Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 11/2001

Chcemy podkreślić autonomię uczelni
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Intensywnie rozpoczynamy prace nad nowym prawem o szkolnictwie wyższym. Musimy uregulować wiele palących kwestii.

Rozmowa z dr Krystyną Łybacką,
minister edukacji narodowej i sportu
 

Fot.  S. Ciechan

Dr Krystyna Łybacka (ur. 1946), matematyk. Ukończyła wydział Mat.-Fiz.-Chem. UAM w 1967. Od 1968 jest pracownikiem Instytutu Matematyki Politechniki Poznańskiej, gdzie w 1976 obroniła pracę doktorską (Losowy podział kwadratu). W latach 1968-91 pełniła funkcję sekretarza Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Posłanka na Sejm od 1991. W latach 1997-2001 wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Od 19 października br. pełni funkcję ministra edukacji narodowej i sportu.

Jest Pani pierwszą kobietą pełniącą funkcję ministra edukacji od roku 1989, a także pierwszym ministrem, który nie jest profesorem. Czy czuje Pani tremę obejmując ten urząd?
– W Ministerstwie Edukacji Narodowej rzeczywiście jestem pierwszą kobietą sprawującą ten urząd, ale jeśli wzięlibyśmy pod uwagę istniejące wcześniej Ministerstwo Oświaty i Wychowania, to kobieta była już ministrem. Nie jestem profesorem, ale od ponad 30 lat jestem nauczycielem akademickim i problemy szkolnictwa wyższego znam dobrze. Ale wracając do istoty pytania – poprzedziłam moje przejście do resortu edukacji ponaddziesięcioletnią pracą w komisji edukacji w parlamencie. Przez ostatnie cztery lata byłam wiceprzewodniczącą tej komisji. W związku z tym miałam możliwość wszechstronnego poznania problematyki tak oświaty, jak i szkolnictwa wyższego, a także wielokrotnych bezpośrednich spotkań z wieloma wybitnymi specjalistami w zakresie edukacji. Sądzę, że to dobre przygotowanie do funkcji ministra edukacji.


– Cały czas jest Pani czynnym nauczycielem akademickim, wykładowcą matematyki w Politechnice Poznańskiej. Czy nadal będzie Pani prowadzić zajęcia w uczelni?
– Jestem wykładowcą akademickim i nadal zamierzam nim być. Muszę powiedzieć, że spośród licznych gratulacji i przejawów sympatii, jakich doznałam po objęciu funkcji ministra, największą radość sprawiła mi spontaniczna owacja studentów, kiedy w poniedziałek, po nominacji, weszłam na swój wykład.


– Prof. Adam Jamróz, rektor Uniwersytetu w Białymstoku, został wiceministrem odpowiedzialnym za sprawy szkolnictwa wyższego w randze sekretarza stanu. Czy to docenienie roli szkolnictwa wyższego?
– Zgodnie z zapowiedziami, zmniejszyliśmy liczbę wiceministrów. Obecnie jest ich w resorcie tylko czterech. Właśnie dla podkreślenia wagi szkolnictwa wyższego i rangi środowiska akademickiego pierwszym moim zastępcą, w randze sekretarza stanu, jest prof. Adam Jamróz.


– Z reguły ministrowie, wywodząc się ze szkolnictwa wyższego, poprzez proporcje obciążeń, choćby ilości zagadnień związanych z reformą, byli zmuszeni dużo więcej uwagi poświęcać oświacie. Pani także zaczyna od problemów oświatowych, mianowicie od budzącej spore kontrowersje sprawy nowej matury.
– To nie jest tak, że już na początku poświęcam się przede wszystkim oświacie. Właśnie dzisiaj byłam na posiedzeniu Rady Głównej, gdzie mówiliśmy o problemach związanych z jakością kształcenia. Pierwszym departamentem, który odwiedziłam na początku swego urzędowania – byłam w każdym pokoju, przywitałam się z każdym pracownikiem – był Departament Szkolnictwa Wyższego. Natomiast kwestie nowej matury wymagają szybkich rozstrzygnięć, aby uczniowie możliwie wcześnie wiedzieli, co ich czeka i do jakiego typu egzaminu mają się przygotowywać.


– Nowa matura miała być egzaminem weryfikującym w sposób obiektywny – bo oceniany przez zewnętrzną, niezależną komisję – wiedzę młodego człowieka, ale równocześnie egzaminem wstępnym na wyższe uczelnie. Tak nie będzie.
– Uczelnie do końca czerwca 2003 roku są zobligowane do określenia zasad przyjęć kandydatów uwzględniających wyniki nowej matury. Miało to być wyprzedzenie w stosunku do pełnego wprowadzenia systemu w 2005 roku. W wielu szkołach wyższych senaty podjęły już takie uchwały, ale mówią one o równoległym uwzględnianiu wyników starej i nowej matury, a więc de facto w uczelni i tak muszą w najbliższych latach funkcjonować dwa systemy rekrutacyjne.


