|
|
Poczta elektronicznaCzas i jego wartość zaprząta ludzką uwagę od dawien dawna. Dziś problem ten Paweł Misiak W spuściźnie starożytnej kultury helleńskiej temat czasu pojawia się w literaturze i filozofii w najróżniejszych postaciach. Jedni widzieli czas jako coś fizykalnego, związanego z materią świata, inni – przez pryzmat ludzkiej egzystencji, jako jeden z aspektów człowieczego istnienia, mający odniesienia do świata wartości. Filozofowie uważali, że ma strukturę dyskretną, atomową albo przeciwnie, że jest ciągły. Niezależnie od subtelności struktury dla jednych był cykliczny, dla innych linearny; pierwszy dawał asumpt do idei reinkarnacji, drugi wiązał się z myślami o ewolucji ludzkości w przebiegu dziejów. Dla Arystotelesa, którego myśl na ten temat odnajdujemy po piętnastu wiekach u świętego Tomasza, czas jest nieodłącznie związany z ruchem. Heraklit rzekł, iż wszystko płynie, Stagiryta – że ruch jest wieczny. Zatem czas wypełnia świat albo też świat zanurzony jest w czasie, albo związek między nimi jest jeszcze inny. Znakiem i miarą upływu czasu, na który ludzie nie mają wpływu, są obroty sfer niebieskich, majestatyczne, niezmienne, jakby z innego świata. Zarazem Arystoteles zauważa, że gdy stan naszej myśli się nie zmienia albo gdy nie zauważymy zmian, nie uświadamiamy sobie upływu czasu. Zdarzenia uświadomione nadają więc czasowi bieg i znaczenie. Związek między ruchem w ogólności, ruchem myśli, a czasem w dzisiejszych czasach zyskuje nowy wymiar. Ale o tym później. RYTMY CZASUCzas ludzki ma związek ze światem wartości. Z tego punktu widzenia czas może być zwykły lub święty. Pierwszy to czas pracy, polityki czy handlu, drugi – czas religii, uroczystości, czas wyróżniony. Z perspektywy ludzkiej czas jest zjawiskiem zabarwionym uczuciowo. W eposach Homera np. „dla każdego człowieka dzień posiada jakość zdarzeń, które zawiera” – powiada G.E.R. Lloyd w eseju Czas w myśli greckiej. Dzień nie jest jakiś tam, lecz dookreślony: dzień powrotu, dzień zniewolenia, dzień chwały. Podobnie u Koheleta mamy „czas rodzenia i czas umierania”, „czas płaczu i czas śmiechu”, „czas szukania i czas tracenia”. W kalendarzu żydowskim podstawą rachuby czasu jest tydzień, w którym wszelako tylko jeden dzień – szabat – ma nazwę. Dni powszednie, wypełnione zwyczajnymi czynnościami, nie są wystarczająco ważne, by nadawać im odrębne imiona. Niemal do końca średniowiecza zagadnienie dokładnego pomiaru czasu „materialnego” nie było wielce istotne. Konieczną synchronizację pewnych działań – czy to czasu świętego, jak modlitwy i nabożeństwa, czy świeckiego, jak praca lub zwoływanie zgromadzeń – osiągano przy użyciu dzwonów. Przy tym, jak pisze Le Goff, w XIV wieku funkcje były wyraźnie rozdzielone – inne dzwony ogłaszały czas modlitw, inne czas rozpoczęcia i zakończenia pracy. Niekiedy obwieszczały czas nieszczęść i trwogi – także w tej dziedzinie następowała specjalizacja dzwonów. KUPCZENIE CZASEMOd dawna był on ceniony jako swego rodzaju bogactwo naturalne. Wynikało to zapewne ze świadomości uwarunkowań ludzkiej kondycji, czyli względnej krótkości człowieczego żywota, co Seneka wyraził w znanym aforyzmie vita brevis, ars longa. Dość wspomnieć przypisywane przez Pliniusza Apellesowi powiedzenie nulla dies sine linea czy horacjańskie carpe diem rozumiane jako wezwania do efektywnego wykorzystania człowieczego czasu. Dla chrześcijanina czas przebywania na tym świecie jest nie tylko dany, ale i zadany. Powinien być wykorzystany na właściwe przygotowanie do późniejszego życia wiecznego. Temu m.in. służy czas