|
|
PolemikiNie może być tak, że o statusie finansowym, decydującym o możliwościach działania jednostki naukowej, nie przesądzają jej faktyczne osiągnięcia i potencjał intelektualny, lecz układy, sympatie lub antypatie personalne etc. Leszek Malicki Przysłowia są mądrością narodów. Jedna zaś z mądrości naszej nacji głosi: Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Jej słuszność, wielokrotnie wcześniej potwierdzoną przez życie, kolejny raz uwiarygodnia casus opisany niżej. Rolę stołu spełniają w nim Zasady szczegółowe oceny parametrycznej jednostek naukowych i badawczo-rozwojowych Zespołu Nauk Rolniczych i Leśnych (P06), ściślej zaś – ocena punktowa wydawnictw rolniczych i leśnych ustalona przez ten zespół; rolę uderzenia – artykuł niżej podpisanego KBN-owska ocena punktowa a zdrowy rozsądek, opublikowany w miesięczniku „Nauka i Przyszłość” nr 7 (lipiec) z ubiegłego roku; nożyc zaś – prof. Jan Gawęcki, autor artykułu Zespół Nauk Rolniczych i Leśnych PAN odpowiada prof. Malickiemu, zamieszczonego na łamach 12 (grudniowego) numeru tegoż miesięcznika. ISTOTA SPORUCzytelnikom „FA”, a przynajmniej tym, co nie mieli do czynienia z nieistniejącą już „Nauką i Przyszłością” (ten fakt notabene stał się przyczyną przeniesienia dyskusji na szpalty „Forum”), godzi się – przynajmniej w wielkim skrócie – wyjaśnić, w czym rzecz. Otóż, tekst o KBN-owskiej ocenie punktowej zakwestionował słuszność przyjętych w niej zasad, wyjaśniając, czym jest w istocie tzw. lista filadelfijska i wskazując na jej komercyjny charakter. Wykazał bezzasadność czynienia z niej przez KBN takiej świętości, jaką dla Narodu Wybranego była Arka Przymierza, w rezultacie czego ten „fetysz” uzyskał tak wysoką ocenę, iż jedna publikacja z listy ma wartość punktową odpowiadającą od 5 do 15 oryginalnych prac twórczych zamieszczonych w polskojęzycznych wydawnictwach o zasięgu co najmniej ogólnokrajowym. Na drugim miejscu, niżej, ale też wysoko punktowanym, znalazły się prace drukowane w czasopismach polskich, ale po angielsku, tak jakby każdy Polak był zobowiązany do znajomości angielskiego (co a rebours – przypomina sytuację z nie tak odległych czasów PRL-u, gdy per fas et nefas starano się nas nauczyć rosyjskiego) oraz jakby wyniki wszystkich naszych badań mogły zainteresować zagranicę i trafić do międzynarodowego obiegu myśli naukowej. Tymczasem, o czym członkowie Zespołu P06 powinni wiedzieć, cały szereg badań bardzo ważnych dla kraju, zupełnie nie interesuje obcokrajowców. Przykładem mogą być dociekania rolnicze, których rezultatów nie da się interpolować na odmienne warunki klimatyczne, glebowe i społeczno-ekonomiczne. Jako przykład krzywdzącej i niczym nieuzasadnionej niskiej punktowej oceny podałem kwartalnik Polskiego Towarzystwa Nauk Agrotechnicznych „Fragmenta Agronomica”, cieszący się dużym prestiżem w Polsce i docierający (poprzez European Society for Agronomy) do kilkunastu krajów Europy. Przypomniałem też, że w przeciwieństwie do tego, co miało miejsce w przeszłości, nowej oceny punktowej obecny Zespół P06 z nikim nie konsultował. Całkowicie pominął komitety naukowe, Polskiej Akademii Nauk dał zaledwie 3 dni na ustosunkowanie się do zaproponowanej punktacji, a jej opinię zignorował. Odpowiedź na te uwagi prof. Gawęcki ujął w czterech