 |
Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi
Piotr Kieraciński
Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi istnieje od 1993 r. Jest to najbardziej nietypowe muzeum, jakie widziałem. Właściwie nie ma w nim zbiorów, gablot, biletów wstępu, miękkich nakładek na obuwie. Nawet na budynku próżno szukać tablicy z napisem „Muzeum Książki Artystycznej”. Niezwykłość tego miejsca polega także na tym, że muzeum jest przedsięwzięciem prywatnym, rodzinnym Jadwigi, Janusza i Pawła Tryznów.
DOM GROHMANÓW
Przy ulicy Tymienieckiego w Łodzi trudno odnaleźć muzeum. Na parterowym ceglanym budynku wyraźnie widać tablicę z numerem 24. Jest to chyba najstaranniej utrzymany dom wśród pofabrycznych obiektów, zlokalizowanych w okolicy. Położony jest w wypielęgnowanym, niewielkim parku. Gdy podchodzę do ogrodzenia, obszczekuje mnie sfora psów. Za chwilę pojawia się Janusz Tryzno i razem wchodzimy do środka, a psy, z Piątym Elementem na czele, łaszą się do nóg, prosząc o pieszczotę.
Jadwiga i Janusz Tryznowie książką zajmują się od 1980 r. „Nie od razu zrozumieliśmy, co znaczy robić książkę artystyczną” – zastrzega Tryzno, grafik i fotograf z dyplomem łódzkiej Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych. W 1990 r. powołali Fundację Cerrespondance des Arts. Poszukiwali lokalu na uruchomienie drukarni. Gdy trafili na dom znanego łódzkiego przemysłowca i kolekcjonera, Henryka Grohmana, stwierdzili, że to nie tylko znakomite miejsce na warsztaty drukarskie, ale także piękny obiekt wystawienniczy. Stylowe schody, mozaika na podłodze w holu, gabinet wyłożony ciemną boazerią i równie piękna sala koncertowa rozbudzają wyobraźnię. Tak zrodziła się idea powołania muzeum. W maju 1993 r. Tryznowie podpisali umowę o wynajęcie domu, a już w październiku odbyła się inauguracja działalności Muzeum Książki Artystycznej. Swoją obecnością zaszczycił uroczystość prof. Zbigniew Brzeziński. Pokazano wówczas książkę, zawierającą bibliografię prac wielkiego polityka ozdobioną rysunkami – tzw. „doodles” - które bezwiednie wykonywał na marginesach notatek podczas różnych konferencji i narad.
PROJEKT "SKRYPTORIUM
Obecnie Janusz Tryzno ze współpracownikami przygotowuje dwie ekspozycje na frankfurckie targi książki. Na stoisku polskim realizowany będzie projekt „Skryptorium”, piętro wyżej, na stoisku książki artystycznej, łódzkie muzeum przedstawi swoje prace i ich autorów. Muzeum Książki Artystycznej zaproszono jako jedną z trzech europejskich instytucji zajmujących się książką artystyczną.
Projekt „Skryptorium” zakłada przedstawienie historii książki. W sali koncertowej domu Grohmanów stoją już specjalnie dla tej inicjatywy przygotowane meble, stanowiące rekonstrukcję ław i stołów, przy których w XV w. przepisywano i ilustrowano księgi. W zainscenizowanym skryptorium będą pracować skrybowie, demonstrując pierwszy etap rozwoju książki. Za romańską bramą otwiera się widok na kolejną salę z podwójnym hologramem (przestrzennym obrazem, na którym przedstawiany obiekt można oglądać ze wszystkich stron) Biblii Pelplińskiej. Weszliśmy w epokę Gutenberga – czasy książki drukowanej. Z tej sali przez lustrzane, obrotowe drzwi przechodzimy do epoki multimedialnej. Obrazuje ją pięć stanowisk komputerowych. Na ostatnim człowiek z laptopem swobodnie „buszuje po sieci”, ściągając potrzebne mu informacje z całego świata. Cała ekspozycja, zajmująca 100 m2, pozwoli nam odbyć podróż ze skryptorium, w którym księgi przykute są łańcuchami do regałów, do krainy swobodnego żeglowania po światowych zasobach informacyjnych, gdzie książka dostępna jest dla każdego i bez ograniczeń.