święty, odmienny od zwykłego realizowaniem szczególnych wartości. Choć intuicja mówi nam, że nie mamy wpływu na upływ czasu, możemy naszymi działaniami wpływać na jego znaczenie i wartość. W życiu ekonomicznym ludzie już dawno temu znaleźli sposoby zarabiania na czasie. Jeden z nich to oprocentowany kredyt, zwany też lichwą. Takie kupczenie czasem, pojmowanym jako dane ludziom dobro wspólne, było niejednokrotnie w historii potępiane. Źródła z początku XIV wieku mówią: Lichwiarz występuje przeciw powszechnemu prawu naturalnemu, gdyż sprzedaje czas, który jest wspólny dla wszystkiego stworzenia. Augustyn powiada, że każde stworzenie ma obowiązek czynić dar z siebie (...), lecz nic nie czyni daru z siebie w sposób bardziej zgodny z naturą niż czas. Chcąc nie chcąc rzeczy mają czas. Skoro więc lichwiarz sprzedaje to, co przynależy w sposób konieczny wszystkiemu stworzeniu, krzywdzi wszelkie stworzenie w ogóle, nawet kamień. Jednak – pisze Le Goff – w początkach kapitalizmu handlowego czas był dla kupców podstawowym źródłem zysku. Dalsze dzieje naszej cywilizacji pokazują, że mechanizmów „zarabiania na czasie” nie tylko nie udało się zahamować, ale powstały nowe ich formy. Dziś wykorzystują je najbardziej poważane instytucje gospodarcze na świecie: banki i giełdy. W toku dziejów czas ekonomii musiał być coraz subtelniejszy, coraz precyzyjniej określany. Miało to związek m.in. z operacjami handlowymi na coraz rozleglejszych obszarach. Wraz z rozwojem cywilizacji rosło też znaczenie synchronizacji różnorakich poczynań. MECHANIZM ŚWIATAOd końca średniowiecza czas społeczny stale przyspiesza. Na rytm życia miast zaczynają wpływać zegary mechaniczne, odmierzające godziny w liczbie 24 na dobę. Jednak przez długi czas poszczególne zegary żyją własnym życiem. Nie ma reguł, więc zdarza się, że dla jednych doba zaczyna się w południe, dla innych o północy, dla jeszcze innych np. o świtaniu, albo że poszczególne godziny nie są sobie równe. Także dokładność wskazań pozostawia wiele do życzenia. Ówczesne mechanizmy zegarowe bywają dość zawodne, stanowią więc bardziej symbol prestiżu i ambicji miasta lub fundatora niż przyrząd powszechnego, społecznego użytku. Ale też taki np. zegar katedry w Salisbury działał podobno przez 5 wieków. Wraz z nastaniem epoki wielkich odkryć geograficznych problem precyzyjnego i niezależnego od położenia pomiaru upływu czasu staje się niezmiernie palący. Ma bowiem bezpośredni związek z określaniem długości geograficznej, czyli jednym z podstawowych problemów nawigacji, o której od starożytnych wiemy, że jest bardziej konieczna niźli życie. Przez 200 lat z okładem próbowano różnych pomysłów, co zgrabnie wykorzystał w literaturze Umberto Eco. Dopiero w trzeciej ćwierci wieku XVIII Anglik John Harrison skonstruował odpowiednio dokładny i niezawodny chronometr nawigacyjny. I w tym przypadku zaistniał bliski związek między czasem a pieniędzmi. Harrison do później starości procesował się o wysoką nagrodę, którą 50 lat wcześniej brytyjski parlament wyznaczył dla konstruktora odpowiednio precyzyjnego zegara. Epoka industrialna, rozwój przemysłu, techniki, a także nauki, przyczyniają się do jeszcze silniejszego ujmowania życia ludzi w karby czasu. Zauważalną jednostką czasu staje się już nie godzina, lecz minuta. Mechanizacji towarzyszy silna synchronizacja maszyn i ludzi. Wiek XIX, liczony czasem znaczeń – wydarzeń, nie zaś kalendarzem, czyli mniej więcej do I wojny światowej, to wiek coraz dokładniejszego dopasowywania czasu we wszystkich dziedzinach. Synchronizacji podlega cały świat. W tej