|
W Polsce książka popularnonaukowa nie była nigdy wysoko ceniona
w dorobku naukowym autora.
Rozmowa z Anielą Topulos,
dyrektor Wydawnictw Naukowo-Technicznych
Wydawnictwa Naukowo-Techniczne publikują głównie pozycje z zakresu nauk ścisłych. Co może Pani powiedzieć o ofercie kierowanej do humanistów?
– Od kilku lat nakładem WNT ukazują się książki przedstawiające biografie uczonych na tle ich dokonań naukowych. Wydaliśmy również kilka tytułów, w których przedstawione zostały problemy z pogranicza wielu nauk. Chcielibyśmy kontynuować działalność wydawniczą w tym kierunku, gdyż jest to dobry sposób popularyzowania nauk ścisłych wśród szerszego grona odbiorców. Humanistów zainteresują też słowniki – oprócz naukowo-technicznych wydajemy słowniki ogólne, których wybór staramy się rozszerzać. Bardzo dobrą opinią cieszą się również ich wersje multimedialne.
– Czy warto popularyzować naukę w Polsce?
– Jeżeli weźmiemy pod uwagę ewentualny zysk – nie bardzo. Konkurencja w tej dziedzinie jest duża. Popularyzowanie nauki jest bardzo trudne. Wydawnictwa Naukowo-Techniczne zajmują się głównie tłumaczeniami, niewiele jest pozycji polskich z tego zakresu. Częściowo wynika to z faktu, iż koszty związane z powstaniem takiej pracy są zbyt duże w stosunku do zysków. W Polsce książka popularnonaukowa nie była nigdy wysoko ceniona w dorobku naukowym autora. Trudno jest się chwalić taką publikacją w procesie zdobywania tytułów naukowych. Można wręcz postawić zarzut, że polscy autorzy piszą głównie do swojego środowiska. Natomiast w przypadku książki popularnonaukowej ważny jest przede wszystkim czytelnik.
– Kto w WNT decyduje o doborze tematów i selekcji publikacji?
– Decyzje podejmujemy wspólnie, najczęściej długo omawiamy dany temat, szczególnie gdy wychodzi on poza nasze dotychczasowe zainteresowania. Staramy się przy tym zbadać rynek, bo przecież nigdy nie wiadomo, jak dużo książek o podobnej tematyce pokaże się w księgarniach. Przy malejącym zainteresowaniu literaturą problemem jest powielanie książek, przede wszystkim podręczników akademickich. Najgorsze przy tym, że świadomość naruszania praw autorskich niemal nie istnieje i nikt nie krępuje się łamaniem prawa. Poza tym biblioteki, które kiedyś zamawiały np. 50 egzemplarzy podręcznika, dziś zamawiają tylko 5 i umożliwiają studentom powielanie części lub całych książek.
– Skoro mówimy o środowisku akademickim i potrzebach studentów, warto wspomnieć o wydawnictwach uniwersyteckich.
– Dawniej uczelnie wydawały książki głównie na własne potrzeby, w ostatnim czasie zaczęły również otwierać się na szerszy rynek. Współpraca między uczelniami a wydawcami najczęściej polega na tym, że uczelnia wydaje jakiś skrypt, a jeśli okaże się, że po niewielkich zmianach może on ukazać się jako podręcznik, zawieramy umowę z autorami i wydajemy go w formie książki. Niewątpliwie jednak wydawnictwa uniwersyteckie stanowią pewną konkurencję, czasem na przykład korzystają z podręczników przy tworzeniu skryptów. To powoduje kurczenie się rynku wydawniczego, a w przyszłości może wywołać duże problemy.
– Jak wygląda zainteresowanie Targami ATENA wśród wydawców w tym roku?
– Jest tak duże, że myśleliśmy o zamówieniu drugiej sali, ale decyzje z tym związane zostały podjęte zbyt późno. Słyszeliśmy narzekania niektórych wydawnictw na brak pozwolenia władz uczelni na udział w ATENIE. To w pewnym stopniu ogranicza liczbę uczestników.
– Jedno z seminariów poświęcone zostanie nowym technologiom w praktyce wydawniczej. Czy łatwo jest dziś nadążać za zmianami w tej dziedzinie?
– Nie możemy sobie pozwolić na zbyt kosztowne inwestycje, a publikacje multimedialne na początku wymagają dużych nakładów finansowych. Potem można jednak liczyć na spore zyski. Problem stanowi liczba odbiorców tych publikacji. Obecnie w praktyce zaczyna być stosowany druk książek na zamówienie, prawdopodobnie w przyszłości będziemy stosować to rozwiązanie na szerszą skalę. Nowoczesna technologia umożliwia również wydawanie e-booków. Chcemy stworzyć czytelnię internetową, dającą znacznie większe możliwości czytelnikowi. Będzie on mógł sięgać do różnych źródeł, dokonywać ich przeglądu. Musimy jednak ciągle pamiętać o konieczności dopracowania sposobu odpłatności za publikowanie tych informacji. Chcielibyśmy tak zorganizować czytelnię internetową, by za wydruk pobierać pieniądze.
– Od pewnego czasu przygotowują się Państwo do prywatyzacji. Czy wiadomo już, jakim przekształceniom ulegną WNT?
– Jesteśmy obecnie po wstępnym parafowaniu umowy, która ma doprowadzić do przejęcia wydawnictwa przez spółkę pracowniczą. Dokumenty znajdują się już w Ministerstwie Skarbu i mamy nadzieję, że zostaną rozpatrzone pozytywnie.
Rozmawiała Beata Machnik
|