Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 6/1999

Jaworscy
Poprzedni Następny

Dobrze tym, którzy mogą czerpać z rodzinnej tradycji.

Magdalena Bajer


Władysław Leopold Jaworski,
senior

Cztery pokolenia Jaworskich, synów jedynaków, osiągnęły profesorski szczebel kariery akademickiej. Piąte, także jedynak, być może zaczyna ją studiami. Wzorem przez potomków uznanym za niedościgły jest Władysław Leopold, wielki uczony w kilku dziedzinach prawa i równie wielki polityk, którego główne dzieła przypadają na początek naszego wieku, okres kształtowania się myśli państwowej i później, budowania zrębów niepodległej Polski.

W CIENIU DZIADKA

Jego imiennik, również profesor prawa, choć innej specjalności, urodził się rok przed śmiercią swego dziadka. Nie zdążył posłuchać układanych dlań bajek, po których pozostały ilustracje dziadkowego przyjaciela Leona Chwistka, zdobiące dzisiaj warszawskie mieszkanie państwa Jaworskich. Wnuk powiada, że jeśli w rodzinnych dziejach jest postać bardzo wielka - potomkowie nieuchronnie żyją w jej cieniu. Może raczej w blasku tradycji?

Władysław Leopold Jaworski senior przyjechał do Krakowa ze wsi sandomierskiej, gdzie urodził się w rodzinie zubożałego dzierżawcy i utrzymując się z korepetycji ukończył gimnazjum ze złotym medalem cesarskim, co znaczyło, że miał przez cały czas nauki wyłącznie stopnie celujące. Wnuk uważa to za ważny przekaz, za zobowiązanie.

Wielki dziad rozpoczął karierę naukową jeszcze w ubiegłym wieku. W roku 1906 został profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Jagiellońskiego, mając ugruntowaną już pozycję wśród krakowskich konserwatystów, zwłaszcza w Klubie Społecznym, który skupiał ludzi młodszego wieku, jak Stanisław Estreicher, Adam Krzyżanowski i inni. Prof. Jaworski miał wizję niepodległej Polski jako trzeciego członu monarchii austro-węgierskiej. Od roku 1900 był redaktorem politycznym krakowskiego "Czasu", gdzie lansował poparcie dla Legionów, w przekonaniu, że niezbędne jest istnienie polskiej siły zbrojnej. 15 sierpnia 1914 r. przewodniczył naradzie swego stronnictwa, kiedy zawarło ono ścisły sojusz z Piłsudskim, a w listopadzie tego samego roku został prezesem Naczelnego Komitetu Narodowego, rezygnując z tej funkcji po traktacie brzeskim.

Ostatnie dziesięciolecie życia Władysława Leopolda Jaworskiego - zmarł w roku 1930 - wypełniła przede wszystkim praca naukowa, choć trudno ją wyraźnie oddzielić od praktycznej służby ojczyźnie.

W r. 1924 ukazała się Nauka prawa administracyjnego, klasyczny wkrótce podręcznik akademicki, wznawiany wielokrotnie. Później Projekt kodeksu agrarnego i Reforma notariatu. W roku 1928 prof. Jaworski napisał projekt konstytucji. Wiele zawartych w nim myśli znalazło się w konstytucji kwietniowej (1935), a jak mówi przekaz rodzinny - sporo zaczerpnął zeń generał de Gaulle.

Prof. Jaworski uczestniczył we wszystkich kodyfikacjach prawa po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, mając koncepcje wówczas niezwykle nowoczesne i śmiałe. Należał do tych wielkich umysłów, których cechą wyróżniającą była wszechstronność zainteresowań - bez uszczerbku dla ich głębi oraz rzetelności prac, jakimi zainteresowania owocowały. Władysław Leopold junior nazywa to "niepowtarzalnym", jako że taka rozległość horyzontów coraz rzadziej się zdarza w następnych uczonych pokoleniach. Może zapotrzebowanie historyczne jest skromniejsze, zapewne też naukowa specjalizacja ogranicza pole poszukiwań, a inne jeszcze źródła owej niepowtarzalności tkwią w minionym, często przekreślanym sposobie wychowywania oraz kształcenia przyszłych obywateli.

