Spis treści

Kościół cenzurował dzieła "z otwartą przyłbicą".
Państwo niechętnie przyznaje się do istnienia cenzury

Dla wiary i dobrych obyczajów

W 1487 r. papież Innocenty VIII wydał bullę, która stanowiła, że wszystko, co ma być wydrukowane, musi być poddane cenzurze. Do cenzurowania ksiąg powinny być powołane gruntownie wykształcone osoby duchowne, o dużym poczuciu odpowiedzialności i sprawiedliwości. Do cenzurowania zostali także dopuszczeni uczeni - w owych czasach zazwyczaj należący do kleru. Bulla określiła zasady pracy cenzorów: nie powinni oni podlegać uczuciom, a skupiać sie na treści księgi. Rolą cenzora było bronić czystości wiary katolickiej oraz dobrych obyczajów.
PODPISANO: CENZOR
Cenzura jest stara, jak świat. - mówi prof. Renarda Ocieczek. - Jednak wyraźne ślady jej działalności pojawiają się wraz z upowszechnieniem druku. Wielu historyków twierdzi, że w naszych warunkach cenzura świecka wyprzedza cenzurę kościelną. Nie jest to do końca prawdą, jeśli uwzględni się fakt funkcjonowania urzędu cenzorskiego. W dawnej Polsce takiego urzędu nie było. Formalnie istniała tylko cenzura kościelna. Nie znaczy to jednak, że państwo nie interesowało się drukami. Owszem, władza wszelkich szczebli administracji państwowej interesowała się publikacjami i sama uprawiała działalność cenzorską. Była to jednak cenzura różna od tej, jaką znamy z czasów powojennych.
Zakład Historii Literatury Baroku i Dawnej Książki Uniwersytetu Śląskiego, kierowany przez prof. Renardę Ocieczek, zajmuje się ramą literacko-wydawniczą dawnych druków. Należą do niej różne elementy dodane do dzieła, a więc np. dedykacje, przedmowy, teksty kierowane "do Zoila". Wśród nich widoczne są też aprobaty cenzorskie - ślad działalności cenzorów. Stały się one przedmiotem badań szefowej zakładu.
Cenzor XVII-wieczny zostawiał trwały znak swej działalności w postaci aprobaty cenzorskiej. Umieszczał w niej nie tylko zapis, że dzieło dopuszczone przez niego do druku nie zagraża wierze katolickiej oraz dobrym obyczajom, ale podpisywał się pod swą decyzją imieniem i nazwiskiem. W fakt oceny książki angażował więc swe dobre imię oraz autorytet urzędu, który sprawował. I tym zasadniczo różni się cenzura dawna od współczesnej, gdzie cenzor jest anonimowy lub ukrywa się pod postacią rzędu cyfr.
A SZWED WIEDZIAŁ...
Znamiennym przykładem ingerencji państwowej, w tym wypadku króla, Zygmunta Augusta, było unieważnienie zakazów cenzorskich dzieła Andrzeja Frycza Modrzewskiego: Wyjmujemy zatem Frycza i zwalniamy od wszelkich innych sądów, cenzur i kar. W XVII w. podczas pertraktacji z poselstwem moskiewskim, dotyczących przedłużenia pokoju wieczystego, poseł Gawryła Puszkin skarżył się, że drukuje się u nas księgi o treściach obraźliwych dla Moskwy. Wskazał na dzieło Samuela Twardowskiego, prawdopodobnie chodzi o książkę Władysław IV. Senatorowie Rzeczypospolitej nie zgodzili się na publiczne potępienie i spalenie dzieła. W domu jednego z nich dokonano symbolicznego spalenia kilku kart utworu. Legenda mówi o publicznym spaleniu całej księgi na życzenie posła Puszkina. Gdy senatorowie pytali wysłannika moskiewskiego, skąd w Moskwie znają treść dzieła Twardowskiego, skoro mówią innym językiem i innegi używają alfabetu, ten odrzekł, że to Szwedzi przekazali im taką wiadomość. Jak widać, już wówczas obce wywiady nie próżnowały, usiłując utrudnić zawarcie pokoju między Moskwą a Rzeczypospolitą. Jest to równocześnie przykład działania w naszym kraju cenzury państw ościennych.
AMICUS CENZOR
Wydany w 1674 r. tomik Niepróżnujące próżnowanie Wespazjana z Kochowa Kochowskiego zawierał aprobatę cenzora. Rektor Akademii Krakowskiej, Szymon Stanisław Makowski, któremu przypadła ta rola pisał w niej, że dzieło napisane jest wdzięcznym wierszem oraz że w księdze nic przeciwko dobrym obyczajom nie znajduje się, jest w niej natomiast sporo rzeczy poważnych i pożytecznych. Ta aprobata zdenerwowała władze biskupie, być może dlatego, że brakowało w niej zapisu o zgodności treści dzieła z zasadami wiary - mówi prof. Ocieczek. Rozpoczął się długotrwały proces, wymierzony nie w autora dzieła, ale w cenzora. Wespazjan Kochowski działał na rzecz obrony cenzora, skarżąc się na sejmiku w Proszowicach, że Makowski był surowym cenzorem i wyrzucił z jego dzieła pokaźną część wierszy. W podobnym duchu pisał też do prymasa Andrzeja Olszowskiego. Uzyskał odpowiedź, że gdyby Akademia Krakowska do mnie jako metropolitana apelowała, pewnie bym dignitatem et ius censorum Academiae zachował i utwierdził. Co, nie wątpię, i J. M. nuncjusz uczyni. Stało się chyba tak, jak pisał prymas, gdyż po tym procesie Szymon Stanisław Makowski wielokrotnie jeszcze występuje jako cenzor.
Jednak nie wszyscy autorzy tak łaskawie, jak Kochowski, odnosili się do swoich cenzorów. Wydawano wiele dzieł po prostu bez aprobaty cenzorskiej. Autorzy, zwłaszcza tzw. literatury sowizdrzalskiej, często ukrywali się pod prowokacyjnymi pseudonimami, np. Moczygębski czy Prawdzic Niedrwiel, a swoje dzieła opatrywali zapisami parodiującymi aprobaty cenzorskie.
Bardzo charkterystyczne jest to, że kościół cenzurował dzieła "z otwartą przyłbicą". Państwo niechętnie przyznaje się do istnienia cenzury. Podczas dyskusji z Gawryłą Puszkinem nasi senatorowie tłumaczyli, że w Polsce każdy ma prawo głosić, co uważa za słuszne, a państwo nie wtrąca się do drukowania ksiąg. Także PRL była, wedle deklaracji i zapisów konstytucyjnych, państwem gwarantującym wolność słowa. Jednak książki, które uznano za nieprawomyślne, szły na przemiał. W dawnej Polsce częściej żądano zniszczenia ksiąg niż faktycznie je palono. Historycy literatury zastanawiają się na przykład, dlaczego dzieło Officina feraria Walentego Rodzieńskiego, wydane w Krakowie w 1612 r., dotrwało do naszych czasów w jednym tylko egzemplarzu?

(pik)

 

Uwagi

Powrót do strony głównej