Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 9/1999

Kostur
Poprzedni Następny

Prof. Szczerba wszędzie chodzi ze swoim kosturem. Wzbudza tym wielkie zainteresowanie. 
– Prawda, że jest sympatyczny? – pyta.

Piotr Kieraciński


Fot. Arch.

Skąd taka atencja do Słowackiego?
– Ma pan na myśli kołnierzyk?
– Tak.
– A, to nie od Słowackiego. Tzw. kołnierz Słowackiego noszę na pamiątkę prof. Stanisława Turskiego, który był jednym z moich naukowych mistrzów.

KOŁNIERZYK 
SOLIDARNOŚCI

Prof. Turski, jeden z twórców polskiej informatyki, zwykł nosić kołnierz Słowackiego. Związane to było z wydarzeniami z okresu wojny, gdy uczony szykanowany był psychicznie przez hitlerowców codzienną ceremonią straszenia śmiercią – zakładano mu pętlę na szyję, a następnie ją zdejmowano. Od tej pory nie mógł nosić niczego, co obejmowało ciasno szyję, zwłaszcza krawatów. Podczas wydarzeń marcowych w 1968 r. prof. Turski pełnił funkcję rektora Uniwersytetu Warszawskiego. Swoją postawą naraził się wówczas władzom i zakończyła się jego kariera akademicka. Prof. Lesław Szczerba zaczął na znak solidarności z mistrzem nosić taki sam charakterystyczny kołnierzyk. – To był mój osobisty protest przeciw wydarzeniom marcowym 1968 r. Wtedy jeszcze nie używałem garnituru. Zawsze chodziłem w swetrze, a kołnierzyk wykładałem na wierzch – wspomina

Związany od początku kariery naukowej z Uniwersytetem Warszawskim, prof. Szczerba zdecydował się przenieść do siedleckiej Wyższej Szkoły Rolniczo-Pedagogicznej. – W Warszawie jest strasznie ciasno. Jeżeli człowiek zdecyduje się coś robić, znajdzie interesujący temat, to natychmiast okazuje się, że ktoś inny także wchodzi w ten obszar i depcze się mu po nagniotkach, co nie jest przyjemne – komentuje fakt zmiany miejsca pracy.

Po wyborze na stanowisko rektora WSRP musiał zmienić nieco sposób ubierania się. – Wypadało nałożyć jakieś bardziej szacowne ubranie. Przyzwyczaiłem się jednak do tego kołnierzyka i nie chciałem z niego rezygnować – mówi prof. Szczerba. – Postanowiłem nieco wystylizować swój ubiór na staroświecki.

Dlatego założył garnitur, zawsze z kamizelką, przy której na grubym łańcuszku przyczepiony jest zegarek w starej srebrnej kopercie. Wewnątrz koperty – niespodzianka: zamiast szacownego, starego mechanicznego zegarka ze wskazówkami, nowoczesny, elektroniczny, z ciekłokrystalicznym wyświetlaczem. Tę hybrydę profesor wykonał sam. – Starą, piękną kopertę kupiłem w antykwariacie, a zegarek w sklepie i połączyłem jedno z drugim.

PRZYZWYCZAJENIE 
I NIE TYLKO

Prof. Szczerba, mimo przybrania dostojnego stroju, nie zrezygnował z noszenia kostura, jak nazywa swoją niezwykłą laskę. – To długa historia. Zaczęła się około dziesięć lat temu – wspomina. – Miałem wtedy problemy z kolanami i prawie nie mogłem chodzić. Z trudem poruszałem się o lasce. Na pewną konferencję naukową pojechałem ze znajomą jej samochodem. Po konferencji odwiozła mnie do domu pod Warszawą. Zatrzymała samochód przed bramą. Wysiadłem. Wyjąłem z bagażnika walizkę. Znajoma odjechała. Laska została w samochodzie. Prof. Szczerba złapał się ogrodzenia i pomału, z trudem dotarł do drzwi domu. Był sobotni wieczór. Następnego dnia, w niedzielę rano, zaczynała się kolejna konferencja. Nie było żadnej szansy na przywiezienie laski od znajomej lub kupno nowej w sklepie. Syn profesora wszedł na rosnący w ogrodzie orzech włoski i wyciął gałąź nadającą się na laskę. W ten sposób powstał pierwszy kostur. Po kilku latach, gdy pierwowzór połamał się, włożony nieostrożnie między pręty balustrady schodów, syn z tego samego drzewa wyciął następną laskę.

Kostur nie jest zwykłym „gołym” kijem. Ma zamontowane specjalne gumowe końcówki, które poprawiają przyczepność do podłoża. Ponieważ prof. Szczerba nie ma innej laski, wszędzie chodzi ze swoim kosturem. Wzbudza tym wielkie zainteresowanie. – Prawda, że jest sympatyczny? – pyta. Obecnie profesor używa trzeciego już kostura. Drugi bardzo spodobał się komuś innemu – został ukradziony w sklepie, gdy właściciel odłożył go na bok, aby zapłacić za zakupy. Dziś mógłby już chodzić bez laski. Pozostało jednak przyzwyczajenie i nie tylko... – Może bardziej jest to sprawa sympatii niż przyzwyczajenia. Wszystkie te lagi wyciął dla mnie z tego samego orzecha w domowym ogrodzie mój własny syn – komentuje prof. Szczerba.

– Czy ta staroświecka stylizacja pozostanie na dłużej, po skończeniu kadencji rektorskiej?
– Chyba nie. Skończę urzędowanie i wrócę do dawnego zwyczaju chodzenia w dżinsach i swetrze. Choć zapewne teraz trudno mi będzie znaleźć dżinsy w moim rozmiarze.

Uwagi.