Przeboje popularnonaukowe

Kilka lat temu polskie wydawnictwa rozpoczęły edycję wielu nowych serii popularnonaukowych. Książek tych ukazuje się u nas obecnie znacznie więcej niż przed laty. W publikacji literatury tego typu przodują takie wydawnictwa, jak Amber, CiS, Cyklady, Ossolineum, PIW, Prószyński, PWN, Rebis, Wydawnictwo Dolnośląskie, Znak czy Zysk. Niektóre serie liczą już po kilkadziesiąt tytułów. Burzliwemu rozwojowi rynku książki popularnonaukowej nie towarzyszą jednak próby porządkowania i podsumowań dorobku tego nurtu wydawniczego, brak prób całościowego jego opisu i wartościowania. Także i recepcja poszczególnych książek w postaci recenzji prasowych jest daleko niewystarczająca. Książkę o nauce recenzują nieliczne gazety i czasopisma uważające się za kulturalne.
„Forum Akademickie” od kilku lat recenzuje regularnie książki popularnonaukowe. Chcielibyśmy teraz zrobić krok w kierunku podsumowania dorobku ostatniej dekady w dziedzinie wydawnictw popularnonaukowych, publikując wypowiedzi osób czytających krytycznie tę literaturę.
Zwróciliśmy się więc do kilkunastu osób z prośbą o podanie dwóch-trzech tytułów najlepszych, ich zdaniem, książek popularnonaukowych wydanych w ciągu ostatniej dekady w Polsce i zaopatrzenie tego subiektywnego wyboru kilkoma zdaniami komentarza. Oto plon naszej ankiety.

Marek Demiański
astrofizyk
Instytut Fizyki Teoretycznej 
Uniwersytetu Warszawskiego

W ciągu ostatnich kilku lat bardzo wyraźnie zmieniła się sytuacja książek popularnonaukowych. Wiele nowych wydawnictw, jak i tych z większą tradycją (PWN, Znak), rozpoczęło wydawanie takich książek. Moim zdaniem, na wyróżnienie zasługuje wydawnictwo CiS za serię Nauka u Progu Trzeciego Tysiąclecia,wydawnictwo Amber za cykl Tajemnice Nauki, a w szczególności wydawnictwo Prószyński i S-ka za serie Klasycy Nauki i Na Ścieżkach Nauki. W tych dwóch cyklach ukazało się wiele bardzo cennych książek, głównie z nauk przyrodniczych. Nie znam losów wydawnictwa Alkazar, ale bardzo się cieszę, że wydali Sen o teorii ostatecznej S. Weinberga.

Magdalena Fikus
genetyk
Instytut Biochemii i Biofizyki PAN

Za najciekawsze książki popularyzatorskie, z którymi zetknęłam się w ciągu ostatnich 10 lat uważam (wg roku wydania):

Darryl Reanney, Śmierć wieczności (PWN, 1993),
William Paton, Człowiek i mysz (PWN, 1997),
Steve Jones, Bóg, geny i przeznaczenie (Prima, 1997),
Matt Ridley, Czerwona Królowa (Rebis, 1999),
Robert Weinberg, Samolubna komórka (CiS, 1999).

Z trudem je wybierałam, bo jest dużo dobrych książek. Z książek polskich autorów wysoko sobie cenię A. Jerzmanowskiego Geny i ludzie (WSiP 1994), A. Bullera Sztuczny mózg, to już nie fantazja i M. Biedrzyckiego Genetyka kultury (1998), M. Ryszkiewicza Ziemia i życie (1995) – te trzy w Wydawnictwie Prószyński i S-ka, Klonowanie. Rozmowy z H. Krzanowską i M. Tischnerem (Znak, 1998) i trzy tomy z tegoż wydawnictwa Rozmowy na koniec wieku, prowadzone przez P. Mucharskiego i K. Janowską, a także M. Ryszkiewicza Przepis na człowieka (CiS, 1996).