samej strefie czasowej zegary we wszystkich miastach, mieszkaniach i kieszeniach wskazują tę samą godzinę. Bez tego podróż W 80 dni dookoła świata nie byłaby możliwa. Życie zurbanizowanych i zindustrializowanych społeczeństw biegnie w podobnym rytmie. Podobne są harmonogramy pracy, odpoczynku, rozrywki czy snu. Wydajność i efektywność – pojęcia zawierające czas, jako jeden z najważniejszych parametrów – stają się bożyszczami. Najpełniejszy wyraz znajdują w wynalazku taśmy produkcyjnej, przy której człowiek zostaje sprowadzony do funkcji wyspecjalizowanego robota, wykonującego precyzyjnie określone czynności w narzuconym przez maszyny tempie. Czas epoki industrialnej to czas materii, do którego człowiek musi się przystosować. Terror harmonogramu jest męczący, stąd może marzenia o panowaniu nad czasem, o wehikule czasu, jak w powieści H.G. Wellsa. POWRÓT DO CZŁOWIEKA?Stulecie XX, zwłaszcza jego druga część, przynosi kolejne zmiany. Co prawda precyzja szatkowania czasu doszła już do sekund, zarazem jednak ludzie coraz rzadziej muszą działać w rytmie narzucanym przez maszyny. Organizacja czasu pracy ulega uelastycznieniu, a zarazem pracownicy najemni sprzedają przede wszystkim swój czas. Z drugiej strony, media elektroniczne, szczególnie telewizja, w masowej skali synchronizuje czas odpoczynku i rozrywki. Rytm życia domowego często dopasowywany jest do ramówki programu telewizyjnego. Dyskretna natura czasu w przekazie telewizyjnym stała się też podstawą skonstruowania prawdziwej maszyny czasu. To elektroniczne urządzenie pozwala telewizji „produkować” czas. Zasada działania jest prosta. Obraz telewizyjny to u nas 25 klatek na sekundę, w USA 30. Należy po pierwsze wprowadzić niewielki bufor czasowy sygnału, a następnie przeprowadzić tzw. mikroedycję sygnału, tzn. opuścić niektóre klatki, zwłaszcza jeśli są do siebie podobne. W ciągu godziny nadawania można w ten sposób zyskać około minuty, a widz nie zauważy zmiany jakości przekazu. Co najciekawsze, maszyna działa „w locie”, w czasie rzeczywistym. W ten sposób w relacji „na żywo”, np. z meczu, można „wygospodarować” dodatkowy czas, a zarazem zakończyć transmisję równocześnie z ostatnim gwizdkiem sędziego. Tak samo można zrobić w radiu. Po co? To chyba jasne – dla forsy. W tym „zrobionym” czasie można upchnąć dodatkowe reklamy. Urządzenia te wymyślił i nieźle na nich zarabia Bill Hendershot, z wykształcenia fizyk. Jak sam mówi, dzięki znajomości prac Einsteina idea manipulowania czasem nie była dlań niczym nowym. Urządzenie dla telewizji nazwane zostało bardziej „filozoficznie” Digital Time Machine, analogiczny sprzęt dla radia – już bez ogródek – po prostu Cash. Jeśli sprawdzą się przepowiednie futurologów, iż coraz większą rolę w funkcjonowaniu cywilizacji będzie odgrywało środowisko wirtualne, człowiecze bycie w czasie może ulec głębokim zmianom. Za pomocą wynalazków podobnych owej telewizyjnej maszynie czasu każdy będzie mógł sobie wygenerować własny czas, indywidualny i wirtualny. Owe starożytne pytania o znaczenie – ludzką, nieprzeliczalną na pieniądze wartość czasu, który został nam dany – pozostaną jednak nadal aktualne. Od dawna nie noszę zegarka. Bezrobotni czasu nie liczą. Dni, tygodnie i miesiące biegną podobnie, nie ma jednak powodu, by nadawać im jakieś imiona. Myśli coraz częściej kierują się ku zagadnieniom ponadczasowym. „Czymże jest ludzkie trwanie wobec wieczności, a wieczność wobec kiszonych ogórków” – powtarzał często pewien znajomy dominikanin. Wątpię jednak, czy kiszenie ogórków nada sens mojej czasowej egzystencji. |
|
|