Okolice nauki
Zapraszaliśmy ludzi, którzy uważają, że nauka jest nudna,
nieciekawa i rzucaliśmy im wyzwanie, staraliśmy się pokazać, że tak nie jest.
Krzysztof Guzek
| Fot. Krzysztof Guzek |
 |
dr Grzegorz Grabecki z Instytutu Fizyki PAN gołymi rękami wkłada do ciekłego azotu przedmioty z gumy i plastiku |
Uczyć się w sobotę? Ci, którzy zdecydowali się jednak (mimo niepewnej pogody) na przyjście 9 czerwca na warszawski Rynek Nowego Miasta i Podzamcze, mogli się przekonać, że zdobywanie wiedzy nie musi kojarzyć się jedynie z wysiłkiem, a w żadnym razie – z nudą. Na V Piknik Naukowy Polskiego Radia Bis przybyły licznie całe rodziny – dzieci, młodzież, rodzice, dziadkowie. – Nie chcemy tu nikogo zrobić fizykiem, chemikiem, matematykiem czy nie wiem, kim jeszcze – mówi prof. Łukasz Turski, przewodniczący komitetu naukowego pikniku. – Chcemy pokazać, że jest inne życie. Jeżeli ciągle mówi się w tzw. mediach, że ulice są dla szalikowców, to one będą dla szalikowców. A może ktoś został tym szalikowcem dlatego, że nikt mu niczego normalnego nie powiedział, niczego nie zaoferował? Tu proponujemy coś innego – nawet muzyka nie powoduje przecięcia pnia mózgowego. Przybyło tu wielu wspaniałych uczonych, by poświęcić swój czas na rozmowy z ludźmi – to część ich zawodu.
FONTANNA AZOTOWA
Przy jednym z najbardziej obleganych stoisk dr Grzegorz Grabecki z Instytutu Fizyki PAN przeprowadza eksperymenty wykazujące zmianę własności różnych substancji w niskich temperaturach. Gołymi rękami wkłada do ciekłego azotu przedmioty z gumy i plastiku, a także różę i dzwoneczek z ołowiu. Po chwili z łatwością – jak szkło – rozbija sprężyste dotąd materiały, a głuchy przedtem dzwoneczek zaczyna wydawać metaliczny dźwięk. Pytany o to, czy nie boi się wkładać ręki do azotu o temperaturze minus 196 stopni Celsjusza, odpowiada, że robi to już od dziesięciu lat, zdecydowanie odgania jednak śmiałków, którzy pochopnie chcieliby pójść w jego ślady. W chwilę później demonstruje „fontannę azotową” – również bez rękawic ochronnych.
Entuzjaści doświadczeń pirotechnicznych gromadzą się wokół dużego stołu, na środku którego znajduje się... wulkan. Pracownicy naukowi Instytutu Chemii Fizycznej PAN utleniając dwuchromian amonu doprowadzają do efektownej eksplozji i erupcji zielonej substancji. Mimo iż wulkan daje dziś o sobie znać co godzinę, wciąż otacza go oczekująca na wybuch publiczność.
Amatorzy obserwacji astronomicznych mogą spoglądać na niebo przez teleskopy i lunety produkowane przez Jacka i Bogumiła Uniwersałów z Żywca. Bracia mają też do zaoferowania mikroskop z kamerą, doskonały do wykorzystania w szkole. Obraz można oglądać w dużym powiększeniu na ekranie monitora.
NIEŚMIERTELNA KOMÓRKA
W namiocie Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN ustawiła się kolejka do mikroskopów (do tych, niestety, trzeba podchodzić pojedynczo), w których m.in. umieszczono żywe komórki nowotworowe, ludzkie i zwierzęce. – Pokazujemy tutaj życie i śmierć komórki – objaśnia dr Ewa Sikora. – Jak wiemy, każdy organizm zbudowany jest z miliardów różnych wyspecjalizowanych komórek, które się dzielą i umierają. Jeśli równowaga pomiędzy podziałami komórek a ich śmiercią jest zachwiana, mamy do czynienia z patologią. Komórki nowotworowe charakteryzują się tym, że dzielą się w nieskończoność, co powoduje ich nieustanny rozrost i w efekcie śmierć gospodarza. Objaśnienia prowokują do pytań: jak jest zbudowana komórka, jakie są różnice między komórką prawidłową a nowotworową, co to znaczy, że komórka nowotworowa jest komórką nieśmiertelną, i wreszcie – jak prace instytutu mają się do leczenia nowotworów? – Nie jesteśmy lekarzami, ale zajmujemy się funkcjonowaniem komórki nowotworowej, co lekarzom ułatwia ich eliminację z organizmu – odpowiada zainteresowanym dr Sikora. – Ważne jest, by poznać, dlaczego komórka, która powoduje przerzuty, jest odporna na obumieranie. Wtedy, gdy uda się ją skutecznie wyeliminować, nowotwór będzie całkowicie uleczalny.