punktach, które w skrócie, lecz z zachowaniem istoty treści, można ująć następująco. Po pierwsze, opracowując szczegółowe zasady oceny parametrycznej, zespół był zobowiązany do bezwzględnego przestrzegania zasad ogólnych i ramowych ustalonych przez KBN, co wiązało się z uznaniem wiodącej roli listy filadelfijskiej i języka angielskiego, jako kryteriów obowiązujących w nauce światowej. Brak czasu uniemożliwił przeprowadzenie szerokich konsultacji środowiskowych. Po drugie, wobec dużej liczby wydawnictw naukowych, których kategoryzację przeprowadził już poprzedni zespół KBN, wprowadzono korekty uwzględniające wiele uwag krytycznych, związanych m.in. z niejednakowym stopniem krytycyzmu przy ocenie czasopism z własnego „podwórka” wykazanym przez środowiska opiniodawców z poszczególnych dziedzin nauk rolniczych i leśnych. Po trzecie, skład zespołu jest znany od dnia wyborów i jego członkowie odbyli serię spotkań, na których szczegółowo przedstawili zasady oceny parametrycznej i kategoryzacji czasopism. Po czwarte, prof. Gawęcki uważa, iż słusznie obniżono punktową ocenę kwartalnika naukowego PTNA, przytaczając na dowód następujący cytat wyjęty z tego czasopisma: Redakcja z uznaniem podnosi trud, jaki włożył Pan dr hab. Lesław Zimny w analizę poprawności redakcyjnej wybranego numeru „Fragmenta Agronomica”. Liczba uchybień i błędów redakcyjnych jest zawstydzająco duża i pod tym względem nasze czasopismo nie może na pewno stanąć do konkursu „dzień bez błędu”. Tłumacząc się przypominamy PP [tak w oryginale – przypisek LM] Czytelnikowi, że zespół redakcyjny składa się z amatorów i pracuje całkiem społecznie pod ciągłą presją czasu i zwiększającej się ilości materiałów. KIJ I MARCHEWKAZdaniem Krasickiego, „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Nie znaczy to, aby wszyscy krytykowani krytykę lubili, zwłaszcza zaś, gdy głosi ona prawdę. Na krytykę uczulona jest szczególnie władza, nawet wybrana demokratycznie, czy – jak w przypadku członków Zespołu P06 KBN – demokratycznie inaczej. Ten ostatni przysłówek wynika stąd, że de facto – co jest tajemnicą poliszynela – wyboru dokonali rektorzy uczelni rolniczych, uzgadniając pomiędzy sobą skład personalny zespołu, a następnie przekazując podległym sobie dziekanom polecenie, aby członkom rad wydziałów przekazali informacje o tych ustaleniach wraz z zaleceniem, aby oni i współpracujący z nimi doktorzy głosowali tak, a nie inaczej. Dalej już wszystko było lege artis demokratycznie, ale że pracowników naukowych zatrudniają częściej uczelnie niż inne jednostki, Zespół P06 nie reprezentuje wszystkich naukowych instytucji rolniczych i leśnych. Brak w nim przedstawicieli instytutów resortowych czy PAN. Ergo, ma tylko jeden punkt widzenia: uczelniany, co mnie, nauczyciela akademickiego, powinno cieszyć, lecz jako człowieka mającego na sercu dobro nauki – nie może. Zresztą już dziś, poniewczasie, swój błąd dostrzegają niektórzy architekci tego stanu rzeczy. Wróćmy wszelako ad rem, czyli do krytyki. Jeśli władza dysponuje solidnym „kijem”, zwykła reagować z całą mocą, jak np. w swoim czasie na Cichych i gęgaczy Szpotańskiego. W demokratycznym państwie prawa oponentowi władzy takie konsekwencje oczywiście nie grożą, zwłaszcza gdy „kij” znajduje się poza jej zasięgiem, a