Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 6/2001

Bliżej terenu
Poprzedni Następny

Życie akademickie

Państwowe wyższe szkoły zawodowe w trzecim roku swej działalności.

Tadeusz Wojciechowski

Fot. Stefan Ciechan

Pierwszego lipca 2001 roku miną 3 lata od utworzenia przez Radę Ministrów RP 6 pierwszych państwowych wyższych szkół zawodowych. Dalsze 3 uczelnie powołano w sierpniu i wrześniu 1998, następnych 5 w lipcu 1999, a 2 ostatnie w sierpniu 2000. Aktualnie funkcjonuje w kraju 16 takich szkół. Można powiedzieć: aż i tylko 16.

NIEMAŁY WYSIŁEK

Uczelnie te prowadzą w sumie 116 specjalności zawodowych. Najwięcej (13) PWSZ w Tarnowie, najmniej (3) prowadzi PWSZ w Jarosławiu (dane z początku roku akademickiego 2000/01). Dziesięć uczelni prowadzi w sumie 18 specjalności inżynierskich, z których 3 powtarzają się w różnych uczelniach. Są to głównie: eksploatacja maszyn, elektroenergetyka, elektrotechnika z elektroniką, elektrotechnika z informatyką techniczną, elektrotechnika i telekomunikacja, eksploatacja i diagnostyka maszyn, eksploatacja i konstrukcja maszyn, informatyka stosowana, inżynieria komputerowa, inżynieria mechaniczna, inżynieria produkcji, inżynieria ochrony środowiska, sieciowe systemy informatyczne, technologie maszyn, technologia materiałów.

Prowadzenie 15 specjalności inżynierskich to niemały wysiłek, ze względu na konieczność budowy, bardzo często od podstaw, drogich laboratoriów i pracowni technicznych. Uczelnie korzystają często z centrów kształcenia praktycznego, głównie w byłych miastach wojewódzkich, które to centra są najczęściej w gestii władz samorządowych. 

Inwestowanie w tych obiektach, poza doposażeniem lub wyposażeniem w aparaturę będącą własnością uczelni, jest niemożliwe ze względu na to, iż uczelnia nie jest ich właścicielem. Wydaje się konieczne, aby władze Ministerstwa Edukacji Narodowej uregulowały ten problem, gdyż jest to często jedyna droga do uruchomienia wspomnianych już laboratoriów, które mogłyby służyć nie tylko uczelni, ale także, w zreformowanym systemie oświaty, przyszłym średnim szkołom zawodowym, a szczególnie liceom profilowanym.

Z analizy specjalności wynika, że państwowe wyższe uczelnie zawodowe prowadzą działalność dydaktyczną szeroko profilowaną, kształcąc kadrę w specjalnościach nauczycielskich różnoprzedmiotowych, od języków obcych począwszy, a na edukacji społecznej oraz edukacji muzycznej z muzyką estradową skończywszy. Uczelnie te szkolą również specjalistów dla administracji publicznej i samorządowej, a także ekonomii i organizacji gospodarki. Nie bez znaczenia są specjalności związane z rolnictwem, np.: inżynieria rolno-spożywcza, zarządzanie gospodarstwem rolnym, ekonomika i organizacja gospodarki żywnościowej czy kształtowanie terenów zielonych. Ostatnio tworzone są specjalności medyczne, np. pielęgniarstwo czy fizjoterapia i techniki medyczne. W artykule Praktyka i potrzeby („FA” 1/1999) przedstawiłem zestaw specjalności z końca 1998 r. Jest on bardzo szeroki i związany często z potrzebami regionu, będącego w zasięgu działania uczelni zawodowej.

