|
|
AgoraTo, co dla władz uczelni jest powodem do dumy, staje się naganne Krzysztof Królas Tak zatytułowałem artykuł, który ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 13 sierpnia 2002. Wyraziłem w nim opinię o raporcie NIK przedstawiającym wyniki kontroli odpłatności za studia w państwowych szkołach wyższych. Redakcja „Forum Akademickiego”, rozpoczynając dyskusję o kontroli NIK w szkołach wyższych, poprosiła mnie o ponowne zajęcie się tym tematem. DO KOGO RÓWNAĆ?Pokontrolny raport NIK zawiera stwierdzenie: We wszystkich kontrolowanych uczelniach rozwój ilościowy i jakościowy kadry nauczycieli nie nadążał za wzrostem liczby studentów. I dalej: W okresie lat 1997-2001 liczba studentów w badanych uczelniach wzrosła ogółem o ponad 30 proc., natomiast liczba nauczycieli akademickich tylko o 5,1 proc. To, co dla władz uczelni jest powodem do dumy, staje się naganne w oczach kontrolerów NIK. Według NIK, to bardzo źle, gdy na jednego nauczyciela akademickiego przypada dużo studentów. Jeżeli NIK ma rację, to najlepiej było pod koniec lat 80., bo wtedy w uczelniach państwowych studiowało 3 razy mniej studentów, a liczba nauczycieli była prawie taka sama, jak obecnie. Dziś sytuację w kraju staramy się ocenić szukając innych porównań. Pouczające może być porównanie polskich uczelni z uczelniami w krajach zachodniej Europy. Wybierzmy najstarszą polską uczelnię, Uniwersytet Jagielloński, i najstarszą niemiecką, Uniwersytet w Heidelbergu (o 21 lat młodszy niż UJ). W 2000 roku w UJ i w Uniwersytecie w Heidelbergu (w obu przypadkach bez wydziałów medycznych) studiowało odpowiednio 27 740 i 21 980 studentów. Uniwersytety te zatrudniały odpowiednio 329 i 328 profesorów oraz 1710 i 758 pozostałych nauczycieli. Na jednego nauczyciela akademickiego w Krakowie przypadało więc ok. 13 studentów, a w Heidelbergu ok. 20. Cóż, Niemcy nie dbają o rozwój kadry nauczycieli, dostałoby się im, gdyby kontrolowali je polscy inspektorzy NIK. A teraz poważnie. Od początku lat 90. szybko wzrasta efektywność wyższych uczelni państwowych. Proces ten zachodzi bez rozgłosu i bez specjalnych funduszy. Efektywność zwiększana jest nie poprzez zmniejszenie zatrudnienia, lecz poprzez zwiększenie liczby studentów. Oto co na ten fragment artykułu odpowiada Pan Andrzej Sosnowski: Charakterystyczne, że dla potwierdzenia wypowiadanych poglądów [autor] sięga do przykładów zagranicznych. To wygodny sposób argumentowania własnych racji, gdyż czytelnik najczęściej nie ma możliwości sprawdzenia rzetelności podawanych liczb czy informacji. A w innym miejscu: Nawet tak oczywiste stwierdzenie, iż „we wszystkich kontrolowanych uczelniach rozwój ilościowy i jakościowy kadry nauczycieli nie nadążał za wzrostem liczby studentów” wzbudza absurdalną krytykę. Ze słów Królasa wynika, że im więcej studentów przypada na jednego nauczyciela akademickiego, tym lepiej. Cóż mogę dodać! Równać trzeba do najlepszych, a informacje o Uniwersytecie w Heidelbergu pochodzą od rektora tej uczelni. Na marginesie, zestawienie liczb charakteryzujących uniwersytety w Heidelbergu i Krakowie przedstawione zostało inspektorom NIK, którzy kontrolowali UJ. Poza tym, ze słów Królasa wynika tylko, że w bardzo dobrej niemieckiej uczelni na jednego nauczyciela przypada więcej studentów niż w UJ i nikt w Niemczech z tego powodu nie czyni nikomu zarzutów, bo zaraz zostałby poproszony o wskazanie źródła finansowania. ROZWÓJ BEZ FUNDUSZYNa pierwszym miejscu listy ustaleń kontrolnych inspektorzy NIK postawili zarzut, który w skrócie może być tak sformułowany: państwowe szkoły wyższe wykorzystały duże zainteresowanie podejmowaniem studiów i przyjmowały na płatne studia nieograniczoną liczbę