Wydaje mi się, że plon ciekawych książek jest bardzo duży. „Forum” „kazało” napisać o 2-3, co przekracza moje możliwości wyboru. Są wydawnictwa, które właściwie nie popełniają błędów, nie zdarza się tam wydanie książki z zakresu tzw. nauki alternatywnej, których nie czytuję. Bardzo dobrze prowadzone są serie wydawnictw Prószyński i CiS. Czasem zdarzają się też „rodzynki” z innych wydawnictw – Amber, Rebis itd. W wyróżnionych książkach ujmuje mnie jasne i bardzo atrakcyjne przedstawianie tematu. Książki te również są dla mnie ważne ze względu na ich wysokie walory dydaktyczne: wszystkie polecam co roku swoim studentom.

Za bardzo ważne uważam także pojawienie się paru dobrych popularyzatorów w kraju – szkoda, że wielu z nich czasowo po prostu nie stać na pisanie książek. Z tego, proszę Państwa, żyć nie można. Pisze się je wieczorami, jak dzieci usną, a żona (mąż) są w dobrym humorze.

Jerzy Kowalski-Glikman
fizyk
Instytut Fizyki Teoretycznej 
Uniwersytetu Wrocławskiego

Oto moja trójka najlepszych książek popularnonaukowych ostatniej dekady:

Lee Smolin, Życie wszechświata (Amber, 1999). Jedną z najważniejszych cech dzieł wybitnych jest ich wielowarstwowość, zdolność oddziaływania na emocje i intelekt, praktycznie niezależnie od wiedzy, erudycji i poziomu wrażliwości. W moim najgłębszym przekonaniu Życie wszechświata jest takim dziełem. To książka, którą z poczuciem przeżycia wielkiej przygody intelektualnej przeczyta laik i naukowiec, humanista i fizyk (z mojej recenzji w „Świecie Nauki”, 5/99).

Trzecia kultura, pod red. J. Brockmana (CiS, 1996) i Jak to jest, pod red. J. Brockmana i K. Matson (CiS, 1997). Obie te książki były jednymi z najważniejszych lektur, jakie udało mi się przeczytać w ciągu ostatnich kilku lat. Wydaje mi się, że należy je szczególnie polecić humanistom, najwyższy bowiem czas, by stali się oni świadomi rewolucji, która na naszych oczach wywraca do góry nogami tradycyjny, mechanistyczny światopogląd naukowy – mający swoje korzenie w zupełnie zdezaktualizowanej wizji świata, stworzonej przez Kopernika, Galileusza, Newtona i ich następców z górą 200 lat temu – by zdali sobie sprawę, że nauki przyrodnicze naprawdę mają coś ważnego i odkrywczego do powiedzenia w fundamentalnych kwestiach dotyczących wszechświata, człowieka i świadomości (z mojej recenzji w „Wiedzy i Życiu”, 6/99).

Roger Penrose, Nowy umysł cesarza (PWN, 1996). Byłaby to chyba najlepsza książka dekady, gdyby nie to, że jest trochę za trudna, ale wizja przedstawiona przez Penrose’a, w szczególności jeśli chodzi o rolę zjawisk kwantowych w procesach myślowych, jest fascynująca.

Marcin Machalski
paleobiolog
Instytut Paleobiologii PAN

Myślę, że z wydanych w ciągu ostatnich 10 lat książek o tematyce popularnonaukowej na uwagę zasługują dzieła Marcina Ryszkiewicza, a w szczególności Matka Ziemia w przyjaznym kosmosie (PWN, 1994). Jest to tekst dla dość wyrobionych czytelników, przedstawiający – w skrócie – dzieje idei Gai w przyrodoznawstwie. Łatwiejsza jest niewątpliwie inna książka tego samego autora – Jak zostać człowiekiem – przepis ewolucyjny, wydana najpierw przez Iskry w 1989, lecz później wznowiona jako Przepis na człowieka (CiS, 1996) Jest to bardzo dobrze napisana książka o pochodzeniu człowieka – starająca się znaleźć odpowiedź na pytanie, czy jego powstanie na Ziemi było koniecznością czy przypadkiem?