TRAFNY ZAMYSŁ

Państwowe wyższe szkoły zawodowe stają się powoli „miniuniwersytetami”, na wzór uniwersytetów zachodnich, i tym różnią się od wyższych szkół zawodowych w Niemczech, Austrii czy Francji. Uczelnie te, mimo iż działają niecałe 3 lata, szybko wrastają w środowisko, które znacząco różni się od środowisk wielkomiejskich, gdzie znajduje się często kilka uczelni akademickich, a koszty studiowania zawsze przekraczają możliwości młodzieży małomiasteczkowej i wiejskiej.

Podzielam w pełni troskę prof. Rudolfa Michałka, który w artykule W pogoni za wskaźnikami („FA” 1/2001) wskazuje na nierówne szanse dzieci i młodzieży z rodzin zamożnych i ubogich. Profesor słusznie obawia się, że proces edukacyjny tych drugich skończy się najwyżej na poziomie szkoły średniej. Stwierdza także, z czym w pełni się zgadzam, że dostępność biednej młodzieży do wiedzy maleje wraz ze wzrostem liczby szkół prywatnych oraz przyjęć na płatne studia zaoczne czy wieczorowe w uczelniach państwowych.

Pragnę przypomnieć, że zamysłem twórców ustawy o wyższych szkołach zawodowych, która ukazała się co najmniej o kilka lat za późno (1997), było właśnie przybliżenie uczelni wyższej do młodzieży wiejskiej oraz małomiasteczkowej i umożliwienie jej podjęcia studiów wyższych. Informacje, jakie uzyskałem od władz 15 państwowych wyższych szkół zawodowych wskazują, że zamysł był trafny i należy go kontynuować.

Podaję, na podstawie informacji, jakie uzyskałem pod koniec roku 2000, procentowy udział studentów pochodzących ze wsi, w ogólnej liczbie studentów danej uczelni. PWSZ w Białej Podlaskiej: studia dzienne – 32,8 proc., studia wieczorowe – 7,6 proc.; PWSZ w Elblągu: studia dzienne i zaoczne – 13,1 proc.; PWSZ w Gorzowie Wlkp.: studia dzienne, wieczorowe i zaoczne – 35 proc.; Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze: studia dzienne i zaoczne – 15 proc. (wg deklaracji studentów); PWSZ w Kaliszu: studia dzienne, wieczorowe i zaoczne – 43 proc., w tym: młodzież małomiasteczkowa – 16,3 proc., młodzież wiejska – 23,6 proc., młodzież wiejska z województw spoza terenu działania uczelni – 3,1 proc.; PWSZ w Koninie: studia dzienne – 46 proc.; PWSZ w Krośnie: studia dzienne – 43 proc. (np. specjalności wych. fiz. – 31,8 proc., spec. inżynierskie – 50 proc.); PWSZ w Legnicy: studia dzienne i zaoczne – 19 proc. (w tym studia dzienne – 21 proc., studia zaoczne – 17 proc.); PWSZ w Lesznie (młodzież wiejska i małomiasteczkowa): studia dzienne – 32,5 proc., studia zaoczne – 28,0 proc.; PWSZ w Nowym Sączu: studia dzienne i zaoczne – 34,5 proc.; PWSZ w Pile: studia dzienne – 26 proc.; studia zaoczne – 29,3 proc.; PWSZ w Płocku: studia dzienne i wieczorowe – 30 proc. (w tym np. neofilologia – 16 proc., pedagogika – 47 proc.); Wyższa Szkoła Zawodowa Administracji Publicznej w Sulechowie: studia dzienne i zaoczne – 23,1 proc., w tym: 14,0 proc. – miasta do 5 tys. mieszkańców, 25,9 proc. – miasta od 5 do 20 tys. mieszkańców, 37,0 proc. – miasta powyżej 20 tys. mieszkańców; PWSZ w Tarnowie: studia dzienne i wieczorowe – 47 proc. (młodzież wiejska i małomiasteczkowa, w tym 13,9 proc. to młodzież z województw spoza działania uczelni); PWSZ w Wałbrzychu: studia dzienne, wieczorowe i zaoczne – 13,84 proc.; PWSZ w Jarosławiu: brak danych.

