Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 7-8/2002

Profesor na wrrotkach
Poprzedni Następny

Sposób bycia

Przechodnie na widok mężczyzny w średnim wieku 
na wrotkach nie ukrywali zdziwienia.

Piotr Kieraciński


Środkiem plaży w okolicach Santa Monica w Kalifornii biegnie asfaltowa ścieżka dla wrotkarzy i rowerzystów. Prof. Piotr Sztompka w połowie lat 80. regularnie jeździł tam na wykłady. Przekroczył już wówczas czterdziestkę i był profesorem tytularnym. Zafascynowały go wrotki – nowy sport, który akurat wtedy przeżywał niebywały rozkwit w Stanach Zjednoczonych. Kupił sprzęt i zaczął jeździć. Po pierwszych drobnych kontuzjach zdecydował o zakupie ochraniaczy – nakolanników i nagolenników – oraz kasku. Tak wyekwipowany śmigał brzegiem Pacyfiku. – Jazda tą ścieżką wczesnym rankiem, gdy wokół fruwa mnóstwo mew i albatrosów, w szumie fal bijących o brzeg, w atmosferze poranka, to niesamowita frajda – mówi. Po kilku latach treningu pobił swój życiowy rekord – przejechał na rolkach ponad 50 km w jeden dzień.

Na ścieżce w Santa Monica można było spotkać najróżniejszych ludzi: od młodzieży po staruszków, od ludzi ubogich po zamożnych aktorów z Hollywood. – Pewnego razu w pełnym pędzie minął mnie Richard Gere – mówi. Widok profesora na wrotkach też nie był czymś nadzwyczajnym: – Amerykanie, a zwłaszcza mieszkańcy Kalifornii, przyzwyczajeni są do tolerowania różnych dziwactw, a uprawianie wszelkiego rodzaju sportów jest bardzo dobrze widziane.

„ZAZDROSZCZĘ PANU”

Zupełnie inaczej jest w Polsce. Przywiózł z Ameryki profesjonalne rolki do jazdy rekreacyjnej o specjalnie montowanych, dużych, sprężystych kołach. Na miejscu pojawił się drobny problem techniczny – w Krakowie nie mógł w owych czasach znaleźć odpowiednio gładkiej nawierzchni do jazdy. Najlepsze okazały się ścieżki w Ogrodzie Jordanowskim. Przechodnie na widok mężczyzny w średnim wieku na wrotkach, ubranego w ochronny strój, nie ukrywali zdziwienia, a nawet posuwali się do wyrażania dezaprobaty. Wrotki nie były wówczas w Polsce popularne. – Nie czułem się z tym zbyt dobrze – wspomina prof. Sztompka. – Na duchu podniosła mnie pewna starsza pani, spacerująca z pieskiem, która patrząc na mnie westchnęła: „Bardzo panu zazdroszczę”. Ostatnio wrotki trafiły „do lamusa”. – Czasami mam ochotę wrócić do tego sportu, zaglądam do sklepów, żeby obejrzeć najnowsze modele rolek.

Pasją sportową, która towarzyszy prof. Sztompce od wczesnej młodości, jest narciarstwo. W 1994 r. firma Kneissl wypuściła na rynek model „Ergo” ze zwężaną talią i szerokimi dziobami, zapoczątkowując rewolucję nie tylko pod względem konstrukcji nart, ale także techniki jazdy. Pojawił się carving. – Byłem wówczas 50-letnim, konserwatywnym narciarzem. Mówiłem sobie, że nie pójdę za modą i pozostanę przy klasycznym stylu jazdy – wspomina prof. Sztompka. Niestety, wkrótce carvingi wyparły inne modele nart z rynku. Stare narty się zużyły. – Musiałem zapomnieć o dotychczasowych nawykach narciarskich, zwłaszcza oduczyć się jazdy „kolanko w kolanko”, z której byłem bardzo dumny. Jak na uczonego przystało, jazdy carvingowej uczył się... z książek. Zna z własnego doświadczenia narciarską mapę Europy, a jego marzeniem są góry stanu Kolorado.

REJESTRACJA ŚWIATA

Od czasów szkolnych Piotr Sztompka fotografuje. W okresie fotografii czarno-białej zbudował laboratorium w łazience i samodzielnie wykonywał odbitki, zrobionych przez siebie ujęć. Jako nastolatek za zdjęcie o tematyce krakowskiej zdobył nagrodę w konkursie fotograficznym. Od wielu lat używa aparatów Nikon. najpierw był to manualny FM, który towarzyszył mu przez 20 lat, teraz fotografuje kamerą F 100. W przyszłości zamierza kupić profesjonalną wersję cyfrową tego aparatu – D 100. Uważa, że fotografia cyfrowa wkrótce wyeliminuje tradycyjną. Jednak stanie się to ze szkodą dla fotografii. Aparat cyfrowy daje łatwość rejestracji, ale także możliwość swobodnej kreacji, manipulowania obrazem. Fotografia zatraci swój podstawowy walor – rejestracji świata. To najdawniejsze hobby wykorzystuje ostatnio w praktyce zawodowej. Wydał podręcznik socjologii ilustrowany wykonanymi przez siebie zdjęciami (Socjologia, Wyd. Znak, Kraków 2002).

ODPOWIEDNIA ATMOSFERA

– Moim niezrealizowanym marzeniem jest porządny motocykl – przyznaje. W czasach studenckich jeździł po Europie skuterem. Potem zaprzestał jazdy dwukołowcem. Zwraca uwagę na związaną z motorami subkulturę. Jest to jedyna subkultura przekraczająca różnice pokoleniowe. W przeciwieństwie do subkultury rolkarzy, w której nigdy, z racji wieku, w jakim zainteresował się jazdą na wrotkach, nie uczestniczył.

Ważnym wydarzeniem ostatnich lat było zainicjowanie działalności krakowskiego Klubu Profesorów. Grono uczonych spotyka się od czasu do czasu w restauracji, by dyskutować na ważne ze społecznego punktu widzenia tematy. Przez pierwsze 6 lat działalności prof. Sztompka stał na czele tej grupy. – Taka sytuacja w Krakowie jest dość naturalna, a gdzie indziej prawie niemożliwa do wyobrażenia – mówi. – Tu, w Galicji, były tradycje spotkań profesorów w kawiarniach. Jest odpowiednia atmosfera. Mieszka w centrum. Na uniwersytet ma 7 minut drogi pieszo. Do swojego gabinetu w Rynku – 12 minut spaceru. Podróżując po świecie zawsze z przyjemnością wraca do Krakowa.

Prof. Piotr Sztompka jest socjologiem. Pracuje w Uniwersytecie Jagiellońskim. W lipcu tego roku na światowym kongresie socjologicznym w Brisbane w Australii wybrany został prezydentem Międzynarodowego Stowarzyszenia Socjologicznego (ISA).

 

Komentarze