Wędrując po Rynku Nowego Miasta można też odpocząć – przysiąść pod parasolem naprzeciw sceny i wypić herbatę (w promocji Liptona), słuchając jazzu bądź uczestnicząc w interesujących prezentacjach prowadzonych przez redaktora Piotra Kordaszewskiego. I oto fizycy z UW przedstawiają „zabawki”, które nie tylko bawią, ale i uczą. Dwa pudełka po paście do mycia rąk, połączone sznurkiem, mają uzmysłowić zgromadzonym pod sceną dzieciom, jak rozchodzą się fale dźwiękowe. Drugi rekwizyt to „zaskakująca równia pochyła”, z której staczają się dwa walce – drewniany i metalowy – o tej samej masie i objętości (metalowy jest pusty w środku). W zakłopotanie wprawia fizyków odpowiedź jednego z dzieci, że szybciej stoczy się... drewniany, bo tak stało się w istocie, przez co rację bytu stracił epitet określający równię pochyłą. Jak to często bywa, i tym razem najbardziej zaskakujące okazały się reakcje dzieci. niestety, wyjaśnienia nt. rozkładu masy w staczających się walcach dla większości z nich mogły nie być przystępne.
Uwagę nie tylko młodej publiczności przyciągają zdalnie sterowane modele – pływające, jeżdżące i latające. Z dumą prezentują je przedstawiciele Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej oraz LOK, mówiąc nie tylko o swoich sukcesach (wygranych konkursach), ale i o zastosowaniach: patrolowaniu terenów skażonych, autostrad itp. Z zaproszenia na Podzamcze, gdzie znajdują się stoiska modelarzy, wielu korzysta, by zobaczyć, jak powstają modele i lepiej ocenić ich możliwości w plenerze.
| Fot. Krzysztof Guzek |
 |
Podczas pikniku można podziwiać stare samochody (m.in. pięknego mercedesa z 1903 r.). |
TO NIE MUZEUM
Spacer po Podzamczu przynosi pewną niespodziankę – okazuje się pomocny w zgłębianiu przeszłości. Przybyli tu reprezentanci wielu instytucji zajmujących się archeologią. Spektrum jest bardzo szerokie: Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Paleobiologii PAN, Państwowe Muzeum Archeologiczne, magazyn popularnonaukowy „Archeologia Żywa” – oto niektóre z nich. „Wioska archeologiczna” to nie tylko miejsce spotkań z badaczami przeszłości, tu również dużo się dzieje. – W kościele bizantyjskim z V-VI wieku, w Hippos-Sussita w Izraelu, odkryliśmy mozaikę, uszkodzoną oczywiście, dlatego jednym z rodzajów aktywności, jaką tutaj proponujemy młodzieży, jest jej pokolorowanie – mówi prof. Jolanta Młynarczyk z Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej PAN. – Tu można wziąć do ręki, to nie muzeum. Ktoś chwyta delikatnie kawałek garnka z II-III w. n.e. z okolic Nazaretu. – A to imadełko z amfory – dzbana o dwóch uszkach, imadłach – także znalezione w Izraelu, jakiś III-II w. p.n.e. Tu mamy monety brązowe...
Zainteresowanie taką formą poznawania historii jest ogromne. W szkółce pisma klinowego można przejść przyspieszony kurs nauki klinów – języka akadyjskiego. Gdy na tabliczce uda się już komuś napisać swoje imię, może ją wypalić w palenisku syryjskim. Na nim też przyrządzana jest kawa w sposób typowy dla krajów orientu. Dużą popularnością cieszy się również gra przywieziona z Seraksu, odkryta przez misję z Instytutu Archeologii UW. Jest to gra planszowa, w którą grano we wczesnym średniowieczu (XI-XIII w.). Zasady są proste, więc wielu korzysta z okazji, by się ich nauczyć.
Wydawnictwo „Archeologia Żywa” prezentuje animacje komputerowe stanowisk archeologicznych badanych przez polskich naukowców. Rewelacyjnym odkryciem są najświeższe badania w Tel Karamel w północnej Syrii, gdzie prof. Ryszard Mazurowski natrafił na wieżę i mur z epoki kamienia, być może starsze od samego Jerycha (wieża w Jerychu do tej pory uchodziła za najstarszą architekturę obronną na świecie), liczące ok. 10 tys. lat. – Jeżeli potwierdzą to datowania węglowe (próbki zostały dostarczone do laboratorium w AGH), to można się wkrótce spodziewać sensacji na skalę światową – dodaje dr Przemysław Wielowiejski, redaktor naczelny „Archeologii Żywej”. Spośród atrakcji przygotowanych przez jego zespół zainteresowanie wywołuje też swoista inscenizacja – starobabiloński rytuał ozdrowienia i ofiary.