Marek Oramus
pisarz i publicysta

Trzy najlepsze książki popularnonaukowe ostatniej dekady

  1. John Horgan, Koniec nauki (Prószyński, 1999),
  2. Jared Diamond, Trzeci szympans (PIW, 1996),
  3. Paul Johnson, Intelektualiści (Spotkania, 1994; Zysk, 1998).

Horgan przedstawia całkowicie nową wizję nauki dogorywającej, bo najważniejsze prawa zostały już odkryte. Sprzeciwia się w ten sposób obowiązującemu poglądowi, że domena nauki stale się poszerza, bo nowe odkrycia wywołują jeszcze więcej pytań niż dostarczają odpowiedzi. Jego argumentacja, oparta na rozmowach z prominentnymi uczonymi amerykańskimi, jest sugestywna. Nie waha się jednak okazać sceptycyzmu, przypominając, iż pod koniec XIX wieku fizykom także wydawało się, że ich dziedzina jest zamknięta, gdy tymczasem już początek wieku XX całkowicie temu zaprzeczył.
Diamond reprezentuje całą serię książek zajmujących się bliskim holocaustem biologicznym (zoocydem): Edward O. Wilson, Różnorodność życia (PIW, 1999), Richard Leakey, Roger Lewine, Szósta katastrofa (Prószyński, 1999), Peter Ward, Kres ewolucji. Dinozaury, wielkie wymieranie i bioróżnorodność (Prószyński, 1996). Wszystkie te pozycje omawiają historyczne wymierania, ale przechodząc do naszej epoki konstatują nieprzerwaną rzeź wyższych gatunków przez człowieka, której efektem musi być ich zniknięcie z powierzchni Ziemi. Choć autorzy ci biją na alarm, sfery decydenckie pozostają głuche.
Intelektualiści zaś to książka demaskatorska, ukazująca obłudę czołowych moralistów, stojących u fundamentów naszej epoki. Co innego głosili, co innego praktykowali w życiu. Pewien fragment ich sztuki czy filozofii był na pokaz, dla pospólstwa, oni zaś, bogowie tego padołu, postawili się ponad zasadami. Książka dość skutecznie rewidująca wiarę czytelnika w uznane bądź wyniesione ze szkoły autorytety.

Karol Sabath
Instytut Paleobiologii PAN

Moim zdaniem, spośród książek popularnonaukowych wydanych w ciągu ostatnich 10 lat na wyróżnienie zasługuje dorobek Marcina Ryszkiewicza (Muzeum Ziemi PAN), a w szczególności Matka Ziemia w przyjaznym kosmosie (PWN, 1994), Ziemia i życie – rozważania o ewolucji i ekologii (Prószyński i S-ka, 1996) oraz nowe, zmienione wydanie Jak zostać człowiekiem – przepis ewolucyjny (pt. Przepis na człowieka). Wszystkie one potwierdzają (znane także z publikacji w czasopismach) walory autora jako wybitnego popularyzatora nauki, szczególnie zaś biologii ewolucyjnej i historii biologii oraz nauk o Ziemi. Są bardzo sprawnie napisane, a przy tym merytorycznie poprawne, co nie tak często chodzi w parze. W dodatku, poruszają ważkie tematy z obszarów mało w Polsce przyswojonych.

Michał Tempczyk
filozof nauk przyrodniczych
Instytut Filozofii i Socjologii PAN

Redakcja postawiła przede mną trudne zadanie, przede wszystkim dlatego, że moje zainteresowania są ukierunkowane na fizykę i teorię chaosu, a poza tym mało czytam prac popularyzujących naukę. Zdecydowałem się jednak podać dwie książki, zdając sobie sprawę z tego, jak subiektywny jest to wybór.

