Minęła właśnie 90. rocznica urodzin Bolesława Micińskiego.

Ożywcza myśl o śmierci

Beata Machnik

Świadectwem upadku kultury zachodniej jest zanik wyobraźni eschatologicznej. Bóg, niebo, piekło, czyściec – te „słowa” stały się nawet dla tych, którzy wierzą, abstrakcją i dlatego ludzkość niespokojna, pozbawiona orientacji, zeszła, stąpając po omacku, w świat ciemności i kurzu – pisał Bolesław Miciński na marginesie rozważań dotyczących wyobraźni barokowej. Cytat ten nie jest przypadkowy. Pojawiają się w nim bowiem hasła-klucze sygnalizujące główne motywy twórczości Micińskiego, którego Jerzy Kwiatkowski nazwał „jedną z bardziej błyskotliwych inteligencji Dwudziestolecia”. Minęła właśnie 90. rocznica urodzin Micińskiego. Warto spojrzeć w niezbyt odległą przeszłość, by przekonać się, jak kilkadziesiąt lat temu polska inteligencja oceniała rzeczywistość w różnych jej przejawach. Miejmy nadzieję, że ów „eksperyment” okaże się ciekawy, może nawet pouczający...

CENA TWORZENIA

Miciński urodził się 23 kwietnia 1911 roku w Mokrej na Podolu. Należał do pokolenia, które bardzo wyraźnie zaistniało w polskim życiu literackim minionego stulecia. Wśród twórców, krytyków i badaczy tego pokolenia znaleźli się m.in. Kazimierz Wyka, Ludwik Fryde, Gustaw Herling-Grudziński czy Artur Sandauer.

Bolesław Miciński studiował w Uniwersytecie Warszawskim – najpierw historię sztuki, następnie filozofię. Pracę magisterską z estetyki - Deformacja rzeczywistości w sztuce - pisał u prof. Tatarkiewicza. Jako dwudziestolatek zadebiutował cyklem wierszy, które złożyły się potem na tomik poetycki – pierwszy i zarazem ostatni. Z tego okresu pochodzą jego znamienne słowa dotyczące powołania artysty. Skierował je Miciński do Iwaszkiewicza, z którym korespondencyjnie dzielił się swymi przemyśleniami. Nie brak tu patetycznych formuł i romantycznych deklaracji: człowiek, który chce być artystą – pisze Miciński – sam płaci za to, i to płaci bardzo drogo – całym życiem. I dalej: Za cenę tworzenia traci całą radość życia, traci to, co przesłania nam całą straszność Istnienia: miłość – (w innym człowieku kocha tylko hipostazę swego „ja”). Dalsze słowa listu odzwierciedlają obawę młodego Micińskiego przed utratą poczucia rzeczywistości, wypartego przez fikcję i siłę wewnętrznych doznań. Zresztą już w tym momencie Miciński nie chce mówić o sobie jako o poecie. Uważa nawet, że oślepł, ogłuchł i stracił mowę. Poezja nie będzie zatem drogą jego twórczych poszukiwań, chociaż w późniejszych tekstach niejeden raz do głosu dojdzie poetycka wrażliwość autora.

„TAK” DLA ŻYCIA

W 1932 roku Miciński obejmuje dział teatralny w dwutygodniku artystyczno-literackim „Zet”. Zarówno jego recenzje ze spektakli, jak i teksty krytyczne stanowią dowód wielkiej fascynacji Micińskiego „znakomitą pracą” (jak sam pisze) St. I. Witkiewicza Nowe formy w malarstwie. Całymi ustępami cytuje autora teorii Czystej Formy, „zaraża” czytelników swą namiętnością, jaką darzy „irrealizm”, przypadkowe doznania „perwersji artystycznej” podczas oglądania sztuk realistycznych z innej perspektywy – np. zza kulis czy przez szparę w zasłonie dzielącej scenę od garderoby artystów. Wśród „tematów istotnych”, poruszanych na łamach czasopisma, znajdują się również dyskusje dotyczące charakteru, jaki powinien mieć teatr, jego funkcji społecznych i artystycznych. Współpraca Micińskiego z „Zet” trwa do 1934 roku. Rok później rozpoczyna on pracę w tygodniku „Prosto z mostu”, gdzie prowadzi dział krytyki oraz recenzji poetyckich.