– Uczelnie dość długo przekonywały się do tego, aby dotychczasowe egzaminy wstępne zastąpić wynikami nowej matury. Nie wszystkie i stopniowo, bo przecież nie wiadomo, jak ten system zafunkcjonuje w praktyce, jednak zgodziły się to zrobić, a rektorzy podpisali z ministrem edukacji tzw. porozumienie krakowskie. Teraz mówią: Nasza praca, cały wysiłek włożony w przygotowanie zmian, był niepotrzebny.
– Po pierwsze, nie wszyscy rektorzy tak uważają. Po drugie, tylko część uczelni podjęła takie uchwały, a te, które to zrobiły, mają jeszcze czas do końca grudnia, aby skorygować procent kandydatów, jaki przyjmą na podstawie postępowania kwalifikacyjnego, jaki na podstawie konkursu świadectw, a jaki na podstawie nowej matury. Po trzecie, to nie jest praca na marne, ponieważ już w tym roku pewna część uczniów zapewne zdecyduje się na zdawanie nowej matury. A w 2003 roku, kiedy uczelnie będą zobligowane do przyjęcia systemu rekrutacyjnego, będą mogły to uczynić nie tylko na podstawie przemyśleń, ale także pierwszych doświadczeń.


– Jakie są najbliższe zamierzenia nowej minister edukacji w obszarze szkolnictwa wyższego?
– Jednym z najpilniejszych zadań, jakimi się zajmę, jest akredytacja. Student rozpoczynający naukę w szkole wyższej ma prawo do jak najwyższego poziomu usług edukacyjnych. Do końca października senaty uczelni, Rada Główna, stowarzyszenia naukowe i twórcze, stowarzyszenia pracodawców zgłaszają kandydatów do Państwowej Komisji Akredytacyjnej, którą powołaliśmy w nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Do końca grudnia muszę mianować jej członków.


– Czym będzie się Pani kierowała przy nominacjach?
– Chciałabym, aby byli to ludzie nie tylko mający konkretny dorobek i określoną pozycję zawodową, ale przede wszystkim mający doświadczenie w zakresie oceny jakości kształcenia. Od kilku lat działają środowiskowe komisje akredytacyjne, a także zajmuje się tym problemem Rada Główna i działająca dotychczas Komisja Akredytacyjna Wyższego Szkolnictwa Zawodowego. Z pewnością ich doświadczenia nie można zmarnować.


– Co z ustawą o szkolnictwie wyższym?
– Intensywnie rozpoczynamy prace nad nowym prawem o szkolnictwie wyższym. Jest projekt przygotowany przez ministerstwo, ale chcę także przypomnieć, że ponad dwa lata leżała u marszałka Sejmu nowelizacja ustawy autorstwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w której proponowaliśmy liczne konkretne rozwiązania. Musimy uregulować wiele palących kwestii w szkolnictwie wyższym, że wspomnę tylko sprawę statusu doktorantów, którym należy przywrócić status pracownika, czy nowych form kształcenia na odległość. Chcemy podkreślić autonomię uczelni. W spornych sprawach minister będzie jedynie zawieszał decyzje senatu, rozstrzygać będzie Naczelny Sąd Administracyjny. Dla nas nie ma zresztą prawd objawionych i jesteśmy otwarci na dyskusję. Kwestie nowej ustawy musimy załatwić jak najszybciej. Mam nadzieję, że uda nam się uniknąć 11 kolejnych jej wersji.


– Jedną z najbardziej gorących i dyskusyjnych kwestii ostatnich lat jest sprawa odpłatności za studia. SLD był zdecydowanie przeciw wprowadzaniu odpłatności czy współpłatności, bo przecież gros tej odpłatności i tak ponosi państwo. W jednej z dyskusji z prof. Edmundem Wittbrodtem, byłym ministrem edukacji, powiedziała Pani, że tę część, którą uczelnie otrzymują od studentów zaocznych i wieczorowych, powinno wziąć na siebie państwo, aby wszyscy studenci uczelni państwowych nie płacili za studia.
– To jest model marzenie. Niestety, wiemy, jaki jest stan finansów państwa. Z pewnością nie da się zrobić tego już dziś. Będziemy się starali, uwzględniając realia budżetowe, być jak najbliżsi ducha zapisu konstytucji, która w art. 70. ust. 2 mówi, że w Rzeczypospolitej Polskiej nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Dopiero w drugim zdaniu dodaje: Ustawa może dopuścić świadczenie niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że do katalogu usług edukacyjnych można zaliczyć studia wieczorowe i zaoczne. Będziemy chcieli, aby stopniowo, w ciągu kilku lat, budżet rzeczywiście wziął na siebie większy ciężar odpłatności i aby docelowo liczba studentów wieczorowych i zaocznych nie przekraczała 30 proc. ogółu kształcących się. Teraz, zgodnie z wykładnią Trybunału, powinno to być nie więcej niż 50 proc. studentów, ale pamiętajmy, że to nie jest podstawowa działalność uczelni, tylko usługa. Uczelnia, zgodnie z konstytucją, jest zobligowana do nauczania bezpłatnego.


