10 lat KBN
Prof. Andrzej Wiszniewski,
minister nauki, przewodniczący KBN od 1997
|
Fot. Stefan Ciechan
 |
Proszę wymienić swoje najważniejsze osiągnięcia na stanowisku ministra nauki.
– Najważniejsza była zmiana filozofii działania Komitetu. Dziś za politykę naukową, która jest finansowana z kieszeni podatnika, odpowiada minister nauki, przewodniczący KBN, natomiast za decyzje szczegółowe, dotyczące finansowania projektów badawczych czy instytucji, odpowiadają gremia wybieralne.
– Czy to oznacza, że samorządowa formuła KBN się wyczerpała?
– Nie. Została ograniczona do pola, które powinna zajmować. Inna ważna zmiana to odejście od woluntaryzmu przy podziale największego strumienia pieniędzy budżetowych, jakim są środki na działalność statutową. Dziś podział tych środków pomiędzy poszczególne zespoły komitetu, czyli dziedziny nauki, należy do obszaru decyzyjnego ministra nauki.
– Obejmując stanowisko zwrócił Pan uwagę na dysproporcje w wysokości środków na jednego uczonego przyznanych środowisku naukowemu Warszawy w porównaniu do innych ośrodków. Czy to uległo zmianie, czy może Pana osąd zmienił się pod wpływem doświadczeń w zarządzaniu nauką?
– Warszawa ma największą liczbę reprezentantów w KBN. Zawsze, gdy ma się wybór między kimś znajomym i obcym, ufa się temu bliższemu, mimo całej rzetelności. To ludzka cecha.
– Sądzi Pan zatem, że to nie do uniknięcia?
– Na pewno trudno tego uniknąć. Jest też drugi powód. Warszawa to ogromne zagłębie instytutów PAN i jbr-ów, a w tych jednostkach wszystkie środki na działalność statutową pochodzą z budżetu KBN. Mam wrażenie, że udało mi się jedno – jeśli porównamy jednostki podobnego typu, a zatem np. politechniki Warszawską, Szczecińską i Rzeszowską, to w przeliczeniu na liczbę pracowników finansowanie jest zrównoważone. Chciałbym zwrócić uwagę na jedną sprzeczność, której rozwiązać się nie da: Komitet chce dawać pieniądze najlepszym, a dobre jednostki skupione są w dużych ośrodkach. Małe ośrodki, niegdyś bardzo niedofinansowane, dziś nadal pozostają uboższe.
– To jakiś brak w polityce naukowej państwa.
– Tak, próbujemy to nieco zmienić, wyraźnie zwiększając środki na badania własne w szkolnictwie wyższym. One powinny być przeznaczone w dużej mierze na rozwój kadry, co daje szansę rozwoju małym, słabym ośrodkom.
– Które ze spraw, jakie zamierzał Pan zrealizować obejmując urząd, pozostały niezrealizowane?
– Przede wszystkim obiecany przez parlament 1 proc. PKB z budżetu państwa na naukę. Co gorsza nie udało mi się doprowadzić do przyjęcia przez rząd oficjalnej, długoletniej strategii finansowania nauki.
– A z zamierzeń szczegółowych?
– Nie zapewniliśmy równomiernego finansowania – we wszystkich strumieniach, także inwestycyjnych – w poszczególnych regionach. Niestety, istnieje reguła, że finansowanie badań naukowych jest odwrotnie proporcjonalne do odległości między danym ośrodkiem a Warszawą.
– Co trzeba zmienić w działalności KBN i organizacji nauki w najbliższym czasie?
– Należy zintensyfikować uruchamianie i finansowanie zespołów interdyscyplinarnych. Zamierzamy też uruchomić – przy współpracy z Naczelną Organizacją techniczną – program projektów celowych dla małych i średnich przedsiębiorstw. Na ten rok mamy zarezerwowane na to przedsięwzięcie 10 mln zł. Jeśli ten sposób działania okaże się skuteczny, znajdziemy większe środki w przyszłości.
Rozmawiał
Piotr Kieraciński
|