 |
W swoim dzienniku lektur, pisanym z felietonową swadą, Tomasz Burek
przeciwstawia się arcydziełom z plastiku wyrosłym w aksjologicznej pustce,
choćby zostały namaszczone przez dobrze oświecone areopagi. Stawia na literaturę zmuszającą do wysiłku, która odwołuje się do niesezonowych wartości.
Jerzy Modrzewski
Tomasz Burek zawsze był liczącym się krytykiem literackim, począwszy od Zamiast powieści (1971) i Dalej aktualne (1973), poprzez Żadnych marzeń (1987) i publikacje w „Kulturze Niezależnej”, po udział w znakomitych audycjach Iwony Smolki Tygodnik literacki w programie II Polskiego Radia, tom esejów Dzieło niczyje (2001) i cykl felietonów w „Gazecie Polskiej”, publikowanych z nadtytułem Dziennik kwarantanny. Felietony te, których tematem jest prawie wyłącznie literatura, ukazały się właśnie pod jedną okładką.
ZANIK METAFIZYKI
Tomasz Burek, jak napisał Ryszard Nycz, należy do rzadkiego gatunku krytyków, którzy dopracowali się własnego poglądu na literaturę oraz wyrazistych i stanowczo formułowanych kryteriów jej oceny. Wyrazistość cechuje być może większą liczbę krytyków, przy czym różnica polega na tym, że wielu z nich w sposób wyrazisty rozmywa kryteria oceny literatury i w sposób wyrazisty przyłącza się do chóru. Burek ma własne zdanie, często idąc pod prąd mód i wyroków ferowanych przez salony. Dziennik kwarantanny jest tego zjawiska odzwierciedleniem. Pisząc np. o Nagrodzie Nobla dla Szymborskiej krytyk zauważa, że jej poezja „odbija rzeczywistość przybrzeżną”. Pod spokojną, wygładzoną powierzchnią silniejsze czasem płyną prądy i jest jakaś głębia, ale nie jest to głębia niedosiężna. Uhonorowano dzieło wybitne, ale mieliśmy zdecydowanie lepszych twórców, których nie doceniono. Akademia Szwedzka przyznając nagrodę pominęła tych pisarzy polskich, których Burek zalicza do pracowników bezkresnego morza, ryzykujących każdym niemal wierszem i słowem własny komfort psychiczny, reputację i utratę przyjaciół – dla zasad. Którzy to pisarze? Herling-Grudziński, Różewicz, Herbert. Gdy nagradzano Szymborską, wszyscy oni jeszcze żyli. Dziś z tej trójki pozostał wśród nas tylko Różewicz.
Byłem zainfekowany i teraz przechodzę fazę odtruwania się – tak autor tłumaczy tytuł swej książki. Kwarantanna dotyczy wszak nie tylko krytyka, ale samej literatury i refleksji o niej. Wydaje mi się, że można by tę chorobę nazwać utratą poczucia rzeczywistości i że dotyczy ona nie tylko mnie – dodaje Tomasz Burek. W wieku XX nastąpił w literaturze odwrót od esencji ku egzystencji, od bezwzględnej prawdy do czasowości i względności, od człowieka wiecznego do człowieka konkretnego. Krytyk powinien pobudzać literaturę, podsuwać jej idee, zachęcać do mówienia prawdy. Tymczasem mamy dziś do czynienia z modą na literaturę wyizolowaną z życia wspólnoty, bezideową (czytaj: bezmyślną), z modą na układanie pięknych zdań bez treści. Afirmując coraz silniej wartości czasowe, uwarunkowane, względne, przemijające, „sezonowe”, człowiek nowoczesny utracił niepostrzeżenie grunt pod nogami i poczucie realności życia. Sztuka XX wieku ufundowana została na braku odwołania do absolutu, na zaniku metafizycznej sankcji. To jest punkt wyjścia, z którego Tomasz Burek ogląda w Dzienniku kwarantanny literaturę polską i obcą, poezję, prozę, dramaturgię i eseistykę. Krytyk tępi praktykę rozpuszczania