Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 5-6/2002

Zróżnicowanie jest dobre
Poprzedni Następny

Życie akademickie

Budżet powinien zasilać w jakimś procencie kształcenie studentów 
w szkołach niepaństwowych, w odpowiednim stosunku do zasilania kształcenia 
w szkołach państwowych.

Waldemar Grzywacz

 

Fot. Stefan Ciechana

  Dywersyfikacja działalności w zakresie szkolnictwa wyższego w Polsce, która ma miejsce począwszy od roku 1990, jest rozwiązaniem pozytywnym. W każdej działalności społeczno-gospodarczej, w tym edukacyjnej, zróżnicowanie jej form, przy uwzględnieniu różnych kryteriów, jest przejawem pozytywnej konkurencji i szukania najlepszych rozwiązań. Wcale zresztą z tego nie wynika, że w tym współzawodnictwie konkurencyjnym wykształci się najlepszy model szkoły wyższej. Właśnie działanie różnych form szkół wyższych może być tym najlepszym rozwiązaniem.

DYNAMICZNY WZROST

Głównym celem szkolnictwa wyższego jest szerzenie wiedzy na poziomie ponadmaturalnym: licencjackim – zawodowym, przygotowującym studentów, przyszłych absolwentów, do bezpośredniego wykonywania pracy w różnych zawodach wymagających wyższego wykształcenia, bez potrzeby wielomiesięcznego wdrażania się do konkretnej pracy zawodowej; magisterskim – przygotowującym studentów, przyszłych absolwentów, do pełnienia różnych ról społecznych i zawodowych, najczęściej wymagających dużej wiedzy teoretycznej z możliwością krótkookresowego, stażowego dostosowania się do wykonywania określonych zawodów; oraz doktorskim – o bardzo wysokim poziomie wiedzy teoretycznej, przygotowującym do pracy naukowo-badawczej i dydaktycznej, głównie w szkolnictwie wyższym. Te trzy poziomy kształcenia wymagają trzech form organizacyjnych edukacji wyższej: szkół wyższych pierwszego stopnia, zawodowych – licencjackich, z reguły kształcących przez 6 semestrów; szkół wyższych drugiego stopnia, magisterskich, z reguły kształcących przez 10 semestrów; szkół wyższych z uprawnieniami akademickimi, kształcących dodatkowo na studiach doktoranckich przez dalsze z reguły 6 semestrów.

Każda z tych form kształcenia wyższego może być realizowana w wyższych szkołach państwowych oraz wyższych szkołach niepaństwowych. Rozwój wyższych szkół niepaństwowych po roku 1990 w Polsce spowodował znaczny wzrost podaży ofert kształcenia oraz dynamiczny wzrost ilości młodzieży studiującej w Polsce. Jest to zjawisko wysoce pozytywne.

W roku 1990 funkcjonowały w Polsce tylko wyższe szkoły państwowe (i 3 w jurysdykcji kościelnej, łącznie 87 szkół wyższych, bez szkół resortów obronnych), a liczba studentów wynosiła 382 tys. Porównywalny wskaźnik skolaryzacji (młodzieży studiującej w wieku 19-24 lat) wobec państw zachodnioeuropejskich był niski, wynosił 11 proc., gdy w Europie Zachodniej przeszło 30 proc. W roku akademickim 2000/01 w Polsce funkcjonowało już 300 szkół wyższych (+ 10 resortu obrony narodowej i resortu spraw wewnętrznych), a liczba młodzieży studiującej wzrosła do 1572 tys. (1584 tys.). Nastąpił w tym czasie przeszło 4-krotny (411,5 proc.) wzrost liczby młodzieży studiującej, a wskaźnik skolaryzacji (41 proc.) zrównał się z sytuacją w państwach zachodnioeuropejskich.

