|
|
Życie akademickieRecepta na własną pomyślność jest prosta: pielęgnować zainteresowania, wiedzieć, Marek Ścibior
Aula Politechniki Warszawskiej sprawia wrażenie pustej. Niewielka grupa studentów, około 20 osób, słucha, jak zrobić biznes w telekomunikacji. W tym samym czasie konkurencyjne spotkanie, piętro wyżej, w sprawie wyjazdu na narty do Francji zainteresowało znacznie więcej osób. Czyżby przyszli inżynierowie przedkładali przyjemność nad przedsiębiorczość? PRZECIĘTNIE UZDOLNIONYSebastian Sapeta ma 26 lat i jest inżynierem. Od półtora roku pracuje jako ekspert ds. aplikacji mobilnych w firmie Ericsson. Ukończył Politechnikę Śląską, a w trakcie studiów uczył się tylko tego, co go interesowało. dużo czytał i sam zaspokajał swoją ciekawość. Na targach pracy Ericsson poszukiwał nowych ludzi. Sebastian złożył swoją aplikację, w rozmowie kwalifikacyjnej wypadł nietuzinkowo i został przyjęty na okres próbny. Od razu rzucono go na głęboką wodę. – Dostałem olbrzymi kredyt zaufania – mówi. Przyznaje, że początkowo zawodowe tematy rozmów w pracy były dla niego nieprzeniknioną tajemnicą, przytłaczał ogrom anglojęzycznych nazw i skrótów. Ale nie dawał tego po sobie poznać, a wracając do domu zabierał ze sobą teczkę dokumentów i cierpliwie uzupełniał wiedzę. Po 3 tygodniach nadszedł czas pierwszej próby. – Przełożony kazał mi zabukować miejsce w samolocie na następny dzień. Trzeba było w krótkim czasie wykazać się nie tylko zdolnościami organizacyjnymi, ale i zweryfikować wiedzę technologiczną. Miałem lecieć do Niemiec, a nie wiedziałem, jak się do tego bukowania zabrać. O sobie mówi, że jest przeciętnie uzdolniony, żadna rewelacja. Ale to on jest specjalistą w Ericssonie od wdrażania MMS-ów – kolejnej generacji SMS-ów – i technologii Bloototh, dzięki której urządzenia będą porozumiewały się bezprzewodowo. Jednak Sebastian nie pracowałby dziś w Ericssonie, gdyby w jego życiu nie pojawiły się odkurzacze firmy Rainbow. Kolega na studiach namówił go na akwizycję. Amerykańscy spece od odkurzaczy skrupulatnie przygotowali go do sprzedaży urządzeń wartych 8 tys. zł, co odpowiadało wtedy wartości „malucha”. Po 10 pierwszych bezowocnych prezentacjach Sebastian załamał się i gotów był zrezygnować z dalszej kariery w handlu, jednak dał sobie jedenastą szansę, i po 40 minutach przekonał klienta, że kupno tego odkurzacza to wyjątkowa okazja. W sumie w ciągu studiów sprzedał ich 120. Raz został nawet sprzedawcą roku. Takiej szkoły życia, jak wtedy, nie dostałby nigdzie indziej. Pokonał nieśmiałość, poznał swoje dobre strony, nabył umiejętności handlowych, a nade wszystko uwierzył we własne siły i nauczył się myśleć niekonwencjonalnie. POMÓŻ SZCZĘŚCIUPrzykład Sebastiana nie jest zapewne wyjątkowy, ale potwierdza regułę, że szczęściu trzeba pomóc. Aktywność na studiach, dodatkowe umiejętności, doświadczenie zawodowe są doskonale postrzegane przez przyszłych pracodawców. Nawet prymusi, żyjący tylko w świecie książek, przegrają z kolegami, którzy, mimo przeciętnych ocen w indeksie, są rzutcy, przedsiębiorczy i, jak przystało na obecne czasy, obowiązkowo kreatywni. W społeczeństwie informacyjnym obowiązuje nowy paradygmat uczenia się: uczenie przez całe życie, ustawiczne dokształcanie się. Od samej wiedzy, która zresztą dość szybko się dezaktualizuje, ważniejsza staje się umiejętność jej znajdowania i przyswajania. I choć jest to tendencja powszechna, najostrzej widać ją w naukach ścisłych i technicznych, gdzie wiedza przyswojona na początku studiów niewiele jest warta w momencie ich kończenia. Inżynierowie znaleźli się w nowej rzeczywistości. Technologia nie istnieje w próżni. Mówiąc słowami inżyniera, jest ona funkcją biznesu, co oznacza, że zależy od niego. Produkt jako wytwór myśli technicznej nie istnieje sam dla siebie, jest zawsze spełnieniem pewnych oczekiwań