James Gleick, Chaos, narodziny nowej nauki (Zysk i S-ka, 1996). Jest to bardzo dobrze napisana książka o nowej dziedzinie badań, w ciekawy i przystępny sposób opowiadająca zarówno o jej twórcach, ich rozterkach, pracy i odkryciach, jak i o wynikach. Dzięki niej teoria chaosu stała się przedmiotem zainteresowania szerokich kręgów ludzi inteligentnych. Jest ona ponadto bogatym źródłem wiadomości o historii tej teorii i najważniejszych kierunkach badań. Często korzystam z niej w swojej pracy.

Adam Strzałkowski, O siłach rządzących światem (PWN, 1996). Jest to książka trudna, mówi bowiem o podstawowych oddziaływaniach fizycznych odkrytych przez naukę i o ich teoriach. Napisana jest przez fachowca w sposób zrozumiały i spójny. Inteligentny uczeń szkoły średniej może na jej podstawie zrozumieć, jakie są własności oddziaływań fundamentalnych i w jaki sposób zachodzą. Autor stara się wyjaśnić te sprawy bez uciekania się do modnych w literaturze popularnonaukowej analogii i rysunków, które dają czytelnikowi poczucie, że rozumie o co chodzi, a w istocie zaciemniają sprawę i prowadzą na manowce. Nie lubię książek, których autorzy twierdzą, że istotę mechaniki kwantowej lub ogólnej teorii względności można bez trudu zrozumieć korzystając z kilku porównań i dowcipnych skojarzeń. Strzałkowski naprawdę wyjaśnia i robi to dobrze.

Łukasz A. Turski
fizyk
Centrum Fizyki 
Teoretycznej PAN

Chciałem napisać kilka słów o jednej z najlepszych książek popularnonaukowych, która się w ubiegającej dekadzie... nie ukazała. W 1947 r. prof. Arkadiusz Piekara opublikował w Krakowie, nakładem księgarni Stefana Kamińskiego książkę Fizyka stwarza nową epokę. Już nigdy potem książka ta, in extenso, nie została wznowiona. A dzieło jest po prostu wspaniałe. Składa się z dwu części, pierwszej zatytułowanej: O przewrocie, jaki dokonał się w fizyce i drugiej: O przewrocie, jakiego dokonała fizyka. Pierwszy rozdział to do dziś zadziwiająco „współczesne” omówienie podstaw mechaniki kwantowej. Omówienie zwracające uwagę na pojęciowe problemy tej dyscypliny nauki, te same, które do dziś wydają się niektórym przedstawicielom nauk humanistycznych „dziwne” lub „sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem” i które często stają się podstawą powspółczesnego bełkotu intelektualnego. Przede wszystkim jednak w tej części książki znajdujemy rozdział W pogoni za światopoglądem. Trzeba pamiętać, że książka Piekary powstawała, gdy pryszczata gęba totalitaryzmu i jedynie słuszna filozofia, wykładnię której zawierał sławny Krótki Słownik Filozoficzny, niepodzielnie górowały na scenie politycznej kraju. Piekara pisał: Nie podoba się to zwolennikom pewnych kierunków filozoficznych. Chcieliby, aby uczony, zbrojny w „oręż” ich filozoficznego myślenia, nie rozstawał się z tym orężem, nawet w walce z tajemnicami Natury. Przeciwnie, by oręża tego używał w badaniach przyrodniczych. I dalej: Światopogląd więc, cokolwiek by głosił o otaczającym nas świecie, nie jest nauką. Te słowa napisał były więzień nazistowskich lagrów w czasie, gdy w komunistycznych łagrach ginęli wybitni uczeni, ba, całe dyscypliny nauki, jak np. rosyjska genetyka. Druga część książki Arkadiusza Piekary zawiera wstrząsający opis zniszczenia Hiroszimy oraz niespotykany wtedy, i nigdy już nieopublikowany w czasach realnego socjalizmu, rysunek pokazujący cykl pokojowego wykorzystania energii jądrowej i możliwe drogi dywersji prowadzącej do nielegalnej produkcji broni jądrowej. Ten rysunek niewiele stracił na aktualności do dziś, a jedna ze strzałek na tym wykresie, gdybyśmy dziś wznowili to dzieło, powinna być opatrzona dodatkowym napisem Czarnobyl.

