gniazda – zamek w Melsztynie i miasto Tarnów, od którego potomkowie wzięli nazwisko, noszone do dzisiaj. Melsztyńscy i Jarosławscy (od miasta Jarosławia) wymarli już w początkach wieku XIV.
Moi krakowscy gospodarze są kuzynami. Ich linia, wspólna niegdyś, rozdzieliła się na początku ubiegłego stulecia, kiedy starszy z dwu braci Jan Feliks pozostał w dziedzicznej posiadłości Dzikowie, a młodszy Michał kupił od Małachowskich Chorzelów, czyniąc go siedzibą następnych pokoleń Tarnowskich.
W każdym z owych licznych pokoleń były postaci warte zainteresowania historyków i pamięci potomnych. Jeśli za tło uznać tych, co piastowali większe i mniejsze urzędy w dawnej Rzeczypospolitej, także mecenasów i dobrodziejów wspierających Kościół, sztuki piękne, naukę, to na owym tle rysują się wyraziście ludzie większego niż przeciętny w epoce formatu.
HETMAN, DZIAD PROFESORA
W epoce zygmuntowskiej takim był Jan Tarnowski, hetman wielki koronny i wojewoda ruski, później także krakowski, od roku zaś 1536 kasztelan krakowski, dziedziczący ten urząd po Spytku z Melsztyna. Jan Tarnowski zapisał ważne karty w dwu wątkach tradycji rodu, jeśli można tak to określić – jako wielki polityk i jako autor ksiąg o sztuce wojennej, o fortyfikacjach, obronnych budowlach itp.
Długi jest „wieków przedział” między nim a następną postacią, do której odwołują się dziś żyjący członkowie rodziny, podobną miarą mierząc przodka w prostej linii pana Adama – prof. Stanisława Tarnowskiego. Historykom upamiętniła go działalność w Stronnictwie Konserwatywnym, którego był współzałożycielem i ideowym ojcem, redagując należący doń część w części dziennik „Czas”. Historykom literatury, a właściwie historykom kultury, upamiętnił się jako jeden z autorów Teki Stańczyka, satyry politycznej opublikowanej w Krakowie w r. 1869, od której wzięło nazwę stronnictwo stańczyków. Sam był i historykiem i badaczem kultury ojczystej w najszerszym rozumieniu, ze szczególnym zainteresowaniem dla literatury, której dziejom poświęcił 6 tomów zawierających bardzo rozległe, a zarazem niezwykle wnikliwe studia nad autorami, utworami, prądami i zjawiskami, które uważał na ważne.
Stanisław hrabia Tarnowski, urodzony w Dzikowie w r. 1837, został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w r. 1871, po czym dwukrotnie pełnił funkcję rektora. W r. 1890 wybrano go na prezesa Akademii Umiejętności. Należał do Izby Panów i pełnił szereg rozmaitych funkcji w cieszącej się względną autonomią Galicji. Objąwszy profesurę w Krakowie hrabia Tarnowski przeniósł się z rodziną do domu na Szlaku, który wkrótce stał się żywym ogniskiem życia kulturalnego, gdzie przemieszkiwała Marcelina Czartoryska, uchodząca za najlepszą uczennicę Fryderyka Chopina. Bywał tam spokrewniony z gospodarzem wybitny historyk sztuki, później również profesor UJ, Jerzy
Mycielski.
PREPOZYTYWISTA
Dzieło Stanisława Tarnowskiego jest pierwszym całościowym ujęciem dziejów literatury polskiej, którego potrzebę i genezę zarazem tak uzasadniał w tomie poświęconym literaturze XIX wieku: Znajdowało się i znajduje dotąd nasze społeczeństwo w stanie przejścia umysłowego i moralnego, w stanie zwrotu i przetworzenia, w położeniu wyjątkowym i anormalnym, a to wszystko wyostrzyło niezmiernie nasze uczucie, naszą wyobraźnię utrzymywało w ustawicznym ruchu, usposobiło i uczucie, i wyobraźnię do bardzo silnej i bardzo żywej percepcji wrażeń, a wszystkie wrażenia, jakie na nas działały, obudzały przed innymi dwa uczucia, tęsknoty i nadziei, które są dominującym tonem w naszym uczuciu miłości ojczyzny.