W roku akademickim 2000/01 na 331 funkcjonujących w Polsce szkół wyższych (wg stanu z 31 grudnia 2001) 226 to szkoły niepaństwowe, w których kształciło się 472 tys. studentów. Można więc skonstatować, że obecnie w Polsce 2/3 szkół wyższych jest niepaństwowych, a kształcą one prawie 1/3 liczby studentów. W roku akademickim 2000/01 w jednej państwowej szkole wyższej studiowało średnio 10 476 studentów, a w niepaństwowej 2088. Jak każda średnia, tak i tutaj wymieniona jest nierzeczywista, gdyż są wyższe szkoły państwowe, w których studiuje i 50 tys. studentów. Również nierzeczywista jest średnia liczba studiujących w wyższych szkołach niepaństwowych, w których dominują szkoły z liczbą studentów w granicach kilkuset, a jedynie w nielicznych studiuje ich po kilka tysięcy.

Małe szkoły wyższe, w praktyce niepaństwowe, podobnie jak w innych dziedzinach i branżach, uzupełniają szkoły średnie i duże. Klasycznym odniesieniem porównawczym może być struktura funkcjonalna handlu, w którym występują wielkie, wielobranżowe supermarkety (z reguły po kilka w dużych miastach), duże sklepy typu supersam (po kilka w każdej dzielnicy miasta) i małe sklepy i sklepiki, najczęściej prywatne, rodzinne (po kilka na każdym osiedlu). Te struktury się uzupełniają, tworząc korzystny rynek handlowy dla klientów.

DUŻE I MAŁE

Analogiczna sytuacja zaczyna kształtować się na polskim rynku szkolnictwa wyższego. W dużych miastach jest po kilka dużych uczelni wyższych, wielowydziałowych, kształcących na kilku kierunkach i w wielu specjalnościach. Są to prawie wyłącznie szkoły państwowe. Ich zadaniem jest kształcić na poziomie magisterskim oraz doktoranckim. Ze względów komercyjnych większość z nich kształci również na poziomie licencjackim, co nie wydaje się być właściwe. Kadra nauczająca i programy w tych szkołach mają charakter i nastawienie „uniwersyteckie”, w dużej mierze teoretyczne. Programy licencjackie powstają w nich najczęściej jako cząstka programów magisterskich. Po prostu na 6. semestrze kończy się edukację z 10-semestralnego programu magisterskiego. Programy licencjackie nie są zmodyfikowane do kształcenia zawodowego, w praktyce prowadzący zajęcia realizują programy w sposób identyczny, jak na studiach magisterskich. Przy kształceniu licencjackim w tych szkołach nie jest realizowany jako obowiązujący system praktyk zawodowych. Absolwent licencjacki z wyższej szkoły „uniwersyteckiej” nie ma dobrego przygotowania do bezpośredniego podjęcia pracy zawodowej ani pełnej wiedzy teoretycznej. Szereg absolwentów licencjackich ze szkół uniwersyteckich kontynuuje w związku z tym bezpośrednio uzupełniające studia magisterskie albo podejmuje szkolenie kursowe dla upraktycznienia swojej wiedzy.

