 |
Poprosiliśmy kilku uczonych o komentarz do dedykowanego im
wiersza
Czesława Miłosza. Powstała w ten sposób rozmowa uczonych z poetą
jest rzadkim przypadkiem dialogu świata nauki ze światem kultury.
Red.
 Z Archiwum KUL |
Czesław Miłosz UCZENI
Piękno przyrody jest podejrzane.
No tak, przepych kwiatów.
Nauka dba o pozbawianie nas iluzji.
Nawet nie wiadomo, czemu jej tak na tym zależy.
Walki genów, cechy zapewniające sukces,
Zysk i strata.
Jakim językiem, na Boga, przemawiają ci ludzie
W białych kitlach? Karol Darwin
Czuł przynajmniej wyrzuty sumienia
Ogłaszając swoją teorię, jak mówił, diabelską.
A oni co? Ich to przecie pomysł:
Posegregować szczury w osobnych klatkach,
Posegregować ludzi, niektóre ich gatunki
Odpisać na genetyczne straty oraz wytruć.
„Pycha pawia jest chwałą Boga” – pisał William Blake.
Kiedyś cieszyło nam oczy
Bezinteresowne piękno, z samego nadmiaru.
A co nam zostawili? Tylko rachunkowość
Kapitalistycznego przedsiębiorstwa.
|
PORAŻKA UCZONYCH
Myślę, że bardzo trudno dyskutować z poglądami wyrażonymi
językiem poezji, gdyż są one przedstawione nieprecyzyjnie. Ja na przykład nie
jestem pewien, czy rozumiem, jakiż to zarzut stawia uczonym Czesław Miłosz. Bo
czyż chęć poznawania świata i wyrażania wyników tego poznawania w języku liczb
może ktoś uznawać za naganną?
Ograniczę się więc tylko do stwierdzenia, że sam fakt pojawiania
się w społeczeństwie takiego spojrzenia na działalność uczonych jest dowodem
porażki uczonych, którzy – zajęci swoimi sprawami – w większości nie dbają o to,
aby przybliżać ludziom tajniki i cele swej działalności. To lekceważenie dialogu
ze społeczeństwem prowadzi także w szybkim czasie do marginalizacji nauki i
obcinania na nią nakładów, czego doświadczamy w ostatniej dekadzie w Polsce.
Andrzej Kajetan Wróblewski, fizyk
PRAWO POPYTU
Rozumiem niepokój Czesława Miłosza o to, że ogarnięci ideą
postępu naukowego i technicznego, możemy zagubić najważniejsze wartości, nawet
nasze człowieczeństwo. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że ci w „białych kitlach”
tkwią w określonej formacji kulturowej, formacji, w której coraz silniej
dominuje nastawienie utylitarne. Ma to związek ze stałym poczuciem niedosytu,
umiejętnie stwarzanym w społeczeństwie przez system ekonomiczny, nastawiony już
nie tyle na zapewnienie w miarę powszechnych warunków godziwego życia, ale na
maksymalizację zysku. Za to się płaci uwikłaniem w „wyścig szczurów”,
instrumentalnym traktowaniem człowieka, degradacją środowiska oraz kurczeniem
się miejsca i wrażliwości na „bezinteresowne piękno, które kiedyś cieszyło nam
oczy”. Dzisiejsza nauka zeszła z piedestału, stała się elementem tego systemu,
który generuje określony popyt. Dostosowują się do niego również naukowcy,
których byt i możliwość pracy od tego popytu coraz bardziej zależy. Lawina bieg
od tego zmienia – pisał w innym miejscu Miłosz – po jakich toczy się kamieniach.
Jest też jednak prawdą, że ludzie nauki często ten popyt stymulują iluzjami
szczęśliwego społeczeństwa, do którego powstania właśnie oni walnie się
przyczyniają.
Andrzej Paszewski, genetyk
PIĘKNA SĄ DWA
Piękno, które widzi poeta jest innym pięknem niż to, które na co
dzień spotyka uczony. Jedno z drugim nie koliduje, jedno drugiego nie wyklucza.
