Agora
W raporcie zbiorczym dokonano nieuprawnionych uogólnień,
ukazując całość szkolnictwa publicznego w ciemnych barwach.
Jego wymowa jest taka, że jest czymś nagannym to, iż uczelnie państwowe,
działając na rynku edukacyjnym, starają się konkurować o studentów.
Rozmowa z prof. Jerzym Woźnickim,
przewodniczącym Konferencji rektorów Akademickich Szkół Polskich
w kadencji 1999-2002
|
Fot. Stefan Ciechana
 |
KRASP zawsze wyrażała troskę o jakość kształcenia. Tymczasem, wg informacji Najwyższej Izby Kontroli, z jakością na studiach zaocznych, prowadzonych m.in. przez uczelnie zrzeszone w KRASP, nie jest najlepiej.
– Wiele razy spotkaliśmy się z tym, że niektóre stwierdzenia formułowane w raportach zbiorczych NIK są niemiarodajne. Także i tej tezy nie mogę przyjąć bez zastrzeżeń. W raporcie zbiorczym dokonano nieuprawnionych uogólnień, ukazując całość szkolnictwa publicznego w ciemnych barwach. Oczywiście, problemy z jakością studiów występują na różnych kierunkach w różnych uczelniach i trzeba je w indywidualnym trybie rozwiązywać.
– Odnieśmy się jednak do faktów, czyli np. zaniżonej w stosunku do studiów dziennych liczby godzin czy braku w programach studiów zaocznych przedmiotów wskazanych w minimum programowym jako obowiązkowe.
– Studia zaoczne z definicji zakładają zwiększoną aktywność własną studenta, a mniejsze – w porównaniu ze studiami dziennymi – obciążenie różnymi formami zajęć w uczelni. Od kilkudziesięciu lat organizowane są one w ten sam sposób, tzn. w formie zjazdów sobotnio-niedzielnych. Dziś liczba zjazdów i oferowanych godzin w wielu uczelniach jest większa niż dawniej, a dostęp do podręczników i informacji z innych źródeł jest znacznie lepszy niż kiedykolwiek. Istnieje także możliwość uczęszczania na wszystkie wykłady w uczelni w ciągu tygodnia, gdyż mają one w publicznych szkołach wyższych z zasady charakter otwarty.
– Informacja NIK powołuje się jednak konkretnie na minima programowe opracowane przez Radę Główną oraz zalecane przez nią liczby godzin na studiach zaocznych.
– System źródeł prawa został w Konstytucji RP jasno zdefiniowany. Określanie standardów edukacyjnych, a w tym różnych wymagań związanych z prowadzeniem kierunku studiów, należy do kompetencji ministra. W tym świetle to rozporządzenie ministra, a nie uchwały Rady Głównej są dla uczelni wytyczną wiążącą. Zatem, odwoływanie się w raporcie NIK ogłoszonym w 2002 r. do dokumentów Rady Głównej nie może stanowić podstawy do formułowania zarzutów.
– Czy to znaczy, że zmienia się sytuacja i rola Rady Głównej?
– Tak. I to nie tylko z powodu zmiany Konstytucji. Polska powinna tworzyć instytucje podobne do tych, które funkcjonują w krajach Unii Europejskiej. Tymczasem w Europie głównymi partnerami ministrów właściwych ds. szkolnictwa wyższego są tzw. krajowe (narodowe) konferencje rektorów. W naszym kraju KRASP jest taką konferencją, umocowaną w European University Association. Partnerstwo pomiędzy ministrem i KRASP ma głębokie uzasadnienie: minister i rektorzy to osoby, które ponoszą realną osobistą odpowiedzialność za szkolnictwo wyższe. Rada Główna Szkolnictwa Wyższego obecnie wypełnia jedynie funkcje doradcze i opiniodawcze wobec ministra i przygotowuje mu projekty opinii i dokumentów w sprawach określonych w ustawie. Dziś minister jest zobligowany przez ustawę do tego, żeby taki organ opiniodawczy wykorzystywać i finansować. Sądzę, że to jego sprawa i nikomu to nie powinno przeszkadzać.