klasycznych i nowoczesnych wartości w niepełnowartościowej, lekkostrawnej papce, efektowne kombinacje wszelakiej wtórności', 'literaturę pomniejszoną', 'kreowanie prawdy' zamiast żmudnego jej łowienia i roztrząsania. Przykłady? Siostra Małgorzaty Saramonowicz, Francuski testament Andrei Makine, Dom dzienny, dom nocny Olgi Tokarczuk, Dunaj Claudio Magrisa, Esther Stefana Chwina, Czarna Wenus Angeli Carter. Książki wielokrotnie komplementowane przez krytykę Burek dezawuuje i odrzuca. Mówiąc o kiczu, powtarza za Hermannem Brochem, że nie jest on (kicz) produkowany przez niezdolnych i nieudolnych producentów. Kiczownik to etyczny nikczemnik, lubownik pustoty. Ten, który palące pytania człowieczej duszy ośmiela się zaspokajać używkami. Mówiąc o New Age przypomina Burek refleksję brytyjskiego religioznawcy Johna Drane’a, który porównał ten nurt kulturowy do odkurzacza, wsysającego i bezładnie mieszającego wszystko, co napotka. Zdarza się, że dochodzi do spotkania obu tendencji. Pisząc o książce Olgi Tokarczuk Dom dzienny, dom nocny autor mówi o zbliżeniu między orientacją mentalną wyznawców Nowej Ery a komercyjnym bądź ideologicznym kiczem.
WŁAŚCIWA DROGA
Czy literatura współczesna upadła? Czy nie istnieją już realizacje, które krytyk jest w stanie zaakceptować? Jakie są pozytywne punkty odniesienia? Przede wszystkim Herbert. Do jego twórczości powraca Burek wielokrotnie. Kwituje publikacje wierszy poety w czasopismach, docenia autorski wybór w tomie 89 wierszy, nazywając go kanonem liryki Herberta, wreszcie: opisuje ostatni tomik poety Epilog burzy, swoiste pożegnanie Herberta ze światem ziemskim, wejście w kontakt z duchami przodków, świadectwo choroby, cierpienia, bólu. Określa go jako zestrajający w jedno wątki: narodowy, antyczny i eschatologiczny. Po śmierci poety Burek przepowiedział nadciągającą burzę i tak się rzeczywiście stało. Próby zdyskredytowania poety i jego wyborów moralnych to jeden z ciemniejszych epizodów naszej okołoliterackiej publicystyki.
Ważnym wątkiem tej książki jest wątek konwersji, za którego patronów obiera Burek Stanisława Brzozowskiego i Andrzeja Kijowskiego, błądzących i trafiających wreszcie na właściwą drogę. Ich przemiana, powrót na grunt metafizyczny, zakorzenienie w Absolucie i zwrot ku wielkiej tradycji chrześcijańskiej stały się zapewne wzorem konwersji autora Dziennika kwarantanny. Andrzej Kijowski to zresztą jedna z najważniejszych postaci książki Tomasza Burka. Przed laty autor dzienników, intelektualista osobny i człowiek przemieniony, dziś patron ważnej nagrody i punkt odniesienia dla twórców, którzy tę nagrodę otrzymują.
Pamiętnik Brzozowskiego interpretuje Burek jako przygotowanie do spowiedzi i przyjęcia ostatnich sakramentów, surowy obrachunek Brzozowskiego z kulturą nowożytnych złudzeń, radykalizmem postępu, prometejskim projektem urządzenia ludzkości, russoistyczną utopią człowieka z natury swej bezwzględnie dobrego, doktrynerstwem reformatorów. Trzecim ogniwem tego łańcucha staje się Gustaw Herling-Grudziński, nie z powodu jego drogi życiowej, która ułożyła się prościej niż w przypadku Brzozowskiego i Kijowskiego. Herling jest trzecim przykładem intelektualisty o lewicowym rodowodzie, który swe twórcze życie oddał sprawie zaświadczania prawdy, i wierny był jej od Innego świata po ostatnie swoje teksty.
