|
|
Życie akademickieKonieczna jest presja ze strony środowiska czytelników. Ewa Kobierska-Maciuszko
Mam dużą satysfakcję, że pisząc na temat budownictwa bibliotecznego mogę nie poprzestać na zagranicznych przykładach, ale po prostu jest o czym mówić. Lata po 1989 roku to w polskim bibliotekarstwie akademickim kilka nowych budynków bibliotek naukowych, kilka udanych modernizacji, kilka interesujących projektów czekających na realizację. W porównaniu z poprzednimi dziesięcioleciami, kiedy Bibliotekę UMK w Toruniu udało się zbudować głównie w czynie społecznym, a już budowa Biblioteki Narodowej rozpoczęta na przełomie lat 60. i 70. z powodzeniem przetrwała PRL, jest to koniunktura niesłychana wbrew stereotypom o powszechnej biedzie bibliotekarskiej i niedocenianiu roli bibliotek w gremiach decyzyjnych. OSIĄGNIĘCIA I CODZIENNOŚĆPodsumowując zaledwie ostatnie 3 lata, od momentu oddania do użytku nowego gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie (1999), który w ciągu tego krótkiego okresu zdążył określić standardy planowania i projektowania kolejnych budynków bibliotecznych: bibliotek uniwersyteckich we Wrocławiu, Gdańsku (w obu przypadkach ukończone projekty budowlane), wspomnieć także trzeba o mniejszych przedsięwzięciach: ukończonej Bibliotece Collegium Polonicum Uniwersytetu Viadrina (Słubice/Frankfurt nad Odrą), Bibliotece Uniwersytetu w Białymstoku (na koniec 2001 roku stan surowy zamknięty), rozbudowujących się bibliotekach Uniwersytetu Łódzkiego i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Poczet ten zamyka rozbudowa gmachu Biblioteki Jagiellońskiej przewidziana już w pierwotnym, tuż przedwojennym przecież, projekcie Stefana Bryły i udatnie do niego nawiązująca. Na przykładzie Biblioteki Jagiellońskiej widać podstawowy problem inwestycyjny wielkich książnic ukształtowanych historycznie w starych ośrodkach akademickich i usytuowanych w ciasnych centrach miejskich, znacznie trudniejszych do rozwoju przestrzennego i rozbudowy niż lokowane w nowych campusach na peryferiach wielkich miast.
I to już chyba koniec pozytywnych przykładów. Poza nimi dominuje biblioteka według modelu XIX-wiecznego, czyli trójdzielna, składająca się z części na książki (magazyny), części dla czytelnika (czytelnia) i bibliotekarza (pracownie). Magazyny zajmują 2/3-3/4 kubatury gmachu, pracownie bibliotekarskie rozbudowują się w związku z koniecznością wygospodarowania miejsca pod komputer i zwiększoną objętością materiałów do opracowania, przestrzeń czytelnika niepokojąco się kurczy: ciasna czytelnia z niewielkim księgozbiorem podręcznym, komputer wciśnięty w kąt korytarza. Taki obraz to codzienność w wielu jeszcze bibliotekach akademickich w Polsce. Nie lepiej wyglądają biblioteki instytutów PAN, instytutów resortowych, tam się to mniej rzuca w oczy, bo mniejszy ruch czytelników. Inna mogłaby być sytuacja nowych niepaństwowych szkół wyższych z bibliotekami powstającymi „od nowa”, a tym samym unikalną możliwością kształtowania kompletnego aparatu informacyjnego od podstaw, z nastawieniem na elektroniczne nośniki informacji, to znaczy: bibliograficzne i pełnotekstowe bazy danych w sieci lokalnej, ale także czasopisma elektroniczne, poprzez konsorcjalny dostęp do serwerów wydawców i oczywiście Internet. To model pozytywny, zaczerpnięty z amerykańskiej tradycji zakładania uniwersytetu w przenośni lub dosłownie „w polu kukurydzy”, wokół powoli kształtuje się infrastruktura miejska, jako zaplecze ośrodka akademickiego. Model negatywny, niestety popularny