– Czy zdumiewająco duże ilości godzin nadliczbowych – sięgające w niektórych wypadkach 3 tys. rocznie – wypracowanych przez wielu nauczycieli akademickich, nie dowodzą, że pensum naszej kadry akademickiej jest stanowczo za małe?
– To stwierdzenie przypomina mi inne – o 17 etatach pewnego profesora. Nigdy go nie odnaleziono. Myślę, że równie trudno będzie znaleźć profesorów wypracowujących tak wielką liczbę godzin nadliczbowych. Na marginesie tej sprawy warto odnotować, że niektórzy inspektorzy NIK źle interpretowali przepisy dotyczące godzin nadliczbowych. Nauczyciel musi przyjąć zadania zlecone przez uczelnię do 25 proc. powyżej pensum. Natomiast może on przyjąć więcej obowiązków na podstawie umowy cywilnoprawnej. Przekraczanie pułapu 125 proc. pensum nie jest przeciążeniem nauczycieli akademickich. Nasze pensa nie są wysokie – kiedyś były wyższe – podobnie nie są wysokie nasze zarobki. Zatem, niech ci, którzy chcą, mają możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy w swojej uczelni, żeby nie musieli szukać dodatkowych zarobków w innych uczelniach. Nie wolno deprecjonować tej ich dodatkowej pracy. Trzeba im za to dziękować.
– Przyzna Pan jednak, że trudno uznać za normalne wypracowanie 300 nadliczbowych godzin miesięcznie.
– To oczywiście byłby patologiczny przypadek. Jednak gdyby nawet takie pojedyncze przypadki incydentalnie się zdarzały w uczelniach, to i tak nie mogłyby one być podstawą do krzywdzących uogólnień. Trzeba natomiast zauważyć, że dla uczelni godziny nadliczbowe są formą obrony przed zbyt dużym, w istniejących realiach budżetowych, zatrudnieniem. Zlecanie dodatkowych zadań pracownikom etatowym jest mniej ryzykowne ekonomicznie, bardziej elastyczne i często tańsze niż zatrudnianie nowych osób na etatach. Ta forma ułatwia realizację zadań i coroczne domykanie budżetu w sytuacji, gdy rząd nie wywiązuje się ze swych własnych zobowiązań dotacyjnych wobec uczelni publicznych. O tym NIK zapomniała napisać w raporcie.
– Zaznaczono w nim, że rząd tylko częściowo pokrywa koszty płac w uczelniach.
– Wymowa raportu jest taka, że jest czymś nagannym to, iż uczelnie państwowe, działając na rynku edukacyjnym, starają się konkurować o studentów. Należało raczej powiedzieć, że uczelnie publiczne, pomimo zaniżonych nakładów budżetowych, działając w warunkach ogromnego przyrostu liczby studentów, potrafiły udźwignąć ciężar kształcenia tak dużej liczby osób unikając zadłużania się.
– Uczelnie na rynku to nie tylko problem radzenia sobie z własnym budżetem, ale także konkurencja z uczelniami niepaństwowymi. I tu pojawia się podniesiony przez kontrolerów NIK problem nielegalnych zamiejscowych punktów edukacyjnych.
– Rzeczywiście, powstał problem inicjatyw wielu uczelni w terenie. W tym wypadku życie wyprzedziło ciągle odkładane działania legislacyjne. Od kilku lat spodziewamy się nowego prawa o szkolnictwie wyższym. Pojawiają się trudności z jego uchwaleniem. Na skutek tego powstała sytuacja antycypowania przez niektóre szkoły wyższe oczekiwanych zmian przepisów prawnych. Wynika to zatem w znacznej mierze z inercji działań legislatorów. Uczelnie ponoszą jednak także odpowiedzialność za działania na granicy prawa lub z nim niezgodne.
– Czy należałoby zwiększyć pensum i kto miałby podjąć taką decyzję?
– Należy przede wszystkim zauważyć, że pensum nie musi być kategorią ustawową. Może stać się kategorią statutową i być ustalane przez senaty szkół wyższych, przy zapewnieniu warunków do większej elastyczności w tym zakresie, zgodnie z zasadami autonomii uczelni.
