Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum „Forum Książki” z roku 2002

Spis treści numeru 4(25)/2001

Józef Mackiewicz marzył o reaktywowaniu historycznego 
Wielkiego Księstwa Litewskiego ze stolicą w Wilnie.

Gdyby żył byłby stulatkiem

Wacław Lewandowski

Setna rocznica urodzin Józefa Mackiewicza minęła z początkiem kwietnia. Do zakończenia „roku jubileuszowego” jeszcze daleko, ale już dziś powiedzieć można, co jest jego najważniejszym wydarzeniem. Solidnie przygotowało się do tego jubileuszu londyńskie wydawnictwo KONTRA, w krótkim czasie wprowadzając na krajowy rynek księgarski trzy Mackiewiczowskie nowości. Pięknie wydane, ujęte w twardą oprawę kolejne tomy Dzieł pisarza nie są bowiem wznowieniami, lecz pierwodrukami w tej wydawniczej serii. Tom 14 jest wyborem tekstów Józefa Mackiewicza z lat 1922-36, tom 15 zbiera utwory z okresu 1937-38, tom 17 przynosi zaś nie drukowaną dotąd i uważaną za zaginioną książkę publicystyczną Prawda w oczy nie kole, napisaną w Czarnym Borze koło Wilna w pierwszych miesiącach 1942 roku. Autor kolportował maszynopis tej pozycji, wypożyczając go zaufanym osobom do przedstawiania i omawiania na konspiracyjnych zebraniach dyskusyjnych. Przez czas jakiś aktualizował książkę, uzupełniając argumentację przykładami najnowszych wydarzeń politycznych – najpóźniejszy z dopisków pochodzi z listopada 1943 roku. Z relacji Józefa Mackiewicza wiadomo, że istniały dwa egzemplarze maszynopisu tej pracy. Jeden z nich krążył w konspiracyjnym obiegu aż do momentu, gdy Jerzy Święcicki, któremu go powierzono, spalił skrypt, spodziewając się rewizji. Drugi egzemplarz pozostał w Wilnie – autor przekazał go dziennikarzowi Januszowi Ostrowskiemu przed swoim wyjazdem do Warszawy. W burzliwym XX wieku, kiedy całe miasta znikały z powierzchni ziemi, trwałość rzeczy tak kruchych jak kartki papieru bywała zdumiewająca. Egzemplarz ocalał. Co ciekawe, od roku 1950 przechowywany był w Bibliotece Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie, prawidłowo skatalogowany jako maszynopis Józefa Mackiewicza. Można zatem mieć pewność, iż nie został usunięty ze zbioru i zniszczony jedynie dlatego, że nikt go aż do lat ostatnich nie wypatrzył ani nie skojarzył nazwiska autora z osobą pisarza, zdeklarowanego wroga Związku Sowieckiego. Kto wie, może to jakiś Litwin-bibliotekarz, znający Mackiewicza i mający dla niego sympatię, opisał nabytek w 1950 roku i skrył pośród innych maszynopisów i rękopisów na kilka dziesięcioleci, by rzecz nie pchała się w niepowołane ręce? Jak było, oczywiście, nigdy się nie dowiemy.