w Polsce, sprowadza się do praktyki mizernego zadośćuczynienia ustawowemu wymogowi istnienia biblioteki w szkole wyższej poprzez wystawienie kilku regałów podręczników i kilku tytułów czasopism oraz założenie, że studenci będą korzystać z bibliotek publicznych lub bibliotek innych szkół wyższych (dobrze, jeśli istnieją w danym mieście). WSZYSTKO W INTERNECIEZawarta w Deklaracji Bolońskiej z 1999 roku prognoza rozwoju szkolnictwa wyższego w Europie zakłada, że w roku 2010 aż 50 proc. populacji poniżej 30. roku życia będzie kształciło się w szkołach wyższych. Jak zatem biblioteka akademicka, z wielkim księgozbiorem historycznym z jednej strony, a brakiem środków finansowych na rozwój z drugiej, powinna reagować na potrzeby swojego środowiska i wpisywać się w plan strategiczny szkolnictwa wyższego w skali miasta, regionu, państwa? Na czym polega proces, którego jesteśmy świadkami, a niektórzy z nas również sprawcami, proces przekształcania książnicy (library) w centrum informacji (learning resource center) wspierające oba podstawowe rodzaje aktywności akademickiej, dydaktykę i badania, i w obydwu współuczestniczące? Jak pogodzić globalną tendencję do unifikacji i standaryzacji przepisów, norm (również w bibliotekarstwie), tendencję nieuniknioną ze względu na ogrom materii i szybkość napływu informacji, z kultywowaną ideą różnorodności i wielokulturowości europejskich szkół wyższych? W jakim stopniu digitalizacja informacji zmieni rolę i styl pracy biblioteki naukowej? Z perspektywy kraju rozwiniętego (Wlk. Brytania) wątki te przedstawił dość obszernie Maurice B. Line w artykule o przyszłości bibliotek, odnosząc się m.in. do zjawisk nauczania na odległość i książek elektronicznych („FA” 11/2001). Potwierdza on liczne prognozy wskazujące raczej na perspektywę zrównoważonej koegzystencji książki drukowanej i elektronicznej, odwołujące się chociażby do przykładu przynajmniej 300-letniego współistnienia książki drukowanej i rękopiśmiennej. Z rozważań tych wynika, że w perspektywie czasowej możliwej do rozpoznania przez naszą generację, zjawisko takie jak biblioteka bez papieru nie zaistnieje.
Jednak za każdym razem, kiedy pojawia się temat budowy nowych bibliotek pojawia się też, jakże efektowne, pytanie: po co budować nowe gmachy biblioteczne, skoro już za chwilę „wszystko” (?) będzie w Internecie? W Polsce „wszystko w Internecie” jest o tyle problematyczne, że w roku 2000 tylko 5 proc. gospodarstw domowych miało łącze internetowe, a największy w Polsce akademicki system biblioteczno-informacyjny (mowa o BUW i 47 bibliotekach wydziałowych Uniwersytetu Warszawskiego) oferował 60-tysięcznej społeczności UW aż 150 stanowisk komputerowych z dostępem do sieci zewnętrznej. To bardzo mało, ale w porównaniu z indywidualnymi środkami dostępu do zasobów informacji, czy to na nośniku papierowym, czy elektronicznym, dostęp zorganizowany i instytucjonalny wciąż jest znacznie bardziej ekonomiczny i w skali makro ma nieporównywalnie większe znaczenie społeczne. BIBLIOTEKA DOSTĘPNAW świetle powyższego zasadność inwestowania w budownictwo biblioteczne przestaje budzić wątpliwości. Nie mają zresztą takich wątpliwości kraje bardziej rozwinięte niż Polska. Budynki bibliotek akademickich ewoluowały tam w ciągu ostatnich dziesięcioleci od wspomnianego już XIX-wiecznego modelu biblioteki trójdzielnej do współcześnie obowiązującego założenia funkcjonalnego, polegającego na bezpośrednim, wolnym dostępie, pierwotnie (to znaczy w latach 30. i 40. w USA, a w 60. w Europie) do