W 140. rocznicę urodzin Mariana Zdziechowskiego

Badacz duchowego kryzysu

Stanisław Skirko

Historyk idei, filozof kultury, myśliciel religijny, moralista polityczny, historyk literatury – działał na wielu polach. We wszystkim jednak, co pisał, był Zdziechowski badaczem kryzysu duchowego, jaki narodził się w dobie renesansu i stopniowo nasilał, by osiągnąć swoje apogeum właśnie w latach trzydziestych XX wieku.

OBROŃCA KULTURY EUROPEJSKIEJ

Urodził się 30 kwietnia 1861 r. w majątku Nowosiółki w okolicach Mińska. Studiował językoznawstwo i rusycystykę w uniwersytecie w Dorpacie i Petersburgu. Tu zafascynował się słowianofilstwem, które zestawiał z polskim mesjanizmem. Literaturę powszechną i slawistykę studiował w Grazu, Zagrzebiu i Genewie. Od 1899 r., po obronie doktoratu u Stanisława Tarnowskiego, na podstawie książki Mesjaniści i słowianofile, wykładał w Uniwersytecie Jagiellońskim. W Krakowie dał się poznać jako wykładowca pełen żaru i uniesienia – pisze Marian Zaczyński. – Największa sala wykładowa UJ, sala Kopernika, zapełniała się studentami i gośćmi z miasta uczestniczącymi w poruszającym misterium – oto drobny, nerwowy profesor odsłaniał przed słuchaczami tajniki duszy rosyjskiej albo zmagał się z zagadnieniami podstawowymi dla człowieka i kultury: ze złem i nihilizmem.

Podobne wykłady Zdziechowskiego miały miejsce w Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, gdzie uczony pracował w latach 1919-32. Tak wspomina je Czesław Miłosz w Prywatnych obowiązkach: W niskich sklepionych salach uniwersytetu wileńskiego miewał wykłady mały staruszek o ascetycznej twarzy – Marian Zdziechowski. (...) Jego wizja eschatologiczna zbliżania się czegoś nieuniknionego a strasznego trafiała w mgliste odczucia jego czytelników i słuchaczy, zgadzała się z atmosferą czasu. Ale tylko wizja. Całe rozumowanie, wnioski, wskazania – rozmijały się z dążeniami młodych, którzy właśnie w prądach uznanych przez profesora za dzieło szatana dopatrywali się zbawienia i to, co było dla niego nocą, brali za „promienne oblicze wschodzącego dnia”. Czas pokazał, że to staruszek miał rację, a nie zafascynowani faszyzmem albo komunizmem młodzi.

Zdziechowski bronił kultury europejskiej, podejmując refleksję nad jej podstawami i współczesnymi zagrożeniami, szczególnie ze strony bolszewizmu: Pesymizm, romantyzm a podstawy chrześcijaństwa (1914), Renesans a rewolucja (1925), W obliczu końca (1937), Widmo przyszłości (1939). Komunizm to socjalizm integralny – pisał w tej ostatniej pracy – bezkompromisowy, czyli nie liczący się z rzeczywistością, pędzący do celu poprzez rewolucję i zniszczenie, bo innej drogi nie ma. Rewolucja i zniszczenie są prawem natury i na tym prawie natury stoją okrutne dogmaty materializmu marksistowskiego. Jako badacz zła, dostrzegał je ze szczególną ostrością w rewolucji i komunizmie, które krytykował z pozycji konserwatywnych, jako odwołujące się do najniższych instynktów i namiętności, depczące religię i moralność.