Piękno nauki to radość z odkrycia czegoś nowego, zrozumienia świata, który nas
otacza, zobaczenia porządku w pozornym chaosie. Piękno to także prostota
zjawisk, którą odkrywamy, gdy je zrozumiemy. A wieczorem uczony siada z uczoną i
zachwycają się oboje Vivaldim, śpiewem słowika i wierszem Miłosza.
Magdalena Fikus, genetyk
ODWROTNY KIERUNEK
Pan Miłosz identyfikuje uczonego ze swoim wyobrażeniem uczonego;
zjawisko dość powszechne, zwłaszcza w sytuacji polemiki. Myślę, że pan Miłosz ma
świadomość tej sprawy, ale skorzystał z licentia poetica, więc jest
usprawiedliwiony.
Uczonych inspiruje do badań piękno obiektu, potem ciekawość.
Natura maxime miranda in minimis – głosili moi poprzednicy, a rówieśnicy
Darwina, którego Miłosz przywołuje w wierszu. Freud powiedziałby zapewne, że
jest to niezaspokojony pociąg seksualny do pięknej kobiety. Odpowiednio, teoria
musi być piękna, aby mogła być prawdziwa (opinia któregoś ze znanych fizyków
teoretyków).
Wiersz wyraża feministyczny pogląd na świat, wg którego chaos to
piękno, a uporządkowanie i prostota to brzydota. Jeżeli nie jest to widzenie
feministyczne, to w każdym razie Miłoszowe w tym wierszu.
„Posegregować szczury w osobnych klatkach” – nie jest pomysłem
uczonych, ale „szarych ludzi” i polityków. To oni – „szarzy ludzie” i politycy –
wymyślili rasy i Oświęcim, oni domagają się od uczonych określenia „od kiedy
zaczyna się człowiek”, koniecznie chcą wiedzieć, czy będzie syn, czy córka, na
długo przed urodzeniem (a czy aby będzie zdrowa??); czy mózg jest męski, czy
kobiecy; czy mleko szkodzi, czy też pomaga; czy wróbel jest pożyteczny, a może
szkodliwy; czy kret jest wrogiem, czy przyjacielem farmera itd. itd. Dla zoologa
kret jest ssakiem owadożernym i niczym więcej.
Od zarania dziejów właściciele i dysponenci środków materialnych
oczekiwali od uczonych służalczości. Za naszych czasów zadaniem uczonych było
posegregować rzeczy na te, które służą klasie robotniczej, oraz te, które służą
tym obrzydliwym burżujom i krwiopijcom. Od kilku lat (mowa o Polsce), uczony ma
nauczać, jak zdobyć sukces (dlatego zakłady fryzjerskie nazywają się teraz
instytutami lub studiami, a wiejskie szkoły prywatne „wyższymi uczelniami”,
oczywiście biznesu, bankowości i zarządzania). Strategia i taktyka, straty i
zyski, i cała ta bankowa rachunkowość weszła do nauki z „zewnątrz”, czyli
migracja jest dokładnie odwrotna niż sugeruje Miłosz. Uczony to, niestety, też
człowiek, też ma żonę i dzieci, a może nawet teściową, i trudno mu się dziwić,
że segreguje szczury w osobnych klatkach, chwali tępotę i brzydotę, bogactwo i
„różnorodność” supermarketów, oraz wielbi bankowość w złudnej nadziei, że ze
stołu spadnie mu choć okruch tego, co spożywa prezes banku.
Jan Koteja, entomolog
POZNANIE JEST TREŚCIĄ ŻYCIA
Ten utwór wydaje mi się niepoetycki, a przy tym naiwny i, co
gorsza, nienowy. W podobnym duchu pisało już tak wielu poetów! Ewa Lipska,
czeski poeta Miroslav Holub czy niemiecki Gottfried Benn robili to o wiele
ciekawiej, nie odchodząc jednak od liryki i nie korzystając ze stylistyki
populistycznej. Utwór Uczeni nie pozostawia czytelnikowi furtki
interpretacyjnej, nie porusza, nie chce też być głosem w dyskusji. Stawia tezę
tonem nie znoszącym sprzeciwu, co zresztą u Miłosza nie jest rzadkością.