ARTYSTYCZNA, CZYLI JAKA?
„Wchodzimy w schyłkowy okres książki. Dlatego się nią zająłem” – mówi Janusz Tryzno. Rozwój przekazu oraz sposobów gromadzenia informacji i wiedzy idzie w kierunku innych niż papier mediów. Sztukę typografii, rozwijającą się od ponad 550 lat, zastępują nowe technologie. To zjawisko widoczne jest co najmniej od połowy lat 80. Dziś książka traci znaczenie jako źródło informacji, zaczyna natomiast pełnić nowe funkcje. „Człowiek ceni kontakt z materią, lubi dotykać, mieć poczucie fizycznego kontaktu” – mówi Tryzno. – „Formy użytkowe będą w najbliższym czasie miały charakter elektroniczny. Natomiast papierowe druki dadzą człowiekowi poczucie zakorzenienia, możliwość fizycznego kontaktu z treścią poprzez odpowiednio dobraną formę”. Książka drukowana powoli stanie się sztuką. Dlatego Janusz Tryzno interesuje się szczególnie książką artystyczną, choć w swoim przedsiębiorstwie drukuje też nowoczesnymi technikami zupełnie zwyczajne książki.
Czy książka musi być piękna? „Nie musi” – stwierdza Tryzno – „ale nie musi też być makulaturą”. Tu powstają książki, które bez wątpienia są piękne. Mają też walor książek bibliofilskich, gdyż wydawane są w niewielkich nakładach. Są także artystyczne, czyli niepowtarzalne. Każda książka to nowe doświadczenie. Tryzno posuwa się do stwierdzenia, że nie tyle ważny jest efekt końcowy, co sam proces tworzenia książki. Książka nie musi być prostym kodeksem, który czyta się od deski do deski. Może przybierać postać zwoju, czytanego od początku do końca. Może też mieć inną, zupełnie niekonwencjonalną formę. Niektóre książki z pracowni Tryznów dowodzą, że książkę można czytać... bez końca.
Wszystkie elementy książki powstają na miejscu: czerpany papier ze znakiem wodnym CdA (Correspondence des Arts), czcionki, opracowanie graficzne, ilustracje, druk i oprawa. Nakłady oscylują w granicach 50-150 egz. Zawsze są one numerowane i podpisane własnoręcznie przez autorów. Przeglądamy z Lechem Huniewiczem katalog Stefana Bartkowiaka, niemieckiego marchanda książki artystycznej. Najtańsza znaleziona pozycja kosztuje 20 marek, zazwyczaj jednak ceny książek wynoszą tysiąc, półtora, a nawet pięć tysięcy marek.
„Najważniejszy jest pomysł. Tekst nie musi być rzędem czarnych liter” – twierdzi Tryzno. Jego książki są tego dowodem. „Książka artystyczna może mieć czasem duże nakłady i być tania”. Wskazuje na to stare kieszonkowe wydanie „Zaczarowanej dorożki” Gałczyńskiego. „Artyzm tym się różni od dobrego rzemiosła, że wciąż szuka nowego. Artysta tworzy książkę piękną, ale nadto unikalną w swej formie, która nierozerwalnie związana jest z treścią”
TEATR KSIĄG
Dla Janusza Tryzny książka jest teatrem, każda przewrócona karta to kolejna odsłona dramatu. Książkę Jakuba Böhmego „Objawienia dotyczące Boga, nicości i natury, a także duszy ludzkiej i ludzkiego ciała” udało nam się rozłożyć tak, że zajęła całą powierzchnię fortepianu, stojącego w sali koncertowej. Można było teraz czytać ją chodząc dookoła instrumentu. Mistyczny nastrój tego dzieła potęgują naprzemiennie układające się przed oczami strony czarne i jasne, pokryte tekstem i ilustracjami – znakomitymi grafikami lwowskiego artysty Igora Podolczaka. W 1994 r. pozycja ta uzyskała w Lipsku brązowy medal w konkursie na najpiękniejszą książkę świata. W tym samym roku lipska Wyższa Szkoła Grafiki i Sztuki Książki uhonorowała tę pozycję Nagrodą Waltera Thiemanna. W „Poemacie światła” Emmetta Williamsa na