Jest to czas, w którym jego „wirtuozersko-kapryśne pióro” (jak pisze J. Kwiatkowski) ma szansę wydobyć na światło dzienne przemyślenia dotyczące nie tylko aktualnego życia literackiego czy teatralnego, ale i polityki, filozofii, estetyki, a nawet psychologii. W 1937 roku ukazuje się pierwsze wydanie esejów Podróże do piekieł. Znajdujemy tu odwołania do wielowiekowej tradycji humanistycznej, wyznaczanej przez losy bohaterów biblijnych, mitologicznych oraz tych, których wykreowała literatura na przestrzeni stuleci. Eseje Micińskiego dotykają również kwestii obecnych w tradycji filozoficznej. Jak sam pisze w jednym z listów do Iwaszkiewicza, Podróże do piekieł powstawały w chwilach dużego dyskomfortu psychicznego. Wtedy właśnie pojawiała się pokusa pesymistycznego zamknięcia całego cyklu, zakończenia go jednym wielkim NIC. Ostatecznie jednak książka kończy się afirmacją życia. Pisze Miciński: Ja przecież po to ciągle mówiłem na przestrzeni 6 szkiców: NIC – żeby właśnie wyciągnąć jak najwyżej, wywindować te najprostsze elementarne zasady życiowe. Kant – nic, modlitwa – nic, ale elementarne zasady życiowe: TAK. Ton listu, w którym autor prostuje nieprawidłową jego zdaniem interpretację Iwaszkiewicza, przenika gorączka i rozedrganie myśli. Trudne do jednoznacznej oceny kwestie filozoficzne owocują obfitą korespondencją i kolejnymi esejami.

ARTYSTA I „KONSUMENT”

Jesienią 1937 roku Miciński wraz z żoną wyjeżdża do Francji, gdzie przygotowuje się do pisania pracy doktorskiej o Wiktorze Cousin. Praca ta nigdy nie została ukończona, a jedynym dowodem poszukiwań Micińskiego stał się esej Dyliżans filozoficzny. Po pięciu miesiącach spędzonych w Grenoble autor Podróży do piekieł przenosi się do Paryża. Spotyka tam wielu polskich malarzy, m.in. Józefa Pankiewicza, Jana Cybisa czy Jacka Żuławskiego. W jednym z listów do Władysława Sebyły pisze następujące słowa: Zaczynam wsiąkać w malarstwo. Najwięcej to może Rembrandt, Chardin, pejzaże Rubensa, Goya, Guardi, Claude Lorrain. Ale to dopiero jest ciągłe jeszcze przemywanie oczu, jak powiedział Cybis. Na temat sztuki Miciński wypowiadał się już wcześniej na łamach „Wiadomości Literackich”, „Miesięcznika Literatury i Sztuki” oraz „Prosto z mostu”. Sporo uwagi poświęcał wówczas dyskusji na temat kryteriów estetycznych, a także niezwykle żywotnym w tamtym czasie kwestiom formy i treści. Czytając niektóre szkice Micińskiego po blisko 70 latach od momentu ich powstania, napotykamy niekiedy fragmenty przypominające dysputy współczesnych nam krytyków: (...) szybki i rabunkowy rozwój [form artystycznych – B.M.] stworzył większą niż kiedykolwiek przepaść między artystą a tzw. „konsumentem”, który w ogromnej większości rozumuje dziś jeszcze kategoriami nieartystycznego naturalizmu (...). Ówczesny „konsument” szukał więc w sztuce przede wszystkim naśladowania rzeczywistości, a źródłem jego zadowolenia było duże podobieństwo dobrej kopii do oryginału. Eksperymenty twórców Dwudziestolecia niekoniecznie spotykały się z entuzjazmem publiczności. Sytuację powszechnego niezrozumienia pogłębiał brak rozsądnej krytyki, swoistego pomostu między twórcą a owym skostniałym, rozkochanym w dziewiętnastowiecznych przedstawieniach konsumentem. Przeżywamy dziś istną inwazję teorii estetycznych, których autorami są artyści, teorii o systemicznych ambicjach i maksymalistycznych aspiracjach – pisał Miciński. Z jednej strony nierozumiany twórca awangardowy, z drugiej publiczność ceniąca sztukę przemawiającą „prosto w serce”, ogarnięta organicznym wprost wstrętem do minimalnego wysiłku intelektualnego.

