„Forum Książki”
Spis treści numeru 1 (32) 2004

Brak nam rzeczników

Czy będąc krytykiem, można nie być częścią środowiska twórczego? Funkcjonować poza grupą ludzi, których twórczość się krytykuje? Czy można się wyalienować, odgrodzić? Pewnie można, ale to się nie zdarza. Krytycy żyją w świecie artystów, bywają z twórcami po imieniu, są blisko zaprzyjaźnieni, znają nie tylko ich sprawy domowe, ale też często i plany twórcze, ba, bywa że pomagają je realizować. Jak tedy mogą bez preferencji podejść do dzieł, których powstawaniu towarzyszyli, do twórców, których chcą promować raczej niż krytykować? Z rzeczników publiczności stają się więc rzecznikami artystów. Z krytyków - promotorami.

Problem ten jest dziś, być może, mało istotny. Dotyczy bowiem tylko wąskiej grupy artystów i ich dzieł, tych mianowicie, którzy tworzą poza marginesem kultury popularnej, będącej obecnie głównym nurtem naszej cywilizacji. Produkty - bo nie dzieła - powstające w tym głównym nurcie, nie potrzebują krytyki, a jedynie właśnie promocji. Nie ma zwyczaju, by rozbierać krytycznie popularne powieści, piosenki czy programy telewizyjne. Nie byłoby odbiorcy takich tekstów. Może jedynie filmy popularne bywają jeszcze krytykowane, choć niewielu już to interesuje. Na filmy chodzi się raczej ze względu na reklamy niż recenzje.

Produkty popularne wymagają reklamy, bez niej nie istnieją. Czy twórca kultury wysokiej potrzebuje promotora zamiast krytyka, reklamy w miejsce rozbioru? Czy i w tej kwestii kultura wysoka naśladować musi popularną? Produkty popularne się wciska, dzieł się poszukuje. Tam aktywny jest nadawca, tu - odbiorca. Tam mamy do czynienia z wpychaniem, tu - z zasysaniem. W tym poszukiwaniu, zasysaniu przewodnikiem był dotąd krytyk. Komu to przeszkadzało?

Grzegorz Filip