białych stronach czerpanego, lekko wygładzonego papieru, zszytych szwem japońskim, pojawiają się wytłoczone w odpowiednich miejscach kolejne litery alfabetu. Żadnego druku. Ostatnia strona, na której spodziewalibyśmy się w końcu zobaczyć wytłoczony pełny tekst, poraża swoją odmiennością – jest zadrukowana na czarno. Z mroku ciemnego tła jak światło przebija się pełny tekst wytłoczony na tej karcie „do środka” i dlatego nie zaciemniony. Na ostatniej stronie okładki fotografia przedstawiająca Emmetta Williamsa w chwili, gdy własnoręcznie wałkiem zaczernia tę ostatnią stronę tekstu. Lech Huniewicz rozkłada przede mną biały całun pokryty czarnymi symbolami. Wewnątrz znajduje się książka Rainera Marii Rilkego „Pieśń o miłości i śmierci korneta Krzysztofa Rilke”. Czytamy przejmującą poetycka opowieść, drukowaną na przemian na papierze i płótnie, odkrywamy kolejne obrazy poetyckie, odsłaniając półstrony lub ćwierćstrony czarnych kart. Gdy dobiegamy końca – kolejna niespodzianka, kolejna wielka odsłona, a za nią... kolejna książka. Tym razem są to przejmujące wojenne fotografie Krzysztofa Millera: także o miłości i śmierci. Takie zdumiewające zestawienie.
TYPOGRAFIA
Realizacja artystycznych pomysłów Tryznów nie byłaby możliwa, gdyby nie drukarnia zajmująca suterenę domu Grohmanów. Znajdują się tam urządzenia umożliwiające pełną produkcję książki: od wykonania czerpanego papieru, przez druk, po oprawę. Sercem tego unikalnego warsztatu jest zestaw maszyn typograficznych, gromadzonych przez Tryznów od 1985 r. „Chcę ocalić typografię w Polsce” – mówi Janusz Tryzno. – „Dlatego nie robię muzeum do eksponowania starych maszyn.” Urządzenia zgromadzone w Muzeum Książki Artystycznej, choć kupione po cenie złomu, dziś odrestaurowane służą do drukowania książek. Są tu maszyny do odlewania czcionek i matryce polskich czcionek drukarskich. Są urządzenia do przygotowywania klocków oraz wykonywania czcionek drewnianych. Jest najprostsza ręczna maszyna drukarska, tzw. „bostonka”, ale jest też typograficzna szwajcarska maszyna korektorska, umożliwiająca druk formatu A-0. „To ostatni ewolucyjny etap rozwoju typografii.” Można na niej robić bardzo precyzyjne druki na najcieńszym papierze, ale także tłoczenia w tekturze. Jest też sporych rozmiarów radziecka maszyna do linotypów, ręczne gilotyny, mnóstwo kaszt z czcionkami.
Na pytanie, czy warto bawić się w typografię, skoro mamy nowocześniejsze techniki drukarskie, Lech Huniewicz odpowiada: „To jest tak, jak z pisaniem ręcznym i maszynowym. Pierwsze jest bardziej szlachetne. Typografia jest szlachetniejsza od offsetu, a o to m.in. chodzi w książce artystycznej”. Specjaliści – choć niewielu jest dziś takich – potrafią odróżnić druk typograficzny od offsetowego. Tryzno tłumaczy: „W inny sposób w obu technologiach dobiera się odstępy między czcionkami. Czcionka typograficzna jest zrobiona tak, by pasowała do każdej innej, co sprawia, że odstępy między czcionkami są charakterystyczne. Na komputerze czcionka jest dopasowana do sąsiedniej czcionki, a nie uniwersalnie do wszystkich.”
W Muzeum Książki Artystycznej nie ma stałej ekspozycji. Można obejrzeć niewiele ponad 20 książek i kilkanaście maszyn typograficznych. Mimo to zwiedzanie zajęło mi ponad trzy godziny. Opowieści Tryzny o powstawaniu książki artystycznej, oglądanie książek, a właściwie kontemplowanie ich, słuchanie wywodów Huniewicza na temat maszyn typograficznych jest naprawdę pasjonującym zajęciem.
|