Strona g³ówna

Archiwum z roku 2001

Spis tre¶ci numeru 12/2001

Niemal wszystko zosta³o zrobione
Poprzedni Nastêpny

Badania naukowe

Niewiele zosta³o dziedzin, które nie skorzysta³y
na mo¿liwo¶ci wizualizacji danych.

Rozmowa z dr. Markiem Ho³yñskim,
informatykiem i grafikiem komputerowym

 

Dr Marek Ho³yñski, specjalista w dziedzinie grafiki komputerowej. Absolwent Wydzia³u Elektroniki Politechniki Warszawskiej, doktoryzowa³ siê w 1975 r. w Instytucie Cybernetyki Stosowanej PAN. Grafik± komputerow± zajmowa³ siê od wczesnych lat 70. W 1976 wyda³ jedn± z pierwszych w Europie ksi±¿ek na ten temat (Sztuka i komputery, wyd. Omega). W latach 80. zosta³ profesorem Massachusetts Institute of Technology i Uniwersytetu Bostoñskiego. Jednocze¶nie rozpocz±³ wspó³pracê ze ¶wiatowym liderem w dziedzinie grafiki komputerowej, firm± Silicon Graphics. Jest wspó³twórc± m.in. stacji roboczych Indigo, Indy i O2, zajmowa³ siê równie¿ projektowaniem systemów graficznych w stacjach SGI pracuj±cych z systemem Windows NT. Obecnie dyrektor ds. rozwoju strategicznego w firmie ATM SA. Autor ok. 40 publikacji naukowych, kilkuset artyku³ów popularnonaukowych i czterech ksi±¿ek (w tym ostatnio wydanej E-mailem z Doliny Krzemowej, Wyd. Prószyñski i S-ka).

W jakim stanie jest polska my¶l informatyczna? Czy Polacy s± twórczy w tej dziedzinie?
– Polski wk³ad w tê dziedzinê jest ca³kiem niez³y. W niemal co drugim amerykañskim uniwersytecie mo¿na spotkaæ naszego profesora zatrudnionego na wydziale Computer Science. Krajowe strony internetowe nie s± gorsze od przeciêtnego ¶wiatowego poziomu, a nawet go wyra¼nie przewy¿szaj±, zarówno pod wzglêdem grafiki, jak logiki oraz tre¶ci prezentacji.

– Jakie s± perspektywy rozwoju grafiki komputerowej w Polsce i na ¶wiecie? Czy to sztuka czy nauka?
– Bez w±tpienia nauka. Konstruujemy narzêdzia, które mo¿na wykorzystaæ do tworzenia rozmaitych rzeczy, m.in. sztuki. Ale od tego s± arty¶ci. Perspektywy rozwoju wydaj± siê za¶ niewielkie, bo niemal wszystko zosta³o zrobione. Potrafimy obecnie wygenerowaæ prawie ka¿d± scenê z realizmem wystarczaj±cym do tego, ¿eby uznaæ j± za prawdziw±. Dopracowania wymaga jedynie animacja postaci ludzkich. I to nawet nie samych ruchów cia³a, ale mimiki twarzy, która jest piekielnie trudna do odwzorowania.

– Kto stoi za odkryciami naukowców informatyków, uczelnie czy przemys³?
– Zdecydowanie przemys³. Je¶li nawet w uczelniach pojawi± siê ciekawe pomys³y, to nie da siê ich zrealizowaæ bez finansowego wsparcia zainteresowanych nimi firm. W naszej dziedzinie badania wymagaj± bardzo kosztownego sprzêtu i wieloosobowych zespo³ów.

– W Polsce czêsto postrzega siê naukowca, który porzuca uczelniê, by podj±æ pracê w firmie, jako kogo¶, kto „zdradza” naukê. Jakie s± Pana do¶wiadczenia w tym wzglêdzie?
– Pracowa³em w amerykañskich uniwersytetach wiele lat i nawet tam mia³em okazjê obserwowaæ tendencjê do pisania propozycji badawczych, tak aby pasowa³y one do grantów oferowanych przez National Science Foundation. Podejmowano siê tematów, które nie przydaj± siê do niczego, nawet do poszerzania granic czystej wiedzy. Oskar¿enia o „zdradê” maj± czasami podtekst finansowy (bo przemys³ p³aci znacznie lepiej), ale zwykle motywacj± „zdradzaj±cych” jest chêæ robienia czego¶ przydatnego. Komórki badawczo-rozwojowe przemys³u high-tech zatrudniaj± wiêcej profesorów ni¿ uczelnie i stawiaj± przed nimi konkretne zadania, które, mimo swojej konkretno¶ci, czêstokroæ s± bardziej wa¿kie naukowo od projektów podejmowanych w ¶rodowiskach akademickich.

– By³ Pan przy narodzinach komputerów osobistych i sieci komputerowej. Czy ludzie, którzy tworzyli te wynalazki, mieli ¶wiadomo¶æ, ¿e tak bardzo zmieni± one oblicze wspó³czesnego ¶wiata i, co za tym idzie, nauki?
– To byli ideali¶ci, którzy poprzez komputery chcieli, zgodnie z przes³aniami kontrkulturowej rewolucji lat 60. (pamiêtne has³o Power to the people) daæ w³adzê zwyk³ym ludziom. Wyrwaæ ich z informacyjnego monopolu mediów, rz±dów, wielkich korporacji i wojska. Nikt z nich jednak nie przypuszcza³, ¿e stanie siê to za naszego ¿ycia.

– Do czego uczonym jest potrzebna grafika komputerowa?
– Mam pod rêk± tysi±ce przyk³adów, ale szkoda traciæ czasu na ich wymienianie, bo niewiele zosta³o dziedzin, które nie skorzysta³y na mo¿liwo¶ci wizualizacji danych. Komu by siê chcia³o analizowaæ setki stron cyfrowych wydruków przeprowadzanego w komputerze eksperymentu, skoro mo¿na obserwowane zale¿no¶ci od razu wychwyciæ na trójwymiarowym wykresie? Historycznie g³ównymi beneficjantami grafiki komputerowej s± jednak badacze przestrzeni kosmicznej, gdy¿ na tym obszarze skoncentrowali¶my na pocz±tku nasze wysi³ki, a po nich fizycy i chemicy, którym grafika komputerowa od pocz±tku dostarcza³a modeli symulacyjnych.

– Jak ocenia Pan sposób kszta³cenia polskich informatyków? Czy projektowania grafiki komputerowej mo¿na siê nauczyæ na studiach?
– Polscy informatycy broni± siê sami w konfrontacjach na ¶wiatowych arenach, s± wiêc chyba kszta³ceni w³a¶ciwie. Za moich czasów by³ jednak przesadny nacisk na teoriê, co wówczas pewnie wynika³o z niedostatków ¶rodków finansowych na praktykê, ale tamto podej¶cie chyba uleg³o zmianie. Je¶li natomiast chodzi o podstawy grafiki komputerowej, to np. mo¿na siê ich uczyæ u prof. Zabrodzkiego na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

Rozmawia³
Krzysztof Guzek

Komentarze