SUGESTYWNA PROMOCJA
Pozytywne punkty odniesienia, to także książki Stanisława Czycza, głównie Nie wierz nikomu, oraz trylogia Janusza Krasińskiego Na stracenie, Twarzą do ściany, Niemoc. Rzadko się zdarza, by krytyk literacki z takim zaparciem i tak sugestywnie promował dzieła powszechnie notowane na marginesie głównego nurtu. Podoba mi się, gdy Burek odrzuca dogmatyczne przekonania młodszych krytyków, jak m.in. Jerzy Sosnowski czy grupa związana z katowickim 'FA-artem', którzy mówią: 'tak już dzisiaj nie można pisać', 'taka literatura już nigdy nie wróci', 'ten wzorzec narracji uległ bezpowrotnie wyczerpaniu' itp. Determinizm rozpanoszył się w myśleniu młodych krytyków i nie daje im rozwinąć skrzydeł. Są przekonani o nieuchronności procesów literackich i kulturowych, które, być może, okażą się tylko ślepym korytarzem.
Spośród powieści lat 90. napisanych przez młodszych autorów wybiera Burek Madame Antoniego Libery. Nareszcie powieść – woła – którą po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czytałem płonąc naiwną ciekawością. W innym tekście, powracając do Libery, umieszcza jego powieść w ciągu: Próchno W. Berenta, Pałuba K. Irzykowskiego, Henryk Flis S.A. Muellera, Sam wśród ludzi S. Brzozowskiego i Ozimina W. Berenta. Utwory te otwierały wiek XX w oryginalny i zarazem subtelny sposób, kończą go zaś dwa dokonania: Nie wierz nikomu Czycza, najlepsza powieść o stalinizmie w Polsce, i właśnie Madame. Nie koniec to jednak listy utworów, które przypadają do gustu autorowi Dziennika kwarantanny. Z uznaniem odnotowuje on także Zmierzchy i poranki Piotra Szewca, poezje i eseje Wojciecha Wencla oraz eseistykę Andrzeja Horubały, Pawła Lisickiego i Cezarego Michalskiego. Felietony Burka przypominają także 'mędrców niewysłuchanych': Nicolę Chiaromontego (który był mistrzem Herlinga-Gudzińskiego), Alberta Camusa oraz Marguerite Yourcenar (autorkę, która potrafi uchronić zaufanie do metafizycznego instynktu literatury).
Felietony pomieszczone w tej książce pozostawiają często niedosyt. To okruchy, których nie sposób traktować jako wyczerpujące eseje. Do niektórych pisarzy czy tematów powraca autor wielokrotnie. Inne kwestie rozbłyskają raz, by zniknąć i więcej się nie pojawić. Częstym tematem bywa zło: zło sztuki (Andy Warhol), zło wtórności, zło banalne (za Hannah Arendt), płaskie, jałowe, powierzchowne. A do tego modna dziś nuda i melancholia! Obie wyrosłe na pożywce antymetafizycznych nastrojów duchowych. [Marek Bieńczyk] woli pozór od istoty, pustkę od pełni, katalog doznań od tajemnicy wiary? Aniele Stróżu, nie pozwólże swemu Bieńczykowi zadowalać się nie dopitym winem po Baudelairze. A zaraz dalej: Melancholia naszych dni to właśnie zastój, dobrowolna nędza ducha. Ocukrowana trucizna.
Na uwagę zasługuje – jak widać – styl tej książki: nienaganna i piękna polszczyzna, pełna aluzji, ironii, sarkazmu i dowcipu, przepleciona sformułowaniami, których nie używało się u nas dotąd w refleksji o literaturze, np.: Zjawisko: Tokarczuk to muchomor imitujący prawdziwka. Do tego przewrotne tytuły: Miłosz nie wszystko wybacza, Żegnaj, gadatliwy niemowo, Wilhelm Meister w Mieście Kobiet, Duch odkurzacza. Czytajcie więc Tomasza Burka! Tylko, gdzie go dostać?
Tomasz Burek, Dziennik kwarantanny, Wydawnictwo ARCANA, Kraków 2001.
|