studentów przymuszonych brakiem miejsc na studiach dziennych. Zapewniam, że władze każdej państwowej uczelni są bardzo zainteresowane zwiększaniem ilości miejsc na studiach dziennych. Świadczą o tym liczby, które zresztą zamieszczone są w samym raporcie. W okresie 1997-2001, którym zajmuje się NIK, liczba studentów studiów dziennych w państwowych uczelniach wzrosła z 448 do 597 tys., to jest o 33 proc. Koszty kształcenia studentów dziennych pokrywa budżet państwa. Wraz ze wzrostem liczby studentów wzrosła również wartość dotacji budżetowej, np. w przypadku UJ z 74 mln zł w 1996 r. do 115 mln zł w 2000 r. Ale po uwzględnieniu inflacji okazuje się, że realna wartość tej dotacji nie tylko nie wzrosła, ale zmniejszyła się aż o 5 proc. Podobnie zmalały dotacje dla innych uczelni. W polemice mamy zapewnienie: Zapewniam autora, że dla prowadzących kontrolę jest zrozumiałe, iż umożliwienie pobierania opłat za studia miało na celu zwiększenie ich dostępności w sytuacji ograniczonych możliwości budżetowych. Nie damy sobie jednak wmówić, że zwiększenie liczby studentów musi nastąpić kosztem obniżenia poziomu studiów odpłatnych i łamania obowiązujących przepisów. Zgadzam się z moim polemistą: nie musi i nie może. Nawet w swoim raporcie NIK wspomina o stosowanych w Uniwersytecie Jagiellońskim wysokich wymaganiach zarówno wobec studentów studiów dziennych, jak i studiów zaocznych. DIALOG Z NIKMoim zdaniem, raport NIK napisany jest bez zrozumienia procesów zachodzących w uczelniach. Co gorsze, jego autorzy nie chcą przyjąć do wiadomości informacji płynących z samych uczelni. Oto drobny, ale charakterystyczny przykład. W wystąpieniu pokontrolnym, przekazanym w styczniu br. rektorowi UJ, pojawił się zarzut o szczupłości pomieszczeń bibliotecznych. Akurat w tej sprawie odpowiedź rektora mogła być w pełni pozytywna. Kilka miesięcy wcześniej UJ wzbogacił się o nowy gmach Biblioteki Jagiellońskiej. Powierzchnia biblioteki podwoiła się. Mimo, jak się wydawało, wyczerpującej odpowiedzi, stwierdzenie o szczupłości powierzchni bibliotecznych pojawia się ponownie w najnowszym raporcie NIK. Podobnie uzasadnione mogą być zarzuty względem innych zjawisk i uczelni. Polemika zawiera kolejne zapewnienie: Zapewniam więc, że wszystkie informacje czy wyjaśnienia kontrolowanych jednostek, a zwłaszcza zawarte w odpowiedziach na wystąpienia pokontrolne, poddawane są obowiązkowo analizie (wymaga tego obowiązująca procedura). Nie wszystkie jednak zasługują na uwzględnienie. Tak było właśnie z przywołaną w artykule, a przesłaną przez rektora UJ w odpowiedzi na wystąpienie pokontrolne, informacją dotyczącą rozbudowy Biblioteki Jagiellońskiej. Szkoda, że słowa rektora nie znalazły uznania w oczach NIK. Z drugiej strony, znalazła uznanie informacja jednego z pracowników UJ o tym, że jego instytut nie uzyskał etatu bibliotekarza. Ta opinia została zacytowana w raporcie i jest argumentem za tezą o słabości bazy bibliotecznej w naszej uczelni. Przy okazji: w 2000 r. Uniwersytet w Heidelbergu zatrudniał 170, a UJ 379 bibliotekarzy. Ale NIK wie lepiej niż rektor UJ, że to właśnie bibliotekarzy potrzebuje nasz uniwersytet. KOSZT STUDIÓWJak wynika z raportu, celem kontroli była ocena prawidłowości wykorzystania uprawnień do pobierania przez uczelnie opłat za zajęcia dydaktyczne. Autorzy raportu sugerują, że opłaty za studia są zbyt wysokie. Studia są rzeczywiście drogie, gdy porówna się wysokość czesnego z wysokością przeciętnego wynagrodzenia w Polsce. Spróbujmy na przykładzie studiów dziennych określić, ile one kosztują. Dzielimy kwotę rocznej dotacji przeznaczoną na kształcenie studentów studiów dziennych przez liczbę tych studentów i otrzymujemy koszt