Małe szkoły wyższe, prawie wyłącznie niepaństwowe, jedno- lub dwuwydziałowe, kształcące na 1-2 kierunkach lub kilku specjalnościach, zlokalizowane są z reguły w dużych miastach. Kształcą głównie w systemie licencjackim, rzadziej magisterskim (60 szkół niepaństwowych ma uprawnienia do magistrowania, a dwie do doktoryzowania). Uzupełniają one sieć szkół wyższych państwowych. Ich cechą charakterystyczną jest kształcenie w specjalnościach, na które istnieje duże zapotrzebowanie w regionie, bądź w specjalnościach, których nie prowadzą duże szkoły państwowe. Programy kształcenia na poziomie licencjackim są upraktycznione zawodowo, odteoretyzowane. Łącznie z realizowaną obligatoryjnie 15-tygodniową praktyką zawodową przygotowują aktualnie do bezpośredniego podejmowania pracy zawodowej po uzyskaniu licencjatu. Walorem tych szkół, działających na mocy ustawy z 26 czerwca 1997 roku o wyższych szkołach zawodowych, jest duża liczba godzin zajęć: 2200 na studiach dziennych i 1760 (80 proc. studiów dziennych) na studiach zaocznych. Jest to wymiar o wiele większy niż na studiach licencjackich szkół wyższych państwowych oraz niepaństwowych działających na mocy ustawy z 12 września 1990 roku o szkolnictwie wyższym, gdzie na studiach dziennych licencjackich realizowany jest program 1200-1600 godzin (nie ma ścisłego obligu), a na studiach zaocznych – 600-800 godzin. Szkoły te również nie mają obligatoryjnego wymogu realizowania praktyk zawodowych. Stosowne zalecenia resortowe odnośnie do ilości godzin zajęć i odbywania praktyk zawodowych nie są przez te szkoły przestrzegane. Duże szkoły państwowe i niepaństwowe, działające na mocy ustawy z 1990 r., w pogoni za uzyskiwaniem samodzielnych źródeł dofinansowania w stosunku do dotacji budżetowych, przez komercyjne kształcenie na poziomie licencjackim dziennym, wieczorowym oraz zaocznym, na zaocznych uzupełniających studiach magisterskich, wielu studiach podyplomowych 1- 2- semestralnych oraz studiach MBA, jak również prowadząc po kilka komercyjnych filii lub wydziałów zamiejscowych, są przeciążone zadaniami edukacyjnymi, a zarazem i ekonomicznymi, na czym cierpi jakość kształcenia na najniższym poziomie zawodowym – licencjackim. Nie są one również w stanie zapewnić praktyk zawodowych dla kilkuset lub większej liczby studentów z każdego kierunku studiów w czasie przerw wakacyjnych.

PRAWO SAVASA

Niepaństwowe szkoły zawodowe licencjackie, działające na mocy ustawy z 1997 r., w stosunku do szkół działających na mocy ustawy z 1990 r. (głównie państwowych, ale i niepaństwowych) realizują: programy w wymiarze 2200 godzin na studiach dziennych i 1760 godzin na studiach zaocznych (praktycznie jest to podwójna liczba realizowanych godzin zajęć w stosunku do szkół działających na mocy ustawy z 1990 roku); programy upraktycznione, odteoretyzowane, przygotowujące do bezpośredniego wykonywania zawodów po ukończonych studiach; 15-tygodniowe praktyki zawodowe, przysposabiające do pracy zawodowej. Szkoły te, mając ścisłe związki z podmiotami gospodarczymi oraz instytucjami w regionie, jak również mało studentów do odbywania praktyk (w granicach kilkudziesięciu na poszczególnych specjalnościach), są w stanie zapewnić odbywanie praktyk zawodowych oraz monitorować je.
Z punktu widzenia przygotowania do zawodu na poziomie licencjackim, merytorycznie robią to lepiej szkoły działające na mocy ustawy z 1997 r. Mankamentem tych szkół jest fakt, że młodzież wybierająca studia zawodowe licencjackie woli pójść do szkół państwowych, z mniejszym obciążeniem godzinami zajęć, bez wymogu odbywania praktyk i z nieco tańszymi dla nich opłatami czesnego. Uzyskują jednak gorsze przygotowanie zawodowe. Dopóki w Polsce dla młodzieży i ich rodziców, opłacających często czesne, głównie liczy się certyfikat licencjacki, a nie jakość i merytoryczność kształcenia zawodowego, dopóty większy popyt na studia zawodowe będzie kierował się do szkół państwowych i niepaństwowych działających na mocy ustawy z 1990 r. Przy wzroście znaczenia przygotowania zawodowego młodzieży i pracodawców, trend ten w przyszłości zmieni się na korzyść niepaństwowych szkół zawodowych działających na mocy ustawy z 1997 r.