IDEALIZM POLITYCZNYY

Książka o tak „sensacyjnych” losach jest w istocie rodzajem politycznej spowiedzi autora, posądzanego o sympatyzowanie z Litwinami, nawet o kolaborację podczas krótkotrwałej okupacji litewskiej Wilna, kiedy to Mackiewicz wydawał „Gazetę Codzienną”. Najkrócej mówiąc, autor przyznaje się do własnych błędów w ocenie sytuacji politycznej, popełnionych w okresie, gdy żywił nadzieję na realizację „idei krajowej”. Pisano już sporo o „krajowości” pisarza, o jego związkach ideowych z „krajowcami” wileńskimi, przede wszystkim z Ludwikiem Abramowiczem. Ale Prawda w oczy nie kole przynosi liczne dowody na to, że idealizm polityczny Józefa Mackiewicza był o wiele bardziej radykalny i daleki od „realizmu politycznego” niż ideologia „krajowców”. Czarno na białym pisarz tłumaczy (zwłaszcza na str. 8-9, 13-15, 72-73, 84-85, 109-110), że jego „krajowy” program polityczny nie był związany z jakimś nowoczesnym federacjonizmem, lecz był – po prostu – marzeniem o reaktywowaniu historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego ze stolicą w Wilnie. Państwo to miało funkcjonować w politycznym sojuszu z Ukrainą i Polską, nawiązując w ten sposób do tradycji unii jagiellońskiej. Był to zatem program idealistyczny i wybitnie konserwatywny, a jego wyznawca zdaje się być ostatnim polskim pisarzem o świadomości szlacheckiej, jeśli tak nazwać rozumowanie, które bardziej należy do czasów I Rzeczpospolitej niż do dziejów nowoczesnych ziem wschodnich. Mackiewicz deklarował wprost, że czuje się obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego narodowości polskiej, dodając że równie silne poczucie przynależności do tego państwa mogą żywić Litwini, Białorusini, Żydzi, Rosjanie – wszystkie zamieszkujące „kraj” narodowości, o ile uda się powściągnąć – właśnie w imię „idei krajowej” – partykularyzm nacjonalizmów. W „spowiedzi” pisarza tego rodzaju pojęcie „krajowości” nie jest wyznaniem błędu. Błędem politycznym była natomiast nadzieja, że nacjonalizmy uda się ograniczyć, jak i złudzenie, iż odzyskanie Wilna Litwini wykorzystają jako okazję do zwrotu ku tradycji Wielkiego Księstwa. Mackiewicz łudził się bowiem, że zarówno wśród nacjonalistów polskich, jak i litewskich, tradycje szlacheckie są na tyle żywe, by można było powrócić do dawnej unii obojga narodów. Oczywiście, w nadziejach tych szybko się zawiódł. Można też przypuszczać, że deklaracja przynależności obywatelskiej do Wielkiego Księstwa na zebraniach konspiracyjnych, gdzie książkę omawiano, mogła być uznawana za akt renegactwa, a przynajmniej złamania dyscypliny obywatelskiej, co tłumaczy licznie powtarzane przez Polaków-wilnian oskarżenia pisarza o „niewłaściwą postawę” wobec okupacji litewskiej.

Z POWODU PRZEKONAŃ

Idealizm polityczny Józefa Mackiewicza wydaje się – w świetle tej książki-wyznania – bezkresny. Jest to myślenie bardziej przypominające szlachecką dezynwolturę, jakąś fantazję dawnego litewskiego szlachciury przypadkiem przeniesionego w wiek XX i, na zasadzie gniewnego veto!, nie liczącego w politycznym rachunku tych wszystkich zmian w świadomości zbiorowej (zwłaszcza poczuciu narodowym i pojęciu narodu), jakie dokonały się od czasów I Rzeczypospolitej. Bo jakże inaczej potraktować taką np. rewelację: Mackiewicz sugeruje, że mógł z Kowna przedostać się do Europy Zachodniej, jednak nie skorzystał z tej możliwości, skoro dowiedział się, że bolszewicy oddają Wilno Litwinom. Wrócił zatem do ukochanego miasta, mając nadzieję, iż weźmie udział we wskrzeszeniu Wielkiego Księstwa. Dotąd myślano, że pisarz nie otrzymał wizy francuskiej i dlatego nie zdołał Kowna opuścić i dołączyć do grona polskich wychodźców wojennych we Francji, jak uczynił to jego brat, Stanisław. Tymczasem Józef Mackiewicz opisuje w książce trudności z uzyskaniem wizy, ale daje też relację z rozmowy z posłem RP Charwatem, zakończonej pełnym porozumieniem, zatem najprawdopodobniej również uzyskaniem „wizowej” protekcji. Pisarz dopowiada, że nazwisko jego figurowało zarówno na liście wojskowej, jak i dziennikarskiej (mowa o spisach osób, którym organa RP powinny ułatwić ewakuacje), a tylko stanowisko posła Charwata sprawiało, że nie wydawano mu wizy. Skoro zatem nieporozumienia zostały wyjaśnione, można przypuszczać, że Mackiewicz powrócił z Kowna do litewskiego już Wilna wyłącznie z powodu przekonań.
Prawda w oczy nie kole przynosi też skrajnie krytyczną ocenę postawy inteligencji wileńskiej wobec drugiej sowieckiej okupacji Wilna. Autor powiada, z jaką łatwością znane w mieście osoby przystawały na ofertę współpracy z sowieckimi instytucjami czy takimiż organami prasowymi. Miłośnicy Drogi donikąd znajdą tu wiele wskazówek dotyczących klucza personalnego powieści czy ściślej – autentycznych pierwowzorów powieściowych postaci.