– W raporcie mówi się często o potrzebie zwiększenia nadzoru ministra edukacji nad szkołami wyższymi. Jak się ma ten nadzór do autonomii uczelni w dysponowaniu środkami publicznymi?
– Ustawa o finansach publicznych stwierdza, że wszystkie środki, jakimi dysponuje i jakie pozyskała uczelnia, są środkami publicznymi. Zdaniem KRASP, wprowadza to istotną nierówność między uczelniami państwowymi i niepaństwowymi. Zwróciliśmy się do rzecznika praw obywatelskich, który na nasz wniosek postanowił wystąpić ze skargą konstytucyjną w tej sprawie. Mamy nadzieję na pozytywne rozpatrzenie sprawy przez Trybunał Konstytucyjny. Chcemy, aby środki uzyskiwane przez uczelnie spoza budżetu nie stawały się automatycznie po wpłynięciu do kasy uczelni środkami publicznymi. Jestem konsekwentnym obrońcą modelu uczelni publicznej, która jest za siebie odpowiedzialna w warunkach, gdy państwo wywiązuje się ze swoich obowiązków. Ale jednocześnie bronię tezy, że minister musi mieć instrumenty nadzoru nad taką uczelnią. Osobiście sądzę, że nawet zwiększone uprawnienia ministra, które pojawiły się w jednej z przyjętych nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym, mogą okazać się niewystarczające. Funkcje nadzorcze ministra trzeba wzmocnić, co nie znaczy, że należy wyposażać go w funkcje zarządcze. Właściwym sposobem wpływania na uczelnie przez ministra są jego kompetencje w zakresie ustalania standardów, zasad i trybu działania.
– KRASP walczyła o wprowadzenie nowej ustawy. Tymczasem mieliśmy ostatnimi laty kilka nowelizacji starej ustawy o szkolnictwie wyższym. Czy one nie zastąpią w końcu nowej ustawy?
– Nowe prawo o szkolnictwie wyższym jest potrzebne nie po to, by poprawić w kilku miejscach obecną ustawę. Nowa ustawa – prawo o szkolnictwie wyższym – powinna odnieść się do kwestii zasadniczych. Ustawa musi być krótsza, powinna uelastycznić politykę kadrową i przenieść sporo regulacji do statutów uczelni, powinna też dookreślić relacje między organami państwa a uczelniami, określić zakres oraz formy pomocy państwa dla studentów – chodzi o zrównanie w prawach studentów uczelni publicznych i niepublicznych. Ten nowy akt powinien stworzyć prawne możliwości działania dla związków uczelni, a ponadto określić zasady koegzystencji sektora publicznego i niepublicznego. W tej ostatniej sprawie ustawa powinna konsekwentnie wprowadzić na poziomie tego aktu prawnego, zasadę konwergencji sektorów publicznego i niepublicznego w szkolnictwie wyższym, tzn. dokonać uwspólnienia reguł gry, tak aby usunąć źródła wzajemnego uskarżania się na dyskryminację. Elementem tego procesu konwergencji sektorów powinien być dostęp do środków publicznych dla uczelni niepublicznych, co byłoby realizacją w ogólności słusznej zasady, że państwo finansuje ważne cele społeczne, a realizują je różne podmioty publiczne i niepubliczne – te, które czynią to najlepiej.
– Pojawił się na horyzoncie problem wprowadzenia częściowej, ale powszechnej odpłatności za studia.
– Sądzę, że byłaby to słuszna zasada, pod warunkiem, że odpłatność byłaby niezbyt wysoka, a jednocześnie zapewniona byłaby powszechna dostępność do kredytów i pożyczek studenckich. Ale z racji konieczności zmiany konstytucji sądzę, że nie jest to możliwe do wprowadzenia w bliskiej przyszłości. Debata nad nowym prawem o szkolnictwie wyższym nie powinna zatem być zdominowana przez problemy odpłatności za studia.
Rozmawiał
Piotr Kieraciński
|