Zgodnie z prawem E. Savasa, każda działalność gospodarcza i pozagospodarcza (edukacyjna, zdrowotna itp.) realizowana przez podmioty niepaństwowe jest o ok. 50 proc. sprawniejsza merytorycznie i efektywniejsza ekonomicznie. Savas udowodnił to na przykładach amerykańskich i innych rozwiniętych państw. Po prostu podmioty niepaństwowe, oparte na kapitałach prywatnych lub organizacji pozapaństwowych, nie mogą być złe, słabe merytorycznie i nieefektywne. Nie są bowiem dofinansowywane z budżetu, co szczególnie występuje m.in. w państwowej sferze edukacyjnej, w tym szkolnictwa wyższego. Prawo Savasa jest obiektywne i powinno być uwzględniane w polityce państw wolnorynkowych, liberalnych gospodarczo i demokratycznych. Funkcje gospodarcze tych państw powinny być ograniczone, w tym nadmierny system budżetowy transferujący dochód narodowy do trwale nierentownych podmiotów gospodarczych. natomiast budżetowanie sfery pozagospodarczej powinno być racjonalne i efektywne społecznie i ekonomicznie. Trudno sobie wyobrazić zanik opiekuńczości państwa w zakresie konstytucyjnych przywilejów obywateli prawa do nauki, opieki zdrowotnej i innych form opiekuńczości. Struktura wydatków budżetowych musi jednak ulec zmianie.

STRUKTURA DOTACJI

Z przedstawionych uprzednio danych statystycznych wynika, że 1/3 studentów w Polsce kształci się obecnie w uczelniach niepaństwowych bez zasilania budżetowego. Ciężar ich kształcenia przejęły niepaństwowe szkoły wyższe, zasilane środkami finansowymi z czesnego oraz ze środków własnych założycieli szkół. Lakonicznie można stwierdzić, że jest to wielkie odciążenie budżetu państwa oraz dobry kierunek poprawy systemu budżetowego. Przy założeniu, że wydatki budżetu państwa na państwowe szkolnictwo wyższe wynosiły w ostatnich latach ok. 3 proc. ogólnych wydatków budżetowych, i że 1/3 studentów (ok. 500 tys.), kształcona obecnie w systemie niepaństwowym, byłaby finansowana z budżetu, w roku 2002 trzeba by wydatkować na finansowanie tej młodzieży dodatkowo 1 proc. z budżetu, tj. około 1,8 mld zł. 40-miliardowy w roku 2002 deficyt budżetowy wzrósłby do 42 mld zł. Należy zaznaczyć, że ok. 50 proc. studentów uczelni państwowych kształci się na odpłatnych studiach zaocznych (ok. 500 tys. studentów) i również nie jest zasilana budżetowo. Przy finansowaniu uczelni z tego tytułu, obciążenie budżetowe wzrosłoby o dalsze 2 mld zł.

Występuje jednak obawa, że system finansowania szkół niepaństwowych może się załamać, gdyż wiele z nich może zawiesić swoją działalność ze względu na coraz większe trudności finansowe. Duża liczba wyższych szkół niepaństwowych wywołuje naturalne zjawisko konkurencji o pozyskiwanie studentów. Konkurencja ta jest jakościowa i cenowa. Konkurencja jakościowa, konkurencja programów studiów, praktyk, kadry nauczającej i wyposażenia obiektów uczelnianych jest ze wszech miar wskazana. Poprawia się poziom edukacyjny kształcenia. Szkoły dobre utrwalą swoją obecność na rynku edukacyjnym, a słabe ulegną likwidacji. Konkurencja cenowa, niskich opłat za studiowanie, co ma duże znaczenie w naborze studentów, może jednak spowodować likwidację szkół dobrych, nie mających własnych środków zasilania finansowego. Do tego nie powinno się dopuścić. Budżet powinien zasilać w jakimś procencie kształcenie studentów w szkołach niepaństwowych, w odpowiednim stosunku do zasilania kształcenia w szkołach państwowych. Byłby to proces powolnego redukowania wydatków budżetu państwa na kształcenie studentów, przy zachowaniu wysokiego poziomu skolaryzacji. Ponieważ szkoły niepaństwowe dobrze realizują kształcenie zawodowe, rozpoczęcie współfinansowania budżetowego należałoby rozpocząć od wyższych szkół zawodowych – licencjackich.