Jest też w tej książce ważny rozdział, który autor poświęcił polemice z mitem o „żydowskiej wszechpotędze”, jak i z pojęciem „żydokomuny”, tj. tezą o szczególnej roli Żydów w przewrocie bolszewickim i rozprzestrzenianiu bolszewizmu. Mackiewicz obnaża fałsz i nieporadność poznawczą takiego rozumowania. Rozdział tym bardziej cenny, że argumentami pisarza są brutalnie przejrzyste zestawienia faktów, nie zaś racje moralistyczne.

Z TRADYCJI SZLACHECKIEJ

Dwa tomy wyborów tekstów przedwojennych Mackiewicza również przynoszą rewelacje. Okazuje się bowiem, że – inaczej niż dotąd uważano – w latach 20. pisarz był już autorem poważnych i dojrzałych utworów literackich, nie tylko żurnalistą. W tomie Bulbin z jednosielca zaprezentowano m.in. opowiadania z tych lat, publikowane w wileńskim „Słowie”, które dotychczas uchodziły uwadze „mackiewiczologów”, jako że były sygnowane pseudonimem bądź kryptonimami. Skrupulatny edytor, jakim jest Nina Karsov, przekonywająco owe sygnatury rozszyfrowała i włączyła te wczesne utwory do „Mackiewiczowskiego kanonu”. Dzięki temu „znalazł się” także debiut Mackiewicza na łamach „Słowa” – tekst Z ostępów leśnych Białowieży, z 1922 roku, podpisany pseudonimem Ali.

Oba zbiory pokazują Józefa Mackiewicza jako pisarza należącego do tradycji szlacheckiej, czy – jak kto woli – będącego ostatnim elementem tej tradycji. Widać to nie tylko w tekstach literackich, chętnie nawiązujących do wzoru (i rytmu) szlacheckiej gawędy, lecz także w utworach dyskursywnych, w których pisarz z lubością odnotowuje świadectwa żywotności rycerskiej tradycji szlacheckiej rodzimych ziem, wyrażając nadzieję, że właśnie szlachecka mentalność obywatelska pozwoli kiedyś na odbudowę „kraju” – Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Z obu zbiorów poznamy też Mackiewicza-dziennikarza, przestrzegającego przed komunizmem i zachęcającego do walki z nim, tropiącego komunistyczne agentury, walczącego przeciwko praktykom Polski zurzędniczałej, samowoli starostów i wojewodów, występującego (często z sukcesem) w obronie ludu miejscowego przed urzędniczą głupotą i uciskiem. Mackiewicz-dziennikarz okazuje się także rzecznikiem wzmocnienia militarnego i gospodarczego Polski, zarazem – zwiększenia zakresu wolności obywatelskich.

Zapowiadany jest jeszcze jeden wybór tekstów – tom 16 Dzieł, w którym ma się znaleźć opracowana przez Michała Bąkowskiego najpełniejsza bibliografia Józefa Mackiewicza.
Wszystko to razem jest najpiękniejszym z możliwych sposobów uczczenia 100. rocznicy urodzin pisarza. Wydawcy (i „kuratorowi” spuścizny Józefa Mackiewicza) należą się słowa uznania przede wszystkim za ogrom pracy jednoosobowo podjętej i rzetelnie wykonanej. Pracy pożytecznej – dającej kolejną możliwość lepszego poznania jednego z najwybitniejszych pisarzy polskich.

Józef Mackiewicz, Bulbin z jednosielca, (Dzieł t. 14), Londyn 2001, KONTRA; Józef Mackiewicz, Prawda w oczy nie kole, (Dzieł t. 17), Londyn 2002, KONTRA; Józef Mackiewicz, Okna zatkane szmatami, (Dzieł t. 15), Londyn 2002, KONTRA.

Dr Wacław Lewandowski jest kierownikiem Pracowni Literatury Współczesnej Akademii Bydgoskiej.

 

Uwagi

Powrót do strony głównej