Książki naukowe, poza nielicznymi tytułami, nie mają ogólnopolskiej 
dystrybucji. Większość rozprowadzana jest w uczelniach w nakładach 
od kilkuset do 1000-1500 egz. Hurtownicy nie chcą sprzedawać 
książek naukowych, podobnie jak większość księgarzy.


Czy sprzedaż książek naukowych się oplaca?

Łukasz Gołębiewski

Problem w tym, że dużym sieciom hurtowym nie opłaca się wprowadzać do obrotu książek niskonakładowych. Koszty sprzedaży (rozliczeń, składowania, transportu) są bowiem często wyższe od zysków. Miesięczny obrót z jednym wydawcą na poziomie 200 czy 300 zł jest na tyle mały, że działom zamówień w hurtowniach nie opłaca się wprowadzać takiego kontrahenta do oferty handlowej. Dodatkowym problemem jest niewielka liczba księgarń specjalistycznych; to księgarnie bowiem są naturalnym partnerem hurtowni. Tylko niektóre firmy dystrybucyjne (np. Akademia Klon czy Kwadro-Tech) zaopatrują biblioteki. Dystrybucją w uczelniach zajmują się już same wydawnictwa.

LOKALNY ZBYT

Kolejny problem to ogromne rozdrobnienie wydawnictw naukowych. Oficyn o zasięgu ogólnopolskim jest zaledwie kilka: WNT (książka techniczna), PZWL (książka medyczna), PWE (ekonomia), PWM (muzyka), PWRiL (książka przyrodnicza), Ossolineum (humanistyka), oczywiście PWN, które oferuje najszerszy wybór publikacji naukowych i jako jedyne wydawnictwo dysponuje własną sprawną dystrybucją (hurtownia Azymut). Warto zwrócić uwagę, że są to dawne (lub wciąż jeszcze) wydawnictwa państwowe – z dużymi tradycjami, kontaktami z księgarzami, uczelniami wyższymi, bibliotekami. Im jest łatwiej, choć także te duże oficyny mają liczne problemy z dotarciem do czytelników. Z oficyn prywatnych tylko dwie zdołały zaistnieć w ogólnokrajowej dystrybucji – Universitas z Krakowa i Adam Marszałek z Torunia. Pozostałe oficyny naukowe, które często publikują po ponad 100 tytułów rocznie, są szerszemu gronu czytelników nieznane. Tylko wyjątkowe sytuacje (np. rozgłos wokół publikacji Sąsiadów Grossa) sprawiają, że ich książki trafiają do księgarń w całej Polsce. Przeważnie jednak są rozprowadzane wyłącznie lokalnie.

W innej sytuacji są tylko wydawnictwa prawnicze. Sprawia to jednak specyfika tego rynku – zamożni odbiorcy, często zmieniające się przepisy prawne, zapotrzebowanie na bieżącą informację związaną z prowadzeniem działalności gospodarczej itp. To nie przypadek, że obecnie wszystkie liczące się wydawnictwa publikujące książki dla prawników są własnością zagranicznych inwestorów (Polskie Wydawnictwa Profesjonalne należą do koncernu Wolters Kluwer, Wydawnictwa Prawnicze do Reed Elsevier, C.H. Beck to polska spółka niemieckiego potentata na rynku prawniczym).

CENY I HONORARIA

Wydawcy książek naukowych radzą sobie obniżając nakłady i podnosząc ceny książek. Nowe technologie druku pozwalają stosunkowo niedrogo wyprodukować tytuł wydany nawet w niewielkim nakładzie. Ale co z honorarium autora? Polscy naukowcy za swoje publikacje dostają skromne wynagrodzenia lub w ogóle zmuszeni są rezygnować z honorarium. W rezultacie coraz częściej książki wybitnych naukowców swoje pierwsze edycje mają za granicą.

Stałym problemem wydawców książek naukowych jest reprografia - kserowanie podręczników akademickich. To problem, któremu szczególnie trudno zaradzić, bo wysokie ceny książek naukowych ograniczają dostęp do nich. Ksero często okazuje się tańszym rozwiązaniem.

WIARYGODNY DYSTRYBUTOR

Jak zaradzić problemom książki naukowej? Wydaje się, że najbardziej brakuje wyspecjalizowanych firm dystrybucyjnych, które zadbałyby o łatwy dostęp do publikacji wielu wydawców książek niskonakładowych. Takie firmy już powstają – na razie na rynku książki medycznej i prawniczej, ale na pewno niebawem pojawią się wyspecjalizowane hurtownie książek z dziedziny humanistyki, ekonomii itd. Dystrybutor mógłby ściśle współpracować z wydawcą przejmując częściowo obowiązki działu handlowego. Zaopatrywałby wybrane księgarnie i biblioteki. Taka współpraca wymaga jednak dobrej woli z obydwu stron, a sami wydawcy także nie są bez winy. Przede wszystkim wydawca musi mieć świadomość, że sprawna dystrybucja drogo kosztuje. A to oznacza, że trzeba się podzielić częścią własnej marży. Dystrybutorzy będą zapewne chcieli 40-50 proc. rabatu od ceny detalicznej, którym podzielą się z księgarzem, pokryją koszty transportu, magazynowania, wreszcie także promocji. Jeśli jednak wyższy rabat pozwoli zwiększyć sprzedaż dwu- czy trzykrotnie, to chyba warto. Oczywiście, pozostanie jeszcze problem wiarygodności dystrybutora. Obecne doświadczenia wydawców nie zawsze są dobre i trudno się dziwić ich ostrożności. Wiadomo bowiem, że mały edytor jest na samym końcu kolejki po pieniądze. Współdziałanie wydawców na rzecz wskazywania nieuczciwych kontrahentów może jednak przynieść pozytywne rezultaty. Warto i o tym pomyśleć, czasem trzeba zapomnieć o konkurencji i współdziałać dla wspólnego dobra.

Łukasz Gołębiewski, dziennikarz „Rzeczpospolitej”, badacz rynku wydawniczego, autor opracowania Rynek książki w Polsce i zbioru felietonów Świat po Gutenbergu.

 

Najbardziej brakuje wyspecjalizowanych firm dystrybucyjnych, które zadbałyby o łatwy dostęp do publikacji wielu wydawców książek niskonakładowych. Takie firmy już powstają – na razie na rynku książki medycznej i prawniczej, ale na pewno niebawem pojawią się wyspecjalizowane hurtownie książek z dziedziny humanistyki, ekonomii itd.

 

 

Uwagi

Powrót do strony głównej