|
|
Sposób byciaPodstawowym głodem niepełnosprawnych jest głód twórczości.
Drugim – potrzeba akceptacji i ciepła. Piotr Kieraciński
W archiwum Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych UMK znajduje się 60 tys. prac 700 autorów – dorobek ponad 25 lat pracy Andrzeja Wojciechowskiego i jego współpracowników z osobami niepełnosprawnymi. A zaczęło się zupełnie przypadkiem. Podeszła do niego Wanda Szuman – wybitna pedagog, choć odsunięta od formalnych zajęć w utworzonej przez siebie szkole – i powiedziała: – Słyszałam, że jest pan plastykiem. – Trudno zaprzeczyć – odpowiedział Wojciechowski, który jako rzeźbiarz należał do tzw. wrocławskiej awangardy lat 60., do Torunia wrócił po 16 latach studiów i pracy we Wrocławiu. – Wyjęła z torebki kartkę z jakimś słodkim rysuneczkiem dziewczęcym – opowiada – i powiedziała, że ma genialną artystkę. Jest ona jednak sparaliżowana i trzeba jej pomóc. Zgodziłem się, nie przeczuwając, co z tego wyniknie. Wanda Szuman miała niespotykaną charyzmę. – Gdy chwyciła cię za guzik, to już byłeś złowiony – przedstawia obrazowo Wojciechowski. On też został „złowiony”. Już podczas pierwszej wizyty przedstawiono go jako człowieka współpracującego z Wandą Szuman. Jego wyjazdy do niepełnosprawnej „artystki” zauważyli studenci z Wydziału Sztuk Pięknych UMK, gdzie wówczas pracował. Zaczęli uczestniczyć w zajęciach z niepełnosprawnymi. PLANETA MAŁEGO KSIĘCIAWażnym epizodem, który przyczynił się do ukształtowania pracowni, były wyjazdy do podwarszawskich Lasek. Andrzej Wojciechowski został tam po raz pierwszy zaproszony pod koniec lat 70. przez prof. Janusza Boguckiego na spotkanie artystycznej awangardy. – To był zupełnie odrębny świat, rządzący się innymi wartościami. taka planeta Małego Księcia – mówi. Uznał, że odpowiedzialność pedagogiczna wymaga, aby pokazał to miejsce swoim studentom. Zaczęły się wyjazdy. – Nie bardzo chciałem się tym chwalić w uczelni – wspomina. Jednak pewnego razu jego nieformalna grupa spotkała na dworcu kolejowym dyrektora instytutu. Od tej chwili wyjazdy dofinansowywał uniwersytet. W Laskach rozmawiali o sztuce i hospitowali zajęcia w zakładzie rehabilitacyjnym. Pewnego razu, podczas spaceru po lesie jeden ze studentów zapytał: – Czy nie moglibyśmy zrobić czegoś dla niepełnosprawnych w Toruniu? Pomieszczenie udostępniła uniwersytecka biblioteka. – Materiały malarskie przyniosłem z instytutu. Studenci zaprosili niepełnosprawnych. – Zauważyliśmy, że te dzieci zachowują się tak samo, jak my przy swoich warsztatach pracy. Zobaczyliśmy u dzieci wysiłek, który znaliśmy z własnego doświadczenia – wspomina. Skupili się na procesie, nie na dziele. To twórczość, a nie sztuka ma terapeutyczne działanie. GŁÓD TWÓRCZOŚCIPodczas przygotowywania doktoratu, zetknął się z Antonim Kępińskim. Zaakceptował jego definicję twórczości: Jest to każde świadome wprowadzenie własnego porządku w otaczający świat. Wojciechowski dodaje: – Z definicją twórczości, jako tworzenia rzeczy nowych, rozprawił się na gruncie filozofii klasycznej Władysław Stróżewski. Uznał, że tak uproszczone określenie nie ma sensu, gdyż każdy byt w sensie metafizycznym jest nowy. W teorii bytu nie istnieje klonowanie. Taki pogląd na twórczość pomógł zaakceptować plastyczne działania niepełnosprawnych. Skoro wprowadzają oni własny porządek w swoje dzieła, należy je zachować. Tak powstała idea gromadzenia prac powstających w czasie warsztatów. Na pytanie, jak uczycie te dzieci?, prof. Wojciechowski daje odpowiedź: – W potocznym sensie w ogóle ich nie uczymy. Ich talenty są jak dżinny zamknięte w butelce. Wystarczy je uwolnić. Dajemy dzieciom narzędzia i trochę ukierunkowujemy pracę. Podstawowym głodem tych ludzi jest głód twórczości. Drugim – potrzeba akceptacji i ciepła. To wystarczy, aby dalej się rozwijali. Niektórzy uczestnicy zajęć, organizowanych przez Andrzeja Wojciechowskiego, uzyskali w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego zawodowe uprawnienia artystyczne, zdobywali też nagrody na krajowych i międzynarodowych konkursach artystycznych. METAFIZYKA PEDAGOGIKIZdaniem prof. Wojciechowskiego, rodzice niepełnosprawnych dzieci muszą się uporać z trzema problemami. Pierwszym jest zaakceptowanie upośledzonego dziecka. Drugim – co z nim zrobić, gdy zakończy okres szkolny. – Ten problem pomagamy im rozwiązać podczas warsztatów – mówi. Pozostaje jeszcze strach – co się stanie z dziećmi po śmierci rodziców. Próbą rozwiązania tego problemu jest budowa domu dla niepełnosprawnych sierot na Rubinkowie – kolejne przedsięwzięcie na rzecz osób upośledzonych, zainicjowane przez prof. Wojciechowskiego. Uczony stara się podbudować filozoficznie swoje artystyczne i pedagogiczne zainteresowania. Problemy wyrosłe ze spojrzenia Jacquesa Maritaina na sztukę stały się przedmiotem jego wykładu kwalifikacyjnego II stopnia (habilitacji). Dziś na gruncie filozofii klasycznej prowadzi analizę bytu niepełnosprawnego, poszukując metafizycznych podstaw pedagogiki. Dr art. rzeźb. kw. II st. Andrzej Wojciechowski, prof. UMK, kieruje Zakładem Pedagogiki Specjalnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W ub. roku został laureatem pierwszej edycji nagrody Totus w kategorii promocja człowieka, praca charytatywna i edukacyjno-wychowawcza, przyznawanej przez Fundcję Konferencji Episkopatu Polski „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. |
|
|