|
|
W stronę historiiUczeni pod pręgierzem krytyki Jan Kozłowski O nauce piszemy najczęściej na klęczkach. W „Forum Akademickim” najbardziej lubię cykle prowadzone przez Piotra H?bnera i Magdalenę Bajer. Są świetne. Od nich zaczynam lekturę pisma. Poszczególne odcinki są jednak duszoszczipatielnyje i błagonadiożne. Wszelako nie samymi kremówkami człowiek żyje. Od czasu do czasu wrzuciłoby się w siebie kawał krwistego befsztyku. Chciałbym coś czytelnikom „FA” zaproponować. Każdy kraj i epoka w dziejach nauki miały swojego Mariana Grabowskiego, który „kalał własne gniazdo” i „szargał świętości”. Kogoś, kto mówi rzeczy niepopularne, ale prawdziwe, kto krytykuje naukę, gani obyczaje uczonych. Niepokorni potrzebni są samej nauce. Bez nich wbija się w pychę. Kostnieje. Więdnie. Oni, jak piorun w czasie burzy, oczyszczają atmosferę. Nazywają rzeczy po imieniu. Chciałbym ich w cyklu Uczeni pod pręgierzem krytyki przedstawić. Niech przemówią własnym głosem. Na pierwszy ogień – Ludwik Krzywicki (1859-1941). LUDWIK KRZYWICKIDoba dzisiejsza jest epoką pośpiechu. Człowiek, jak lokomotywa, pędzi całą prężnością swoich nerwów i ażeby podołać temu zadaniu, musi posiadać odpowiednią organizację duchową. Amerykanin ukuł termin na oznaczenie umysłu przystosowanego do gorączki życia tegoczesnego, railway-brain – w wolnym przekładzie: mózgowiec wieku kolejowego. Niejednego nerwy są przedwcześnie zużyte, niejeden mózg bywa rozsadzony i żywy człowiek usuwa się od gwaru, jako zepsuta maszyna, i kona z wolna dotknięty nerwicą. Nauka, dokładniej uczeni, spieszą się także. Hipoteza jest akcją, która nie sprzedana we właściwej chwili, podczas okresu zwyżkowego, traci swoją wartość. Chodzi nie tylko o wykrycie tajników przyrody, ale również o wczesne spieniężenie dokonanego odkrycia, biada zaś temu, kto będzie działał opieszale: inni uprzedzą go niezawodnie i odbiorą mu owoce jego zabiegów. Uczony przestał być niedołęgą, który siedzi nad wiedzą gwoli przyjemności kosztowania słodyczy pracy umysłowej. Jest on dziecięciem wieku Mamony i wie doskonale, że interes jest podwaliną bytu społecznego. Nie pociąg do wiedzy skłania badacza do snucia uogólnień; przeciwnie, teoria staje się dźwignią kariery – taka teoria, która by oszołomiła tłumy nadzieją wyzdrowienia, oślepiła filozofujących blagierów swoją paradoksalnością lub podnieciła łapczywość kapitalistów. Taki stan rzeczy musiał oddziaływać na wartość produktu naukowego. Czasy średniowiecza przekazały nam w spadku podania o ambicji dawnych majstrów sztuki i nauki: zegarmistrz poświęcał życie całe wykończeniu jednego zegara; Kepler, zanim odważył się wygłosić swoje spostrzeżenia o ruchu planet, siedział długo nad szczegółami i rzeźbił swoją teorię. Taka sumienność zanikła, póki znowu życie nie ujarzmi produkcji. Wraz z tandetą i pozorem w sferze towarów materialnych, partactwo rozgościło się także w nauce, zwłaszcza w humaniorach. Filozofowi tegoczesnemu bardziej leży na sercu paradoksalność poglądów, aniżeli głębokość, więcej mu chodzi o tani rozgłos za życia, aniżeli o sławę u potomków, która nie da ani złamanego szeląga w teraźniejszości. Powstaje powódź teorii i teoryjek, które giną podobnie prędko, jak ukazały się, niby rój motyli, kończących żywot po parodniowym fruwaniu. Hipotezę pewną reklamują dzisiaj na wszystkie strony, jutro zaś jako łachman zniszczony, rzucają do śmietnika nicości zapomnienia. Pozostają tylko wielkie teorie, takie jak Laplace`a, Darwina, które zmienione na groszaki, krążą. Reszta ginie bezpowrotnie w natłoku nowych doktryn i uogólnień, znikających rychło, ażeby dać na targowisku próżności miejsce innym kandydatom do reklamy. (...) Nastał wiek reklamy, partactwa i błyskotliwości. Kiedy rozmyślam nad dzisiejszą chwilą w filozofii i humaniorach, poniekąd nawet w naukach ścisłych, w mojej wyobraźni wynurza się osobliwy obraz. Olbrzymi salon: lśniąca posadzka, nowoczesne meble, portrety półnagich śpiewaczek z operetki, pośrodku zaś grono „filozofów” we frakach puszcza bańki mydlane. Jeden i drugi, i dziesiąty silą się, ażeby była ona duża, pełna złocistych barw i ściągnęła uwagę widzów. Hipoteza jest wpływową dźwignią postępu wiedzy. Ale trzeba, aby była wynikiem zgłębienia przedmiotu, objęcia całokształtu faktów, powiązania szczegółów. Im nasz dobytek jest większy, tym trudniej o nią, bo wymaga ona coraz większej pracy i erudycji, przewyższających z biegiem czasu siły pojedynczej osoby (Ludwik Krzywicki: Inteligencja i jej natura [w:] Wybór pism, wyb. i wstęp Henryka Hołda-Róziewicz, PWN, Warszawa 1978, s. 709-710). Dr Jan Kozłowski jest naczelnikiem Wydziału Statystyki i Informacji w Departamencie Studiów i Polityki Naukowej KBN. |
|
|