Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 3/2001

Wykorzystać doświadczenie
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Instytut prowadzi badania naukowe, studia, analizy, sporządza raporty, ekspertyzy i upowszechnia ich rezultaty, organizuje konferencje i seminaria, kursy i wykłady.

Rozmowa z prof. Markiem Dietrichem,
dyrektorem Instytutu Problemów Współczesnej Cywilizacji

Fot. Stefan Ciechani

Prof. dr hab. Marek Dietrich (ur. 1934), specjalista w zakresie konstrukcji maszyn i biomechaniki. Związany z Politechniką Warszawską od 1956 roku, prof. nadzwyczajny – 1972, prof. zwyczajny – 1976. Autor lub współautor 14 książek, podręczników i skryptów oraz ponad 160 krajowych i zagranicznych publikacji naukowych. Doktor honoris causa WAT. Członek licznych towarzystw naukowych i rad czasopism naukowych. Od 1989 członek korespondent PAN. 1990-96 rektor PW. Wiceprzewodniczący Rady ds. Nauki przy prezydencie RP. 1992-99 przewodniczący Polskiego Forum Akademicko-Gospodarczego. Od roku 1996 dyrektor IPWC. 

Instytut Problemów Współczesnej Cywilizacji powstał jako jednostka międzyuczelniana. Jest instytucją nietypową, bo jeśli istnieją już podobne instytucje międzyuczelniane, to zajmują się najczęściej dydaktyką. Tymczasem Instytut został powołany do zupełnie innych celów.
– Instytut powstał w czerwcu 1996 roku na mocy porozumienia zawartego między czterema uczelniami warszawskimi: Akademią Medyczną, Politechniką Warszawską, Szkołą Główną Handlową i Uniwersytetem Warszawskim. Organem nadzorującym jego prace jest Kolegium złożone z rektorów uczelni założycielskich i wiceministra edukacji odpowiedzialnego za sprawy szkolnictwa wyższego. To ono mianuje dyrektora Instytutu. Merytorycznie Instytut zajmuje się szeroko pojętymi sprawami akademickimi, zagadnieniami wychodzącymi poza obręb spraw jednej uczelni. Ma starać się też zbliżyć środowiska różnych szkół wyższych.


– Formalnie Instytut jest jednostką SGH?
– Powołanie instytucji państwowej będącej niezależnym podmiotem prawnym wymaga uchwały sejmowej. Uznaliśmy, że wystarczy, jeśli Instytut będzie działał na mocy porozumienia uczelni. Z tej racji każdy z założycieli coś wnosi do Instytutu. SGH zapewnia obsługę i nadzór – jej kwestura pilnuje naszych finansów i dba o to, aby wszystko było zgodne z przepisami, tam zatrudnieni są formalnie pracownicy instytutu. Politechnika użyczyła nam swoich pomieszczeń, a uniwersytet i akademia wyposażyły Instytut w sprzęt. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego nieodpłatnie drukuje nasze publikacje – więc, jak pan widzi, uczelnie współpracują bardzo zgodnie.


– Dlaczego nazwa Instytutu, choć działa on w obszarze spraw związanych ze szkołami wyższymi, jest tak ogólna i nie nawiązuje do jego akademickości?
– Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. Chyba lepiej żeby akademickość wynikała z naszej działalności niż z nazwy. Myślę, że z racji powołania przez wyższe uczelnie i działania na rzecz środowiska akademickiego to i tak jest jasne.


– Skąd pochodzą fundusze na działanie?
– Źródeł jest kilka. Poza uczelniami, o których już wspomniałem, a także Ministerstwem Edukacji Narodowej, dostaliśmy różnego rodzaju krajowe i zagraniczne darowizny. udało nam się też uzyskać z Komitetu Integracji Europejskiej tzw. pieniądze pomocowe. Poza tym podpisujemy umowy na opracowania i ekspertyzy, za które otrzymujemy osobne środki.


– Czy udaje się także uzyskiwać pieniądze od fundacji wspierających naukę?
– Udało nam się raz uzyskać środki z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Przeznaczyliśmy je na zakup wyposażenia. Z Fundacją Bankową im. Leopolda Kronenberga podpisaliśmy porozumienie dotyczące programu badawczego zajmującego się społecznymi skutkami niedostatków edukacyjnych.


