Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 5/2001

Uniwersytet na rynku
Następny

Felieton Redakcyjny

Dziesięć lat temu rozpoczęła się reforma finansowania systemu nauki polskiej. Czy przyniosła nauce sukces? Spadek w światowych rankingach każe odpowiedzieć na to pytanie negatywnie. Zarazem jednak trzeba uwzględnić wyjątkowo niski poziom finansowania badań naukowych, tak z budżetu, jak też ze źródeł pozabudżetowych. W tej sytuacji same zmiany organizacyjne nie mogły radykalnie poprawić sytuacji. Być może, gdyby nie KBN i zasady kategoryzacji jednostek oraz system grantów, stan nauki polskiej byłby znacznie gorszy, a poszukiwanie metod uzyskania papieru toaletowego z makulatury nadal byłoby jednym z wielu nierozwiązywalnych „problemów węzłowych”, którymi zajmowali się polscy uczeni.Komitet Badań Naukowych w ciągu dziesięciu lat swej działalności zmienił oblicze nauki polskiej. Jeżeli nawet nie poprawił jej notowań w rankingach, to znacznie wzmocnił zaplecze badawcze, inwestując w budynki i aparaturę naukową. Dziś, zasadniczo, polskie laboratoria niewiele ustępują zagranicznym. Problemem jest raczej mała dostępność i związane z nią niepełne wykorzystanie aparatury, spowodowane układami panującymi wśród uczonych. Mamy niezłą infrastrukturę informatyczną. Znacznie lepiej niż dawniej jesteśmy przygotowani do współpracy międzynarodowej. Tego wszystkiego nie byłoby, gdyby nie KBN. Nie łudźmy się – przy dawnym sposobie organizacji nauki i wydawania pieniędzy na badania mielibyśmy jeszcze mniej niż mamy. Kryzys nauki byłby głębszy.

Powyższa konstatacja, o ile jest prawdziwa, zmienia zasadniczo kontekst sporów o rolę i sposób działania Komitetu. Prof. Ryszard Tadeusiewicz wspomina z nutą nostalgii czasy pierwszego zespołu KBN. Podobnie prof. Witold Karczewski. Dalej jednak ich poglądy nieco się różnicują. Myślę, że wynika to z odmiennego punktu widzenia. O ile rektor AGH chciałby, aby Komitet pozostał instytucją samorządową, w której uczeni decydują o nauce, to pierwszy przewodniczący Komitetu rozumie potrzebę kompetentnego zarządzania budżetem nauki przez przedstawiciela rządu. Ten dylemat – proporcji między samorządowym i biurokratycznym podejściem do organizacji i finansowania nauki – będzie trudny do rozstrzygnięcia. Wydaje się jednak, że są poważne argumenty na rzecz wzmocnienia władzy ministra odpowiedzialnego za dział „nauka” w budżecie państwa oraz realizację polityki naukowej (choć wiele osób – w tym prof. Tadeusiewcz – sądzi, że takiej się u nas nie prowadzi). Jednym z argumentów jest postawa samych uczonych. Wśród zarzutów pod adresem KBN od dawna funkcjonował także ten, że Komitet zbyt dużą część budżetu nauki przeznacza na finansowanie działalności statutowej kosztem projektów badawczych. Gdy w tym roku, na mocy swych kompetencji związanych z wejściem w życie znowelizowanej ustawy o KBN, minister nauki postanowił zmniejszyć pulę środków na działalność statutową na rzecz projektów badawczych, środowisko uczonych gwałtownie zaprotestowało. Pod naciskiem uczonych min. Andrzej Wiszniewski znalazł dodatkowe środki na działalność statutową, zmniejszając nakłady na inne cele.

Tylko silne ministerstwo jest w stanie konsekwentnie realizować politykę naukową państwa, a minister posiadający odpowiednie kompetencje – odpowiadać za budżet. Uczeni powinni zajmować się merytoryczną oceną wniosków o finansowanie projektów badawczych oraz konstruowaniem zasad oceny działalności placówek badawczych, co przecież robią na mocy ustawy.

Piotr Kieraciński

Komentarze