Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 5-6/2002

Restytucja
Poprzedni Następny

W stronę historii

Kartki z dziejów nauki w Polsce (35)

Piotr H?bner

Dawny uniwersytet, pojmowany jako korporacja universitas magistrum et scholarum, zachował tożsamość do XIX w. poprzez następstwo pokoleń. Ten właśnie wiek przyniósł w Warszawie dramatyczne zerwanie ciągłości personalnej – pozostała jednak, przez wielu kwestionowana, ciągłość instytucjonalna.

Ujawniły ów problem dyskusje z okresu restytucji polskiego Uniwersytetu. Stanisław Kutrzeba w odczycie Uniwersytety warszawskie, wygłoszonym 15 listopada 1915 r. w czasie uroczystego zebrania profesorów UJ, stanął po stronie kryterium zewnętrznego, jaką miała być polskość uczelni. Odrzucając jako obcy uniwersytet zrusyfikowany, akcentował zerwanie ciągłości instytucjonalnej – przemawiał w dniu ponownego otwarcia Uniwersytetu w Warszawie. Jako polskie widział trzy odrębne uczelnie: Uniwersytet aleksandrowski (1816-1831), Szkołę Główną (1862-1869) i zapowiadany Uniwersytet „nowy”. Przypomniał represje po powstaniu listopadowym, w tym słynny zapis odręczny cara Mikołaja I na projekcie przygotowanym przez Iwana Paskiewicza: Uniwersytet zamknąć zaraz, także i wszystkie szkoły wyższe; co będzie potrzebne, później rozkażę. Mogła więc działać w Królestwie Polskim tylko rzymskokatolicka Akademia duchowna oraz kursy pedagogiczne i prawne.

Reformy Aleksandra Wielkopolskiego poprzedzało powołanie (1857) jedynie Akademii medyko-chirurgicznej. Szkoła Główna – na co zwraca uwagę Kutrzeba – nie była wolną: brakowało Wydziału Teologicznego, także senatu, zastąpionego przez okrojoną w składzie radę ogólną. Venia legendi udzielano tylko na dany rok akademicki. Kandydatów na studentów przesiewano na egzaminie wstępnym: dostała Polska uniwersytet nowy, choć bez uniwersytetu nazwy. Lecz nie nazwa wartością – wartością instytucja, wartością ludzie, instytucję tworzący. Dzięki nim – oceniał Kutrzeba – przetrwała Szkoła Główna w tradycji: pozostała po niej myśl żywa, którą dalej troskliwie podtrzymywali jej profesorowie i uczniowie. Rektor odnowionego w 1915 r. Uniwersytetu chwyta w swoje dłonie te iskry nauki, które po tamtych dwóch Uniwersytetach tliły się bez przerwy w popiele naniesionych wschodnim wiatrem żużli.

Odmiennie – bez emocji, chłodnym okiem, analitycznie – widział ten sam problem Marceli Handelsman. W setną rocznicę inauguracji Uniwersytetu w Warszawie, mówił 14 maja 1918 r. zgromadzonym w Pałacu Kazimierzowskim tylko o genezie, a nie o patriotycznych kontekstach. Przypomniał reformy Napoleona, z których wyrosła w 1808 r. Szkoła Prawa w Warszawie, a także wzory, jakie przeforsował w 1810 r. w Berlinie Wilhelm Humboldt. Akcentował Handelsman odmienną tradycję Akademii Krakowskiej – według ówczesnej, z początku XIX w., opinii ministra Feliksa Łubieńskiego – złożonej z bardzo słabych profesorów, zajętych jedynie prerogatywami akademickimi, a o edukacji nie myślących. Drażniło ministra szczególnie przywiązanie do dawnych przywilejów i funduszów. Przypominał Handelsman rządowy projekt Stanisława Potockiego z 1815 r., zmierzający do tego, by wszystkie szkoły czyniły jedno ciało, jeden publiczny Instytut edukacji narodowej – od szkół elementarnych po szkoły główne. Już miał oświeceniowy biurokratyczny centralizm zatryumfować, lecz – ocenia Handelsman – Linia logiczna rozwoju uległa załamaniu, formy dotychczasowego działania zostały zniszczone. Potocki musiał apelować do cara pragmatycznie: Uniwersytet w Warszawie miał przyciągnąć studentów Polaków prowincji austryjackich i pruskich. Car wykreślił ze statutu powołania na królów polskich, choć pozostawił 52: Przy zupełnej wolności wykładania prawd wszelkich uczący wystrzegać się będą twierdzeń, które by religji, dobrym obyczajom i rządowi uwłaczały i 53: wszelka teorja, o ile to być może, stosowana będzie do praktyki, a mianowicie do użytku potrzeb krajowych. Handelsman przypomniał, iż pierwsze wybory rektora były pierwszym aktem nieporozumienia – wybrano nie Lindego, nie Staszica, lecz księdza prof. Wojciecha Szweykowskiego.

Choć krążyły odmienne idee – narodowe i liberalne – realia życia w 1818 i 1918 r. na plan pierwszy wprowadzały wymiar przyziemny, instytucjonalny. Miała to być prawidłowość historyczna, widoczna nie tylko w Uniwersytecie Warszawskim...

Komentarze