Badania naukowe
Niewiele zosta³o dziedzin, które nie skorzysta³y
na mo¿liwo¶ci wizualizacji danych.
Rozmowa z dr. Markiem Ho³yñskim,
informatykiem i grafikiem komputerowym
|
 |
| Dr Marek Ho³yñski, specjalista w dziedzinie grafiki
komputerowej. Absolwent Wydzia³u Elektroniki Politechniki Warszawskiej,
doktoryzowa³ siê w 1975 r. w Instytucie Cybernetyki Stosowanej PAN. Grafik±
komputerow± zajmowa³ siê od wczesnych lat 70. W 1976 wyda³ jedn± z
pierwszych w Europie ksi±¿ek na ten temat (Sztuka i komputery, wyd. Omega).
W latach 80. zosta³ profesorem Massachusetts Institute of Technology i
Uniwersytetu Bostoñskiego. Jednocze¶nie rozpocz±³ wspó³pracê ze ¶wiatowym
liderem w dziedzinie grafiki komputerowej, firm± Silicon Graphics. Jest
wspó³twórc± m.in. stacji roboczych Indigo, Indy i O2, zajmowa³ siê równie¿
projektowaniem systemów graficznych w stacjach SGI pracuj±cych z systemem
Windows NT. Obecnie dyrektor ds. rozwoju strategicznego w firmie ATM SA.
Autor ok. 40 publikacji naukowych, kilkuset artyku³ów popularnonaukowych i
czterech ksi±¿ek (w tym ostatnio wydanej E-mailem z Doliny Krzemowej, Wyd.
Prószyñski i S-ka). |
W jakim stanie jest polska my¶l informatyczna? Czy Polacy s± twórczy w tej
dziedzinie?
– Polski wk³ad w tê dziedzinê jest ca³kiem niez³y. W niemal co drugim
amerykañskim uniwersytecie mo¿na spotkaæ naszego profesora zatrudnionego na
wydziale Computer Science. Krajowe strony internetowe nie s± gorsze od
przeciêtnego ¶wiatowego poziomu, a nawet go wyra¼nie przewy¿szaj±, zarówno pod
wzglêdem grafiki, jak logiki oraz tre¶ci prezentacji.
– Jakie s± perspektywy rozwoju grafiki komputerowej w Polsce i na ¶wiecie?
Czy to sztuka czy nauka?
– Bez w±tpienia nauka. Konstruujemy narzêdzia, które mo¿na wykorzystaæ do
tworzenia rozmaitych rzeczy, m.in. sztuki. Ale od tego s± arty¶ci. Perspektywy
rozwoju wydaj± siê za¶ niewielkie, bo niemal wszystko zosta³o zrobione.
Potrafimy obecnie wygenerowaæ prawie ka¿d± scenê z realizmem wystarczaj±cym do
tego, ¿eby uznaæ j± za prawdziw±. Dopracowania wymaga jedynie animacja postaci
ludzkich. I to nawet nie samych ruchów cia³a, ale mimiki twarzy, która jest
piekielnie trudna do odwzorowania.
– Kto stoi za odkryciami naukowców informatyków, uczelnie czy przemys³?
– Zdecydowanie przemys³. Je¶li nawet w uczelniach pojawi± siê ciekawe pomys³y,
to nie da siê ich zrealizowaæ bez finansowego wsparcia zainteresowanych nimi
firm. W naszej dziedzinie badania wymagaj± bardzo kosztownego sprzêtu i
wieloosobowych zespo³ów.
– W Polsce czêsto postrzega siê naukowca, który porzuca uczelniê, by
podj±æ pracê w firmie, jako kogo¶, kto „zdradza” naukê. Jakie s± Pana
do¶wiadczenia w tym wzglêdzie?
– Pracowa³em w amerykañskich uniwersytetach wiele lat i nawet tam mia³em okazjê
obserwowaæ tendencjê do pisania propozycji badawczych, tak aby pasowa³y one do
grantów oferowanych przez National Science Foundation. Podejmowano siê tematów,
które nie przydaj± siê do niczego, nawet do poszerzania granic czystej wiedzy.
Oskar¿enia o „zdradê” maj± czasami podtekst finansowy (bo przemys³ p³aci
znacznie lepiej), ale zwykle motywacj± „zdradzaj±cych” jest chêæ robienia czego¶
przydatnego. Komórki badawczo-rozwojowe przemys³u high-tech zatrudniaj± wiêcej
profesorów ni¿ uczelnie i stawiaj± przed nimi konkretne zadania, które, mimo
swojej konkretno¶ci, czêstokroæ s± bardziej wa¿kie naukowo od projektów
podejmowanych w ¶rodowiskach akademickich.
– By³ Pan przy narodzinach komputerów osobistych i sieci komputerowej. Czy
ludzie, którzy tworzyli te wynalazki, mieli ¶wiadomo¶æ, ¿e tak bardzo zmieni±
one oblicze wspó³czesnego ¶wiata i, co za tym idzie, nauki?
– To byli ideali¶ci, którzy poprzez komputery chcieli, zgodnie z przes³aniami
kontrkulturowej rewolucji lat 60. (pamiêtne has³o Power to the people) daæ
w³adzê zwyk³ym ludziom. Wyrwaæ ich z informacyjnego monopolu mediów, rz±dów,
wielkich korporacji i wojska. Nikt z nich jednak nie przypuszcza³, ¿e stanie siê
to za naszego ¿ycia.
– Do czego uczonym jest potrzebna grafika komputerowa?
– Mam pod rêk± tysi±ce przyk³adów, ale szkoda traciæ czasu na ich wymienianie,
bo niewiele zosta³o dziedzin, które nie skorzysta³y na mo¿liwo¶ci wizualizacji
danych. Komu by siê chcia³o analizowaæ setki stron cyfrowych wydruków
przeprowadzanego w komputerze eksperymentu, skoro mo¿na obserwowane zale¿no¶ci
od razu wychwyciæ na trójwymiarowym wykresie? Historycznie g³ównymi
beneficjantami grafiki komputerowej s± jednak badacze przestrzeni kosmicznej,
gdy¿ na tym obszarze skoncentrowali¶my na pocz±tku nasze wysi³ki, a po nich
fizycy i chemicy, którym grafika komputerowa od pocz±tku dostarcza³a modeli
symulacyjnych.
– Jak ocenia Pan sposób kszta³cenia polskich informatyków? Czy
projektowania grafiki komputerowej mo¿na siê nauczyæ na studiach?
– Polscy informatycy broni± siê sami w konfrontacjach na ¶wiatowych arenach, s±
wiêc chyba kszta³ceni w³a¶ciwie. Za moich czasów by³ jednak przesadny nacisk na
teoriê, co wówczas pewnie wynika³o z niedostatków ¶rodków finansowych na
praktykê, ale tamto podej¶cie chyba uleg³o zmianie. Je¶li natomiast chodzi o
podstawy grafiki komputerowej, to np. mo¿na siê ich uczyæ u prof. Zabrodzkiego
na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.
Rozmawia³
Krzysztof Guzek
|