W 1997 roku Wydawnictwo Sejmowe opublikowało fragmenty prac prof. Jaworskiego seniora poświęconych konstytucji, jako teksty pomocne parlamentarzystom w ich pracach nad ustawą zasadniczą. Przytoczę krótki urywek: Konstytucja ma rozwiązać dwa kontrasty. Chcemy silnego i wyposażonego w wielką władzę rządu, ale rząd musi być kontrolowany przez najtroskliwiej zbudowany system sądownictwa i przez tak czy inaczej skonstruowany parlament. Kontrast objawiałby się, gdyby rząd przez kontrolę był w swej działalności paraliżowany. Kontrast drugi tkwi w tym, że z jednej strony chcemy bogato we władzę udotowanego rządu, a z drugiej koniecznością jest samorząd. Te postulaty ma spełnić konstytucja przez doprowadzenie w urządzeniach prawnych do harmonii.

DRUGIE POKOLENIE

Jedyny syn Władysława Leopolda Jaworskiego, Iwo, urodził się w r. 1898 w Krakowie. Zapewne nie bez wpływu wielkiej indywidualności ojca studiował prawo i niedługo po ukończeniu studiów zaczął wykładać prawo zachodniej Europy w Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Wszechstronność zainteresowań wykraczała poza obręb prawniczych dyscyplin. Władysław Leopold junior określa je jako "humanistyczne", wymieniając na pierwszym miejscu historię, ze szczególnym podkreśleniem, że ojciec miał w pamięci wszystkie genealogie panujących rodzin: Habsburgów, Burbonów, Hohenzollernów, ale potrafił także wymienić z pamięci wszystkie obrazy Rafaela. Profesorem został w r. 1932, a był już wtedy w Wilnie znany ze znakomitych wykładów i artystycznych upodobań. W pamięci syna pozostał jako człowiek "trochę oderwany od rzeczywistości", w każdej chwili wolnej od uniwersyteckich zajęć i od rozmów przy kawie u "Czarnego Strala", w towarzystwie bywających tam o stałej porze profesorów USB, zatopiony w lekturze, najchętniej pamiętników. Lektury przynosiły pożytek słuchaczom wykładów, głoszonych zawsze bez notatek, niezwykle erudycyjnych, a przecież ani zbyt trudnych w odbiorze, ani nużących: - Ojciec przez dwie godziny sypał nazwiskami, datami, powiązaniami genealogicznymi, prawnymi, historycznymi.

Syn wielkiego konserwatysty pozostał w potomnej pamięci demokratą. W Wilnie Iwo Jaworski związał się z postępowym środowiskiem katolickim, włączył w przeciwdziałanie gettu ławkowemu i przez pewien czas przewodniczył Kołu Prawników Żydów, a jako prezes Bratniaka usilnie łagodził lub w zarodku gasił konflikty narodowościowe. Władysław Leopold młodszy zapamiętał z wileńskiego dzieciństwa "uniwersyteckość" tego miasta, znaczenie w jego życiu uniwersyteckiego środowiska, w którym ojciec odgrywał ważną rolę, aurę spokojnej powagi, jaka sprzyja rozkwitaniu indywidualności.

Prof. Iwo Jaworski został wybrany na dziekana Wydziału Prawa w roku akademickim 1939/40, lecz legalnie pełnił tę funkcję tylko do zamknięcia uniwersytetu przez władze Republiki Litewskiej. Potem w konspiracji - kiedy nie ustały ani zajęcia dydaktyczne, ani praca naukowa - pełnił ją nadal. Oficjalnie był... stróżem nocnym. Zaraz po wojnie wrócił na krótko do Krakowa, po czym pojechał organizować polski uniwersytet we Wrocławiu i pozostał tam do końca życia.

Bolesna wyrwa wojenna sprawiła, że profesor Iwo nie pozostawił tak wielkiego dorobku naukowego, jaki zapewniały jego wiedza i umiejętność jej przekazywania, także na piśmie. Trochę pod naciskiem syna napisał niedługo przed śmiercią podręcznik Zarys powszechnej historii państwa i prawa, wydawany kilkakroć, wznowiony dwukrotnie jeszcze w r. 1977 - trzydzieści lat po śmierci autora.

Podczas wizyty w domu państwa Jaworskich zaglądaliśmy wspólnie do pism seniora rodu, dziadka gospodarzy, gdyż wielki uczony i polityk zapisał w nich niejedną myśl, która przeniknęła do umysłów następnych pokoleń i przyczyniła czegoś istotnego ich stosunkowi do państwa, narodu, do nauki i nauczania, ugruntowała sposób widzenia świata.

