|
|
Sposób byciaOsiągnął taką precyzję rysunku, Piotr Kieraciński Ze Spitsbergenu przywozi nie tylko materiał do badań naukowych, ale także grafiki oraz wiersze, ryte i pisane w małej drewnianej chatce w Calypsobyen pod wpływem krajobrazów, roślinności, atmosfery surowej krainy północy. Przyroda fascynowała go od zawsze. Pierwszy cykl rysunków nosił tytuł „Była Ziemia”. Fragmenty przyrody, pozostałości po Ziemi, wyrastały z powszechnego chaosu. Potem, w dojrzałych grafikach, ramiona drzew, trawy, przedziwne formy, w których uważny obserwator mógłby dopatrzyć się wielu roślin z sąsiedztwa, wyciągały swe ramiona ku górze. Motywy przyrodnicze oraz to nieustanne, na wszelkie możliwe sposoby pięcie się ku górze na stałe zdominowały twórczość Zbigniewa Jóźwika. – Jak to możliwe, żeby na wyprawę naukową na Spitsbergen zabierać cały warsztat grafika? – pytam. – Oto cały warsztat – odpowiada, wyciągając z szuflady biurka dwa niewielkie pudełeczka. – W jednym jest zestaw znakomitych narzędzi do rycia, który dostałem od Andrzeja Teske, a w drugim trzymam różne przydatne rzeczy: ostrzałki, nożyk, cyrkiel. Przez ponad 30 lat działalności plastycznej Zbigniew Jóźwik uprawiał wiele gatunków sztuki. Z czasem wybrał grafikę, a z technik graficznych – trochę już niemodny linoryt. Pozostał też wierny, wbrew modom artystycznym, linearnemu przedstawianiu tematów. Osiągnął taką precyzję rysunku, że niektórzy biorą jego prace za drzeworyty. SERCE, OKO I DUCHJedną z głównych bohaterek grafik i wierszy „spitsbergeńskich” jest tundra – Pani Tundra, jak mówi Jóźwik. – Ja przed nią chylę głowę. Ona jest dla mnie świętością. Zszedłem ją na kolanach kilkakrotnie – dodaje. Czym jest tundra? To najdalej na północ wysunięty pas roślinności, z charakterystycznymi formami strukturalnymi. – Tam jest coś więcej – mówi Jóźwik. – Tundra ma i serce, i oko. Jest i duch Tundry. Wyraz „tundra” pisze zawsze wielką literą. – Korektorzy mi to poprawiają na małą literę. W przypadku tekstów naukowych – opublikował ok. 20 artykułów z wynikami badań spitsbergeńskich – nie protestuje, jednak w przypadku publicystyki i poezji jest nieugięty. – Na szczęście redakcje uznają w takich wypadkach moje racje – mówi. Tytuły wierszy mówią za siebie: Na Tundrze, Skały Tundry, Dla kogo kwitną skalnice na Tundrze, Kamienie na Tundrze. Ten tomik został wydany przy okazji sympozjum polarnego w Sosnowcu. Egzemplarze były sprzedawane wśród uczestników konferencji, a pieniądze przekazano na dom dziecka. Dominującymi motywami grafik są rośliny tundry: lepnica bezłodygowa, dębik ośmiopłatkowy, mnóstwo skalnic, warzucha, wełnianka, śmiałek darniowy, bniec – jedna z piękniejszych roślin na Spitsbergenie – chrobotki, maki – bladożółte lub białe – rogownice, głodek alpejski – w tym roku było ich wyjątkowo dużo – wtrąca komentarze, gdy przeglądamy grafiki. Jóźwik stworzył graficzny zielnik. Rośliny rysowane są z korzeniami, artysta uwydatnia w ten sposób związek rośliny z ziemią, a zarazem prezentuje ją zgodnie z prawdą. Bo czyż znamy całą roślinę, oglądając jedynie jej część naziemną, a nie znając tego, co decyduje o jej wzroście i rozwoju – korzenia? Pejzaż jest na tych obrazach gdzieś daleko, w tle. Jóźwik wydobywa na pierwszy plan to, co przeciętny człowiek zauważa dopiero po dłuższym przebywaniu w pewnym miejscu. KU ŚWIATŁUZe Spitsbergenem związane są też inne cykle grafik: W krainie naledzi, Z życia Tundry, Ślady życia, niektóre grafiki z cykli Stawanie