Gdybym dziś miał redagować wznowienie tej książki, z której ciągle korzystam, ot np. inscenizując dla telewizji opowieść o złym królu Uranusie i jego córce księżniczce Alfie, czy też odczytując cytowaną przez Piekarę parafrazę Ballady o Trzech Budrysach pióra prof. Ludwika Wertensteina (stulecie którego właśnie obchodziliśmy), to czy zmieniłbym coś w tej książce? Może dopisałbym (z duszą na ramieniu, że nie sprostam standardowi jasności, precyzji i dowcipowi wywodu mistrza) rozdział o wykorzystaniu jądrowego rezonansu magnetycznego, komputerowej tomografii, laserów, ale też musiałbym dopisać coś o Czarnobylu i o tym, że w świecie stworzonym przez współczesną fizykę wiele pytań o odpowiedzialności uczonych i ich uczciwości, które prof. Piekara postawił w swojej książce, pozostało tak samo ważnych i otwartych jak pięćdziesiąt kilka lat temu. Ale chyba zostawiłbym książkę taką, jaką była, by pokazać, jak to nasi nauczyciele pięknie i mądrze o nauce pisywali. Nic podobnego przez ostatniech 10 lat w Polsce nie napisano. Przetłumaczono natomiast wiele doskonałych książek i jeszcze więcej złych. Ale to już inna historia.

Kacper Zalewski
fizyk
Instytut Fizyki 
Uniwersytetu Jagiellońskiego

Jestem kiepskim źródłem informacji na ten temat, bo czytam mało książek popularnonaukowych. Większość z nich zawiera informacje prawdziwe i fałszywe tak wymieszane, że wolę stan mojego umysłu przed ich przeczytaniem niż po. Poza tym wyjaśnienia są tam często podawane tak, że nie da się ich zrozumieć, zapewne dlatego, że sam autor nie rozumie, o czym pisze.

Z tych paru, które przeczytałem, mogę podać trzy dobre, ale nie wiem, czy nie ukazały się gdzieś jeszcze lepsze, na które nie trafiłem. Kolejność na liście jest przypadkowa.

Lewis Wolpert i Alison Richards, Pasja poznawania (CiS, 1999). To są wywiady z wybitnymi uczonymi, głównie z biologii i nauk pokrewnych, dające dobry wgląd w różnorodność psychik badaczy, w to, jak doszli do swoich zainteresowań i wyników, co ich irytuje, co cieszy itd. Same wyniki są przedstawiane dość pobieżnie, ale bardzo kompetentnie, bo przez samych twórców.

A.D. Aczel, Wielkie twierdzenie Fermata (Prószyński i S-ka, 1998). Udramatyzowana historia udowodnienia jednego z najsłynniejszych twierdzeń w matematyce. Dobrze się czyta i zostaje niezłe pojęcie, o co tam chodziło. Przy okazji, sporo informacji o matematykach i ich sposobie myślenia.

P.C.W. Davies, Duch w atomie (CiS, 1996). Po części wstępnej, omawiającej przystępnie trudności interpretacyjne i paradoksy mechaniki kwantowej, wywiady z kilkoma specjalistami, z których każdy prosto tłumaczy, jak te problemy należy rozumieć i rozwiązywać. Zabawa polega na tym, że żadnych dwóch nie zgadza się ze sobą.

 

Uwagi

Powrót do strony głównej