– Czy to wszystko wystarcza na przyzwoite funkcjonowanie?
– Instytut jest jednostka małą. Cztery zatrudnione tu na części etatu osoby – czyli, poza mną, prof. Jerzy Osiowski, były przewodniczący Rady Głównej, prof. Tomasz Szapiro z SGH i dr Anna Jankowska, była wiceprzewodnicząca Rady Głównej, oraz sekretarka – nie kosztują dużo. Fundusze nie są zatem sprawą najważniejszą. Wiele osób współpracuje z nami honorowo. A te, które współpracują przy ekspertyzach, otrzymują wynagrodzenia w ramach uzyskanych za nie środków.


– Jakimi obszarami Instytut interesuje się szczególnie?
– W statucie zapisaliśmy, że Instytut powinien prowadzić badania naukowe, studia, analizy, sporządzać raporty, ekspertyzy i upowszechniać ich rezultaty, organizować konferencje i seminaria, kursy i wykłady. Wszystkie te formy realizujemy. Natomiast, jeśli chodzi o obszary działalności, to są to cztery główne: problematyka strukturalnych i ekonomicznych przemian w obszarze szkolnictwa wyższego, problemy społeczeństwa informacyjnego, bezpieczeństwo człowieka we współczesnym świecie i wreszcie problemy etyki zawodowej.


– Jeszcze w 1997 powstało w Instytucie opracowanie dotyczące Akademickiej Komisji Akredytacyjnej. Jak dotąd, choć powszechnie mówi się o konieczności funkcjonowania takiej instytucji, to ciągle projekt.
– Była to wykonana na zlecenie MEN ekspertyza dotycząca koncepcji oceny jakości kształcenia. Zawierała całościową wizję funkcjonowania i struktury AKA, łącznie z oszacowaniem kosztów jej działania. Komisja miała być zespołem 42 wybieranych na 5-letnia kadencję ekspertów, którzy, zwolnieni z połowy obowiązków w swojej uczelni, przeszliby do pełnoetatowej, odpłatnej pracy w AKA, oraz 5-osobowego sekretariatu.


– Z ostatnich zapowiedzi wynika, że minister edukacji zechce wnieść do sejmu nowelizację obowiązującej ustawy, powołującą AKA oraz tworzącą całościowy system wynagrodzeń w szkolnictwie wyższym.
– Są to, w moim przekonaniu, dwie najważniejsze kwestie – może dodałbym jeszcze wieloetatowość – które musimy szybko rozwiązać.


– Innym interesującym opracowaniem, które powstało w Instytucie, była analiza kosztów kształcenia w szkołach wyższych w Polsce.
– Prowadzone często dyskusje na temat tego, czy uczelnie są niedofinansowane, czy wręcz przeciwnie, są nieefektywne i dostają zbyt dużo pieniędzy, najczęściej nie mają rzeczywistych podstaw, ponieważ właściwie nie wiadomo, ile kosztuje wykształcenie. Istnieją współczynniki kosztochłonności, np. w algorytmie podziału dotacji, ale nie prowadzono wcześniej takich szczegółowych analiz. Instytut, na zlecenie MEN, podjął w 1999 roku próbę takiego opracowania. Uwzględniliśmy w symulacyjnym modelu komputerowym wszystkie ważne parametry wynikające m.in. z ustawy o szkolnictwie wyższym, ale także np. z przepisów budowlanych czy bhp.