POŚPIECH UMIERAJĄCEGO

Fot. Stefan Ciechan

Po powrocie z Francji Miciński zostaje asystentem na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. W tym czasie pracuje też jako kierownik literacki w dziale prozy Polskiego Radia. Po wybuchu wojny ponownie wyjeżdża do Francji. Nasila się wówczas nękająca go od wczesnej młodości gruźlica. W liście do Jerzego Stempowskiego pisze: Choroba każe myśleć o „rzeczach ostatecznych”. (...) Nic tak nie ożywia człowieka jak myśl o śmierci. O umieraniu pisze Miciński coraz częściej. Obok osobistych rozważań pojawiają się refleksje na temat zagłady wojennej. Śledząc rozwój wydarzeń na arenie polityki międzynarodowej kreśli wizje dotyczące przyszłości: Przeciętny czytelnik gazet, który marzy o przyszłości, o Warszawie, ze zgrozą widzi lęgnący się w czasach, które idą – z kurzu zlepiony, groźny cień powszechnej nieufności. I dalej: Gdyby nawet Bóg w swojej niewymiernej łasce zwrócił nam czasowo cofnięte dobra, tak jak zwrócił Hiobowi rodzinę, wielbłądy i owce, nie będziemy się czuli bezpieczni ani pewni, ani szczęśliwi. Z niepokojem będziemy oczekiwać nowych, niespodziewanych ciosów.

Eseistyka Micińskiego bywa często porównywana z twórczością Stempowskiego i Vincenza. Starannie wykształceni, duchowo zakorzenieni w kulturze opartej na tradycjach antycznych, jednocześnie obserwujący upadek dawnego świata. 

Literackie wypowiedzi Micińskiego przesyca świadomość czasu będącego dobrodziejstwem, ale i wyzwaniem. Jego emigracyjna korespondencja zawiera następujące wyznanie: Mam to nieszczęsne usposobienie, że zbyt łatwo czuję się szczęśliwy i dlatego tak mało w życiu zrobiłem. Może jednak to niespieszne poznawanie ludzkiej natury było niezbędne do głębszego wniknięcia w prawdziwe sensy bytu? Czyż nie były uzasadnione jego wątpliwości dotyczące pośpiechu współczesnego człowieka? Martwią mnie ludzie – pisał do Stempowskiego – którzy wciąż bredzą o „nowych prądach”, „nowych perspektywach” – Sofokles i Bach są jeszcze tak mało znani, a ludzie chcą już nowości. Obrzydliwy pośpiech tak znamienny dla społeczeństw totalistycznych nie jest – jak sądzę – wyrazem „młodości” czy „dynamizmu”, jest to pośpiech umierającego, który wie, że ma mało czasu. 

Miciński zmarł w 1943 roku, mając 32 lata.

Pisze Miciński: Ja przecież po to ciągle mówiłem na przestrzeni 6 szkiców: NIC – żeby właśnie wyciągnąć jak najwyżej, wywindować te najprostsze elementarne zasady życiowe. Kant – nic, modlitwa – nic, ale elementarne zasady życiowe: TAK.

 

Uwagi

Powrót do strony głównej