kształcenia jednego studenta w ciągu roku. Na wykształcenie jednego studenta państwo przekazuje UJ 5500 zł rocznie. Na płatnych studiach czesne wynosi średnio ok. 3400 zł. Jak widać, opłata nie jest wygórowana. A skoro już porównywaliśmy UJ z Uniwersytetem w Heidelbergu, to popatrzmy, ile tam kosztuje wykształcenie jednego studenta. W 2000 r. Uniwersytet w Heidelbergu otrzymał na wykształcenie prawie 22 000 studentów dotację w wysokości 345 mln marek. Średni koszt kształcenia jednego studenta w Heidelbergu wynosił więc ponad 15 500 DM, tj. ok. 30 000 zł. Jeżeli to może być pociechą, nie tylko w Polsce studia wyższe są drogie. Pan Andrzej Sosnowski napisał: Autor [Krzysztof Królas] zapomniał poinformować czytelników, że uczelnia państwowa, w tym także UJ, na każdego studenta studiów odpłatnych otrzymuje także dotację budżetową w wysokości 30 procent dotacji przekazywanej na jednego studenta studiów dziennych, a więc 1650 zł. Ten fragment polemiki wymaga nieco dłuższego komentarza. W 2000 r. opracowałem dla Senackiej Komisji ds. Majątku i Finansów UJ dokument o kosztach kształcenia w Uniwersytecie Jagiellońskim. Przy wyliczeniu kosztów założyłem, że dotacja na działalność dydaktyczną w całości – a nie, jak w rzeczywistości, w 40 proc. – zależy od liczby studentów. Wszystkie cytowane powyżej kwoty, łącznie z kwotą 1650 zł podaną przez A. Sosnowskiego, pochodzą z tego wyliczenia. Podczas kontroli inspektor NIK otrzymał ten już nieco stary dokument, który potem prawie w całości (9 z 10 punktów) został przytoczony w raporcie NIK. Teraz, czytając polemikę Pana Andrzeja Sosnowskiego, z jednej strony cieszę się, że ktoś czytał mój własny tekst, a z drugiej martwię, bo niewiele z niego zrozumiał. Co innego koszt kształcenia, a co innego dotacja na jednego studenta. Dotacja MEN na jednego studenta studiów zaocznych w 2000 roku wynosiła od ok. 300 do ok. 800 zł, w zależności od kierunku studiów. Poza tym, w artykule pisanym w 2002 r. nie musiałem o tym wcale wspominać, bo od roku dotacja MEN nie zależy od liczby studentów. Zwiększenie lub zmniejszenie liczby studentów nie zmienia dziś wysokości dotacji. A tak na marginesie – ostatni, dziesiąty punkt opracowania dla Senackiej Komisji (dwie linijki tekstu) nie znalazł uznania w oczach piszących raport. Nie pasował do konkluzji raportu, nie został więc przedrukowany. RECEPTAW ciągu 10 lat nastąpił niezwykły rozwój szkolnictwa wyższego. Często się zdarza, że żywiołowemu rozwojowi towarzyszą zjawiska negatywne. Od kilku lat środowiska akademickie próbują się z nimi uporać. Ze środowiska akademickiego wyszły projekty nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Na przykład wprowadzenie zryczałtowanej, niskiej opłaty za studia dla wszystkich studentów szkół państwowych, razem z systemem stypendialnym dla najlepszych studentów, zlikwidowałoby problem wysokości opłat za studia. Istnieje też kilka propozycji ograniczenia, a nawet rozwiązania zjawiska wieloetatowości. Podnoszone przez NIK problemy z wyliczaniem godzin ponadwymiarowych znikną, gdy przyjęty zostanie projekt nowej ustawy, w którym zrezygnowano z rozliczania nauczyciela akademickiego poprzez pensum dydaktyczne. Zamiast szybkiej zmiany ustawy o szkolnictwie wyższym NIK proponuje: „zintensyfikowany nadzór ministra”, jako główny środek zaradczy na problemy szkolnictwa wyższego. Ten fragment artykułu skomentowany jest następująco: Prawdą jest natomiast, że wynikające z ocen kontrolnych oczekiwania Izby co do szczegółowych rozwiązań nowego systemu organizacji i finansowania polskiego szkolnictwa nie muszą być – i nie są – całkowicie zbieżne z opisywanymi przez autora propozycjami środowiska akademickiego.
|
|
|