– To, po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, które mówi o dopuszczalności opłat za studia niestacjonarne tylko do wysokości kosztów kształcenia, bardzo gorący temat. Na dodatek znany, były już, student i pracownik Politechniki Wrocławskiej, Jacek Bąbka, na wniosek którego Trybunał rozpatrywał sprawę, nie daje za wygraną i powołując się na to orzeczenie domaga się podania przez rektorów niektórych uczelni kosztów kształcenia na poszczególnych kierunkach.
– Po wykonaniu przez nas tego opracowania i przekazaniu go ministerstwu oraz rozesłaniu do uczelni, a także po kilku seminariach na ten temat, sprawa ucichła. Duże zainteresowanie zaczęło się dopiero po orzeczeniu Trybunału – popularność naszej książeczki bardzo wzrosła i rozsyłamy ją wielu instytucjom. Nasze opracowanie jest w tej chwili chyba jedynym narzędziem – choć, oczywiście, można sobie wyobrazić także inne koncepcje – które pozwala udzielić w miarę precyzyjnej odpowiedzi na pytanie: ile edukacja musi kosztować? A przynajmniej jest od czego zacząć. Podzieliliśmy koszty na koszty istnienia uczelni, koszty kształcenia i koszty studiowania, i dość precyzyjnie staraliśmy się uwzględnić poszczególne czynniki w ramach tych grup.


– Kolejne ciekawe opracowanie Instytutu to koncepcja studiów międzyuczelnianych. Jest ona trochę odmienna niż startujący w uczelniach system punktów transferowych ECTS czy program MOST, w którym student może zaliczać kolejne semestry w różnych uczelniach.
– Tym problemem zajęliśmy się na wniosek kolegium rektorów uczelni założycielskich. Studia międzyuczelniane to oferta dla najaktywniejszych studentów, którzy chcieliby poszerzyć swoje horyzonty. Podstawowa forma, już zresztą przez nas realizowana, to fakultatywne wykłady, na które mogą uczęszczać studenci z różnych uczelni. Te wykłady są im zaliczane do toku studiów. Poza tym, mogą być prowadzone kursy czy wykłady specjalnie przygotowane dla studentów dwóch różnych uczelni, tak, aby mogli skonfrontować swoje sposoby myślenia np. inżynierowie i artyści. Najdalej idąca propozycja to możliwość równoczesnego studiowania na drugim kierunku w innej uczelni. Tak wykształcony np. lekarz-ekonomista, inżynier-ekonomista lub inżynier-fizyk bardzo by nam się dziś przydał.


– Te opracowania to tylko część działalności.
– Mówiłem o naszych zainteresowaniach sprawami społeczeństwa informacyjnego. W ramach Instytutu działa Ośrodek Społeczeństwa Informacyjnego, kierowany przez prof. Józefa Lubacza, który organizuje cykle wykładów, kursy i seminaria na temat rosnącej roli informacji. Interesujemy się też bezpieczeństwem człowieka wobec zagrożeń współczesnego świata. W tym zakresie Instytut współpracuje z Zespołem Bezpieczeństwa Komitetu Budowy Maszyn PAN. Zorganizowaliśmy także kilkanaście seminariów na najróżniejsze tematy związane ze szkolnictwem wyższym, poczynając od ochrony własności intelektualnej – z którego relację, pamiętam, „Forum” zatytułowało Nowe niewolnictwo – poprzez problematykę misji uczelni, jakości kształcenia, integracji europejskiej. Seminaria te widzimy jako miejsce wymiany poglądów. Uczestniczy w nich z reguły kilkudziesięciu zaproszonych gości, a dzięki wydawanej serii zeszytów IPWC, także inne zainteresowane osoby mogą zapoznać się z ich tematyką.


– Wśród obszarów działalności Instytutu wymienił Pan także kwestie etyki. Wśród seminariów organizowanych przez IPWC było kilka także na ten temat. Mam jednak wrażenie, że rozważania teoretyczne być może są pożyteczne, ale środowisko akademickie ma problemy z etyką na poziomie praktycznym. Nawet, jeśli zostaną ujawnione przypadki nagannych zachowań – ostatnio np. postępowanie wyjaśniające co do popełnienia plagiatu dotyczy nawet urzędującego rektora – to okazuje się, że solidarność kolegów każe raczej tuszować sprawę niż ukarać winnych. 
– Niestety, mamy problemy, jako środowisko, z napiętnowaniem działań nieetycznych. Jest to problem bardzo trudny do rozwiązania. Tam, gdzie sprawa jest ewidentna, to już nie jest sprawa etyki, ale prawa. Jest wiele problemów, którymi etyka zawodowa powinna się zająć i wiele środowisk, do których ten postulat się odnosi.


