Życie akademickie
Największą chyba zaletą lubelskiego Festiwalu Nauki jest
fakt, że młodzież
szkolna i nauczyciele mają okazję pojawić się w murach uczelni, która
w ten sposób choć w części wypełnia swą społeczną misję.
Grzegorz Filip, Piotr Kieraciński
|
Fot. Stefan Ciechan
 |
Przed Zakładem Mikrobiologii Ogólnej UMCS kłębi się
tłum młodzieży czekającej na pokaz sekwencjonowania DNA. – Przyspieszcie
wpuszczanie kolejnych grup – woła kobieta w białym fartuchu, wpadając do
przedsionka pracowni. – Ja was nie chcę martwić, ale pod drzwiami jest dużo
ludzi, a tam na dole podjeżdżają autokary. Czy wszyscy się zmieszczą? W ciasno
wypełnionym korytarzu nauczycielka patrzy bezradnie na grupę swych uczniów. – Tu
pracuje moja siostra, może będzie mogła coś załatwić? – mówi prawie serio jeden
z nich.
Nauczyciele przyprowadzają za duże grupy. Pomieszczenia pracowni
mikrobiologicznych nie są przygotowane do przyjęcia kilkudziesięciu gości naraz
(na fot.). Najpopularniejsze pokazy powtarza się wielokrotnie. Dziekan Wydziału
Biologii i Nauk o Ziemi obiecał zorganizowanie dodatkowych imprez połączonych z
dniami otwartymi uczelni.
Na dworze jest już chłodno, ale nie pomyślano o udostępnieniu szatni. Wszyscy
noszą się z kurtkami, w pracowniach robi się duszno. Wciskam się do pokoju,
gdzie prof. Martyna Kandefer-Szerszeń wraz z asystentami wyjaśnia metodę, dzięki
której możliwe jest ustalenie sekwencji, czyli określenie kolejności
nukleotydów. Jest to jeden z etapów analizy genu. Na podstawie sekwencji można
przewidzieć kolejność aminokwasów w białku, które jest kodowane przez dany gen.
Naukowcy tłumaczą kwestie techniczne, których nie znajdzie się w podręcznikach
szkolnych. Poza tym, zobaczyć aparaturę to nie to samo, co przeczytać.
Lubelski Festiwal Nauki, organizowany w tym roku po raz pierwszy, od razu się
udał. Nie był tak bogaty, jak festiwale w Warszawie, Wrocławiu czy Katowicach,
ale od czegoś trzeba zacząć. Edynburski pomysł Davida Shugara, podchwycony 5 lat
temu w Warszawie przez Magdalenę Fikus, na lubelski grunt przeszczepił fizyk
prof. Wiesław Kamiński. Dyrektorem festiwalu został Dobrosław Bagiński, artysta
plastyk, profesor Wydziału Artystycznego UMCS. Jego autorstwa był też imponujący
kształtem artystycznym katalog festiwalowy.
Miasteczko akademickie wygląda w czasie festiwalu zupełnie inaczej niż
zwykle. Przed każdym budynkiem gromadzą się tłumy młodzieży oczekującej na
imprezy. Przyjechali z całego regionu: z Lubartowa, Chełma, Tomaszowa, Puław.
Przed gmachem rektoratu UMCS dziewczyny sprzedają program festiwalu. Chcę kupić.
Nie mają wydać. Jakaś nauczycielka pyta mnie, gdzie jest Wydział Biologii.
Właśnie stamtąd wracam. Pokazuję jak iść. Dwie dziewczyny w wieku licealnym
urwały się najwyraźniej z pokazów i zapalają na stojąco papierosy wśród drzew na
placu Skłodowskiej.
Na Wydziale Chemii trwa pokaz światłowodów i laboratorium chemii polimerów.
Chemicy nie wpuścili publiczności do laboratoriów. Aparaturę wystawili w głównym
holu. Panuje tu szum. Krąg zainteresowanych otacza kilka urządzeń i
objaśniającego, który próbuje przekrzyczeć resztę wypełniającej hol młodzieży.
Nie wiem, czy ktoś coś zrozumiał.
|
Fot. Stefan Ciechan
 |
Pełna sala, ale bez tłoku, słucha wykładu psychologa Bożydara Kaczmarka,
który mówi o społecznych grach w skuteczną komunikację. Wykładowca jest
sympatyczny, komunikatywny. Pokazuje pułapki języka i jego uwikłanie w kontekst
kultury, sytuacji, wykształcenia komunikujących się osób. Asystentki profesora
przeprowadzają na publiczności kilka testów, które tłumaczą, jak wieloznaczność
utrudnia komunikację, dają dowód wywierania wpływu poprzez język, pokazują
komunikację jako teatr.
Spora sala Wydziału Ekonomicznego nie pomieściła publiczności zgromadzonej na
spotkaniu poświęconym cywilizacji obrazkowej. Prowadzi je Dobrosław Bagiński.
Początek zapowiada się ciekawie. Niestety, jestem w gronie tych, którzy się nie
zmieścili, a drzwi trzeba domknąć, by zapewnić ciemność do pokazu przezroczy. Po
sąsiedzku, na warsztatach komputerowych i audiowizualnych Media w edukacji,
pokazywane są filmy edukacyjne. Przyszła także młodzież gimnazjalna.
W Muzeum UMCS trwa wystawa o „Kulturze” i Jerzym Giedroyciu. W holu
Biblioteki Głównej na wielkich sztalugach wystawiono dużego formatu obrazy
olejne. Ostre, ekspresyjne malarstwo Krzysztofa Bartnika. Nie sposób nie
zauważyć. Wystawy są także na Wydziale Prawa i w Chatce Żaka.