się, Zbratanie. – Interesują mnie momenty styku. W nich dzieją się najważniejsze rzeczy. Takim momentem jest brzask – już nie noc, ale jeszcze nie dzień ani nawet poranek. Kiedyś mówiło się o „przedwieczerzy” – to był moment nostalgii, spokoju, zadumy, refleksji. Wtedy się działy ważne rzeczy. Teraz jesteśmy zabiegani, przechodzimy ponad takimi subtelnościami, zupełnie ich nie dostrzegając. – Dopiero na Spitsbergenie zauważyłem stawanie się człowieka przez krzyż – co akcentuje Karol Wojtyła. Motywy religijne są drugim charakterystycznym rysem twórczości Jóźwika. Szczególnie wyraźnie widać w niej związek z myślą papieża Jana Pawła II. – Krzyż to nie tylko cierpienie – mówi lubelski uczony. – Jest także radością, bogactwem. Jest drzewem, które prowadzi ku górze, ku światłu. Zbigniew Jóźwik, gdy chce wyrazić rzeczy ważne, mówi językiem poetyckim, nieco wzniosłym tonem. Zauważyłem to już dawniej, gdy podczas uroczystości wręczenia Orderu Białego Kruka ze Słonecznikiem – lubelskiego odznaczenia bibliofilskiego – prezentował sylwetkę nowego kawalera (sam jest kawalerem odznaczenia i Pieczętarzem Kapituły). Osobnym nurtem twórczości Zbigniewa Jóźwika, starszym niż grafika warsztatowa, jest ekslibris. Do dziś wykonał ich blisko 600. Są wśród nich ekslibrisy ponad 80 lubelskich uczonych, m.in.: ks. prof. Stanisława Wielgusa i ks. prof. Iwo Zielińskiego z KUL, prof. prof. Grzegorza Seidlera, Andrzeja Waksmundzkiego, Adama Paszewskiego, Jana Gurby, Zbigniewa Lorkiewicza, Sergiusza Riabinina, Grzegorza Seidlera z UMCS. Artysta wykonał też ekslibrisy dla wszystkich lubelskich bibliotek naukowych. W ostatnich latach także dla ks. prymasa Józefa Glempa, który jest honorowym członkiem Klubu Polarnego i nieoficjalnym kapelanem polskich polarników. Jóźwik wykonał ponad 300 grafik warsztatowych. W specjalnym zeszycie ma zapisane, ile kopii każdej z nich odbił. Każda grafika ma swój numer wpisany ołówkiem. – Mam zasadę, że nie odbijam więcej niż 50 kopii – mówi. Oprócz numeru i podpisu każda grafika Jóźwika opatrzona jest gmerkiem – charakterystycznym „graficznym” podpisem artysty. Zazwyczaj jest to literka „z” przecinająca jakąś pionową linię. – Ostatnio coraz częściej jest to kropla – mówi artysta. NOWE KONTEKSTYTworzenie grafiki zaczyna się od problemu filozoficznego. – Dosyć długo noszę to ze sobą, powstają szkice, rysunki – opowiada. Niedokończony rysunek przenoszony jest na linoleum i dopełniany w trakcie rycia. Jóźwik, na podstawie szkicu, zaczyna wycinać linoryt od dołu ku górze. – Riabinin napisał, że „rosnąć można tylko z ziemi, a po asfalcie można się tylko toczyć – wspomina swego zmarłego przyjaciela, także uczonego i artystę. Wraz z Sergiuszem Riabininem wydali 14 książek. – To nie była taka zwykła przyjaźń, to było zbratanie – mówi Jóźwik. Często ilustrował grafikami i rysunkami teksty Riabinina, ale było też odwrotnie – Riabinin pisał tekst do wykonanych już grafik Jóźwika. Nie zawsze intencje autora tekstów pokrywały się z intencjami autora grafik. W ten sposób grafika ukazywała zupełnie nowe, nie przewidziane przez autora konteksty. Schodzimy do piwnicy. Wśród nalewek, skrzynek z jabłkami, słoików z konfiturami stoją dwie prasy do odbijania grafik. Tu artystyczne wizje przenoszone są z płytki linoleum na papier. – Najbardziej emocjonująca jest pierwsza odbitka – mówi Jóźwik, pokazując mi swój warsztat. Dr Zbigniew Jóźwik jest pracownikiem Zakładu Fizjologii Roślin Instytutu Biologii UMCS. |
|
|