dysponuje tylko „marchewką” czy nawet – jak w przypadku KBN, gestora środków przeznaczonych na finansowanie nauki – wielką kadzią „konfitur”, jakimi może kogoś uraczyć bądź skazać na obejście się smakiem. DZIURA W NIEBIE?Po pierwsze, wieść gminna głosi, że punktową ocenę czasopism rolniczych i leśnych opracowała jedna osoba, jak można sądzić, opierając się li tylko na własnym widzimisię i nie uwzględniając nawet uwag pozostałych członków Zespołu P06, o szerszych, niepozorowanych konsultacjach nie wspominając. Przedłożyła ją ministrowi nauki. Ten najprawdopodobniej zaakceptował ją, nawet nie czytając, gdyż zaabsorbowany był kampanią wyborczą. Skutek to bałwochwalcze potraktowanie listy filadelfijskiej i deprecjacja języka polskiego. Ma to, w moim odczuciu, aspekt antypatriotyczny, gdyż pielęgnacja ojczystego języka stanowi jeden z podstawowych czynników umożliwiających zachowanie tożsamości narodowej w jednoczącej się Europie. Zdają sobie z tego sprawę nawet narody wielkie, np. Francuzi. A cóż dopiero mówić o nieporównywalnie mniej licznej nacji polskiej? Moich merytorycznych argumentów krytykujących ten stan rzeczy prof. Gawęcki nie podważa. Miast tego pisze: Zespół był zobowiązany do bezwzględnego przestrzegania zasad ogólnych i ramowych ustalonych przez KBN dla wszystkich obszarów nauki oraz procedur czasowych. To tłumaczenie jakoś dziwnie przypomina nie tak odległą historię i usprawiedliwiania się pewnych jej współtwórców, że tylko wykonywali rozkazy. A poza tym, czy pochodzący z wyboru członkowie zespołu nie stanowią części KBN? Czy zasady ustalone przez KBN, a więc przez nich samych, mogą jednocześnie stanowić swoiste alibi zwalniające od odpowiedzialności za podjęte decyzje? Po drugie, potrzeba kategoryzacji czasopism naukowych jest niekwestionowana, tak samo, jak konieczność jej aktualizacji. Dlaczego jednak w latach poprzednich w pracach nad nią mogły brać udział komitety naukowe PAN, stanowiące najszerszą i najbardziej reprezentatywną, wyłonioną w drodze stricte demokratycznych wyborów, reprezentację poszczególnych dyscyplin nauk rolniczych, leśnych i weterynaryjnych, a tym razem nie? Przecież nie powstałaby dziura w niebie, gdyby nową listę sporządzono wprawdzie nieco później, ale za to w kształcie nie wzbudzającym kontrowersji w szerokich kręgach ludzi nauki. Myślę, że odegrała tu rolę ogólnonarodowa cecha Sarmatów: przed nami nie działo się nic godnego uwagi, a co najwyżej było źle. Historia (jakiejkolwiek dziedziny) zaczęła się dopiero od nas, a ściślej od momentu przejęcia przez nas władzy. Aby innych utwierdzić w tym przekonaniu, dobrze jest ten sposób myślenia poprzeć arbitralnymi rozstrzygnięciami i decyzjami. Mija się też z prawdą autor polemiki twierdząc, że zaktualizowana lista stała się podstawą tegorocznej [2001 r. – przypisek LM] oceny parametrycznej jednostek z obszaru nauk rolniczych i leśnych. W rzeczywistości bowiem na podstawie nowych ustaleń dokonano ich oceny z kilku lat poprzednich, tak jakby w praworządnym państwie prawo mogło działać wstecz. A przecież część pracowników już wcześniej zaczęła pisać dla punktów, a nie dla nauki. Teraz okazało się, że w swych rachubach mogli się srodze pomylić. POLSZCZYZNA I KIPUPo trzecie, konia z rzędem temu, kto znajdzie w mym tekście zarzut „braku transparentności”. W rzeczy samej, tyrad prof. Gawęckiego na temat zasad parametrycznej oceny jednostek naukowych wysłuchałem wielokrotnie, a nie tylko dwa razy, jak o tym wspomina. „Apostołował” bowiem w tej sprawie na najrozmaitszych gremiach, wychodząc widać z założenia, że jeśli się coś będzie powtarzać da capo al fine, stanie się to dobre i prawdziwe, a w każdym razie uznane przez ogół za takowe. I znowu nasuwa to nieprzyjemne skojarzenia historyczne z taktyką jednego z ministrów w swoim czasie mocarstwa europejskiego, którego działań mój Szanowny Adwersarz, z racji młodego wieku, szczęściem nie odczuł na własnej skórze. Po czwarte, sprawy oceny „Fragmenta Agronomica” w tym miejscu bym nie poruszał, jako jednostkowej, mogącej nawet stanowić wyjątek potwierdzający regułę, czyli poprawność kategoryzacji wydawnictw. Mógłbym, gdyby autor artykułu Zespół... odpowiada prof. Malickiemu był łaskaw odpowiedzieć na list redaktora naczelnego „Fragmenta”, prof. Mariusza Fotymy, z 8 stycznia br., jak to jest w zwyczaju w świecie cywilizowanym, gdzie nawet członkowie ważnych instytucji (niewątpliwie jest nią KBN) odpisują na listy uczonych, zwłaszcza uznanych w świecie. Przeto wyjaśniam, co następuje. Dr hab. L. Zimny poczynił swe uwagi sporo lat temu, bo w 1996 r., o czym pewnie przez niedopatrzenie prof. Gawęcki nie wspomniał. Na uwagi te redakcja „Fragmenta” udzieliła spolegliwej odpowiedzi, wychodząc z założenia, iż należała się ona członkowi towarzystwa za poniesiony trud, mający na celu zwrócenie uwagi na niedociągnięcia edytorskie, a także z tej racji, iż płacąc składki jest współwydawcą kwartalnika. Prof. Gawęcki nie był również łaskaw zauważyć, że krytyka dr. Zimnego odnosiła się do usterek, zdarzających się – rzecz jasna, znacznie rzadziej – nawet tak szacownemu wydawnictwu, jak Ossolineum, nie zaś do błędów merytorycznych, poziomu zamieszczonych prac itd. Powinien też wiedzieć o pracy prof. Fotymy w komitetach redakcyjnych innych wydawnictw naukowych, w tym międzynarodowych, i przy minimum dobrej woli potraktować informacje o zespole redakcyjnym złożonym z amatorów, jako sui generis figurę retoryczną. Szkoda też, że nie znalazł czasu, aby przynajmniej pobieżnie przejrzeć nowsze numery „Fragmenta” gdyż jako rzecze przysłowie: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Od 1996 r. wiele wody upłynęło w Wiśle, a zapewne i w Warcie. Zmieniali się członkowie komitetu redakcyjnego, autorzy prac, recenzji, a i poziom samego czasopisma. Bez trudu można się było o tym przekonać, boć „Fragmenta” nie są wydawane w inkaskim piśmie węzełkowym kipu, lecz w jako tako poprawnej polszczyźnie, której, być może, zobowiązany do bezwzględnego przestrzegania zasad ogólnych i ramowych ustalonych przez KBN Pan Profesor nie preferuje, ale ponad wszelką wątpliwość rozumie. Wyrywkowe zacytowanie urywku archaicznego już numeru „FA” przypomina anegdotę o legendarnej postaci przedwojennej Warszawy – Franciszku (Francu) Fiszerze. Otóż miał on wieść przy kawiarnianym stoliku dysputę na temat jakiejś modnej podówczas nowości wydawniczej. Przedłużające się dywagacje Franca wreszcie zniecierpliwiły, więc dyskurs zakończył w pewnym momencie tak: Panie! Pan mnie do swoich racji i tak nie przekona, bo ja tej książki w ogóle nie