rynku. Dlatego inżynierowie już na etapie jego projektowania muszą pamiętać o kosztach, konkurencji, o całej otoczce niezbędnej, by pomysł zamienić w produkt i sprzedać. Obecnie wymagane jest podejście szersze, którego trzeba uczyć już na studiach, stąd żywe dyskusje, jak szkolić inżyniera w dobie nowej gospodarki. Czy kształcić gruntownie, ale specjalistycznie, czy też dać dobrą wiedzę podstawową, ale, nie tracąc czasu na szczegóły, nauczyć, jak samemu dokształcać się dalej i rozwijać w sobie takie cechy, jak: elastyczność, otwarcie na nowości, umiejętność śledzenia trendów w branży. MODUŁOWY INŻYNIERO ile przyszłość tej grupy zawodowej może być obojętna władzy, o tyle nie powinna być obojętna im samym, a szczególnie studentom uczelni technicznych. Trudna sytuacja na rynku pracy, skostniały system edukacyjny, opornie reagujący na realia rynku, skłoniły studentów z Koła Naukowego Przedsiębiorczości i Innowacyjności przy Politechnice Warszawskiej do zorganizowania jesienią ubiegłego roku konferencji Rola inżyniera w obecnej gospodarce. Jeszcze wcześniej ogłoszono konkurs na sylwetkę współczesnego inżyniera. Zwycięzca konkursu Margirdas Vaina przeanalizował 100 ofert pracy dla inżynierów. Słowo menedżer pojawiło się w nich 25 razy, kierownik 10 razy, analityk 6 razy, biznesowy 5 razy. Analiza 40 ofert pracy pokazała, że idealny pracownik powinien mieć doświadczenie (35 razy), znać dobrze angielski (33), posiadać zdolności organizacyjne (21), być komunikatywnym (17), posiadać umiejętności kierownicze, znać się na zarządzaniu (16), umieć pracować w grupie (8). Ta analiza oddaje trend na rynku pracy i zarazem pokazuje, co współczesny inżynier umieć powinien. – Do niedawna wiedza potrzebna inżynierowi była dobrze określona, a on, wyposażony w nią, mógł funkcjonować zawodowo przez wiele lat. Teraz jednak rozwój techniki jest już tak szybki, że żadne studia nie mogą dostarczyć wiedzy wystarczającej na całe życie. Tradycyjny model kształcenia inżynierów nie jest więc możliwy do utrzymania. Wymusza kształtowanie u adeptów sztuki inżynierskiej pewnych nowych umiejętności – uważa prof. Ryszard Tadeusiewicz, rektor AGH w Krakowie. – Oczywiście, nowoczesna technika wymaga posiadania bardzo dużych zasobów zaawansowanej wiedzy szczegółowej i trzeba ją przekazywać. To jednak nie wyczerpuje zakresu obowiązków uczelni. Praktyka i doświadczenie pokazują, że do uzyskania sukcesu we współczesnej technice potrzebne są zwłaszcza umiejętności formułowania i rozwiązywania problemów. Profesor uważa, że wszyscy inżynierowie powinni przechodzić pewną liczbę zajęć z zakresu zarządzania, socjologii, mikroekonomii, a nawet psychologii. Uczelnia z kolei stara się ewoluować tak, by absolwent umiał nabywać nowych umiejętności, samodzielnie wyszukując je, np. w Internecie. JAK ZROBIĆ BIZNES?O robieniu biznesu w telekomunikacji opowiadał studentom PW Piotr Mroczkowski, który współtworzył sieć telefonii komórkowej Era, a teraz pracuje w firmie doradztwa kapitałowego Concordia. Spotkanie było kolejnym w ramach Akademickiego Programu Rozwoju Przedsiębiorczości VENTURE. Jest to ogólnokrajowa inicjatywa powołana do życia przez lokalnych przedstawicieli dwóch międzynarodowych organizacji: Stowarzyszenia Studentów BEST przy Politechnice Warszawskiej i AIESEC przy SGH. – Na program składają się warsztaty, imprezy integracyjne i konkurs na najlepszy biznes, podczas którego studenci mający pomysł na własne przedsięwzięcie muszą nauczyć się, jak zdobywać środki, szukać wsparcia i układać biznesplan. Ich projekty zostaną poddane ocenie fachowców. Studentom, oprócz ciężkiej pracy i bezcennego doświadczenia, pozostaje nadzieja, że najlepsze projekty zamienią się w prawdziwe start-upy – opowiada Paweł Brzemiński z BEST-u. Bezpowrotnie minął czas na łatwy biznes, kiedy finansiści uwiedzeni perspektywami