Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 12/2001

Uroki bibliografii
Poprzedni

Wyznania szalonego humanisty

Leszek Szaruga

Fot. Stefan Ciechan

Bibliografia wydaje się wielu ludziom od tej dziedziny oddalonym domeną niemalże urzędniczą. To dla nich nudna i monotonna Kraina Fiszek, zamieszkiwana przez Mole Biblioteczne, ewentualnie Książkowe. Niekończące się rzędy Segregatorów tworzą dla nieobytych swoisty labirynt, w którym niemal nie sposób się orientować. Zapewne, w dobie komputeryzacji ów labirynt wygląda inaczej niż przed ćwierćwiekiem choćby. To, co kryły schludnie poustawiane pudła wypełnione małymi karteczkami, teraz da się zblokować na twardym dysku lub tylko na dyskietce, a odpowiednie programy pozwalają poruszać się w tym dziwnym świecie dużo sprawniej. Ale cóż, w programach jest tyle, co w ludzkich głowach i w swej istocie praca bibliografa niczym się nie różni od tego, co czynił dawniej. I tak konieczne jest opracowanie systemu klasyfikacyjnego, gdyż każde dzieło bibliograficzne musi mieć własny układ. Nawet wówczas, gdy się opracowuje bibliografię zawartości czasopism literackich, do każdego tytułu trzeba stworzyć odrębny – choć bywa, że podobny do innych – układ materiału. Zaś przedtem – i tego żaden komputer za bibliografa wykonać nie może – trzeba ów materiał osobiście zbadać, i każdą fiszkę, choćby była nawet fiszką wirtualną, samemu opracować, przysposobić do dalszej obróbki.

Wiem coś o tym, gdyż kilka lat pracowałem w Muzeum Historycznym m.st. Warszawy, gdzie zatrudniony byłem w dziale dokumentacji opracowującym monumentalną „Bibliografię Warszawy”. Więcej, jestem autorem bibliografii życia literackiego miasta w latach 1918-26. Miesiącami, a nawet latami siedziałem w przeróżnych bibliotekach, w których strona po stronie wertowałem czasopisma – przede wszystkim dzienniki, ale nie tylko – śledząc i wyławiając noty o wydarzeniach takich, jak wieczory autorskie czy wizyty zagranicznych pisarzy, opisując toczące się na tych łamach dyskusje literackie i zdobywając wiedzę o działalności pisarskich organizacji, także samopomocowych. To był kawał życia toczącego się równolegle do tego, w którym byłem sam zanurzony. Te dwa światy wzajemnie się przenikały – jednocześnie uczestniczyłem w „wydarzeniach grudniowych” roku 1970 i w przewrocie majowym roku 1926. Nawet przymierzałem się do napisania powieści, która by jakoś z sobą te dwie rzeczywistości połączyła. Później zresztą te doświadczenia wykorzystałem opracowując bibliografię zawartości „Zapisu”, pierwszego kwartalnika literackiego wydawanego w „drugim obiegu”. Rzecz ukazała się w nakładzie stu egzemplarzy, czterokrotnie niższym niż nakład pierwszego numeru tego podziemnego pisma.

Piszę o tym m.in. dlatego, że w tym roku obchodzimy ćwierćwiecze powstania w PRL niezależnego od cenzury obiegu wydawniczego. Do dziś dnia jest on nierozpoznany i słabo opisany. Jedna wszakże dziedzina doczekała się kompetentnego – z pewnymi ograniczeniami, w tej fazie badań nieuniknionymi – opracowania: chodzi o życie literackie właśnie. Obecny jubileusz jest zatem dobrą okazją do złożenia hołdu dwojgu autorom, którzy ową, benedyktyńską zaiste, pracę wykonali. Mówię o hołdzie, a nie tylko o podziękowaniu, gdyż rzecz jest wykonana w sposób budzący podziw i szacunek. To opracowanie stanowi bez wątpienia kopalnię dla historyków i polonistów, zapewne nie tylko dla nich.

Książka, a właściwie księga, o której tu piszę, nosi tytuł „Bez cenzury. Literatura, ruch wydawniczy, teatr. Bibliografia 1976-1989”. Wydana została przez IBL PAN w Warszawie w roku 1999, a ułożona przez Jerzego Kandziorę i Zytę Szymańską przy współpracy Krystyny Tokarzówny. Na 1156 stronicach nie najmniejszego formatu niezwykle przejrzysty, logiczny układ pozwala na swobodne poruszanie się w tym gąszczu informacyjnym. Oczywiście, autorzy opierali się tu również na cząstkowych opracowaniach bibliograficznych, ukazujących się wcześniej zarówno w kraju, jak i na emigracji. Musieli dokonać selekcji czasopism – siłą rzeczy ta praca nie obejmuje wszystkiego, co w podziemnym ruchu wydawniczym się pojawiło. Istnieje też możliwość, że nie udało im się dotrzeć do wszystkich druków zwartych. W szczególności dotyczy to tomików poetyckich, których ukazało się w owym czasie rzeczywiście mnóstwo. Także wybór daty początkowej nie pozwolił uwzględnić wcześniej pojawiających się sporadycznie publikacji; nie było ich wiele, niektóre jednak, jak choćby „Obywatel K.K.” Krzysztofa Mrozowskiego czy „Zła wiara” Wita Jaworskiego, odegrały swego czasu pewną rolę w życiu literackim. Niemniej nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z dziełem monumentalnym, świadectwem profesjonalizmu najwyższej rangi.

Ta wspaniała praca ma jednak głębokie korzenie zgoła dalekie od „naukowości”. I o tych właśnie korzeniach warto przy okazji 25-lecia wspomnieć, gdyż łatwo, czasem zbyt łatwo się o tym zapomina. O zasługach „drugiego obiegu” rozpisywać się nie warto, to już dziś oczywistość. Natomiast o ludziach, dzięki którym powstało i rozwijało się to unikalne w skali światowej zjawisko, przypominać – przynajmniej od czasu do czasu – należy. Jeśli bowiem pamiętać o tych setkach tysięcy książek, almanachów i czasopism, które podziemie opublikowało w latach 1976-89, to, poza czytelnikami, którzy te druki odbierali, byli wszak i ci, którzy je materialnie tworzyli: dziesiątki tysięcy drukarzy, kolporterów, ludzi organizujących i oddających na drukarnie i magazyny swe mieszkania czy piwnice, „organizujący” papier i farby drukarskie. Bez tej olbrzymiej bazy społecznej ten wielki ruch wydawniczy nie byłby możliwy. A wielu kosztowało to nie tylko nieprzyjemności czy utratę pracy, ale zniszczone życiorysy. Nawet „papierowa rewolucja” ma swoje ofiary. Nazwisk tych ludzi, oczywiście, nie odnajdziemy w niezwykle bogatym indeksie omawianej wyżej książki. Lecz może warto sobie uprzytomnić fakt, iż dzieło to bez nich nie zostałoby opracowane.

Komentarze