Prof. Karol Tarnowski pisał o dziele swego przodka: W sytuacji narodu polskiego pod zaborami chciał mówić o całej kulturze i działalność jego była, w szerokim tego słowa znaczeniu, upowszechnianiem polskiej kultury. Pisał o Matejce, pisał o Grottgerze, pisał o Chopinie. W uniwersytecie i Akademii Umiejętności pełnił rolę placówki kulturalno-patriotycznej. Kuzyn Adam określa to mianem
prepozytywizmu.
Obaj panowie akcentowali wielkie zalety języka Stanisława Tarnowskiego, w którym dopatrują się dziedzictwa szczególnego treningu, długotrwałego doskonalenia stylu poprzez bujną od pokoleń rodzinną epistolografię. Wyzyskał je profesor w służbie wielkiego zadania, jakie stawiał sobie w uniwersytecie, zadania Stronnictwa Konserwatystów i całej formacji ludzi przeświadczonych, że naród istnieje dzięki kulturze i poprzez kulturę. Prof. Karol Tarnowski dostrzega w tym powinowactwo z nauką Jana Pawła II. Drugi mój rozmówca dopowiada, że w czasach, gdy jego dziad wykładał w Krakowie, kształtowała się dopiero nauka o literaturze i kulturze – z ducha rodowych bibliotek, z atmosfery rozmów w salonach, z podróżnych wrażeń tych, którzy bywali w europejskich stolicach.
Stanisław Tarnowski spokrewniony był blisko z Zygmuntem Krasińskim, a po Tadeuszu Czackim, bracie babki, wielkim erudycie, twórcy Liceum Krzemienieckiego, dziedziczył ideę oświecania społeczeństwa, zainteresowania historyczne i sporo książek przezeń napisanych lub zakupionych do dzikowskiej biblioteki.
HUMANIŚCI
Tarnowscy są rodem humanistów. Największej miary, jak Stanisław, i takich, którzy nie tworząc dzieł monumentalnych czynili glebę, na jakiej dzieła wyrastają, żyzną i płodną. Zanim późniejszy przywódca Stańczyków przyszedł na świat, w Dzikowie gospodarzył jego dziad Jan Feliks – człowiek bardzo wykształcony, który sporo pisał na tematy historyczne, tłumaczył i zbierał książki. Jego żona Waleria Stroynowska stworzyła jedną z większych galerii obrazów i rzeźb, słynną Perseuszem Canovy, sprzedanym później do Stanów Zjednoczonych. Gromadzili się wtedy w Dzikowie poeci: Trembecki, Naruszewicz, Koźmian. Gospodarz, Jan Feliks Tarnowski, zapisał się w „uczonej” tradycji rodu także tym, że był członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie i należał do grona osób formalnie związanych z Uniwersytetem Wileńskim, gdzie rektorował brat żony, Hieronim Stroynowski, biskup wileński, filozof wymieniany w encyklopediach.
Znowu pokonując spory „wieków przedział” Adam Tarnowski mówił o bracie wielkiego profesora Jana, Dzierżysławie, który również był wykształcony: świetnie gospodarował, a pełniąc urząd marszałka krakowskiego zaznaczył się mocno w życiu politycznym tego nieszczęsnego kraju, który autonomię zyskiwał, ale to wszystko były substytuty, dobrze wykorzystywane przez ludzi związanych ze Stronnictwem Konserwatywnym – Uniwersytet Jagielloński, uniwersytet we Lwowie, Szkoła Rolnicza w Dublanach, szkoły powiatowe, wiejskie. Prepozytywizm. Z jednej strony celebrowanie przeszłości, z drugiej wielki krytycyzm wobec roli szlachty, magnaterii.
Pośród Tarnowskich-humanistów wyróżnił się Władysław ze Śniatynki używający pseudonimu Ernest Buława, który był uczniem Liszta w grze na fortepianie, koncertował wiele we Włoszech, Francji, Niemczech, mniej w kraju, gdzie wszakże znana jest powszechnie jego piosenka z okresu powstania styczniowego, którego był uczestnikiem: Jak to na wojence ładnie...
W linii dzikowskiej postacią niezwykle oryginalną był wuj prof. Karola Tarnowskiego Jan – zwany nieco pobłażliwie Jasiem dla ekstrawaganckich obyczajów. Wyjechał na szereg lat do Chin, a po powrocie założył w Warszawie Instytut Popierania Sztuki (IPS), będący rodzajem salonu, gdzie regularnie bywali najlepsi wówczas malarze, poeci, muzycy, m.in.: Józef Czapski, Jan Cybis, Zygmunt Waliszewski, Karol Szymanowski. Po wojnie Jaś Tarnowski zamieszkał w Szkocji i tam prowadził ośrodek popierania sztuki lokalnej. Podczas odbudowy zbombardowanej przez Niemców katedry w Coventry był doradcą architekta kierującego pracą.