WYZWANIE DLA CYWILIZACJI

Po pierwszej wojnie światowej i sowieckiej rewolucji pojawił się w myśli europejskiej szczególny typ rozważań poświęconych tematyce cywilizacyjnej. Wyłaniał się z nich pogląd o kryzysie cywilizacji i nieuchronności jej upadku. Źródła myśli pesymistycznej i katastrofizmu tkwią jeszcze w wieku XIX, w poglądach przeciwstawiających się optymistycznemu oświeceniowemu przekonaniu o nieustającym postępie. Wymieńmy tu – szczególnie ważnego dla myśli Zdziechowskiego – Schopenhauera, który pisał o nieprzezwyciężalności zła i bezsensie historii, dalej: Jakuba Burckhardta, który wprowadził pojęcie kryzysu kultury oraz Fryderyka Nietzschego, który diagnozował upadek kultury europejskiej. Wśród dzieł myślicieli XX wieku piszących o dziejach cywilizacji, rządzących nimi prawach rozwoju, trwania i upadku, największy rozgłos zyskały: Zmierzch Zachodu Oswalda Spenglera (1918-22), Bunt mas José Ortegi y Gasseta (1929) oraz Studium historii Arnolda Toynbeego (12 tomów wydanych w latach 1934-61). Spengler przeciwstawił pojęcia kultury i cywilizacji. Każda kultura istnieje, dopóki jest twórcza. Potem wyradza się w cywilizację, która charakteryzuje się ekspansją zewnętrzną, władzą pieniądza, dyktaturą rozumu, i wówczas obumiera. W przeciwieństwie do Spenglera, Toynbee widział możliwości odrodzenia. Zagłada cywilizacji była dla niego początkiem kolejnej z nich. Uważał, że kultury rozwijają się jako dialog bodźców i reakcji, wyzwań rzucanych ludziom przez otoczenie przyrodnicze i społeczne oraz odpowiedzi na nie. Cywilizacje zamierają, gdy nie podejmują wyzwania, tracąc siły na ekspansję lub konflikty wewnętrzne. Wyzwanie, przed którym stanęła cywilizacja zachodnia, miało, wg Toynbeego, charakter duchowy.

05_1s.jpg

W odrodzeniu religijnym i moralnym upatrywali też możliwości uratowania kultury europejskiej Pitrim Sorokin i Christopher Dawson. Do duchowości odwoływał się inny katastrofista, autor Nowego średniowiecza (1924) i Końca naszej epoki (1933) Mikołaj Bierdiajew, z którym Zdziechowski korespondował. Hiszpański myśliciel Ortega y Gasset jako powód upadku współczesnej kultury wskazywał zanik duchowości i zwycięstwo barbarzyńskich ruchów masowych, takich jak komunizm i narodowy socjalizm.

Znaczący wkład w rozwój nauki o cywilizacjach wnieśli także Polacy. W roku 1935 ukazała się w Krakowie książka O wielości cywilizacji Feliksa Konecznego, który widział historię jako sumę wielu cywilizacji i kultur, wzajemnie ze sobą rywalizujących. Zwyciężyć miała ta z nich, która – jak pisze Jan Skoczyński – okazała się bardziej wszechstronna, spójna i atrakcyjna dla ludzi. Za najsilniejszą uważał cywilizację łacińską, ze względu na jej wielokrotnie sprawdzone mechanizmy obronne.

Na początku międzywojennego dwudziestolecia ukazał się Upadek cywilizacji zachodniej Floriana Znanieckiego, zawierający zapowiedź rządów motłochu, wywołanych materializacją życia, kryzysem demokracji zachodniej i postępującym bolszewizmem. Możliwości ratunku widział Znaniecki w działaniach arystokracji umysłowej.

ZANIK DUCHOWOŚCI

Gdzie indziej ratunku szukał Zdziechowski. W eseju Renesans i rewolucja, napisanym w 1924 roku, wskazywał na to, co uważał za największe zagrożenie dla Europy: postępujący od chwili narodzin renesansowego humanizmu zanik duchowości w kulturze europejskiej. Niesie on bowiem ze sobą barbaryzację, której dzieckiem jest rosyjski bolszewizm. Komunizm nie walczy z kapitalizmem, tylko z Bogiem – pisał. Nie kontrrewolucja ich oburza, ale nieśmiertelność duszy. Tylko powrót do źródeł cywilizacji europejskiej, czyli do chrześcijaństwa, powrót do duchowości, nazywanej w dzisiejszym ekonomicznym języku światem „wartości chrześcijańskich”, może zapobiec upadkowi.

