|
W tym roku przypada 110. rocznica urodzin najwybitniejszego, zdaniem wielu,
spośród polskich orientalistów - prof. Tadeusza Kowalskiego.
Magdalena Bajer
 |
| Tadeusz Kowalski |
Nie był pierwszym uczonym w swoim rodzie, od niego wszakże rozpoczynają się ważne wątki idące poprzez dwa następne pokolenia.
Akademia w rodzinie
Kiedy syn prof. Tadeusza Kowalskiego, Kazimierz, dorósł do wieku odpowiedniego, by słuchać rodzinnych opowieści, ojciec był tak straszliwie zajęty - Akademią, Uniwersytetem, przeróżnymi członkostwami, kongresami i własną pracą badawczą, że mało miał czasu. Córka, Anna, urodziła się, jak mówi, na początku jego kariery, gdy otrzymał katedrę w Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez wcześniejszych dziesięć lat dom utrzymywała matka, która była lekarzem. Postanowili się pobrać, kiedy ona miała 16, on 17 lat. Córka zna ze spacerów z ojcem miejsce, gdzie zobaczyli się po raz pierwszy. Kończyli studia, Tadeusz zrobił doktorat w wieku lat 22 i został "prywatnym docentem", co było honorem niemałym, ale nie dawało zarobków. Dalej kariera akademicka Tadeusza Kowalskiego potoczyła się szybciej i łatwiej, jakkolwiek dwie wojny światowe ją skomplikowały. W czerwcu 1927 r. został członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, a w roku 1939, również w czerwcu, na dorocznym posiedzeniu, wybrano go jej sekretarzem generalnym. Ostatnie przedwojenne lato spędził głównie na objeżdżaniu majątków PAU i przygotowywaniu jubileuszu jej 70-lecia, m.in. opublikacji historii dyscyplin naukowych uprawianych w Akademii.
Podczas wojny działalność PAU nie zamarła, choć musiała być zakonspirowana. W pokoju, gdzie rozmawiałam z dwojgiem dzieci Tadeusza Kowalskiego, prof. Anną Lewicką i prof. Kazimierzem Kowalskim (mieszkają w dwu obszernych częściach rodzinnego krakowskiego domu), odbyła się sesja naukowa na cześć prof. Kazimierza Nitscha "Interarma". Teksty wygłoszonych wówczas referatów opublikowano po wojnie. Nazajutrz po wyjściu Niemców z Krakowa wszyscy pracownicy zgłosili się, aby działać na rzecz odrodzenia Akademii. Kazimierz Kowalski, student tajnego UJ, pojechał rowerem do nadleśnictwa w Zawoi, rozeznać, co dzieje się w wielkich lasach babiogórskch należących do PAU i zawieźć tamtejszym pracownikom pierwszą wypłatę.
Niewątpliwie tradycja służenia Akademii Umiejętności i związków z nią była mocna bardzo w domu i cieszę się, że mogę do niej nawiązywać. Zanim dowiemy się, jak prof. Kazimierz Kowalski, autor przytoczonych słów, nawiązuje do tradycji "rodzinno-akademickiej", trzeba wiedzieć, że ojciec moich rozmówców był pierwszym po wojnie prezesem PAU i... ostatnim przed prawie półwiecznym niebytem, na jaki samorządne przedstawicielstwo nauki i główną organizację uczonych, skazały władze komunistyczne. W listopadzie 1989 r. reaktywowano Akademię zapraszając do jej grona wszystkich mieszkających w Krakowie członków Polskiej Akademii Nauk. W pierwszym nowym zarządzie prof. Kazimierz Kowalski był zastępcą sekretarza generalnego, czyli delegatem Walnego Zgromadzenia. Niedługo później został wybrany prezesem, którą to funkcję powierzono mu ponownie w czerwcu 1997 r. I on, i prof. Anna traktują PAU jak instytucję niezmiernie ważną dla formułowania opinii niezależnych uczonych o sprawach samej nauki i takich, które dotyczą całego społeczeństwa (zajmuje się nimi np. Komisja Zagrożeń Cywilizacyjnych). Zarazem cała tradycja tego środowiska ludzi, spośród których wielu ma swoje ulice w Krakowie i w innych miastach, cały ich dorobek naukowy i autorytet moralny są częścią osobistego dziedzictwa każdego z rodzeństwa Kowalskich i szczególnym obszarem odniesień oraz zobowiązań.
Był też etnologiem
Cioteczny dziadek profesorskiego rodzeństwa, zwany przez nie wujkiem, Włodzimierz Demetrykiewicz, był wybitnym archeologiem. Nikt z potomków nie poszedł wprost jego śladem, choć pani Anna zaczęła studia archeologiczne. Zainteresowana Ameryką Południową magisterium zrobiła z tamtejszych kultur kopieniaczych, zaś rozprawę doktorską poświęciła jednemu ze szczepów znad rzeki Ukajali. Wróciwszy do Polski w okresie natężonego stalinizmu nie mogła ponownie wyjechać. Wspomina, że zawsze wolała pracować na żywym materiale niż pisać jedenastą książkę z dziesięciu przeczytanych, wobec czego, wykładając jeszcze czas jakiś amerykanistykę w Krakowie, we Wrocławiu i w Łodzi, zajęła się etnografią Polski.