Dziadek prof. Karola, Stanisław, studiował w Paryżu malarstwo, zaś po bogatym ożenku gospodarował na Ukrainie. Najstarszy spośród czterech jego synów, Jan Tytus, był „wszechstronnym dyletantem”. Karol tak przekazuje bardziej zasłyszaną niż własną pamięć o stryju: Studiował architekturę, malarstwo, był dobrym rysownikiem, grał bardzo dobrze na fortepianie, ale to wszystko szło w cień przed jego osobistą kolosalną kulturą, dobrocią i bardzo ciekawą formacją intelektualną. Przyjaźnił się za młodu z Józefem Czapskim, z Antonim Marylskim i przez nich trafił na nurt oświeconego katolicyzmu. Czytywał Maritaine’a, Journeta, rozmaitych teologów tego nurtu, który zaczynał przygotowywać grunt pod Drugi Sobór Watykański. Był przy tym obdarzony cudownym poczuciem humoru i zdolnością autoironii. Bardzo niezwykła postać. Jan Tytus Tarnowski przekazał młodszemu pokoleniu zainteresowania i główne rysy owej otwartej na sprawy świata, a mocno zakorzenionej w chrześcijaństwie postawy.
Jego bracia, z ojcem profesora, byli również z talentów i z zamiłowań humanistami. Wszyscy dobrze rysowali. Wszyscy, to podkreśla mój rozmówca mówiąc właśnie o ojcu, byli osłuchani w muzyce, bywając w najlepszych salach koncertowych i operowych Europy, a także naoglądani malarstwa w największych galeriach. Jeden ze stryjów podróżował daleko i napisał dwie książki o Cejlonie, zalecane uczniom szkół średnich.
DZIEDZICZENIE
W sierpniu 1997 roku odbył się zjazd rodzinny w Dzikowie. Przyjechali Tarnowscy z Kanady, Francji i z Polski, a nawet jedna kuzynka z Brazylii.
Opowiadano powikłane nieraz losy, wspominano wielkich rodu, mówiono o przyszłości. Adam Tarnowski mówi: Fakt przynależności do takiej rodziny był dla mnie, zwłaszcza w PRL-u, czymś zobowiązującym. Z racji pochodzenia i wychowania było oczywiste, że pewnych rzeczy zrobić nie wolno. Wykluczone było pójście na jakąkolwiek współpracę z systemem komunistycznym. Wszyscy byliśmy jakoś związani z podziemiem, z opozycją. Wypełnialiśmy nasz obowiązek – w innym wymiarze niż nasi przodkowie, którzy szli do powstań czy na wojnę bolszewicką lub, jak mój ojciec, na fronty drugiej wojny światowej.
Prof. Karol Tarnowski: Jeżeli się ma za sobą ciąg pokoleń budujących coś w rodzaju elity kulturalnej narodu, zobowiązuje to do godnej tożsamości, do tego, żeby robić coś sensownego i pożytecznego. To jest warunek minimum, ale oprócz tych zwykłych, ogólnoludzkich obowiązków, obowiązkiem szczególnym jest coś w rodzaju przekazywania samego doświadczenia, tradycji. Syn profesora, uzdolniony matematycznie absolwent filozofii, którego historia nie interesowała, po zjeździe rodzinnym odkrył nagle zupełnie inny świat, właśnie historię z „przedziwną identycznością” wtopionych w nią tylu pokoleń własnych przodków.
Pytałam, czy można trochę tego doświadczenia użyczyć tym, którzy nie mają takiej rodzinnej tradycji, jak moi bohaterowie? Obaj panowie w tym właśnie widzą zadanie warstwy inteligencji, która wywodzi się z dawnej magnaterii czy ziemiaństwa. Jest to jednak szalenie trudne, możliwe tylko poprzez pokazywanie rzeczywistych zasług wielkich postaci, jak prof. Stanisław Tarnowski, który bodaj pierwszy wyszedł ze swojej sfery nie przymuszony do tego niczym innym, jak tylko pragnieniem służenia narodowi przez pomnażanie dóbr najtrwalszych i najtrudniejszych do odebrania – wiedzy i sztuki.
Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Programie I Polskiego Radia SA w lutym 1998 r., sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. |