– Instytut współpracuje z Polskim Forum Akademicko-Gospodarczym. To zresztą nic dziwnego, bo był Pan jego pierwszym przewodniczącym.
– Staramy się wymieniać doświadczenia i podejmować inicjatywy interesujące oba środowiska. Teraz na czele PFAG stoi prof. Janina Jóźwiak, rektor SGH w ubiegłej kadencji, która uczestniczy także w działaniach naszego Instytutu.


– W jego pracy aktywnie biorą udział byli rektorzy, poza Panem choćby właśnie prof. Jóźwiak czy prof. Włodzimierz Siwiński, były rektor UW. To nie przypadek?
– Idea tego Instytutu była taka, by wykorzystywać doświadczenie osób, które pełniły jakieś funkcję i z racji tego stykały się z szeroko rozumianą problematyką szkolnictwa wyższego. Pracuje ze mną też prof. Osiowski, były przewodniczący Rady Głównej, czy dr. Jankowska, była wiceprzewodnicząca Rady. Każdy z nas mógłby skupić się wyłącznie na swoich ściśle zawodowych działaniach, ale uważamy, że szkoda doświadczenia, jakie zdobyliśmy pełniąc swe funkcje. Cieszę się więc, że różne osoby, choćby te przez Pana wymienione, współpracują z Instytutem.


– Mam wrażenie, że działania Instytutu mają charakter trochę elitarny i nie są adresowane do szerokiej publiczności. Czy Instytut nie powinien organizować np. dużych konferencji lub wykładów otwartych, bądź też starać się nagłaśniać pewne sprawy w mediach?
– Każde z naszych kilkunastu opracowań, podsumowujące jakieś działania czy będące zapisem dyskusji seminaryjnych, jest rozsyłane do wszystkich zainteresowanych instytucji, przede wszystkim uczelni, ale, oczywiście, nie tylko. Do naszych działań zapraszamy liczne grono współpracowników. Mamy stronę w internecie, http://www.ipwc.pw.edu.pl, gdzie prezentujemy nasze działania.


– Ale ja mówię o formach działalności. Czy jakaś część działań Instytutu nie powinna wyjść poza krąg profesury?
– Myślę, że już to robimy. Zaproszenia na seminaria kierujemy zazwyczaj do kilkudziesięciu czy nawet stukilkudziesięciu instytucji z całego kraju. Może rzeczywiście mogłyby być także ogłaszane publicznie, np. w gazetach uczelnianych czy w innych mediach, choć mam tu wątpliwość, czy poziom tych dyskusji pozwala uczestniczyć w nich także osobom zupełnie nie znającym tematu.


– Jest Pan ekspertem w V Programie Ramowym Unii Europejskiej. Jak wygląda udział polskich zespołów na tle kolegów z innych krajów?
– Uczestniczę w jednej z części VPR, tzw. części horyzontalnej INCO II. Jest to program, który ma zajmować się popularyzacją i upowszechnianiem nauki oraz tworzeniem warunków do współpracy naukowej, a nie konkretnymi badaniami. Nasz zespół ustala kryteria, według których oceniane są projekty krajów kandydujących do Unii. Polska odniosła tu sukces. Po wszystkich merytorycznych ocenach i ewaluacji projektów okazało się, że na około 30 zatwierdzonych centrów doskonałości 9 jest z naszego kraju. Powstał nawet problem, czy nie wprowadzić jakichś parytetów, tak, aby wszystkie kraje były reprezentowane wśród zwycięzców. Byliśmy przeciw temu, aby zmieniać kryteria w trakcie programu.


– To dobrze, że mamy także takie wyniki, bo w całym V PR, choć suma pieniędzy otrzymanych z programu przewyższa nasz wkład – co było zmartwieniem prof. A. Wiszniewskiego, przewodniczącego KBN – to kraje takie, jak Słowenia, Węgry czy Czechy miały znacznie wyższy współczynnik sukcesu i proporcję przyznanych grantów do potencjału naukowego.
– Życzę zatem całemu szkolnictwu wyższemu i nauce takich sukcesów, jak te w INCO II. Myślę, że wkrótce je osiągniemy.

Rozmawiał Andrzej Świć 

Komentarze