Do obejrzenia swoich zbiorów zaprasza Muzeum Zoologiczne. Po raz pierwszy mam
okazję zobaczyć tę kolekcję: skorupiaki, owady, małpy, gryzonie, wędrówki
ptaków, koralowce z południowych mórz, motyle. Szkoda, że nikt nie oprowadza.
Można by coś ciekawego usłyszeć.
W Instytucie Mikrobiologii tajemnice komórki odsłania mikroskop elektronowy.
Tu też tłoczy się spora gromada widzów. Prezentacja jest dobrze przygotowana.
Dwie osoby opisują działanie urządzenia, porównują mikroskop elektronowy ze
świetlnym, pokazują obrazy spod mikroskopu, demonstrują jego możliwości. Tablice
na ścianach dopełniają prezentacji.
Tegoroczny festiwal zaznaczył w Lublinie swą obecność. Stało się tak m.in.
dzięki mediom. O dobrej współpracy z nimi mówiła Elżbieta Mulawa-Pachoł,
rzecznik prasowy UMCS. Festiwal jest okazją do odwiedzenia miasteczka
akademickiego. Wiele się tu ostatnio zmieniło. Miłe wrażenie robi np. nowy
budynek Agro II Akademii Rolniczej i jego otoczenie. AR, podobnie jak KUL i
Akademia Medyczna, włączyła się w tym roku nieznacznie w organizację festiwalu.
W przyszłym roku prawdopodobnie wszystkie uczelnie wezmą w nim udział.
Największą chyba zaletą tej imprezy jest fakt, że młodzież szkolna i nauczyciele
mają okazję pojawić się w murach uczelni, która w ten sposób choć w części
wypełnia swą społeczną misję.
|
Festiwal w liczbach
Podczas pierwszej edycji Festiwalu Nauki w Lublinie
pracownicy i studenci UMCS i AR zaprezentowali 63 projekty. Niektóre
powtórzono wielokrotnie, gdyż zainteresowanie nimi przeszło oczekiwania
organizatorów. W festiwalowe prezentacje zaangażowanych było 170 uczonych
oraz studenci. Zaproszenia rozesłane do szkół zaowocowały ogromną liczbą
grup szkolnych. W samym tylko biurze organizacyjnym zgłoszono ich 85. Wiele
grup trafiało bezpośrednio do organizatorów pokazów, jeszcze inne
przychodziły niezapowiedziane – np. na pierwszy pokaz wariografu zgłoszono
dwie grupy, tymczasem pojawiło się ich sześć. W sumie organizatorzy
oszacowali liczbę odwiedzających na 20 tys. osób i wydaje się, że są to
szacunki bardzo ostrożne. Władze UMCS zapowiedziały, że następny lubelski
Festiwal Nauki odbędzie się w czerwcu 2003 r. |
|
Spóźnieni
Mimo że tyle czasu mówiono o festiwalu, nie wszyscy
pracownicy UMCS dowiedzieli się o nim na tyle wcześnie, by przygotować i
zgłosić do programu własne prezentacje. Część niedoinformowanych
zrezygnowała w tym roku z udziału w festiwalu, inni postanowili działać,
mimo że przygotowanych przez nich prezentacji nie można już było umieścić w
programie. Do tych drugich należały studenckie koła naukowe prawników i
historyków.
Prawnicy pod kierunkiem dr.dr. Wiesława Tekely’ego i
Grzegorza Smyka przygotowali opartą na autentycznych wydarzeniach z 1678 r.
prezentację zatytułowaną Ostatni proces o czary w Lublinie (na fot).
Cieszyła się – zasłużenie – tak dużym powodzeniem, że powtórzono ją w
późniejszym terminie.
Historycy, kierowani przez dr. Dariusza Słapka, wystąpili
w sobotę w strojach i uzbrojeniu żołnierzy stacjonującego najbliżej granic
ziem polskich XIV legionu rzymskiego. Chętnie udzielali też wyczerpujących
informacji o legionach i legionistach: można się było m.in. dowiedzieć, że
miesięczne uposażenie legionisty starczało na kupno jednego niewolnika,
podczas gdy pretorianie, stacjonujący w Italii, zarabiali w tym samym czasie
na trzech niewolników. |
|
Sami i bez pieniędzy
O organizacji Festiwalu Nauki w Lublinie mówiono od dawna. Miał być
wspólnym przedsięwzięciem wszystkich uczelni państwowych tego miasta. Gdy
jednak okazało się, że na jego organizację nie będzie pieniędzy z
zewnątrz, jedyną zainteresowaną uczelnią pozostał Uniwersytet Marii
Curie-Skłodowskiej. Czyżby dlatego, że tylko w tej uczelni są fizycy?
Władze uczelni planowały początkowo, że impreza odbędzie się w czerwcu.
Ponieważ uniwersytet sam musiał wypełnić jej program, przesunięto festiwal
na październik. Ostatecznie także pracownicy Akademii Rolniczej, której
obiekty znajdują się w głównym kampusie akademickim Lublina, tuż obok
UMCS, przygotowali kilka festiwalowych prezentacji. Trochę grosza dołożyli
sponsorzy – dwie duże lubelskie firmy z branży spożywczej oraz banki
współpracujące z UMCS. Mimo to pracownicy biorący udział w festiwalowych
prezentacjach i prelekcjach nie otrzymali za to wynagrodzeń. Można zatem
powiedzieć, że festiwal zorganizowano i przeprowadzono społecznie, co
odróżnia go od wielu podobnych imprez w kraju. |
|