Były do tego asumpty w domu. Z ojcem pani Anna często wędrowała po wsiach, razem zapisywali pieśni, ojciec kupował a nawet specjalnie zamawiał różne przedmioty, które do dzisiaj zdobią Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Córka stanowczo powiada, że pośród jego licznych ciekawości oraz zamiłowań folklorystyka i etnologia zajmowały nieostatnie miejsce.
Ona sama, "jak lata mijały", zaczęła się interesować widzeniem i traktowaniem śmierci w społeczeństwie chłopskim oraz robotniczym wywodzącym się ze wsi. Dokonała zaskakujących odkryć pośród nastawień zupełnie "niepodobnych do chrześcijaństwa", wierzeń, że kto miał się dobrze tutaj, będzie się miał dobrze i na tamtym świecie, bez względu na to jak żył. Stwierdziła też wyraźną cezurę, lata 60., od której zaczyna się rechrystianizacja, związana z "wyjściem księży na wieś", z posoborowym otwarciem Kościoła.
Orientalne koneksje
Określenie "orientalista" jest na tyle pojemne, że mieszczą się w nim zainteresowania prof. Tadeusza Kowalskiego poezją arabską, relacjami podróżników arabskich, literaturą perską, turkologią. Z powodu pierwszych i drugich przyjeżdżał doń ze Lwowa, w okresie międzywojennym, przyszły zięć i profesor - Tadeusz Lewicki. Odbywali "prywatne naukowe spotkania" nad źródłami arabskimi do historii krajów Europy Środkowej i Wschodniej, w szczególności Słowian. Tadeusz Lewicki miał w tej właśnie dziedzinie najwięcej publikacji, choć z podobną gorliwością zajmował się sektą Ibadytów na środkowej Saharze. Tadeusz Kowalski w r. 1938 pracował nad najpełniejszym z arabskich źródeł do dziejów Polski, tekstami Ibrahima Ibn Jakuba, czego wyniki opublikował zaraz po wojnie.
Prof. Anna Lewicka porządkuje opowieść o ojcu wedle chronologii właśnie jego zainteresowań kulturą ludów wschodnich.
Podczas swoich wiedeńskich studiów opanował języki: turecki, perski, arabski, a także aramejski. Wczesne prace i ostatnia, której korektę robił na łożu śmierci, dotyczą poezji staroarabskiej. Podczas pierwszej wojny światowej zajął się pioniersko dialektologią turecką i "przesunął ku turkologii" zbierając materiały językowe oraz folklorystyczne od rannych żołnierzy tureckich w krakowskim szpitalu wojskowym.
Pierwszy raz pojechał do Turcji w r. 1923, publikując następnie książkę Turcja powojenna. Później co kilka lat wędrował po Azji Mniejszej na piechotę, z pięciokilowym aparatem fotograficznym i zapasem szklanych klisz, żeby dotrzeć do regionów, gdzie mówiono różnymi narzeczami języka tureckiego. Przyjaźnie wtedy nawiązywane odezwały się "głosem publicznym", gdy prof. Kowalski, aresztowany podczas Sonderaktion Krakau w 1939 r., dostał się do obozu Sachsenhausen. Turcy zaproponowali mu - po rychłym uwolnieniu, o które zabiegali również oficjalnie - katedrę w Ankarze. Niemcy przystali na wyjazd pod warunkiem, że cały dobytek rodzinny zostanie w Krakowie. Profesor nie zdecydował się na rozstanie z biblioteką kompletowaną od czasów gimnazjalnych. Ostatecznie przesądziło to, że syn Kazimierz przekroczył właśnie 16 lat, wiek uznany przez okupantów za graniczny dla wyjazdu. Zamknięty zatem w Krakowie, na posadzie w Bibliotece Jagiellońskiej, uczony zajął się literaturą perską, a w domu udzielał córce lekcji perskiego ubolewając, że ani ona, ani syn nie zamierzają zostać orientalistami. Obok innych prac, które z publikacją musiały czekać końca wojny, jest dwutomowe studium Tadeusza Kowalskiego o "Szah name", zdaniem prof. Lewickiej, mniej literackie, a bardziej folklorystyczne.