półek z książkami, teraz również do zasobów elektronicznych, dostępnych z komputerów rozrzuconych wszędzie tam, gdzie pracuje czytelnik (w strefie wejścia/informacji, w czytelni, w magazynie). Zmiany funkcjonalne były możliwe dzięki nowym technologiom zastosowanym w konstrukcji budynków. Polegały one przede wszystkim na zastosowaniu jednakowego modułu konstrukcyjnego, co skutkowało jednakową wytrzymałością stropów w całym budynku. Tym samym, decyzja, gdzie jest magazyn książek, a gdzie czytelnia, stała się wyborem bibliotekarza, nie architekta. co więcej, mogła się zmieniać w zależności od tempa przyrostu zbiorów, ruchu czytelników itp. Taki sposób konstrukcji dał budynkom bibliotecznym niezbędną elastyczność, pozwalającą dowolnie eksperymentować z rozłożeniem funkcji wewnątrz. Logiczne przemieszanie przestrzeni książki i przestrzeni czytelnika zwane potocznie wolnym dostępem do półek było najbardziej efektywnym dydaktycznie (samodzielność poszukiwań uwieńczona odkryciem) i efektownym zarazem (przyjemność nieskrępowanej wędrówki wzdłuż półek) następstwem zmian w technologii budowlanej. Ukształtowane w ten sposób wnętrze biblioteki dało też zupełnie nową jakość społeczną, którą określić można jako bibliotekę dostępną, bez barier funkcjonalnych i organizacyjnych, przestrzeń, w której czytelnik czuje się gospodarzem a nie gościem. REWOLUCYJNE ZMIANY
W szerokim planie inwestycyjnym uczelni nowy gmach biblioteki powinien rozwiązywać następujące problemy przestrzenne:
Projektowanie nowego gmachu bibliotecznego, jego budowa a potem przeprowadzka zbiorów to najlepszy okres do zaplanowania i wprowadzenia zmian w strukturze i organizacji biblioteki, które doprowadzą do stanu opisanego powyższymi wskaźnikami. Dla większości bibliotekarzy są to zmiany rewolucyjne, wiążące się przede wszystkim z dużymi przemieszczeniami zbiorów, a w aspekcie psychospołecznym – z radykalną zmianą stylu pracy z książką i czytelnikiem. Nie sprzyja tym zmianom powszechne w środowisku akademickim przekonanie, że biblioteka to instytucja anachroniczna, nieelastyczna i niezdolna do zmian, bez względu na włożone w nią pieniądze, postrzegana co najwyżej jako wypożyczalnia podręczników. Konieczne jest wyraźne oczekiwanie, wręcz presja ze strony administracji uczelni i, co ważniejsze, ze strony środowiska czytelników – pracowników naukowo-dydaktycznych i studentów. W przeciwnym razie inwestycja w nowy gmach biblioteczny ograniczy się wyłącznie do powiększenia powierzchni magazynowej, a kolejna okazja do zmiany będzie za następne 100 lat. NISZA CZY ELITA
Jak możemy usprawnić niewydolne powierzchniowo i funkcjonalnie gmachy bibliotek akademickich w sytuacji stałego niedostatku środków finansowych, a także braku zainteresowania tematem i chęci koordynacji w skali kraju ze strony słabych władz resortowych? Kilka radykalnych posunięć mogłoby zasadniczo poprawić jakość pracy czytelnika i bibliotekarza. Można np.:
W warunkach gospodarki wolnorynkowej i rozwijającego się rynku komercyjnych usług informacyjnych biblioteka naukowa jawi się jako instytucja – użyję modnego słowa – „niszowa”, ale to powinno skutkować nie jej marginalizacją, lecz swoistą elitarnością, pojmowaną z jednej strony jako wyrafinowanie usług informacyjnych dużo powyżej standardu wyszukiwarek internetowych, z drugiej jako kreacja miejsca społecznego skupiającego publiczność z ponadprzeciętnymi ambicjami poznawczymi. Mgr Ewa Kobierska-Maciuszko jest wicedyrektorem Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.
|
|
|