– Rozumiem, że jest to zapowiedź zwiększenia nakładów na szkolnictwo wyższe.
– Oczywiście. Zwiększanie liczby studentów kształconych nieodpłatnie musi być powiązane z równoczesnym zwiększaniem nakładów na kształcenie nieodpłatne. Ta regulacja będzie jednak wymagała rozłożenia w czasie, aby nie odebrać uczelniom źródeł dochodu nie dając im nic w zamian. Będzie też oczywiście uzależniona od możliwości budżetu w najbliższych latach.


– Przez ostatnie lata ministerstwo starało się zachęcać mniejsze uczelnie, aby łączyły się i na tej bazie tworzono uniwersytety. Tak się stało w Olsztynie, a w tym roku w Zielonej Górze i Rzeszowie. Czy ten sposób myślenia będzie kontynuowany?
– W momencie, kiedy wiele dawnych miast wojewódzkich straciło swój status, regiony często czuły, że ich ranga spada. Nie ma bardziej, nazwijmy to, „regionotwórczego” elementu niż dobra szkoła wyższa. Nazwa uniwersytet pobudza do troski o poziom kształcenia. To dobrze, że uczelnie mają aspiracje, aby stawać się uniwersytetami, a lokalni działacze i politycy, aby na ich terenie funkcjonował uniwersytet, ale musimy zadbać o to, by ta nazwa była adekwatna do poziomu nauczania.


– Czy nadal tak licznie będą tworzone państwowe wyższe szkoły zawodowe?
– Zależy nam na tym, aby jak najwięcej młodych ludzi kończyło wyższe studia, przynajmniej na poziomie licencjackim. Obecnie wskaźnik scholaryzacji wynosi już 43 proc., ale chcemy, by nadal rósł. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że najbardziej kosztochłonnym czynnikiem edukacji na poziomie wyższym jest utrzymanie w dużym mieście. Zatem jesteśmy zainteresowani tym, żeby szkoła wyższa znalazła się jak najbliżej miejsca zamieszkania potencjalnego studenta. Bardzo cenna jest także aktywność społeczności lokalnych. To dobrze, jeśli samorządy fundują stypendia dla studentów ze swojego terenu. Dzięki poprawce senatorów SLD już mogą to robić i np. mój wielkopolski sejmik samorządowy przeznaczył 1 milion zł na stypendia dla studentów z rodzin wiejskich i małomiasteczkowych. Dodatkowo taki student, na mocy porozumienia z kolegium rektorów miasta Poznania, dostaje miejsce w akademiku i stołówkę. Zatem, nawet mając 300 zł, bo tyle wynosi to stypendium, dostaje szansę studiów. W małych miejscowościach powinny powstawać także punkty konsultacyjne czy zamiejscowe ośrodki kształcenia renomowanych uczelni.


– Obecnie obowiązująca ustawa na to nie pozwala.
– To jest konieczność i będziemy starali się zmienić ten stan.


– Funkcjonuje już 216 uczelni niepaństwowych, które kształcą jedną trzecią wszystkich studentów. To z pewnością duże osiągnięcie naszej transformacji. Poziom wielu z tych uczelni nie jest najwyższy, a w kolejce czeka kolejnych kilkadziesiąt wniosków. Czy nie przekroczyliśmy granicy racjonalności systemu?
– Nie martwiłabym się liczbą uczelni, bo tę kwestię powinien regulować popyt na usługi edukacyjne. Martwię się natomiast tym, że zapewne ok. 80 proc. z tych uczelni kształci na kierunkach ekonomicznych, głównie zarządzaniu i marketingu. A nam potrzeba fachowców w wielu innych dziedzinach, choćby informatyce. I też martwi mnie poziom wielu z tych szkół.


– Czego uczelnie mogą spodziewać się jeszcze w tym roku jeśli chodzi o finanse?
– Nowy rząd usankcjonował rozporządzeniem Rady Ministrów faktyczną blokadę środków dokonaną jeszcze przez poprzednią ekipę. Średnio ma to być 6,4 proc. budżetów poszczególnych resortów. Cięcia nie ominą, niestety, także edukacji. Na szczęście tu będą mniejsze, ponieważ staraliśmy się chronić tę sferę i będą dotyczyły przede wszystkim wydatków rzeczowych oraz inwestycji, tak, aby były jak najmniej bolesne dla pracowników.


– A co z zapowiadaną podwyżką wynagrodzeń?
– Oczywiście wchodzi w życie, bo to jest regulacja ustawowa. Będę chciała, żeby rząd podjął decyzję, iż w następnych latach realizowane będą także kolejne jej etapy.


– A jak będzie wyglądał budżet szkolnictwa wyższego na rok przyszły?
– To na pewno nie będzie budżet, który kogokolwiek zachwyci, ale stan finansów publicznych jest katastrofalny. Musimy je ratować po to, aby za dwa, może trzy lata, móc realizować zupełnie już inną politykę. Jeśli w porę nie zastosujemy środków naprawczych, nie będzie już czego ratować.

Rozmawiał
Andrzej Świć
 

Komentarze