UJEDNOLICENIE ZASAD

Regulacji, a faktycznie ujednolicenia wymaga system prawny normujący funkcjonowanie szkół wyższych, na podstawie dwóch różnych ustaw: z 1990 – o bardzo liberalnych uregulowaniach, i 1997 – wprowadzającej bardzo wysokie rygory ich funkcjonowania. Dotyczy to m.in. braku wyraźnego obligu co do liczby godzin zajęć w szkołach działających na mocy ustawy z 1990, a obligatoryjnego wymogu dla szkół działających na mocy ustawy z 1997 r. oraz wymogu proporcji kadry akademickiej (profesorów i doktorów hab.) na jednego studenta: w szkołach państwowych 1:180-220, a w niepaństwowych szkołach zawodowych 1:30. Są to dysproporcje niczym logicznie nieuzasadnione.

Zapoczątkowana po roku 1990 dywersyfikacja szkolnictwa wyższego jest zjawiskiem pozytywnym i trwałym. W szkołach tych powinna występować dywersyfikacja edukacyjna. Powinien być wstrzymany rozwój wielkościowy bardzo dużych szkół państwowych. Nadmiar realizowanych w nich form edukacyjnych nie poprawia jakości standardów edukacyjnych. Wielowydziałowość tych szkół (8-12) – przy czym na poszczególnych wydziałach kształci się po 6-10 tys. studentów, a składy osobowe rad wydziałów są ponad 50-osobowe, co biurokratyzuje ich funkcjonowanie, a często i antagonizuje (tworzą się różne frakcje) – powoduje występowanie prawa Parkinsona, co zniekształca poprawność realizacji ich zadań statutowych. Szkoły te powinny być odciążone od kształcenia zawodowego – licencjackiego, a ich działalność edukacyjna powinna ogniskować się na kształceniu na poziomie magisterskim i doktoranckim.
Ustrój szkolnictwa wyższego powinien być regulowany jedną ustawą, a nie, jak teraz, dwiema. Zasady funkcjonowania szkół powinny być ujednolicone i zrównane dla szkół państwowych i niepaństwowych, dla małych i dużych szkół, z oczywistym przypisaniem im innych zadań statutowych. Uprzywilejowanie szkół państwowych wobec niepaństwowych jest przejawem błędnego i nadmiernego interwencjonizmu. Trwały interwencjonizm zawsze i w odniesieniu do każdej działalności jest merytorycznie szkodliwy i sprzyja nieefektywności.

Należy sprzyjać rozwojowi szkół niepaństwowych, z reguły małych i średnich, kształcących głównie na poziomie licencjackim. Odciąża to budżet od wydatków na edukację, a tym samym poprawia stan finansów publicznych. Szkoły te jednak w części powinny być współfinansowane z dotacji budżetowych, co poprawi ich stan ekonomiczny i umożliwi poprawę standardu edukacyjnego. Małe szkoły zawodowe powinny być „córkami” dużych szkół państwowych, uatrakcyjniając rynek edukacyjny kształcenia na poziomie wyższym.

Prof. dr hab. Waldemar Grzywacz, ekonomista, jest kierownikiem Katedry Ekonomii i Polityki Gospodarczej na Wydziale Zarządzania i Ekonomiki Usług Uniwersytetu Szczecińskiego.

Komentarze