Wobec powyższych danych, przyjmując, że w skali całego kraju młodzież wiejska ma udział w studiach wyższych rzędu 3 proc., sprawa nie wymaga chyba komentarza.

Przedstawiając powyższe pragnę podkreślić, że szanse stwarzania w miarę równego startu młodzieży wiejskiej i małomiasteczkowej do uzyskania wyższego wykształcenia stwarza właśnie państwowa wyższa szkoła zawodowa. Mam nadzieję, że uzasadnienie jest tu zbędne, i że na działalność podstawową tych uczelni budżet państwa musi znaleźć środki. Uczelnie te, bez znaczącego wsparcia ze strony władz samorządowych, ale i priorytetowego wsparcia ze strony budżetu państwa, nie rozwiną działalności dydaktycznej w stopniu oczekiwanym przez młodzież z tzw. terenu.

JEDNAKOWE SZANSE

Jest jeszcze jeden problem, który należy z całą mocą podkreślić, a który wymaga poważnej analizy ze strony tych, którzy przygotowali nową ustawę Prawo o szkolnictwie wyższym i dalej nad nią dyskutują. Dane, jakie można uzyskać z wymienionych uprzednio szkół, wskazują na to, że uczelnie te włączyły się bardzo aktywnie do organizacji licznych studiów podyplomowych, na co pozwala im ustawa o wyższych szkołach zawodowych z 26 czerwca 1997 r. Na studia te zgłasza się nie tylko kadra z szeroko pojętej gospodarki i usług, która kończyła studia wiele lat temu i nie miała szans, ze względów finansowych, na dokształcanie się lub przekwalifikowanie w ośrodkach akademickich, ale także wielu nauczycieli. PWSZ prowadzą więc studia podyplomowe dla tysięcy kandydatów z szeregu dyscyplin odpowiadających prowadzonym specjalnościom. Na szczególne podkreślenie zasługuje jednak fakt, że dokształcają się na tych studiach setki nauczycieli, przygotowując się do podjęcia zadań w zreformowanym systemie oświaty. Także i w tym przypadku PWSZ wypełniają lukę, której koszty materialne i społeczne bez ich aktywnego udziału byłyby trudne do oszacowania.

Ustawodawca wie jednak lepiej, co jest konieczne dla podniesienia kwalifikacji społeczeństwa, tego biedniejszego, zamieszkującego często setki kilometrów od ośrodków akademickich. Oto w projekcie ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym w art. 6 ust. 7 czytamy: Studia podyplomowe mogą prowadzić tylko te jednostki organizacyjne szkoły wyższej, które posiadają w tym zakresie uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora. Państwowe wyższe szkoły zawodowe uprawnień tych nigdy nie uzyskają, mimo że posiadają często liczną kadrę utytułowaną, więc wniosek z tego wynikający jest jednoznaczny: studiów podyplomowych prowadzić nie będą. Ten zapis musi zostać zmieniony, jeśli chcemy wszystkim, i bogatym, i biednym, dać jednakowe szanse edukacyjne. W przeciwnym przypadku tzw. teren będzie nie tylko odstawał w poziomie wykształcenia, ale i gospodarka tych regionów przestanie być konkurencyjna. Zacznie „produkować” bezrobotnych i to z wyższym wykształceniem.

Prof. dr hab. inż. Czesław Królikowski, elektrotechnik, jest emerytowanym profesorem Politechniki Poznańskiej.

Drodzy Czytelnicy!

Chcielibyśmy poruszyć na naszych łamach temat dramatów osobistych tych osób, którym nie udało się utrzymać na drodze kariery naukowej i uzyskać habilitacji. 

Chodzi nam o naukowców, którzy mieli już pewne osiągnięcia badawcze, nie zaś o osoby, dla których praca naukowa była życiową pomyłką. Liczymy na pomoc Państwa w zebraniu materiału do publikacji na ten temat.

Redakcja

 

Komentarze