Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 5/1999

Obopólna korzyść
Poprzedni Następny

Przyczyny mało skutecznej współpracy uczelni i przemysłu
są zawinione przez wszystkie zainteresowane strony.

Edward Chlebus


Fot. Stefan Ciechan

Wiele szacownych gremiów, zarówno naukowych, jak i rządowych oraz przemysłowych, stara się rozwikłać, a może raczej tylko nagłaśniać problem współpracy uczelni z przemysłem. Każde gremium czy też jego poszczególni przedstawiciele mają własny osąd aktualnej, nie najlepszej sytuacji w tym zakresie. Moim zdaniem, przyczyny mało skutecznej współpracy uczelni i przemysłu są zawinione przez wszystkie zainteresowane strony.

ŚCISŁA KOORDYNACJA

Za najistotniejszy ze strony rządowej uważam brak jasnej polityki rozwoju nowoczesnych technologii i wspieranie tych gałęzi przemysłu, które szybko mogą stworzyć warunki dużej podaży produkcji i usług konkurencyjnych na globalnym rynku. Jest to szczególnie ważne w polskich warunkach szczupłego, a wręcz ubogiego budżetu na badania i rozwój. Należy więc, z pomocą programów rządowych, skanalizować racjonalne wydawanie środków przeznaczonych w obszarze b+r. Konieczna jest zatem ścisła koordynacja resortów gospodarki i nauki, ale nie może ona opierać się tylko na zgłaszaniu ze strony resortu gospodarki projektów zamawianych czy też strategicznych, ale przede wszystkim na istotnym finansowaniu fazy rozwojowej, a w szczególności wdrożeniowej. Nie wystarczy ogłosić listę sektorów wysokiej szansy, ale trzeba opracować programy ich długoterminowego rozwoju i finansować je oraz koordynować. Globalizacja gospodarki i coraz większy udział przedsiębiorstw zagranicznych, a zwłaszcza dużych koncernów samochodowych, w Polsce czyni z nas poddostawców i kooperantów, a więc kreuje przemysł tani, wydajny, w miarę dobrze zorganizowany, ale mało innowacyjny i podporządkowany potrzebom producentów renomowanych wyrobów finalnych. W takim przypadku nie ma miejsca na szeroką współpracę uczelni z przemysłem w zakresie nowych technologii i wdrożeń polskiej myśli, zaś oczekiwanie, że uczelnie i przedsiębiorstwa poradzą sobie same, jest zgodą na degradację sektora b+r. W krajach EU dofinansowanie tego sektora sięga nawet 70 proc. projektów rozwojowych i wdrożeniowych, realizowanych, oczywiście, wspólnie przez podmioty przemysłowe i uczelniane, a koordynowanych przez programy i agendy rządowe. Różne agencje - rozwoju przemysłu, techniki - oraz centra rozwoju i transferu technologii nie są w stanie zdobyć i wyasygnować takich środków. Konieczne są tu fundusze celowe na wykupienie lub finansowanie komercjalizacji i wdrażania wyników badań naukowych.

ZASADY WSPÓŁPRACY

Ze strony uczelni najważniejszy jest brak aktywności w promowaniu potencjału badawczego i wdrożeniowego oraz brak zainteresowania kadry naukowej tym rodzajem działalności, jako że jest to działalność wyjątkowo pracochłonna, żmudna i nie zawsze doceniana w dorobku naukowym współautorów opracowań. Wynika to też stąd, że od lat państwo nie oczekuje od nauki udziału w kreowaniu dochodu narodowego. Nie bez znaczenia są tu zaszłości, kiedy w czasach gospodarki planowej tzw. fundusz postępu technicznego zdeprawował obie współpracujące strony. Przedsiębiorstwa musiały wydać pieniądze na b+r, bo to było dobrze oceniane przez "czynniki", a uczelnie, bo "produkowały" tematy badawcze i badania na tzw. półkę. Dzisiaj i nie ma takich warunków, i wymagania przedsiębiorstw są krańcowo różne.

Inny poważny problem to kadra naukowa uczelni, która jest bardzo ustabilizowana i nie posiada doświadczenia przemysłowego. Jest zatem często oderwana od realiów przemysłowych i mało elastyczna na jego potrzeby. Uczelnie dysponują bardzo doświadczoną kadrą dydaktyczną. Doświadczonych badaczy jednak nie ma wielu, bo albo założyli własne przedsiębiorstwa rozwojowe, wdrożeniowe czy też projektowe, albo pracują w międzynarodowych firmach konsultingowych za "inne pieniądze". Brakuje ustawowych albo nawet uczelnianych i statutowych uregulowań, żeby tworzyć komercyjne jednostki na terenie uczelni, w których pracownicy uczelni mogliby komercjalizować wyniki swoich badań i obsługiwani byliby przez służby uczelniane. Obecnie też mogą to czynić, ale jako jednostki uczelniane, a więc praktycznie połową dochodu muszą dzielić się z uczelnią. Permanentny brak środków w uczelniach powoduje, że koszty pośrednie są duże i z tego powodu często prace takie realizowane są poza uczelnią. Syndrom podobny do głośnego projektu podatku liniowego. Uczelnie, zamiast mieć mniej, nie mają nic. Aktywni i pracowici znają sposoby, pozostali będą nadal na coś czekać.