czytałem! WEDŁUG UZNANIAI na koniec jeszcze jedna sprawa, wcześniej przeze mnie nie poruszona. Ocena, jak głosi tytuł dokumentu Zespołu P06, jest parametryczna. Parametr, to termin fizyczny oznaczający wielkość liczbową stanu układu fizycznego, charakterystyczną wielkość różnych urządzeń albo procesów etc. A więc parametryczny, sensu largo, oznacza wymierny liczbowo, ścisły, dający się konkretnie określić. Cóż więc znaczy punkt 7a Zasad szczegółowych oceny parametrycznej jednostek naukowych i badawczo-rozwojowych Zespołu Nauk Rolniczych i Leśnych (P06) o brzmieniu: Oceniając pozycję i aktywność naukową jednostki zespół może jej przyznać od 0 do 20 proc. sumy punktów uzyskanych za dokonania przedstawione w poz. 1-6? Gwoli wyjaśnienia: punkt 1. to publikacje recenzowane, 2. monografie naukowe, podręczniki akademickie, 3. stopnie i tytuły naukowe, 4. patenty, wzory użytkowe, 5. wykorzystanie w praktyce wyników badań naukowych i prac badawczo-rozwojowych prowadzonych w jednostce, 6. systemy jakości, akredytacja laboratoriów, udział w programach ramowych Unii Europejskiej. Wszystkie te elementy można obiektywnie ocenić punktowo i jeśli nawet punktacja jest ustalona w sposób daleki od ideału, suma punktów ma pewną wartość umożliwiającą porównanie i kategoryzację jednostek. Tymczasem wprowadzenie uznaniowości stwarza sytuację, jaką można by porównać do zawodów biegaczy, których czas pokonania danego dystansu mierzyłoby się wprawdzie stoperem, ale następnie sędziowie dokonywaliby korekty tego pomiaru wg własnego uznania i w ten sposób wyznaczali zwycięzcę. Przecież dodając uznaniowo 20 proc. punktów, można wywindować zupełnie przeciętną instytucję naukową czy badawczo-rozwojową do najwyższej kategorii zaszeregowania, z czym wiąże się odpowiednio wysoki poziom finansowania działalności statutowej, badań własnych itp. Odwrotna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy się tych 20 proc. punktów nie doda. A przecież nie może być tak, że o statusie finansowym, decydującym o możliwościach działania jednostki naukowej, nie przesądzają jej faktyczne osiągnięcia i potencjał intelektualny, lecz układy, sympatie lub antypatie personalne etc. Czym grozi niewymierna uznaniowość, najlepiej świadczy przykład z odległej od nauki dziedziny: sędziowanie jazdy figurowej na lodzie podczas ostatniej olimpiady zimowej. Bardzo się więc cieszę, iż jak pisze prof. Gawęcki: Zespół nasz planuje powrócić do kategoryzacji czasopism w przyszłym roku [to znaczy w 2002 r. – przypisek LM] w celu aktualizacji i dalszego doskonalenia listy rankingowej, z uwzględnieniem szerszej konsultacji środowiskowej oraz wniosków, jakie napłynęły w tej sprawie od redakcji różnych periodyków naukowych. Tym oświadczeniem przyznaje bowiem słuszność obiegowemu porzekadłu: sytuacja jest dobra, ale nie beznadziejna, co jednocześnie pośrednio stanowi uznanie mych racji i utwierdza w przekonaniu, że zasady oceny parametrycznej, nie tylko związane z punktacją wydawnictw, przyjęte przez Zespół Nauk Rolniczych i Leśnych (P06) Komitetu Badań Naukowych, są w wielu miejscach na bakier ze zdrowym rozsądkiem! Prof. dr hab. Leszek Malicki, agrotechnik, członek korespondent PAN i PAU, jest profesorem Akademii Rolniczej w Lublinie i Akademii Podlaskiej w Siedlcach. |
|
|