Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 7-8/2002

Juvenalia czyli piwo i kiełbaski
Poprzedni Następny

Okolice nauki

Wiosną odbywają się w miastach akademickich juvenalia, 
neptunalia, kozienalia, dni uczelni, festiwale kultury studenckiej. Gdy przejrzymy programy, zobaczymy, że większość 
wypełniających je imprez odwołuje się do prymitywnych 
potrzeb i niskich gustów. Gdzieniegdzie poziom pomysłów sięga dna. W Politechnice Łódzkiej miał się na przykład odbyć 
konkurs zakładania prezerwatywy na głowę.

Grzegorz Filip

 Fot. Stefan Ciechan

Juwenalia mają wielowiekową tradycję. Były to zabawy żaków mające charakter karnawałowy. Wszystko mogło się tu zdarzyć, wszystko było na opak. Nie trzeba jednak dodawać, że działo się to w czasach, gdy obyczaj społeczny dyktował granice swobody. Dziś, gdy rola obyczaju upadła, niektórym wydaje się, że „wszystko wolno”. W latach 70. i 80., mimo cenzury i represji, juvenalia bywały okazją do zaprezentowania dorobku twórczego studentów. Dziś wiosenne harce niewiele różnią się od innych masowych festynów, które w sezonie ogórkowym transmituje telewizja. Sponsorowane przez browary, organizowane są na poziomie dalekim od tego, jakiego spodziewalibyśmy się po środowiskach wyższych uczelni.

KULTURA MEDIALNA CZY BEZSILNOŚĆ

Na plus policzyć wypada to, że ostały się jeszcze koncerty chóralne, teatr uliczny, gdzieniegdzie dobre kino, także krótkometrażowe (Gdańsk), poezja, otwarta scena, czyli popisy aktywności studentów. W Siedlcach zapowiedziano giełdę niezależnych zespołów studenckich, w Piotrkowie spotkania poetyckie i teatralne, a w Radomiu przegląd studenckich etiud filmowych. Lista minusów jest jednak dłuższa. Na dzisiejszych juwenaliach dominują pokazy: kulturystów, samolotów, koni, walk rycerskich i wschodnich, aerobiku. Odbiorcę traktuje się wyłącznie jak gapia. Dalej idą konkursy. Medycy z Gdańska ścigają się na łóżkach szpitalnych i urządzają biegi przełajowe z pacjentem na noszach, politechnicy z Łodzi naciągają prezerwatywy na głowę i wydają z siebie najgłośniejszy krzyk, wrocławianie proponują bieg golasów i walkę w kisielu.

Na juwenaliach strumieniami leje się piwo. Można odnieść wrażenie, że staje się ono najważniejszym elementem zabawy. Rozmaite studenckie ogródki kultury piwnej, wieczory z browarem, biegi piwne, bicie rekordu w piciu piwa na czas (Katowice) to efekt wymagań sponsorów, którzy chcą wyraźnie zaznaczyć swoją obecność.

Oprócz pokazów i konkursów mamy jeszcze dyskoteki, mecze, koncerty gwiazd estrady i telewizji (w różnych miastach występują te same zespoły rockowe, te same kabarety). Atrakcję stanowi Lew Starowicz. Zaprasza się Dariusza Szpakowskiego czy Roberta Makłowicza. Program niektórych juwenaliów wygląda, jak program TV. Brak tylko dziennika i pogody. Jest szansa na to, że niektóre punkty tego programu anonsują imprezy, które staną się parodią telewizyjnych show. Tak odbieram np. toruńskie wybory najgorzej ubranego studenta. Miejmy nadzieję, że taki parodystyczny dystans jest dziś jeszcze możliwy, choć pewności mieć nie można. Czy w latach 70. i 80., gdy studiowałem, studenci mieli większą świadomość tego, co się wokół dzieje, byli bardziej krytyczni? Teatr, kabaret i piosenka demaskowały np. kłamstwo i fałsz propagandy, ideologii. Dziś propaganda i ideologia zawarte w gazecie, programach TV, reklamie, filmach fabularnych, podręczniku do nauki angielskiego, nie są przez studentów kontestowane. Nie dostrzegają tego czy uważają, że tak być musi? Utożsamiają się z kulturą medialną czy tkwią w bezsilności?

JAŁOWOŚĆ Z WULGARNOŚCIĄ

Na juwenaliach nie widać aktywności samych studentów. „Prezentacja twórczości studenckiej” występuje jako ostatni podpunkt ostatniego punktu programu. W programach juwenaliów nie wymienia się nazw studenckich zespołów muzycznych czy teatralnych, podczas gdy drobiazgowo wylicza się nazwiska gwiazd pop. Nastawienie na masowość owocuje brakiem muzyki poważnej (gdzie są orkiestry studenckie, których wiele np. w uczelniach amerykańskich?), brakiem piosenki z tekstem czy prezentacji aktywności kół naukowych.

A przecież kultura studencka była dotąd zaprzeczeniem masowości. Smak i wartość tej kultury polegały na jej inności, osobności. Nawet, gdy nie kontestowała masowych gustów i mód, była świeża i ożywcza. Siłą tego nurtu był fakt, że kultura studencka sytuowała się na przeciwległym biegunie w stosunku do tego, co oficjalne, popularne, masowe, modne. Gdy stado pędziło w jedną stronę, twórcy studenccy zwracali się w przeciwną. Na tym polegała atrakcyjność ich działań, będących alternatywą nudy zużytych treści i konwencji. Jak jest dziś? Czy nie ma czego kontestować, czy też postawa taka nie wydaje się atrakcyjna?

Dziś skomercjalizowana, egalitarna kultura studencka stała się tylko rozrywką. Zlała się z kulturą masową. Z programów juwenaliów wieje sztampą i masowym gustem. Gdyby imprezy te robiono dla młodzieży z zasadniczych szkół zawodowych, mogłyby one wyglądać tak samo. Juwenalia nabrały charakteru festynu ludowego z piwem i kiełbaskami. W udany sposób połączono jałowość pokazów z wulgarnością konkursów. Zmarginalizował się za to nurt twórczy, który odróżniał kulturę uniwersytetu od popkultury. Autentyczna kultura studencka znalazła się w uczelniach i w programach juwenaliów na głębokim marginesie. Szukać jej trzeba na nielicznych festiwalach muzycznych i teatralnych. Miejmy nadzieję, że margines ten wnosi istotne wartości i równoważy masę tandety, która opanowała kulturę akademicką.

Komentarze