Spotkania w Afryce
Kazimierz Kowalski, jak już wiemy, studiował biologię tajnie, podczas okupacji, śpiesznie, choć gruntownie. W r. 1947 zrobił doktorat. Przez pewien czas zajmował się etnologią, czyli badaniem zachowania zwierząt, później ekologią, dziedziną wówczas pionierską. Jeszcze później, co sam wiąże z wyniesionymi z domu zamiłowaniami turystycznymi, zainteresowały go bardzo jaskinie: Od dzisiejszej fauny jaskiń, z czego się habilitowałem, doszedłem do wykopalisk jaskiniowych. Odzywa się tu echem archeologia ciotecznego dziada i wycieczki z nim do muzeum. W jaskiniach prof. Kazimierz Kowalski skierował się, jeśli tak to wolno określić, ku paleontologii, znajdując m.in. szczątki małp kopalnych z okresu miocenu na Śląsku. W paleontologii to jest bardzo przyjemne, że po każdym ruchu łopaty spodziewa się człowiek odkrycia w dosłownym, etymologicznie, znaczeniu tego słowa - mówi.
W dalszych badaniach spotkał się z ojcem i szwagrem na Saharze. Każdy z uczonej rodziny poszukiwał tam czego innego: Tadeusz Kowalski tropił odmiany języka i folklor, Tadeusz Lewicki badał życie oraz kulturę sekty Ibadytów, Kazimierz Kowalski, uczestnicząc w polsko-amerykańskiej ekspedycji na zachodnią część pustyni, znalazł tam, gdzie od setek lat nie spadły deszcze, osady prawiecznego jeziora z bardzo bogatą fauną.
Krakowskie źródło
Prof. Lewicka stwierdza stanowczo: U nas w domu nie rozmawiało się nigdy o ocenie jajek ani o fryzurach sąsiadek. A rozmowy były żywe i nieraz powstawały spory w gronie rodziców i rodzeństwa. Spory o rzeczy ważne - z tych wielu dziedzin, które interesowały członków rodziny. Po rozstrzygnięcia "biegali do encyklopedii", zaś poglądy na świat kształtowały się głównie pod wpływem rodziców, z którymi co tydzień wyjeżdżano w okolice Krakowa, a co wakacje - w Tatry.
Niezupełnie zgodni są brat i siostra w tym, czy ojcu zależało na kontynuowaniu przez nich którejś z wielu specjalności, jakie uprawiał. Oboje zresztą jakoś do nich nawiązywali. Wynieśli z domu szacunek dla innych ludów i kultur oraz zaciekawienie nimi. Do dzisiaj jasne jest to, że niedopuszczalne były pewne rodzaje poglądów. Poglądy rasistowskie czy o nierówności społecznej nie były tolerowane.
Prof. Tadeusz Kowalski miał, zdaniem córki, bardzo liberalne poglądy, co mu trochę przeszkadzało w karierze uniwersyteckiej. Nigdy nie wybrano go dziekanem, choć znany był jako dobry organizator, pełnił funkcję opiekuna Bratniaka, gospodarza domu zamieszkanego przez rodziny uniwersyteckie i tym podobne, gdyż w UJ przeważały przed wojną skłonności endeckie.
Z rodzinnego źródła tradycji, z atmosfery krakowskiego domu państwa Kowalskich, czerpie trzecie już pokolenie. Dzieci profesorskiego rodzeństwa wybierały swoje życiowe i zawodowe drogi samodzielnie, zapewne jednak nie bez wpływu owego genius loci. Córka państwa Lewickich z woli rodziców edukowała się przez dwa lata (z przerwą) w Anglii i, zgodnie z tą wolą, miała w anglistyce kształcić się dalej. Poszła jednak na arabistykę. Po rocznym pobycie naukowym w Trypolisie, kończy pracę doktorską z zakresu podobnego zainteresowaniom swego dziadka, tj. kultury materialnej Słowian w świetle źródeł arabskich. Jedna z córek prof. Kazimierza jest malarką, druga - po pięcioletnim pobycie w Algierii, gdzie stała się dwujęzyczna - ukończyła iberystykę pozostając, by tak rzecz, w kręgu śródziemnomorskim, jakkolwiek nie zamierza poświęcić się pracy naukowej. Profesor, może wzorem swego ojca, nie namawia do tego, stwierdzając, że teraz na szczęście można pracować uczciwie i ciekawie także poza nauką.
Przypadki życiowe
Podczas mojej rozmowy z profesorskim rodzeństwem Kowalskich wielekroć padło słowo: przypadek. To on jakoby sprawił, że Kazimierz Kowalski znalazł się wśród członków PAU. Przypadek skierował go ku jaskiniom. Anna z Kowalskich Lewicka miała w życiu naukowym różne przypadki, zawsze tak znaczące, że ukierunkowały to życie wedle jej pragnień i zainteresowań. Dlatego i ona, i brat zgadzają się, że jeśli ktoś ma jasno wytkniętą drogę - niechby u początków bardzo szeroką, o niezbyt wyraźnych konturach - zdarzają mu się takie przypadki, które właśnie tą drogą prowadzą dalej, a samą drogę czynią wciąż bardziej wyrazistą. Człowiek prowokuje przypadki i tropi zdarzenia utwierdzające go w dokonanym świadomie wyborze - zakańcza. Zapewne tak było i jest w rodzinie moich bohaterów.
--------
Tekst powstał na podstawie audycji "Rody uczone", nadawanej cyklicznie w Programie I Polskiego Radia SA, sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. |