MODA NA PRZESZŁOŚĆ
Na Podzamczu dużo się dymi i hałasuje. U kowala można wykuć grot, a w mennicy średniowiecznej własnoręcznie wybić monetę. Nie zabrakło też rekonstrukcji dymarki, która najprawdopodobniej służyła Rzymianom do wytopu żelaza. W glinianym leju, wystającym mniej więcej półtora metra nad ziemią, przez cały dzień pali się węgiel drzewny zmieszany z rudą żelaza, doprowadzając ją do temperatury 1300 stopni Celsjusza. Gdyby piknik trwał jeszcze jeden dzień (potrzeba minimum 30 godzin), po rozbiciu gliny zobaczylibyśmy wytopione żelazo.
To nie jedyne ukłony w stronę przeszłości podczas V Pikniku Naukowego Polskiego Radia Bis – można jeszcze pojeździć bicyklem i podziwiać stare samochody (m.in. pięknego mercedesa z 1903 r.). Tymczasem red. Kordaszewski wielokrotnie powtarza przez megafony, iż hasło tegorocznej imprezy brzmi: Czym zaskoczy nas świat w XXI wieku? – Dla mnie frapujące było to, jak na to pytanie odpowiadają ludzie zajmujący się przeszłością, archeologowie – konkluduje Robert Firmhofer, zastępca dyrektora Polskiego Radia Bis. – Pokazują oni, że nowe metody badawcze pozwalają lepiej poznawać przeszłość. Paradoksalnie, przyszłość może nas zaskoczyć przeszłością. Tę ciekawą myśl rozwija red. Wielowiejski: – Skala agresywnej techniki, która zaczyna nas
otaczać, może być zbyt duża i ludzie w przyszłości będą tęsknić do pewnej normalności, do życia bardziej zhumanizowanego. Widać podczas tego pikniku zainteresowanie starymi technikami lepienia naczyń, wytopu żelaza, ekologicznym sposobem życia. Odwracanie się ludzi od sztampy wychodzącej spod tłoczni maszyn i zwracanie uwagi na rękodzieło, na to, co człowiek sam potrafi zrobić – to może nas zaskoczyć. Przyszłość może przynieść modę na przeszłość.
Sceneria pikniku przypomina chwilami film z gatunku fantasy. Rycerze z mieczami i w zbrojach przechadzają się po placu, na którym umieszczone są kamery, umożliwiające oglądanie na żywo relacji w Internecie. Damy w średniowiecznych strojach mijają namiot Telekomunikacji, w którym znajduje się najnowsza aparatura służąca do obsługi wideokonferencji. Tam też gromadzą się dziwne stwory – na szczudłach, z telefonami na głowach czy tarczami (telefonicznymi) na piersiach – główny sponsor pikniku, TP SA, daje znać o sobie, także poprzez ogłaszane przez głośniki konkursy.
SKŁONNOŚĆ MAŁYSZA
Internauci mają możliwość włączenia się do rozmowy z wybitnymi przedstawicielami świata nauki w tzw. czacie. O biologii molekularnej mogą rozmawiać z prof. Leszkiem Kuźnickim i korzystają z tej okazji, by spytać np. o możliwość... sklonowania Małysza. Temat nowoczesnych metod diagnostycznych – rentgenografii i rezonansu magnetycznego – skłania do zadawania prof. Jerzemu Waleckiemu dość poważnych pytań (niepoważne są tylko pseudonimy: Viagra, Bzz), podobny jest ton rozmowy nt. biologii komórki z dr hab. Elżbietą Wyrobą. Wyraźne ożywienie internautów powoduje pojawienie się ks. prof. Michała Hellera – pytają o relacje między wiarą a wiedzą, o powstanie wszechświata, obce cywilizacje.
Ze zróżnicowanego poziomu stawianych pytań – zarówno na Rynku Nowego Miasta czy Podzamczu, jak i w dyskusjach toczonych w Internecie – właściwie należy się cieszyć, bo świadczy to o tym, iż nie jest to impreza przeznaczona dla wąskich elit. – Nie sprawdzam, jakie wykształcenie mają nasi goście, to mnie nie interesuje. Ważne, że są oni ludźmi ciekawymi i otwartymi na świat – podkreśla dyr. Firmhofer. – Duża część z tych osób nie jest w ogóle zainteresowana nauką na co dzień. Być może większość z nich nie przeczytała nigdy żadnej książki popularnonaukowej. O to chodziło – zapraszaliśmy ludzi, którzy uważają, że nauka jest nudna, nieciekawa i rzucaliśmy im wyzwanie, staraliśmy się pokazać, że tak nie jest. Myślę, że dziś udowodniliśmy to po raz piąty. Udało się to nawet lepiej niż poprzednim razem.
|