POKOLENIA ŻYJĄCE

Wnuk imiennik poszedł na prawo "siłą tradycji", ale zawsze interesował się gospodarką. Historia nie pozwoliła mu studiować tam, gdzie nauczał jego ojciec i gdzie on sam się urodził w r. 1929, tj. w Wilnie. Ukończył Uniwersytet Wrocławski, ale rozważał po maturze możliwość zapisania się do którejś z prywatnych wyższych szkół handlowych, jakie w latach 40. jeszcze w Polsce istniały. Przeważyła skłonność "akademicka", znajomość wielu kolegów ojca, profesorów, no i wspomniana tradycja. Od początku zajmował się prawem finansowym, zostając rychło asystentem specjalisty od tej dyscypliny, prof. Lesława Adama.

Sam uzyskał tytuł profesorski w r. 1974, ale to już w Warszawie, w Szkole Głównej Handlowej, która wówczas nazywała się Szkołą Główną Planowania i Statystyki. W tej uczelni prof. Jaworski pozostał, będąc dziekanem Wydziału Finansów i Statystyki, kierując do niedawna Katedrą Bankowości. Bankowością zajmował się również praktycznie, jako ekspert i doradca NBP, a przez pewien czas - wiceprezes tej instytucji.

Syn moich gospodarzy, prof. Piotr Jaworski jest matematykiem w Uniwersytecie Warszawskim i uważa swoje zainteresowania za przejaw ewoluowania rodzinnej spuścizny intelektualnej w zupełnie nowym kierunku. Pytałam, co wziął z domu? Czy więcej skromnego przeświadczenia, że "w cieniu" wielkiego pradziada trudniej będzie wyrosnąć ponad przeciętność, czy też może silny bodziec, aby jednak starać się "blask tradycji" powiększyć?

Piotr Jaworski poszedł za swoimi szkolnymi zainteresowaniami - był olimpijczykiem. Od dzieciństwa naturalny był dlań widok ojca siedzącego nad książkami i wyraźne w tym upodobanie, które wcześnie i jemu się udzieliło, jak też wiara, może trochę pozytywistycznej proweniencji, w potęgę ludzkiego rozumu. Jednocześnie powiada, że człowiek powinien zdawać sobie sprawę z ograniczeń, jakim podlega, że "zamiar podług sił" mierzyć trzeba, by minimalizować stresy, którym wciąż jesteśmy poddawani.

Życie pradziada, wpływającego na bieg losu narodowego i na kształt państwa powstającego z niewoli, jest dla najmłodszego w "uczonym rodzie" profesora powodem do rodzinnej dumy, ale nie zobowiązuje do prób naśladowania. Historyczne potrzeby są dzisiaj odmienne, ale zapewne i możliwości działania jednostek mniejsze. Różnicę między sobą i ojcem profesor Piotr Jaworski przedstawił na prozaicznym przykładzie: - Gdy ojciec jedzie na wakacje, ma rozpisane dokładnie, co którego dnia zwiedza, gdzie nocuje. Ja mam tylko ogólny plan, że zechcę zwiedzić te i te miejscowości, a któregoś dnia, mniej więcej, chciałbym wrócić do Warszawy. Większe cele życiowe, związane z uprawianą dyscypliną, nakreślone są podobnie: - Parę rzeczy powinno się udać, ale trzeba liczyć się z tym, że nie wszystkie, a może tylko jedna.

Podczas spotkania i opowieści rodzinnej o pokoleniach Jaworskich obecny był najmłodszy jedynak Wojciech, wówczas uczeń Liceum im. Staszica. W szkole podstawowej przeszedł zwycięsko aż trzy olimpiady przed-miotowe, liceum jednak wybrał sam. Jak wielu rówieśników, interesuje się informatyką, ale także historią kultur prekolumbijskich Ameryki Południowej, ekonomią i socjologią. Być może uda się kiedyś zaspokoić wszystkie te ciekawości, zwłaszcza że Wojciech powiada, iż jednym z wzorów życiowych jest dlań prapradziadek - jego "wszechstronność, inteligencja, kreatywność". Ludzie z pokolenia Wojciecha cenią te rysy osobowości, szukają ich w swoim otoczeniu, w literaturze, filmie. Dobrze tym, którzy mogą czerpać z rodzinnej tradycji.

Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w listopadzie 1997 r. w Programie I PR, sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Uwagi.