Zanik duchowości to nie jedyny wymieniony przez Zdziechowskiego czynnik kryzysowy. Myśliciel wymienia także zgubne konsekwencje rozwoju nauk przyrodniczych, ubóstwienie postępu, które to zjawiska z czasem doprowadziły do zakorzenienia się w ludzkiej świadomości sceptycyzmu i nihilizmu filozoficznego, pod nazwą relatywizmu. Wbrew twierdzeniom o zgodności nauki z religią – pisał – nauka, zwłaszcza zaś rozkwit nauk przyrodniczych, stwarzała atmosferę, w której rozwiewały się i znikały stare wierzenia. 

Podobnie jak Ortega y Gasset, Zdziechowski widzi rozkład demokracji. Prowadzi ona lud do ogłupienia, powoduje obniżenie poziomu moralności. Idea demokratyczna uległa w wieku XX zwyrodnieniu. Przeistoczyła się w tyranię, zniszczyła wolność i godność. Tłumem manipulują jednostki i grupy, wykorzystując mechanizmy demokratyczne do własnych interesów. Wyczerpanie się idei demokratycznej to jeden z czynników upadku zachodniej demokracji.

W odczycie zatytułowanym Duchowa podstawa walki z bolszewizmem Zdziechowski mówił: Gdyby najazdem, który nam grozi, kierowały namiętności czysto ludzkie, jak żądza wojny i zdobyczy, rozkosz potęgi i rozkosz używania, sądzę, że Europa zdołałaby się oprzeć nieprzyjacielowi. Ale motorem wprowadzającym weń owe żywioły zniszczenia jest moc nie z tego świata. (...) A od owej mocy, która nie z tego jest świata, idą emanacje, od których krew ścina się w żyłach, jak gdybyśmy poczuli dotyk czegoś obcego, obrzydliwego, mrożącego; jedni tej ciemnej mocy pokłonili się i wprawia ich to w szał opętania, inni stoją w unieruchomieniu, w hipnotycznym bezwładzie, czekając aż znajdą się w paszczy potwora.

Zdziechowski widział jednak komunizm nie tylko w ryku piekielnych trąb, w towarzystwie apokaliptycznego ognia i oparach siarki. Więcej jeszcze niż terror uderza w rządach sowieckich, w bolszewictwie jałowość i nuda – nuda granicząca z obłąkaniem; nuda beznadziejna, bezlitosna, zabijająca powoli wszystko co żyje. Tak, komunizm – wiemy to, bo w odróżnieniu od Zdziechowskiego przeżyliśmy ten system – był zwykłym, cichym, odrażającym spsieniem i znijaczeniem, beznadziejnością pozbawioną lucyferycznego piękna i światowego rozmachu. Spełniał się nie w globalnym podboju i królestwie triumfującego zła, ale w złu codziennej, marnej, prowincjonalnej, pozbawionej godności egzystencji. Okazuje się, że w latach 30. było to do przewidzenia przez wybitny umysł. Ale młoda wileńska inteligencja, jak wspomina Miłosz, nie chciała wtedy o tym słyszeć. Niektórzy przesłania Zdziechowskiego nie zrozumieli do dziś.

Jako badacz zła, dostrzegał je ze szczególną ostrością w rewolucji i komunizmie, które krytykował z pozycji konserwatywnych, jako odwołujące się do najniższych instynktów i namiętności, depczące religię i moralność.

Zdziechowski widzi rozkład demokracji. Prowadzi ona lud do ogłupienia, powoduje obniżenie poziomu moralności. Idea demokratyczna uległa w wieku XX zwyrodnieniu. Przeistoczyła się w tyranię, zniszczyła wolność i godność. Tłumem manipulują jednostki i grupy, wykorzystując mechanizmy demokratyczne do własnych interesów. 

 

Uwagi

Powrót do strony głównej