I tu kolejny problem, który odciska piętno na współpracy uczelnia-przemysł, to jest właściwe rozumienie i znaczenie pojęć: umowa, termin, koszty, prawa autorskie, wzajemne zobowiązania. Pojęcia te są traktowane dość elastycznie, w zależności od potrzeb każdej ze stron. Wieloletnie nawyki do pobłażliwego traktowania tych pojęć sprawiły, że wywiązywanie się z wzajemnych spisanych umów często sprawia problemy. Jeśli chodzi o terminy, odnosi się to raczej do pracowników uczelni, zaś jeśli chodzi o koszty i prawa autorskie, dotyczy to zwykle strony zlecającej, czyli przemysłu. Częstym zjawiskiem jest też bojaźń pracowników uczelni przed podejmowaniem ambitnych zadań, zwłaszcza jeśli to dotyczy wdrożenia. Występuje tu zatem problem wypracowania zasad wzajemnej współpracy i to w dłuższej perspektywie.

SPRZECZNOŚĆ INTERESÓW

Po stronie przemysłu można też znaleźć pokaźną listę grzechów wpływających na słabą współpracę z uczelniami. Za najważniejszy grzech dzieciństwa gospodarki wolnorynkowej należy uznać zachłyśnięcie się możliwościami zagranicznych firm doradczych. Po pewnym czasie okazało się, że zagraniczne są często tylko gaże, zaś opracowania wykonują obecni lub też byli pracownicy uczelni. Widoczny jest wyraźny nawrót i próby nawiązywania ponownych kontaktów z uczelniami krajowymi.

Przemysł, jeśli w zakresie b+r czegokolwiek potrzebuje, to zazwyczaj "na wczoraj", za niewielkie też pieniądze, które nie tylko nie stanowią często godziwego wynagrodzenia za opracowanie, lecz nie pozwalają także na odtworzenie i unowocześnienie potencjału badawczego w uczelniach (jak to być powinno). Tym samym pojawia się kolejna pętla współfinansowania przemysłu ze środków budżetowych.

We współpracy uczelnia-przemysł obserwuje się też przeciwstawne pojmowanie efektywności świadczenia usług b+r. Przemysł najchętniej zleca zadania często nie do rozwiązania w proponowanych terminach (zazwyczaj nie są one dłuższe niż jeden rok), zaś proste projekty celowe, składane przez przedsiębiorstwa do KBN, opiewają często na zbyt wygórowane kwoty, a terminy realizacji są zazwyczaj planowane na 2-3 lata. Często jest to czytelne, że dany projekt jest celową dotacją.

Z doświadczeń autora wynika, że jest też bardzo zróżnicowany poziom świadomości kierowniczej kadry przedsiębiorstw co do potrzeb rozwoju i wdrażania innowacyjnych technologii w produkcji i organizacji. Najlepiej można ocenić kadrę przedsiębiorstw wchodzących w skład koncernów zagranicznych, dalej kadrę małych i średnich przedsiębiorstw kooperujących z nimi, a dopiero później jednoosobowe spółki skarbu państwa (państwo zawsze pomoże). Jest to pośredni skutek zapóźnienia w prywatyzacji przedsiębiorstw.

CO ROBIĆ?

Przedstawiono wyżej kilka spostrzeżeń odnoszących się do mało efektywnej współpracy przemysłu i uczelni w zakresie b+r. Nie są to wszystkie i jedyne przyczyny. Na problem należy spojrzeć kompleksowo i podjąć w tym zakresie starania ustawowe i koordynacyjne na szczeblu rządowym, a czasami regionalnym. Nie może być znaczącej poprawy, jeśli nie będzie koordynacji międzyresortowej, z uwzględnieniem programów strukturalnych finansowanych przez EU, oraz bez uzdrowienia zasad zarządzania i finansowania uczelni wyższych. Należy stworzyć zasady należnego uznawania dorobku b+r w karierze naukowej indywidualnych pracowników i jednostek uczelnianych. Za dorobkiem w tym zakresie powinny pójść też i środki. Niech je wykorzystują ci, którzy potrafią. Agendy rządowe powinny koordynować i współfinansować programy b+r w strategicznych dziedzinach gospodarki, aby je wykreować na wiodące i konkurencyjne na rynku międzynarodowym. Powinno się też zrestrukturyzować i uporządkować jednostki wpływające na zarządzanie środkami b+r oraz wyraźnie zróżnicować udział w programach b+r uczelni, instytutów resortowych oraz samych przedsiębiorstw.

Dr hab. inż. Edward Chlebus, prof. PWr., pracuje w Instytucie Technologii Maszyn i Automatyzacji Politechniki Wrocławskiej.

Uwagi.