Trudno mieć do autora pretensje, bo zapewne nigdy nie doznał
wstrząsu intelektualnego czy emocjonalnego, związanego z poszukiwaniem naukowym
i odkryciem w biologii, fizyce. A jest to zawsze przeżycie niezwykłe,
poruszające, wywołujące dreszcze, napawające radością i nadzieją. Autorowi
wydaje się, że naukowiec to zimny kalkulator. Sądzi, że pod pokrywą piękna
(rzekomo bezinteresownego; pycha pawia służy przecież bardzo interesownym celom)
nie znajduje się nic, co można pięknem nazwać. Uważa, że istotą nauki jest jej
warsztat laboratoryjny i szufladkowanie, tu uwypuklone jako atrybuty główne, a
następnie przemysł.
Najlepiej przedstawił antytezę tych twierdzeń Ludwik Pasteur,
który mawiał, że uczony, wychodząc z pracowni, zostawia fartuch na wieszaku.
Miłosz odbiera nauce wartości humanistyczne, a pomija fakt, że za skutki
cywilizacyjne odkryć można winić tylko tych, którzy z nauką nie mają nic
wspólnego: polityków i handlarzy, czasem dziennikarzy żądnych bezrefleksyjnej
sensacji. To oni napędzają machinę dehumanizacji, oni kupują dusze naukowców.
Oni czynią wojny i sypią hałdy, które nie wypięknieją od wysiewania łąki.
Poznanie jest treścią życia ludzkiego. Wie o tym matka, która
obserwuje dziecko, z pasją wydzierające żyłki z liścia. Widzi wtedy piękno
niesentymentalne, nagie, ale z tego powodu trudne do opisania. Miłosz także wie,
że piękno przyrody nie zawiera się w przepychu kwiatów, a jednak nie dostrzega,
jak niewielu ludzi porywa nuda ładności powierzchownej, standardowej,
górnolotnej. Modernizm pogrzebał estetykę tego rodzaju, wyczerpując moc jej
resztek. Po co do tego wracać?
Piotr Müldner-Nieckowski, lekarz, poeta
PRAWDA I DEZILUZJA
Czesław Miłosz trafnie ujął naukowe wyjaśnienia cech, które
poeci i mistycy traktowali jako przejaw bezinteresownego piękna przyrody –
uczynionej przez Stwórcę tak, by radowała ludzkie oczy (tymczasem, według
biologa, powabnia kwiatów służy wabieniu owadów zapylających, a więc
propagowaniu własnych genów; ogon pawia to wynik doboru płciowego). Być może
podobne rozgoryczenie na astronomów mogłoby wypłynąć z odkryć, że gwiazdy to nie
diamentowy pył rozrzucony po firmamencie, a Księżyc to nie Srebrny Glob, lecz
martwe i niegościnne ciało niebieskie, zaś Wenus, to nie romantyczna Gwiazda
Zaranna, lecz kula gorących skał spowita oparami kwasu siarkowego. Serce to nie
siedlisko uniesień duszy, lecz mięsista pompa -medycyna zredukowała je ze sfery
ducha do problemów hydrauliki... Przykłady można by mnożyć bez końca. A dlaczego
nauce tak zależy na odzieraniu nas z iluzji? Po części dlatego, że człowiek jest
istotą ciekawą, szuka prawdy o świecie. Niektórzy poprzestają na prawdach
kojących, psychologicznie wygodnych i przyjmują wizje zakorzenione w długich
tradycjach kultury. Inni chcą odrzeć rzeczywistość z takich zasłon i dotrzeć do
prawd empirycznie weryfikowalnych, mówiących coś o obiektywnym świecie
(choćbyśmy się mieli w nim czuć mniej beztrosko i przytulnie). Inna motywacja
jest praktyczna – żeby przedłużyć człowiekowi życie, kardiolog musi znać
anatomię i fizjologię serca jako narządu, a nie tylko „współczuć choremu całym
sercem”. Podobnie biologia ewolucyjna ma fundamentalne znaczenie praktyczne: od
zrozumienia naszych własnych – niekiedy społecznie lub indywidualnie szkodliwych
– zachowań (i ich genetycznych determinant) po walkę z chorobami, których
zarazki nabywają w procesie doboru naturalnego oporność na dotychczasowe leki.
Karol Sabath, paleontolog
|