łatwego zarobienia pieniędzy dawali je na każdy internetowy projekt, który miał w nazwie dot.com. Tym osobom, które chcą robić własny biznes, Piotr Mroczkowski sugeruje tworzenie usług, aplikacji, dostarczanie dobrej zawartości. To jest olbrzymie pole do popisu. Takie przedsięwzięcia są mało kapitałochłonne, bo robi się je w istniejących sieciach telekomunikacyjnych. Biznes jest prosty. Tak twierdził Jack Welch, twórca sukcesu General Electric. Piotr Mroczkowski w rozmowie z dziennikarzem powiedział, że młodzi ludzie mają pomysły, ale brakuje im prostego know-how, czyli wiedzy, jak je wcielać w życie. Najtrudniej wstawić nogę w drzwi i spowodować, by klient nas wysłuchał. Studentom przedsiębiorczym należy organizować zajęcia z praktykami. Raz, żeby przekazać im autentyczną wiedzę, po drugie – nauczyć pewności siebie. Sytuację inżynierów na rynku pracy zna dr inż. Grzegorz Żebrowski, dyrektor agencji doradztwa personalnego Bank Danych o Inżynierach. Jak wynika z jego doświadczenia, rynek oczekuje od uczelni inżyniera nowocześnie wykształconego, łączącego umiejętności techniczne z menedżerskimi. – Trzecia część ofert pracy, które do nas trafiają, przypada na inżynierów sprzedaży. Na tym stanowisku pracownik łączy wiedzę merytoryczną z marketingową i handlową, bo kto, jak nie inżynier, ma sprzedawać zaawansowany technologicznie produkt? Pracując na tym stanowisku trzeba nauczyć się mówić kilkoma językami, trzeba nieustannie myśleć za klienta, podsuwać mu nowe produkty, rozwiązania i być zawsze dwa kroki przed nim. Dr inż. Bożenna Józefowicz przeprowadziła na przełomie lat 1989/90 badania środowiska inżynierskiego w Polsce. Z tą grupą zawodową wciąż ma żywy kontakt, jest bowiem kierownikiem Podyplomowych Studiów Menedżerskich dla inżynierów w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie. W jej opinii to, co odróżnia inżynierów sprzed dekady od obecnych, to świadomość potrzeby ustawicznego uczenia się. Doświadczenie pokazuje, że technicznie kształcimy świetnie, tylko inżynierom brakuje wiedzy z zakresu ekonomii, organizacji i zarządzania, a także z zakresu tzw. miękkiej wiedzy, czyli komunikacji interpersonalnej. Poprzednio byli zorientowani na sprawy techniczne, a teraz stanęły przed nimi nowe potrzeby. Dr Józefowicz podkreśla, że inżynierowie stanowią grupę o ogromnym znaczeniu, zatem ważne jest uświadomienie im ich znaczenia w społeczeństwie. PRYWATNE ELASTYCZNIEJSZENa wymagania szybko zmieniającego się rynku pracy starają się odpowiadać uczelnie prywatne. Japońsko-Polska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych w Warszawie kształci również inżynierów, choć od uczelni technicznych odróżnia ją profil typowo informatyczny. A pracy dla informatyków wciąż nie brakuje. Niemniej szkoła wdrożyła nowoczesny model kształcenia łączącego praktyczną wiedzę informatyczną z obowiązkową edukacją z podstaw prawa, zarządzania czy wiedzą, jak zachować się podczas rozmowy biznesowej. – Nasi studenci uczą się nowych programów, które właśnie wchodzą na rynek. Nabierają umiejętności pracy w zespole. To bardzo japońska cecha. Polacy uważają się za indywidualistów i nie umieją pracować razem. Tu nabierają umiejętności potrzebnych w prawdziwym życiu – mówi dr Aldona Drabik, prorektor ds. studenckich. Dla Sebastiana Ericsson jest niczym międzynarodowa uczelnia techniczna. Jeździ na zagraniczne szkolenia, rozwija się. Jego subiektywna recepta na własną pomyślność jest prosta: pielęgnować zainteresowania, wiedzieć czego się chce, posuwać się cierpliwie wytyczoną drogą, stawiać na własny rozwój. Przede wszystkim liczyć na siebie. A po studiach mierzyć wysoko. – Ponadto potrzebne są już tylko trzy rzeczy: upór, upór i jeszcze raz upór. I odrobina szczęścia, bo gdyby nie przygoda z odkurzaczami, to nie wiem, co bym dzisiaj robił i gdzie był.
|
|
|