Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 5-6/2002

W pojedynkę
Następny

Felieton redakcyjny

Z wielu uczelni przychodzą informacje, że wybrany na rektora kandydat był jedynym chętnym do piastowania tej funkcji. W tej sytuacji znajdowały się m.in. Szkoła Główna Handlowa, Akademia Medyczna we Wrocławiu, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. To tylko niektóre przykłady.

Powodów, dla których w wyborcze szranki staje tylko jeden kandydat, może być wiele. Zauważmy, że często dotyczy to tych uczelni, gdzie kandyduje na drugą kadencję rektor sprawujący obecnie funkcję. Mając sporą władzę, może podjąć próbę takiego „kreowania” zasad i kalendarza wyborczego, że tylko on jeden „zdąży” zgłosić swoją kandydaturę. Słyszałem, że tak właśnie się stało w jednej z uczelni podczas obecnych wyborów. Może też się zdarzyć, że rektor urzędujący ma niepodważalne zasługi i cieszy się tak dużym szacunkiem i zaufaniem, że społeczność akademicka daje mu szansę rządzenia przez kolejną kadencję. Swoją drogą, może to być sankcjonowanie zwyczaju pozostawiania rektora u władzy na drugą kadencję. Istnieje też ewentualność, że rektor ma tak silną pozycję, iż nikt nie ośmieli się przeciw niemu wystąpić, obawiając się porażki, utraty szansy startu w kolejnym rozdaniu, a nawet ośmieszenia.

Jak by nie było, jeden kandydat w wyborach to niezdrowa i podejrzana sprawa. Natomiast sytuacja niewygodna powstaje wtedy, gdy kandydatów jest zbyt wielu. W Uniwersytecie Gdańskim w szranki wyborcze stanęło dziewięciu chętnych. Dobrze to świadczy o środowisku, które ma pomysły – należy o takie podejrzewać kandydatów na rektorów – na zarządzanie uczelnią, a startujący w wyborach rektorskich dają wyraz troski o jej przyszłość. Niezbyt dobrze o senacie i prowadzącej wybory komisji, która nie potrafi zorganizować prawyborów i wyłonić mniejszej liczby kandydatów. Skądinąd, pamiętam sytuację patową podczas wyborów rektora w ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej w Bydgoszczy. Wówczas główny kandydat ustąpił z pola wyborczej walki, aby jej rozstrzygnięcie mogło się dokonać w sensowny sposób bez konieczności powtarzania całych wyborów. Zapewne od tamtej pory regulamin wyborczy w obecnej Akademii Bydgoskiej został zmieniony.

Piotr Kieraciński

Komentarze